Kategorie
Aktualności

Protestantyzacja Kościoła?! Co może przynieść aktualny Synod – zapraszamy na debatę w Klubie „Polonia Christiana”

Targany kolejnymi kryzysami i krytyką stanowiska wobec agresji rosyjskiej na Ukrainę, Kościół Powszechny realizuje nakreślony przez papieża program Synodu o synodalności. W cieniu wielkich wydarzeń rozgrywa się rywalizacja o model przebudowy Kościoła po obecnym Synodzie. Czy w Polsce czeka nas protestantyzacja na wzór niemiecki? O możliwych scenariuszach i obecnej sytuacji w Watykanie rozmawiać będą dwaj znakomici prelegenci…

Synod o synodalności – potrzeba głosu katolików

Nasz Klub „Polonia Christiana” w Warszawie nie zwalnia tempa! Po ostatnich – niezwykle ciekawych i różnorodnych tematycznie spotkaniach – powracamy do problemów z wnętrza Kościoła. Przed nami bowiem ostatnie dwa miesiące diecezjalnej fazy Synodu o synodalności.

Warto przypomnieć, iż Stowarzyszenie „Polonia Christiana” wspólnie z SKCh im. Ks. Piotra Skargi już kilkukrotnie zabierały głos w sprawie Synodu. Alarmowaliśmy o zagrożeniach płynących z przyzwolenia Stolicy Apostolskiej na coraz bardziej odległe od doktryny Kościoła praktyki i propozycje płynące z Niemiec oraz z państw Ameryki Łacińskiej. Monitorujemy również działalność skrajnych grup lobbingowych w Polsce, dążących do przeforsowania swojego głosu w ramach spotkań i ankiet synodalnych. Publikacje na ten temat ukazywały się m.in. w magazynie „Polonia Christiana” (numer 83 – „Synodalna dekonstrukcja?”) i na portalu PCh24.pl. Ponadto, Stowarzyszenie Ks. Skargi wydało specjalną broszurę „Synodalność. Koniec Kościoła jaki znamy?”, wyjaśniającą podstawowe pojęcia i problemy związane z Synodem. Jak dotąd, trafiła ona do kilkudziesięciu tysięcy polskich wiernych, w tym 20 tysięcy kapłanów.

Protestantyzacja Kościoła? Debata o Synodzie w warszawskim Klubie

Co przyniosą syntezy z prac sformułowane przez biskupów? Czy w Polsce górę wezmą naciski rewolucjonistów lobbujących za powieleniem niemieckiej drogi synodalnej? Tematy te będą stanowić podstawę debaty, na którą już teraz zapraszamy wszystkich Państwa do Warszawy. Spotkanie poprowadzi red. Łukasz Karpiel (PCh24.pl, PCh24TV, „Prawy Prosty”), natomiast dyskutować będą ks. prof. Paweł Bortkiewicz TCHr oraz red. Paweł Chmielewski. Temat debaty to „Synod o synodalności. Czy grozi nam protestantyzacja Kościoła?”.

Serdecznie zapraszamy na tę debatę już w środę 22 czerwca 2022 r. Spotkanie pod szyldem Klubu „Polonia Christiana” rozpocznie się o godzinie 18:00 w sali konferencyjnej (I piętro) Domu Literatury przy ul. Krakowskie Przedmieście 87/89 w Warszawie. Wstęp wolny!

 

Klub „Polonia Christiana” w Warszawie

Kategorie
Aktualności

Niechciany prorok, mądry wizjoner – abp Fulton J. Sheen. W klubie PCh opowie o nim Jan Franczak

Abp Fulton J. Sheen – myśliciel, uważny obserwator życia społecznego i religijnego, postać znacząca dzięki swojej wyrazistości poglądów i konsekwencji w ich głoszeniu. Osobę tego wyjątkowego duchownego przybliży nam Jan J. Franczak podczas spotkania Klubu „Polonia Christiana” w krakowskiej „Miodosytni” w czwartek 23 czerwca 2020 roku.

Jan J. Franczak to komentator i publicysta znany widzom z autorskiego programu „#BookTubePCh24” na kanale telewizji internetowej PCh24TV. Spokojna narracja i precyzja przekazu Jana J. Franczaka będą niezwykle pomocne w lepszym poznaniu postaci wyjątkowej, która wśród duchownych katolickich w XX wieku wyróżniała się przywiązaniem do społecznej nauki Kościoła Rzymskiego i bezkompromisowością wobec przeciwników nauczania Chrystusa.

Kim był Sługa Boży arcybiskup Fulton J. Sheen?

„Abp Fulton J. Sheen – niechciany prorok Kościoła. Opowieść o jednej z najbardziej niezwykłych postaci XX wieku” – to temat spotkania klubowego w Krakowie, którego gospodarzem będzie Jan J. Franczak.

Wśród współczesnych zawirowań, błądzeń i celowego odchodzenia od Pana Boga przywołanie postaci Abpa Fultona J. Sheen’a będzie pomocne, tak jak pomocne okazało się dla wielu chrześcijan wysłuchanie i wzięcie sobie do serc przekazu tego znaczącego duchownego. Obserwując z trwogą zło panoszące się we wschodniej Europie w trakcie agresji kremlowskich żołdaków na Ukrainę więcej zrozumiemy, gdy dzisiaj sami zinterpretujemy słowa Abpa Fultona J. Sheen’a, przytoczone na portalu PCh24.pl:

Na naszych oczach toczy się ostateczne zmaganie między Bogiem „Jestem, który Jestem” a demonem „jestem, którego nie ma”. Bo szatan, książę tego świata, próbuje udowodnić, że nie istnieje. „Jego logika jest prosta: skoro nie ma nieba, to nie ma piekła; skoro nie ma piekła, nie ma też grzechu; skoro nie ma grzechu, nie ma też sądu, a skoro nie ma sądu to zło jest dobrem, a dobro złem” – zauważa autor. Sheen zwraca uwagę na walkę, która toczy się na wielu płaszczyznach: ideologii, polityki, gospodarki, a co najważniejsze – na płaszczyźnie duchowej. Poszczególne rozdziały poświęcone są naturze komunizmu oraz wpływowi, który wywarł na świat i Rosję. Rosję, która działa wbrew Rosjanom i dzisiaj pokazuje swą najbardziej przerażającą twarz.

Wiemy, że rozkład moralny państwa zaczyna się od rozkładu tkanki społecznej i zerwania więzi międzyludzkich, w szczególności więzi rodzinnych. Aby zmieniać świat na lepsze, nie można w krajach tzw. wolnego świata powielać błędów, jakie doprowadziły do moralnego upadku i zdziczenia obywateli państwa, dopuszczającego morderstwa i bestialstwa jako środek do zawłaszczania mienia i życia w sąsiednich krajach. Mimo że Rosja stawiana jest dziś jako antyprzykład układania relacji międzynarodowych, powinniśmy sobie zdawać sprawę z tego, że upadek każdej społeczności i każdego narodu jest niemal pewny, gdy zapomni on o rdzeniu moralnym i trwałym spoiwie, jakim jest połączenie wiary oraz tradycyjnej rodziny.

W swoich ostrzeżeniach przed pójściem w ślady sowieckiej Rosji abp Fulton J. Sheen mówił m.in.:

Warto porównać tę nową zmienioną rosyjską koncepcję rodziny z materializmem zachodniego świata. Nie ma wątpliwości, że obecna filozofia Ameryki życia rodzinnego jest dokładnie taka sama, jak była w Rosji w latach 1917-1935, a mianowicie, panuje wiara w rozwody, wolną miłość i w dziwaczny system, który w jednym dwuczłonowym słowie odrzuca zarówno narodziny jak i kontrolę.

Abp. Fulton J. Sheen bohaterem najbliższego Klubu Polonia Christiana w Krakowie

Przypominając te trafne wypowiedzi amerykańskiego duchownego, mocno zachęcamy do wysłuchania prelekcji Jana J. Franczaka, który wygłosi prelekcję na temat „Abp Fulton J. Sheen – niechciany prorok Kościoła. Opowieść o jednej z najbardziej niezwykłych postaci XX wieku”.

Serdecznie zapraszamy na spotkanie z Janem J. Franczakiem w czwartek 23 czerwca 2022 r. o godzinie 18:00 do sali konferencyjnej Hotelu „Miodosytnia”, ulokowanej na poziomie -1. Adres hotelu to ul. św. Wawrzyńca 6 (obok kościoła Bożego Ciała) w Krakowie. Najbliższe przystanki tramwajowe to „Św. Wawrzyńca” lub „Plac Wolnica”. Wstęp wolny!

 

Klub „Polonia Christiana” w Krakowie

Kategorie
Aktualności

Kredyt społeczny: nadciąga totalne zniewolenie?! Dr Jakub Majewski gościem Klubu PCh w Toruniu

Możni tego świata wyznaczają kolejne granice kontroli, które następnie sami przekraczają za pomocą eksperymentów inżynierii społecznej. Chiński kredyt społeczny może niebawem rozlać się po całym świecie jako narzędzie realizacji rewolucyjnej antyutopii. Co nam zagraża i na jaką skalę? Opowie znawca tematu, badacz komunikacji społecznej, mediów i nowoczesnych gier – dr Jakub Majewski. Zapraszamy do Torunia! 

Klub „Polonia Christiana” w Toruniu powraca! Chcemy, aby nasze czerwcowe spotkanie stanowiło mocne preludium dla działań planowanych już po wakacjach, jak również, by stało się okazją do spotkania ze stałym współpracownikiem i cenionym publicystą magazynu „Polonia Christiana”. Dr Jakub Majewski będzie naszym gościem już w piątek 17 czerwca 2022 r. o godz. 18:00. Zapraszamy do sali konferencyjnej Hotelu Filmar przy ul. Grudziądzkiej 45 w Toruniu.

Temat prelekcji dra Majewskiego to „Kredyt społeczny. Ku totalnemu zniewoleniu”. Wybraliśmy ten temat, aby oczami eksperta naświetlić Państwu charakterystykę chińskiego eksperymentalnego systemu kontroli społecznej i zagrożenia płynące z jego stałej implementacji w Azji, jak również z zakusami przeniesienia tych metod do innych części świata, w tym do Europy.  

Dr Jakub Majewski jest pracownikiem naukowym Uniwersytetu im. Kazimierza Wielkiego w Bydgoszczy, gdzie zajmuje się badaniem gier komputerowych, w tym implementacją elementów kulturowych w grach, ich funkcją społeczną, jak również samą historią produkcji gier w Polsce. Pod kątem tych zainteresowań naukowych studiował wcześniej na australijskim Bond University. Oprócz tego, jest wnikliwym badaczem zmian politycznych i kulturowych na świecie, ze szczególnym uwzględnieniem stosunków międzynarodowych. Regularnie publikuje swoje analizy w dwumiesięczniku „Polonia Christiana”.

 

PoloniaChristiana.org

Kategorie
Środowiska-zwyczaje-cywilizacja

Roman Motoła: 4 czerwca 1992 – Dramat czy „ustawka”?

Pokolenie, które najpierw w prezydenturze Lecha Wałęsy, a następnie w obozie zwolenników lustracji upatrywało nadziei na powrót suwerennej Polski, patrzy na upadek rządu Jana Olszewskiego jako na moment przełomowy dla sprawy oczyszczenia naszego życia publicznego z komunistycznej agentury. Nigdy to nie nastąpiło, za co ciągle płacimy wysoką cenę – pisze w najnowszym wydaniu PCh Roman Motoła. Nasz publicysta stawia przy okazji pytanie, czy w warunkach roku 1992 naprawdę istniała na to realna szansa?

Z inicjatywy Lecha Wałęsy

4 czerwca 1992 roku odwołany został pierwszy gabinet wyłoniony przez parlament wybrany w całkowicie wolnych wyborach. Składał się on z przedstawicieli Porozumienia Centrum, Zjednoczenia Chrześcijańsko-Narodowego, Polskiego Stronnictwa Ludowego – Porozumienia Ludowego oraz Partii Chrześcijańskich Demokratów. Ugrupowania te dysponowały w rozdrobnionym Sejmie głosami zaledwie stu czternastu posłów. Do powołania rządu okazało się więc niezbędne poparcie ze strony Polskiego Stronnictwa Ludowego i NSZZ „Solidarność”. Półroczne zaledwie rządy ekipy Jana Olszewskiego zaznaczyły się między innymi podjęciem starań o przystąpienie Polski do NATO oraz przyspieszeniem wyjścia z terytorium naszego państwa wojsk posowieckich.

Bezpośrednim powodem upadku rządu była chęć wykonania sejmowej uchwały o ujawnieniu zajmującej publiczne stanowiska agentury Urzędu Bezpieczeństwa i Służby Bezpieczeństwa. Na listach dotyczących aktualnych członków najwyższych władz znalazły się między innymi nazwiska prezydenta Lecha Wałęsy, marszałka Sejmu Wiesława Chrzanowskiego, a także trzech ministrów i ośmiu wiceministrów rządu Jana Olszewskiego plus kilkunastu „szeregowych” parlamentarzystów.

Zmontowana naprędce „koalicja strachu” pod wodzą Wałęsy z udziałem między innymi Waldemara Pawlaka, Donalda Tuska i plejady „gwiazd” z Unii Demokratycznej doprowadziła do odwołania rządu w nocy z 4 na 5 czerwca. Upadła wówczas, by już nigdy skutecznie nie powrócić, idea wyeliminowania z wpływu na życie publiczne w Polsce osób sterowanych przez aparat represji PRL. Jedno z pytań, które warto sobie dzisiaj postawić, brzmi: czy ten zamiar miał kiedykolwiek szansę powodzenia? Czy środowiska, które zarówno wtedy, jak i przez wiele kolejnych lat szermowały na użytek patriotycznej części Polaków argumentami o chęci zdekomunizowania naszej polityki, samorządności i gospodarki, robiły to szczerze?

Jak zły szeląg

Perspektywa lat, jakie upłynęły od tamtych wydarzeń, pozwala nam spojrzeć na nie oczyma bogatszymi o doświadczenie trzech ostatnich dekad. W tym okresie mieli okazję rządzić naszym państwem reprezentanci obydwu ówczesnych stronnictw: prolustracyjnego i antylustracyjnego. Jedni i drudzy zgodnie uczestniczyli w przedsięwzięciu wpychania Polski w struktury Unii Europejskiej bez prawdziwej, rzetelnej debaty narodowej nad pożytkami i minusami akcesu do tej organizacji. Jedni i drudzy później przyczynili się do degradacji pozycji Polski na forum UE, akceptując traktat lizboński. Całkiem zaś niedawno zgodnym chórem – jakby na życzenie globalnej oligarchii finansowej – zafundowali Polakom dwuletni obóz sanitarny o zaostrzonym rygorze. Również w tym przypadku usilnie, z ormowskim wręcz zapałem, zwalczane były wszelkie próby kwestionowania „jedynie słusznej” drogi.

Obozy tworzące w obecnym układzie parlamentarnym tak zwaną totalną opozycję, w poprzednich kadencjach parlamentu wyprzedawały za marne grosze korporacjom zagranicznym narodowy majątek pozostały po czasach PRL. Z kolei będący u steru władzy dzisiaj zadłużają po uszy kolejne pokolenia Polaków. Drukują bez opamiętania pusty pieniądz, który następnie gestem utracjusza rozdają na prawo i lewo. Czy robią to w nadziei na doraźny zysk polityczny, czy też świadomie uczestniczą w sterowanym krachu obecnego światowego systemu finansowego? Nie będziemy musieli czekać zbyt długo, by poznać odpowiedź na to pytanie. Zafundowane nam „ciekawe czasy” charakteryzują się bowiem znacznym przyspieszeniem wskazówek na dziejowym zegarze.

Oprócz wytkniętych powyżej dokonań, niemal wszystkie siły polityczne wykazują też nadzwyczajny zapał w instalowaniu nad Wisłą na stałe kilkumilionowej imigracji wywodzącej się z kraju, w którym trwałym elementem ideologii państwowej jest sentyment do antypolskich zbrodniarzy z Wołynia i Małopolski Wschodniej. I wszelkie próby zgłaszania w tej kwestii votum separatum trafiają pod pręgierz „policji myśli”, natychmiast zapędzającej wichrzycieli do celi z napisem ruska agentura.

Z kolei winni kolejnych fundowanych nam „ścieżek zdrowia” utwierdzają się w poczuciu bezkarności, bo z przedwyborczych, szumnych zapowiedzi rozliczenia winnych nie pozostaje nic. Trwała abolicja objęła w trzeciej, trzeciej i pół, a nawet czwartej RP nie tylko dawnych komunistycznych aparatczyków i agentów, ale również aferzystów okresu tak zwanej wolnej Polski. Ciężar wszelkich arcykosztownych operacji w rodzaju „walki z pandemią” czy wystawnego przyjmowania uchodźców wojennych z Ukrainy ponoszą zwykli ludzie oraz mali i średni przedsiębiorcy. Szary Kowalski czuje się we własnej Ojczyźnie coraz częściej mieszkańcem drugiej czy innej, lecz na pewno nie pierwszej kategorii.

Nowa Jałta

Polityczne dzieje Polski po transformacji ustrojowej na przełomie lat osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych czynią bardzo prawdopodobną hipotezę, że kontrolowany upadek komunizmu stanowił efekt czegoś w rodzaju nowej Jałty, której jednym z założeń było niedopuszczenie do odrodzenia się naprawdę suwerennego, zasobnego we własny przemysł i liczną ludność państwa w środku Europy. Czy nie dlatego z taką determinacją instytucje Unii Europejskiej bronią postkomunistycznego sądownictwa w Polsce przed – realnymi czy pozorowanymi tylko – próbami uzdrowienia tej kluczowej sfery władzy? Czy nie z tego powodu wyszukiwanie kolejnych pretekstów do finansowego czy politycznego „przeczołgiwania” naszego państwa na unijnym forum wydaje się jedną z głównych trosk eurokratów?

Rząd Jana Olszewskiego ukazywany w najnowszej historiografii jako niezłomnie antykomunistyczny, tak jak i wszystkie pozostałe, tworzony był przez środowiska uczestniczące w zmowie Okrągłego Stołu, reżyserowanej przez selekcjonera Czesława Kiszczaka. Ten powołał wówczas do narodowej pseudoreprezentacji jedynie „konstruktywną” opozycję, czyli taką, która realnie nie mogła zaszkodzić peerelowskim aparatczykom. Gdy głębiej sięgniemy do genezy i krótkich dziejów gabinetu nieżyjącego już dziś mecenasa, przypomnimy sobie, że zabiegał on o udział w rządowej koalicji między innymi pełnej dawnych pezetpeerowców Unii Demokratycznej czy Kongresu Liberalno-Demokratycznego Donalda Tuska. Czy całe to środowisko miało chęć i możliwości, by wykorzenić komunizm naprawdę, a nie jedynie w szumnych deklaracjach?

Coraz częściej przekonujemy się też, że serwowane nam w środkach musowego przekazu opowieści o naszej rzeczywistości bywają kreacją, przedstawieniem, i to nieraz w sprawach bardzo istotnych. Czy 4 czerwca 1992 roku także mieliśmy do czynienia ze spektaklem, jak zwykle skomponowanym z wielką dbałością o stan narodowych nastrojów? Być może nie, ale oglądaliśmy takich „ustawek” już zbyt dużo i na o wiele większą skalę, by z miejsca odrzucić taką hipotezę. Zwłaszcza gdy przyłożymy do tamtych wydarzeń oraz wszystkiego, co nastąpiło później niezawodne kryterium zawierające się w słowach: Po owocach ich poznacie.

Ale i tak dla wielu z Polaków, którzy wówczas srodze zawiedli się na Lechu Wałęsie i innych „legendach opozycji”, data 4 czerwca 1992 roku pozostanie ważnym momentem formującym czy umacniającym niezłomną, bezkompromisową postawę wobec komunizmu i jego kolejnych zmutowanych odmian…

 

Roman Motoła

Artykuł został opublikowany w 86. numerze magazynu „Polonia Christiana”.

Kategorie
Środowiska-zwyczaje-cywilizacja

Jerzy Wolak: Bicz Boży?

Dziwna ta wojna. Zwłaszcza z polskiej perspektywy, nieprawdaż? Bo oto trwa w najlepsze pełnoskalowy konflikt zbrojny z Rosją w roli głównej, a my nie gramy w tym meczu, tylko go sobie z daleka oglądamy, sącząc kawę. Rzecz niebywała od bez mała trzystu lat – pisze w Edytorialu do 86. numeru „Polonia Christiana” redaktor naczelny pisma Jerzy Wolak.

Na naszych oczach w proch sypie się mit potężnej i niezwyciężonej Rosji. Ruscy dostają ciężkie baty – i to od kogo? Nie od podobnego sobie mocarstwa, ale od państwa, które jeszcze niedawno mało kto traktował poważnie. Jednakowoż nie nadymajmy się zanadto, bo gdyby to nas napadnięto, czy zdołalibyśmy się tak skutecznie bronić? I czy świat zachodni zdobyłby się dla nas na choćby tyle, co czyni dla Ukrainy?

Za to Polacy zareagowali prawdziwą erupcją chrześcijańskiej miłości bliźniego. Bo z niczego innego wzięła się tak ochocza postawa pomocy – realizowana nie słowem, lecz konkretnym czynem – jak właśnie z katolickiego (jeszcze) wychowania wielu z nas: nawet tych, co się od Kościoła ostro odcinają. Jeszcze z nich do końca nie wyparował duch miłosierdzia i ofiary. Choćby zupełnie nieświadomie, ale jednak faktycznie wciąż mają głęboko wpojone w swój system wartości biblijne zasady. Jak choćby tę: Jeżeli nieprzyjaciel twój cierpi głód – nakarm go. Jeżeli pragnie – napój go! (Rz 12, 19–20).

Zdumiewające, ilu Polaków okazało się patriotami… ukraińskimi. Ludzie, którzy nigdy w życiu z żadnej okazji nie wywiesiliby biało-czerwonej flagi, dziś powiewają żółto-niebieską, jakby im za to dobrze płacono (i to nie w hrywnach). Jednocześnie mamy nie słuchać rosyjskiej muzyki, nie czytać rosyjskiej literatury, pewnie też i na rosyjskie obrazy nie patrzeć. Spalić dorobek Czajkowskiego, Rachmaninowa, Rimskiego-Korsakowa, Strawińskiego, Czechowa, Dostojewskiego, Tołstoja, Strugackich, Wołkowa, Ajwazowskiego, Kramskiego, Szyszkina, Wierieszczagina. Czyli to, co w całej moskiewskiej historii najlepsze (bo zaczerpnięte ze zdrowej tradycji Zachodu). Przekraczamy granicę absurdu.

Na niejednym katolickim ołtarzu widnieje dziś i z niejednego krzyża u Bożego Grobu spływa ukraińska flaga. Przekraczamy granice bluźnierstwa?

Po pierwszych strzałach tej wojny nic już nie będzie takie jak przedtem – banał, że aż cierpną zęby. A jednak – jak to zazwyczaj z banałami bywa – święta prawda. Wystarczy tylko spojrzeć na tę wojnę z szerszej perspektywy cywilizacyjnej, by zauważyć, że to nie koniec świata, lecz szansa.

Putin przekłuł bańkę wypełnioną sztucznym miodem, w której świat zachodni – głuchy, ślepy i bezmyślny – żyje od zakończenia drugiej wojny światowej. Do beztroskiego w swej zasobności, sytości i gnuśności Zachodu brutalnie dotarła rzeczywistość grzechu. W jedynej formie, jaką jest on jeszcze w stanie pojąć – zbrojnej agresji, gwałtu, śmierci od bomby. A przecież grzech wołający o pomstę do Nieba towarzyszy współczesnemu Zachodowi na każdym kroku od z górą półwiecza, ba, wyznacza trendy w polityce, sztuce i stylu życia. Ale tam nie nazywa się go już złem, lecz nowoczesnością.

Czyż więc nie są to wymarzone okoliczności dla uświadomienia sobie, że dziecko rozrywane na kawałki w matczynym łonie na wygodnym fotelu w schludnej, eleganckiej klinice aborcyjnej czuje wcale nie mniejszy strach i ból niż dziecko kulące się w ruinach pod ogniem rakiet? A ludobójstwo wcale nie musi się dokonywać za pomocą broni masowego rażenia, ale na mocy demokratycznie podjętych uchwał międzynarodowych gremiów.

Zachód dąsa się dziś na Putina nie dlatego, że dokonuje on ludobójstwa, tylko dlatego, że się brzydko zachował – jak niesforny Wowka, który puścił bąka na imieninach u cioci. Pokazał w ostrzejszym ujęciu to, co na Zachodzie ukrywa się pod nazwą liberalnej demokracji.

Sporo się ostatnio mówi o nowej Norymberdze. Zapewne słusznie, choć wiele wskazuje, iż podobnie jak w procesie sprzed siedmiu dekad teraz również zbrodniarzy sądzić będą inni zbrodniarze.

 

Jerzy Wolak

Artykuł został opublikowany w 86. numerze magazynu „Polonia Christiana”.

Kategorie
Aktualności

Paweł Chmielewski już 1 czerwca w Radomiu. O obawach płynących z rewolucji i synodalności

Klub „Polonia Christiana” oraz Klub Inteligencji Katolickiej im. Kard. Stefana Wyszyńskiego w Radomiu zapraszają na prelekcję redaktora Pawła Chmielewskiego pt. „Rewolucja synodalności”. Spotkanie z ekspertem ds. Kościoła w Polsce i w Niemczech ma szczególne znaczenie teraz, gdy Kościół Rzymskokatolicki, jesienią ubiegłego roku, wkroczył na drogę synodalności, wzorowaną na drodze niemieckiej.

Rozpoczęcie diecezjalnej fazy „Synodu o synodalności” zaniepokoiło wielu wiernych Kościoła Powszechnego, dostrzegających zmiany dokonujące się w Niemczech, skąd wysyłane były sygnały o potrzebie zmian w całym Kościele.

O skutkach niemieckich zmian tak pisał w październiku ubiegłego roku Paweł Chmielewski: Jak komentują z nutą ponurego sarkazmu niemieccy konserwatywni publicyści, postulaty zawarte w tym dokumencie uczyniłyby z niemieckiego Kościoła „świątynię seksu bez ograniczeń”. W tekście znajdują się bowiem takie praktyczne pomysły, jak uznanie za moralnie dopuszczalne seksu przed- i pozamałżeńskiego, seksu homoseksualnego, masturbacji, antykoncepcji i tak dalej. Generalnie dozwolone miałoby być w Kościele za Odrą w dziedzinie seksu wszystko, na co tylko zgadzają się dobrowolnie wszyscy uczestnicy danego kontaktu intymnego. Dlaczego? Bo tego jakoby domaga się współczesna nauka, która odkryć miała wielką wartość psychologiczną kontaktów seksualnych i szkodliwość ograniczania seksualnej ekspresji człowieka.

Niemiecki „eksperyment duszpasterski” niewątpliwie wpływa także na toczący się obecnie „Synod o synodalności”, który ma trwać aż do października 2023 roku, a nas, członków Kościoła Rzymskiego, skłania do zadania sobie pytania o to, dokąd zaprowadzi nas „droga synodalna”, wzorowana na „niemieckiej drodze synodalnej”.

Rewolucyjne pomysły zza Odry dotyczą również roli duchowieństwa i samej doktryny kościelnej, warto więc skonfrontować swoją wiedzę i obawy z przekazem o konieczności zachowania wszystkiego, co zapewnia trwałość Kościoła Rzymskiego, z jakim prowadzi swoją działalność publicystyczną redaktor Paweł Chmielewski.

Na spotkanie z ekspertem ds. Kościoła w Polsce i w Niemczech Pawłem Chmielewskim Klub „Polonia Christiana” oraz Klub Inteligencji Katolickiej im. Kard. Stefana Wyszyńskiego w Radomiu zapraszają w środę 1 czerwca 2022 r. na godzinę 18:15 do Domu Parafialnego Katedry Radomskiej przy ul. Sienkiewicza 13 w Radomiu (wejście od podwórza).

 

 

* Paweł Chmielewski, z wykształcenia filolog klasyczny, jest dziennikarzem i publicystą prowadzącym m.in. programy „Na straży” oraz „Jaka jest prawda?” na antenie PCh24TV, autorem książek poruszających kontrowersyjne tematy, ważne dla obrony Kościoła przed jego wrogami. Niedawno, nakładem wydawnictwa 3DOM z Częstochowy, ukazała się książka pt. „Papież Franciszek i mafia z Sankt Gallen”. Inne znane publikacje Pawła Chmielewskiego to „Niemiecka rewolucja. Jak za Odrą ginie katolicka wiara” oraz (jako współautora) wywiad – rzeka z ks. Prof. Robertem Skrzypczakiem pt. „Ogień w Kościele”.

Klub „Polonia Christiana” w Radomiu

Kategorie
Środowiska-zwyczaje-cywilizacja

Piotr Boroń: atak na pomnik ks. Piotra Skargi to polityka przeciwko prawdzie

W królewskim mieście Krakowie środowiska, którym solą w oku tkwią katolickie tradycje naszej Ojczyzny, usilnie pragną usunąć pomnik księdza Piotra Skargi z miejsca, na którym legalnie stoi on od ponad dwudziestu lat, by go przenieść w mało widoczne miejsce w podwórzu uniwersyteckiego Collegium Broscianum, gdzie praktycznie zniknie z krakowskiego pejzażu. Ciekawe, że zwalczanie najpierw działalności, a potem pamięci naszego wybitnego jezuity układa się nie tylko w logiczny ciąg, ale chwilami przybiera wręcz formy symboliczne – pisze Piotr Boroń na łamach 86. numeru „Polonia Christiana”.

Oto dziś swoistej pikanterii dodaje sprawie drobny szczegół, łatwo mogący ujść uwadze, a mianowicie fakt, iż rzekomo lepszą lokalizacją pomnika księdza Skargi miałoby być sąsiedztwo kolegium nazwanego pół wieku temu (w rozkwicie PRL-u) imieniem profesora Akademii Krakowskiej Jana Brożka – zawziętego przeciwnika jezuitów (i samego Skargi). Ci sami, którzy głośno wołają: Wybierzmy przyszłość!, urażeni w swojej przeszłości, z uporem rannego nosorożca mściwie prą do celu, którego korzenie sięgają końca XVI wieku.

Wieczorem 9 grudnia 1587 roku w blasku pochodni wjeżdżał do Krakowa na koronację Zygmunt III Waza. Jako pierwsza w królewskim mieście witała potomka fundatorów Akademii społeczność uniwersytecka; dalej na szlaku królewskim nad głowami wiwatujących tłumów wisiały portrety monarchów, girlandy i wzniosłe sentencje, piętrzyły się bramy triumfalne, jednak największe wrażenie wywarła na Zygmuncie przemowa wygłoszona przed kościołem Mariackim przez jezuitę z pobliskiego domu zakonnego przy kościele Świętej Barbary.

Był to Piotr Skarga – wybitny kaznodzieja, znany krakowianom jako absolwent tutejszej Akademii, który podczas pobytu w Rzymie w roku 1569, spotkawszy świętego Ignacego Loyolę, przystąpił do jezuitów, a po powrocie do Rzeczypospolitej porywał swoją gorliwością do szczytnych działań. W samym tylko Krakowie założył on kilka instytucji, które ratowały ubogą ludność przed lichwą szesnastowiecznych banksterów. We Lwowie był kanclerzem kapituły katedralnej, w Wilnie pierwszym rektorem Uniwersytetu, do którego założenia walnie się przyczynił, ponadto w wielu miastach (jak Połock, Ryga, Dorpat) zakładał znakomite szkoły jezuickie. Pod wrażeniem powitania Zygmunt III Waza mianował księdza Skargę nadwornym kaznodzieją (funkcję tę będzie pracowicie pełnił do śmierci w roku 1612).

Szkoła dobra i potrzebna

Krakowska siedziba jezuitów przy kościele Świętej Barbary nie dawała szans szerokiej działalności, dlatego ich główną troską stało się nabycie w mieście nieruchomości pod budowę własnego kościoła oraz kolegium dla studentów. Motorem tych przedsięwzięć był – jakże by inaczej – ksiądz Piotr Skarga.

Życzliwy jezuitom król 17 października 1595 roku zobowiązał się do wsparcia budowy domu profesów przy Trakcie Grodzkim na terenie parafii Wszystkich Świętych, nieopodal klasztoru klarysek, od których odkupiono część ogrodu; ponadto za dużą kwotę dwunastu tysięcy złotych nabyto od senatora Joachima Ocieskiego dwór na sporej działce. Z czasem wystarano się także o przesunięcie murów miejskich, by planowana świątynia mogła być większa. Przez to stanęła ona częściowo na miękkim gruncie dawnej fosy, co w późniejszych czasach powodowało jej pęknięcia.

Zmieniali się architekci i budowniczowie, ale ostateczny efekt w chwili konsekracji 8 lipca 1635 roku był oszałamiający. Krakowski zakątek stał się jakby cząstką Rzymu, bo kopuła świątyni przypominała tę z Bazyliki Świętego Piotra, a fasada wzorowana na rzymskim pierwowzorze sakralnego baroku, czyli kościele Il Gesù, czyniła z grodu Kraka – choć utracił on stołeczność – wzór nowoczesności w architekturze. Do dziś turystów zadziwia efekt wejścia w mury kościoła, bo w środku wydaje się ogromny, choć z zewnątrz „tylko” duży. Gdy jego ogrodzenie ozdobiły figury dwunastu Apostołów, efekt ten przekuto na przekorny żart, że to najmniejszy ze wszystkich kościołów, bo nie może pomieścić nawet dwunastu…

Wzruszający dar niezłomnego

Przy świątyni powoli rozrastało się kolegium – powoli, gdyż prace wstrzymywał brak środków finansowych. O przyspieszeniu budowy zdecydował niesamowity dar Wojciecha Męcińskiego z Osmolic, młodego magnata spod Lublina, który na wzór ewangeliczny porzucił wszystko, by w roku 1619 wstąpić do jezuitów na wieść, że potrzeba nowych misjonarzy, którzy licznie giną mordowani w Azji.

W rodzinie, w której dopiero jego ojciec powrócił do katolicyzmu (ponoć jako wotum za narodziny właśnie syna Wojciecha) powołanie do kapłaństwa nie było mile widziane, a oddanie Kościołowi całego majątku (siedemnastu wsi!) spotkało się z próbą ogłoszenia młodego człowieka niepoczytalnym. Ten jednak wróciwszy specjalnie ze studiów w Portugalii, udowodnił pełnię władz umysłowych i potwierdził swą darowiznę.

Przy okazji warto wspomnieć kilkoma słowy tego nieprzeciętnego jezuitę, który stwierdziwszy – jak pisał w liście do siostry – żeśmy nie są stworzeni od Pana Boga na to, ażeby tu zażywać świata tego i nie myśleć ni o czem, jeno o dobrym mieniu, ale mamy inszą Ojczyznę, na którą powinniśmy zarabiać i w której na wieki żyć mamy, wyruszył do Indii, po czym dotarł do Indochin, wszędzie posługując i chrystianizując, bez względu na trudności i szykany (szczególnie zabolało go wyrzucenie do morza przez protestanckich Holendrów relikwii świętego Franciszka Ksawerego).

Udało mu się wreszcie dotrzeć do Japonii, tam jednak został schwytany i przez ponad dziewięć miesięcy poddawany wymyślnym torturom, a ostatecznie zabity poprzez powieszenie za nogi nad dołem kloacznym z naciętą na szyi skórą, by krew nie napływała mu zbyt szybko do mózgu.

Wbrew hollywoodzkim insynuacjom (vide: głośny film Martina Scorsese Milczenie z roku 2016) niezłomny w wierności nie wyrzekł się Chrystusa.

Sól w oku Akademii

Wróćmy jednak do Krakowa, gdzie piękne hasła o tolerancji, pluralizmie i nieskrępowanym dążeniu do wiedzy głoszone przez środowisko uniwersyteckie musiały ustąpić przed obawami profesorów Akademii Krakowskiej o utratę monopolu na kształcenie w Krakowie. Ci bowiem, gdy tylko się dowiedzieli, że jezuici chcą założyć w Krakowie kolegium, dołożyli wszelkich starań, aby żacy nie mogli się uczyć w innym miejscu niż ich uczelnia. Nie zgadzali się nawet na propozycje współpracy w ramach Akademii. Pisali protesty na sejmiki szlacheckie, do króla, do nuncjusza papieskiego, do generała jezuitów, a wreszcie do Roty Rzymskiej (najwyższego trybunału papieskiego). W latach 1626–1630 zapadło sześć wyroków Roty Rzymskiej korzystnych dla jezuitów. Wreszcie Rota zagroziła Akademii Krakowskiej ekskomuniką, jeżeli nie zaprzestanie nękania kolegium przy kościele Świętych Piotra i Pawła.

Tymczasem ze strony Akademii mnożyły się napaści fizyczne na studentów kolegium (były pobicia, a prawdopodobnie i zabicia), wybijano im szyby w oknach i urządzano „kocią muzykę” podczas dysput toczonych w kolegium. Jeden z profesorów wydał nawet anonimowo w roku 1625 antyjezuicki pamflet satyryczny zatytułowany Gratis. Później okazało się, że jego autorem był Jan Brożek.

Następca Zygmunta III Wazy uległ naciskom Akademii i zwrócił się do papieża o anulowanie dekretów Roty Rzymskiej i ograniczenie działalności kolegium do kształcenia samych jezuitów. Akademia udaremniła też próby rozbudowy kolegium ze środków ofiarowanych przez biskupa krakowskiego Andrzeja Trzebickiego w roku 1679. Poziom naukowy Akademii Krakowskiej upadał, ale ocaliła swój monopol – widać w tym logiczny związek.

W roku 1719 jezuickie kolegium spłonęło w dziwnych okolicznościach, jednak znacznym nakładem środków udało się je odbudować.

Pół wieku później kasata zakonu spowodowała przejęcie jego dóbr przez Komisję Edukacji Narodowej, która długo nie mogła podjąć decyzji, co zrobić z kolegium przy ulicy Grodzkiej, a potem zaczęła burzyć kolejne jego zabudowania. Resztę kolegium przejął zakon cystersów, a później wojsko austriackie urządziło sobie w nim magazyny, koszary i szpital. Własność przechodziła z rąk do rąk, stopniowo się degradując. Rzeczpospolita Krakowska zainstalowała tu swą senacką władzę, a później mieściły się tu sądy austriackie, polskie i niemieckie.

Gdy w gierkowskim okresie PRL dawne kolegium jezuickie przejął Uniwersytet Jagielloński, nadano mu imię Jana Brożka, czyli owego pamflecisty sprzed trzech i pół wieku. Nazwa Collegium Broscianum zabrzmiała więc na urągowisko wydziedziczonym jezuitom, co więcej, w jego murach zamiast teologii zagościło religioznawstwo.

Z nadzieją w przyszłość

Pamięć o Piotrze Skardze zawsze szła dwutorowo. Władze PRL nie darzyły go sympatią, naukowcy doceniani przez media rządowe wypowiadali się o nim krytycznie, a profesor Janusz Tazbir (przewodniczący Centralnej Komisji do Spraw Stopni i Tytułów) podtrzymywał bezźródłową hipotezę, że uległ on śmierci klinicznej i obudziwszy się w trumnie, mógł złorzeczyć Bogu. Długo było to istotną przeszkodą dla rozpoczęcia jego procesu beatyfikacyjnego.

Ale oto w III RP profesor Tazbir wycofał się z domniemań, a za nim zamilkli inni historycy głoszący podobne hipotezy. Równocześnie zaś spontanicznie, nieprzerwanie i tłumnie kryptę księdza Piotra Skargi odwiedzała polska młodzież, zostawiając tu tysiące tarcz szkolnych i listów z prośbą o modlitewne wstawiennictwo u Boga. Wielu modliło się przy jego trumnie.

Wracajmy dziś pod jego pomnik na plac Świętej Marii Magdaleny i do kościoła, gdzie spoczywają jego relikwie, by oczekując wyniesienia go na ołtarze, modlić się ułożonymi przezeń mądrymi słowami: Boże, Rządco i Panie narodów, z ręki i karności Twojej racz nas nie wypuszczać, a za przyczyną Najświętszej Panny, Królowej naszej, błogosław Ojczyźnie naszej

Zróbmy wszystko, co w naszej mocy, aby Piotr Skarga dalej nieprzerwanie patrzył ze swego krakowskiego pomnika na placu Świętej Marii Magdaleny na dwa ze swoich dzieł: kościół Świętych Piotra i Pawła oraz założone przez siebie kolegium, któremu przewrotnie nadano imię jego zawziętego przeciwnika.

 

Piotr Boroń – historyk, pedagog i publicysta, założyciel i redaktor „Tygodnika Salwatorskiego”, senator Rzeczypospolitej VI kadencji.

Artykuł został opublikowany w 86. numerze magazynu „Polonia Christiana”.

Kategorie
Aktualności

Polonia Christiana nr 86: Rosjo, kiedy się nawrócisz?

Choć właśnie obserwujemy upadek mitu potężnej i niezwyciężonej armii Putina, wciąż nie znamy odpowiedzi na pytanie, które dotyczy przyszłości nie tylko rosyjskiego narodu, ale i całego świata: kiedy nastąpi zapowiedziane w Fatimie przez Maryję nawrócenie Rosji? Wszak co do tego, że od ponad stu lat kraj ten roznosi swe błędy po niemal całym globie, a jego duchowi przywódcy autoryzują najbardziej okrutne działania przywódców politycznych, możemy już być pewni. W nowym numerze magazynu „Polonia Christiana” fałszywą alternatywę Rosji jako wybawiciela świata chrześcijańskiego oraz drogę do jej prawdziwego nawrócenia uczyniono motywem przewodnim.

SPIS TREŚCI NUMERU

 

EDYTORIAL

            2          Jerzy Wolak Bicz Boży?

 

POLSKA

            3          Roman Motoła 4 czerwca 1992. Dramat czy „ustawka”?

            6          Andrzej Pilipiuk Nie równi – równiejsi

            8          Łatwo zostać „ruską onucą” Rozmowa z Łukaszem Warzechą

            10        Marcin Więckowski Gramatyka w służbie polityki

            13        Mariola Szymkiewicz Szatan o nich pamięta

 

ŚWIAT

            14        Jakub Majewski Czy nadchodzi wielki rozwód?

            18        Jakub Wozinski Niebezpieczne związki niedźwiedzia ze smokiem

            21        Bogdan Dobosz Koniec miłości?

 

ORDO IURIS

            24        Jerzy Kwaśniewski Wydoskonalmy naszą konstytucję!

 

WOJNA ŚWIATÓW

            26        Rosja–Ukraina. Starcie cywilizacji Prelekcja Grzegorza Górnego

 

KOŚCIÓŁ

            30        Mateusz Ochman Raport o stanie wwwiary

            31        Paweł Chmielewski Budzą Kościół w obliczu herezji

 

CYWILIZACJA

            34        Kinga Wenklar Dwa tysiące kroków

            36        Mariola Szymkiewicz Globalna wioska w panoptykonie

            40        Jakub Zgierski Czy korporacje zdepczą wolność słowa?

 

WYCHOWANIE

            42        Katarzyna Wozinska Wzmocnić dzieci po dwóch latach kryzysu

 

TEMAT NUMERU: Fałszywa alternatywa i jedyna droga

            45        Krystian Kratiuk Fałszywa alternatywa

            47        Piotr Doerre „Katechon” obnażony

            51        Adam Kowalik Śladem zawierzenia Maryi

            54        Gra o wieczność Rozmowa ze Sławomirem Olejniczakiem

            57        Sławomir Skiba Wiele zależy od nas

 

CREDO

            58        o. Jan Strumiłowski OCist Chrześcijaństwo bez Boga?

 

ŚWIAT Z INNEJ STRONY

            60        Jakub Majewski Papua Zachodnia w potrzasku

 

FELIETONY

            20        Valdis Grinsteins Dziecięce zabawy

            29        x. Roman Kneblewski Niemądre uwagi

            39        Bogusław Bajor Niech żyje futbol!

            77        Krystian Kratiuk Polacy znów na kolanach?

 

KU BOGU W WIEKU NIEWIARY

            64        Grzegorz Górny Skruszony gangster

 

NASZE DZIEDZICTWO

            66        Andrzej Solak Krucjata norweska

            70        Jan Gać Ukraińska Jasna Góra

            74        Sławomir Piekarski Potop – nie mit, nie legenda, nie alegoria

            78        Piotr Boroń Polityka przeciw prawdzie

 

PRAWDA, DOBRO, PIĘKNO

            81        Jadwiga Wolak Jak trzynastowieczny informatyk nie zdołał nawrócić islamu

            85        Jacek Kowalski Różana afera i obrona ortodoksji

            89        Leonard Przybysz Przepych i nędza

            90        Jerzy Wolak Legenda zweryfikowana

 

DOBRE CZYTANIE

            92        Piotr Podlecki Listy z piekła

 

WOKÓŁ KUCHNI

            94        Dorota Matacz-Bajor Książka na trudne czasy

 

KRZYŻOWIEC XX WIEKU

            96        Plinio Corrêa de Oliveira Kościół i komunizm

Kategorie
Aktualności

Rosji rozumem nie pojmiesz? Wyjątkowy „Klub” z wyjątkowym gościem w Krakowie

Klub „Polonia Christiana” zaprasza na wyjątkowe spotkanie poświęcone analizie bieżącej sytuacji międzynarodowej, ze szczególnym uwzględnieniem agresji militarnej Rosji na Ukrainę. Naszym gościem w Krakowie będzie ceniona historyk, której liczne prace naukowe znalazły uznanie zarówno w Polsce, jak i na Zachodzie. Nie może przy tym dziwić, iż dr Ewa Kurek trafiła jednocześnie na celownik lewicowych mediów, które z pryncypialnością krytykują badaczy niezależnych, wymykających się z ram politycznej poprawności.

Dr Ewa Kurek to historyk specjalizująca się w stosunkach polsko-żydowskich oraz najnowszej historii Polski i Europy. Ukończyła Katolicki Uniwersytet Lubelski.  Jest także autorką scenariuszy i reżyserem pięciu filmów dokumentalnych.

Warto zaznaczyć, że trzy książki dr Ewy Kurek zostały przetłumaczone na język angielski i wydane na Zachodzie. Do publikacji zatytułowanej „Dzieci żydowskie w klasztorach” wstęp napisał prof. Jan Karski, odznaczony pośmiertnie Prezydenckim Medalem Wolności, nadanym przez Prezydenta Stanów Zjednoczonych za zasługi w ratowaniu polskich Żydów.

Najgłośniejszą z jej dotychczasowych publikacji była niewątpliwie książka „Jedwabne – anatomia kłamstwa”. Na podstawie własnych badań i oceny zebranego dotąd materiału, autorka wysunęła wniosek, iż zbrodnia w Jedwabnem nie zostanie w pełni wyjaśniona bez dokończenia ekshumacji ciał ofiar.

Nasza prelegentka jest także aktywnym komentatorem spraw publicznych. Zabiera głos w tematach dotyczących historii społecznej, polityki historycznej i stosunków dyplomatycznych. Kilkukrotnie była już gościem naszych „Klubów”, aczkolwiek temat, który obecnie awizujemy, będzie wykładem zaprezentowanym po raz pierwszy naszej publiczności.

Spotkanie Klubu „Polonia Christiana” zatytułowane „„Rosji rozumem nie pojmiesz? Wszystko o czym warto wiedzieć w czasie wojny na Ukrainie” z dr Ewą Kurek odbędzie się w czwartek 26 maja o godz. 18:00 w sali konferencyjnej Hotelu Miodosytnia (poziom -1). Hotel jest zlokalizowany przy ul. św. Wawrzyńca 6, w niedalekim sąsiedztwie przystanków Plac Wolnica i Wawrzyńca. Zapraszamy Państwa do licznego uczestnictwa – wstęp wolny!

Kategorie
Środowiska-zwyczaje-cywilizacja

Bogna Białecka: Zwodniczy urok antywychowania

Chcemy wychować dzieci jak najlepiej, dlatego sięgamy po porady autorytetów. Wiarygodnych wskazówek szukają nie tylko rodzice, lecz i wychowawcy. Niestety, od dłuższego czasu rynek wydawniczy zalewany jest propozycjami które na pierwszy rzut oka wyglądają na wartościowe, pełne są jednak szkodliwych pułapek. Dlatego warto, na podstawie studium przypadku, przyjrzeć się konkretnym manipulacjom modnych autorów.

Dzieciom mniej więcej do czternastego roku życia nie nakładajcie żadnych stałych obowiązków. W ciągu kolejnych kilku lat zostaniecie za to nagrodzeni z ich strony uczynnością, która jest dużo bardziej konstruktywna dla obu stron niż regularne wykonywanie wyznaczonych obowiązków – radzi Jesper Juul w książce zatytułowanej Twoja kompetentna rodzina.

Bogna Białecka obnaża tzw. autorytety w dziedzinie wychowania

Czy odzywa się u kogoś ostrzegawczy brzęczyk, czy wypowiedź ta wydaje się dziwna? Jesper Juul i jego liczni promotorzy uspokajają – to nie to, co myślisz. Oczywiście, że dzieci powinny wykonywać pewne zadania, jednak dlatego, że czują się za nie odpowiedzialne, z potrzeby serca, dlatego, że postrzegają rodzinę jako wspólnotę, a rodzice dają im przykład, wykonując własne obowiązki.

Jesper Juul to ciekawa postać. Duńczyk, absolwent progresywnego Marselisborg Seminarium kształcącego nauczycieli, które ukończył w specjalnościach: historia i religia. Następnie podjął studia magisterskie na uniwersytecie w Århus na kierunku historia, tych jednak nie ukończył.

Wraz z psychoterapeutą specjalizującym się w terapii Gestalt, Walterem Kemplerem, założył w roku 1979 Kempler Institute of Scandinavia. Jest też założycielem międzynarodowej organizacji Familylab International z siedzibą w Szwajcarii, mającą swoje filie w trzynastu krajach świata. Prywatne doświadczenie wychowawczo‑rodzinne Juula zamyka się w dwukrotnym rozwodzie i posiadaniu dorosłego jedynaka z pierwszego małżeństwa.

Jesper Juul jest autorem szeregu książek dotyczących wychowania, z których aż dziesięć przetłumaczono na polski. Choć sam nie stworzył ani jednej publikacji naukowej, wielokrotnie bywa cytowany w cudzych publikacjach. Najbardziej intrygujące w tej biografii jest pytanie, jak człowiek z takim wykształceniem i osobistym doświadczeniem mógł się stać autorytetem w dziedzinie wychowania? A jednak. Polski internet, szczególnie blogi parentingowe są pełne cytatów z Juula i zachwytów nad jego poradami.

Warto więc przyjrzeć się proponowanym przez autora treściom. Być może nie należy się przejmować jego biografią, gdyż treści przezeń przekazywane są tak wartościowe, że bronią się same?

Zajrzyjmy zatem do bestselleru Twoje kompetentne dziecko. W rozdziale zatytułowanym Ustalanie granic Juul przedstawia błędne w jego ocenie zasady wychowania i oferuje alternatywę. Jakie to zasady? Jaka alternatywa?

Masz prawo podważać każdą decyzję współmałżonka

Pierwsza idzie pod nóż zasada spójności podejścia wychowawczego rodziców. Obserwacje życia codziennego wykazują, jak ważny jest wspólny front rodzicielski. Jeżeli ojciec czegoś zakazuje, a mama pozwala (rzadziej na odwrót), dziecko szybko się uczy wykorzystywać tę różnicę i zwraca się do rodzica permisywnego. Jeśli jedno z rodziców w obecności dziecka podważa decyzję drugiego, kończy się to podobnie – dziecko szybko się uczy, jakimi słowami przedstawić swą sprawę tak, by jedno z rodziców zaraz wystąpiło przeciw drugiemu. Dzieci są inteligentne, czego często nie doceniamy, i błyskawicznie uczą się manipulacji. W praktyce oznacza to, że małżonkowie, aby dobrze wychować dzieci, muszą mieć ustalone zasady – na co dziecku pozwalać i w jakim zakresie oraz czego od niego wymagać, a jeśli zdarzy się różnica zdań – nigdy nie podważać decyzji współmałżonka w obecności dziecka, lecz różnicę tę przedyskutować na osobności. Jest to istotne, ponieważ różnice zdań między rodzicami powodujące napięcia dotyczą spraw ważnych, związanych z zasadami, moralnością, wyborami zdrowotnymi. Nie ma sporów między rodzicami dotyczących tego, czy dziecko ma kupić sobie zeszyt w kotki czy w kwiatki. Różnice podejścia w sprawach zasadniczych kończą się tragicznie dla dziecka.

Spójność zaś daje dziecku jasny komunikat, że nie da rady manipulować rodzicami i różnicą zdań dla zaspokojenia swych zachcianek. Wydawałoby się to oczywiste, jednak Juul zasadę spójności podejścia wychowawczego przedstawia w sposób karykaturalny, jako zasadę jednomyślności, utrzymując, że wymaga ona od rodziców absolutnej zgodności w każdym szczególe. Z tak postawionym chochołem walczy dzielnie, wykazując, że postulat ów jest niemożliwy do zrealizowania. Następnie wysnuwa daleko idące uogólnienie: Nie ma znaczenia, czy rodzice zgadzają się w kwestiach wychowawczych, czy nie. W zasadzie zgadzać się muszą tylko co do jednego: że różnica zdań jest dopuszczalna.

Do chochoła jednomyślności zostaje doczepiony komunikat, że błędem wychowawczym jest stanowczość, definiowana przez Juula jako mówienie przez rodziców: „nie”, gdy dziecko jest nieposłuszne. Zamiast tego poleca on osobisty dialog, uwzględniający pragnienia, marzenia i potrzeby zarówno dzieci, jak i dorosłych. Brzmi ładnie, jednak co ten frazes oznacza?

Przełóżmy to na konkret. Nastolatek informuje rodziców, że idzie spać do swojej dziewczyny. Rodzice nie mają prawa powiedzieć: „nie”, lecz podjąć dialog, ograniczony do przedstawienia swoich pragnień, marzeń i potrzeb w zakresie zachowań seksualnych.

Dzieci mogą wszystko, ty możesz najwyżej wyrazić opinię

Kolejną zasadą podważaną przez Juula jest zasada odpowiedzialności i władzy rodzicielskiej. Wydawałoby się, że skoro rodzic jest prawnie odpowiedzialny za wykroczenia i przestępstwa popełniane przez jego nieletnie dzieci, daje mu to prawo do wprowadzania zakazów i nakazów oraz wyciągania konsekwencji, gdy dziecko je przekroczy.

Wydawałoby się, że rodzic jako osoba dorosła, dojrzała, mająca doświadczenie życiowe, a co najważniejsze, odpowiedzialna za swoje dziecko, potrafi przewidzieć konsekwencje pewnych wyborów i ma prawo ich zakazać. Wydawałoby się, że gdy dziecko widzi sprawiedliwość w praktyce – że dobro jest nagradzane, a zło karane – uczy się rozróżnienia między dobrem a złem.

Nie dla Juula jednak. Posługując się pojęciem sprawiedliwości znów dokonuje on sztuczki erystycznej, utożsamiając sprawiedliwość z manipulowaniem poczuciem winy i zawstydzaniem dziecka. Utrzymuje, że karze zawsze towarzyszy generowanie w dziecku fałszywego poczucia winy i braku wartości przez tłoczenie mu do głowy komunikatu: Powinieneś się wstydzić, a następnie szantażowanie dziecka słowami: Powinieneś mi być za to wdzięczny. Dla Juula kara i zakaz są tożsame z przemocą. Co więcej, niejako mimochodem posuwa się do niczym niepodpartego twierdzenia, że dzieci protestują tylko w sytuacjach, kiedy zostają ukarane za coś, czego w rzeczywistości nie zrobiły.

Dalej posługuje się kolejnym chwytem, utrzymując, że słowo „sprawiedliwość” oznacza: „każdemu po równo”. Oczywiście dzielnie walczy i z tym chochołem.

Taki oto luźny ciąg sofizmatów Jasper Juul wykorzystuje do konkluzji, że jedynie podejście demokratyczne, w którym dzieci mają takie samo prawo decydowania jak rodzice (pozbawieni władzy rodzicielskiej, mogący co najwyżej wyrazić swe osobiste uczucia, pragnienia i marzenia) stanowi właściwe środowisko wychowawcze.

Czy jednak rodzic w ogóle powinien mieć jakieś narzędzia wychowawcze? Owszem, według Juula jest nim stawianie granic. Uwaga – nie dziecku. Sobie. To dorosły ma sobie postawić granice i ich pilnować, a jeśli dziecko je przekroczy, ma o tym poinformować komunikatem, na przykład: Wolałbym poczytać ci później, teraz chcę porozmawiać z mamą. Stawianie sobie granic i bezwzględna, nieoceniająca akceptacja dziecka oraz otwartość na dialog prowadzi zdaniem autora do sukcesu wychowawczego w postaci budowania poczucia własnej wartości i odpowiedzialności dziecka.

Konsekwencje podejścia Juula

W książce Nastolatki – kiedy kończy się wychowanie? Jasper Juul opisuje następującą sytuację: czternastoletnia córka wraca pijana do domu i następnego dnia ma potężnego kaca. Co powinien zrobić rodzic?

Następnego dnia przy śniadaniu ojciec spogląda na nią z troską i pyta: „Bardzo źle się czujesz?” Koniec. To wszystko. Według Juula, dzięki temu córka rozumie, że przekroczyła pewną ważną granicę i będzie chciała porozmawiać z rodzicami na ten temat. Nie muszą pouczać córki ani karać, ale przede wszystkim uważnie przysłuchiwać się temu, co mówi. Dzięki temu powinni nabrać więcej wiary w jej odpowiedzialność i przestać martwić się na zapas.

Przyjrzyjmy się temu przykładowi, bo jest symptomatyczny. Jak w ogóle doszło do sytuacji, że czternastolatka się upiła? Badania przedstawione w książce Nasze dzieci w dżungli życia Krzysztofa Wojcieszka – autora programów profilaktycznych zapobiegających alkoholizmowi u młodzieży – pokazują, że problem alkoholowy pojawia się z reguły u dzieci, którym brakuje prawdziwej więzi i dobrej komunikacji z rodzicami, za to mającymi tak zwane towarzystwo alkoholowe, czyli grono znajomych regularnie pijących alkohol. Jak w ogóle doszło do sytuacji, że córka ma przyjaciół podających w niekontrolowany sposób alkohol nieletniej? Jak doszło do tego, że rodzice nie mają żadnej kontroli nad tym gdzie i kiedy czternastoletnia córka chadza po nocy? Co konkretnie ma na myśli autor, polecając nie martwić się na zapas rodzicom dziewczynki, która zatruła się alkoholem? Jak konkretnie fakt upicia się przez nieletnią ma pogłębić wiarę rodziców w jej odpowiedzialność?

Nawiasem mówiąc, nie trzeba badań naukowych, aby zdać sobie sprawę, że gdyby kac był wystarczająco dobrą nauką, wystarczyłoby raz go doświadczyć, by już nie tknąć alkoholu. Ponieważ tak się nie dzieje, trudno uznać przekonywanie Juula, że rodzice nie muszą już tematu poruszać (chyba, że dziecko samo zechce, a na pewno zechce, skoro rodzice nie poruszają tematu, bo samo będzie czuło taką potrzebę, dzięki temu, że rodzice milczą).

Juul utrzymuje: Młodość składa się z tysięcy eksperymentów i człowiek ma szansę zdobyć dojrzałość tylko wtedy, gdy w wieku nastoletnim może się dzielić z rodziną także swoimi porażkami i błędami.

Przełóżmy i ten pięknie brzmiący slogan na konkret. Lekarz Leonard Sax na łamach pisma „First Things” w artykule Don’t Ask the Kids opisuje następującą sytuację: Przez trzy dziesiątki lat mojej pracy jako lekarz, kilkakrotnie byłem profesjonalnie zaangażowany w sprawy gwałtów, których ofiarami były dziewczynki lub młode kobiety. W pewnym przypadku, gdy rozmawiałem z matką ofiary, ta powiedziała: „Wiedziałam, że nie powinnam była jej pozwolić tam iść. Ma tylko piętnaście lat. To była impreza studencka. Wiem, że nie powinnam była jej pozwolić.” Część mnie chciała potrząsnąć nią i krzyknąć: „Więc dlaczego jej pozwoliłaś?” Oczywiście nie zrobiłem tego. Znałem odpowiedź. Ta mama chciała, żeby córka ją lubiła. Nie chciała jej zmartwić. Nie czuła się dobrze z wizją skorzystania z władzy rodzicielskiej.

I tak w konkrecie wygląda piękny slogan o wolności eksperymentowania i dzielenia się swymi doświadczeniami. To zrzucenie na barki dziecka odpowiedzialności za podejmowanie decyzji, do których nie jest przygotowane.

Dlaczego antypedagogika tak uwodzi?

Po części możemy mówić o doskonałym marketingu, w którym opisuje się Juula jako światowej sławy specjalistę i autora bestsellerów, pomijając jego rzeczywiste przygotowanie zawodowe. Po części o sposobie prowadzenia narracji dotyczącej wychowania, w której Juul okazuje się mistrzem sofizmatu rozszerzenia, czyli przedstawiania wykoślawionej wersji zasad wychowawczych (tworzeniu chochoła) i dzielnej walce z tak wykoślawionymi twierdzeniami. Chochoły te mogą odpowiadać doświadczeniom własnym młodych rodziców. Jeśli bowiem ktoś pochodzi z rozbitego czy pełnego toksycznych relacji domu, karykaturalne przedstawianie przez Juula normalnych koncepcji wychowawczych (których skuteczność potwierdzają badania naukowe), koresponduje ze skrzywioną wizją wychowania, której sam doświadczył. W tym momencie złote slogany i obietnice brzmią jak miód na serce młodego rodzica: Będę inny niż moi rodzice!

Z pewnością jedną z przyczyn popularności Juula jest wspomniane przez Leonarda Saxa pragnienie, by nasze dzieci nas lubiły. Wiele osób, które same są poranione lub przeżywają problemy w małżeństwie, własną potrzebę akceptacji zaspokaja za pomocą dzieci. Jednak za kluczowy problem uznaję brak rzetelnej wiedzy o rozwoju człowieka i o jego wychowaniu. Młodzi rodzice nie mają z czym porównać bestsellerów parentingowych (skoncentrowałam się tu akurat na Juulu, by pokazać konkretne przykłady, jest tego jednak więcej). Klasyczne, poprawne od strony antropologicznej i naukowej pozycje są często pisane stylem nazbyt ogólnym lub nazbyt naukowym. Jesper Juul i inni popularni autorzy przebijają klasykę lekkim piórem, porywającymi serce metaforami i prostą odpowiedzią na niewypowiedziane potrzeby rodziców bycia lubianymi przez dzieci. Nakłada się na to powszechna nieznajomość logiki i nieumiejętność rozpoznawania manipulacji językowych i sofizmatów.

Myślę, że istnieje potrzeba tworzenia i wspierania inicjatyw pokazujących porady wychowawcze, oparte na poprawnej antropologii i badaniach naukowych w czytelny oraz łatwy w odbiorze sposób. Dla przykładu – przydałby się ktoś, kto przełoży idee zawarte w Katolickiej etyce wychowawczej ojca Jacka Woronieckiego OP na konkretne porady, pomagające rodzicom w zmierzeniu się ze współczesnymi wyzwaniami.

Chciałabym w tym wszystkim oddać sprawiedliwość Juulowi. Jego książki dobrze się czyta. Odpowiada w nich perfekcyjnie na potrzeby zagubionego, pozbawionego oparcia współczesnego rodzica. W jego książkach można znaleźć też porady całkiem sensowne, lecz niepotrzebnie przedstawione jako przeciwstawne do klasycznych zasad wychowawczych.

Zakończę konkluzją kolegi – ojca czwórki dzieci:

– Narzekasz, że ludzie czytają bestsellery parentingowe. Dobrze, że w ogóle czytają, że starają się wychowywać dzieci według jakichś zasad. Spaczonych, ale zasad. Większość rodziców, jakich znam, w ogóle nie wychowuje. Dzieci sobie są, egzystują równolegle do rodziców. Lepsze jakiekolwiek wychowanie niż jego całkowity brak.

Wszystkie cytaty Jespera Juula pochodzą z książek Twoje kompetentne dziecko i Nastolatki – kiedy kończy się wychowanie?

 

Bogna Białecka – psycholog, stały współpracownik „Polonia Christiana”, redaktor portalu pytam.edu.pl.

 

Artykuł został opublikowany w 58. numerze magazynu „Polonia Christiana”.