Kategorie
Środowiska-zwyczaje-cywilizacja

Bogna Białecka: Gdy zamknięto szkoły – konsekwencje i drogi wyjścia

W momencie powstawania tego tekstu nasze dzieci już od roku siedzą przed ekranami komputerów na tak zwanej „nauce zdalnej”. Z pełnym przekonaniem piszę „nauka zdalna” w cudzysłowie. Kiedy bowiem we wrześniu ubiegłego roku, podczas chwilowego powrotu do szkół, większość nauczycieli próbowała zweryfikować, co z pierwszego lockdownu zostało dzieciom w głowach, jeśli chodzi o wiedzę szkolną, okazało się, że sprawa ma się – eufemistycznie ujmując – nie najlepiej.

Mała efektywność zdalnej szkoły, jeśli chodzi o przekazywanie wiedzy, to tylko ułamek problemu. Brak wiedzy bowiem nie powoduje depresji, a przy odpowiedniej motywacji jest do nadrobienia, nawet gdyby przerwa w nauce trwała kilka lat. Najlepszego przykładu w tej materii dostarcza pokolenie pozbawione nauki szkolnej w latach drugiej wojny światowej, które po odzyskaniu niepodległości nie tylko było w stanie odrobić straty, a nawet wydać z siebie liczne grono wybitnych uczonych.

Prawdziwe problemy ujawniły przeprowadzone w roku 2020 badania stanu zdrowia psychicznego dzieci i młodzieży. Zacytuję przede wszystkim spostrzeżenia Fundacji Edukacji Zdrowotnej i Psychoterapii, której jestem prezesem, ponieważ dotarliśmy do naprawdę sporej grupy uczniów (niemal trzystu w maju i ponad ośmiuset w grudniu). Zadaliśmy im trudne pytania, które da się zamknąć w jednym ogólnym: Co chcielibyście, by dorośli usłyszeli o waszej obecnej sytuacji? Wypowiedzi nastolatków cytowane w tym artykule pochodzą w całości z naszych badań.

Depresja, myśli samobójcze

Jakie skutki ma inwazja ekranów w życie dzieci, połączona z izolacją społeczną? Co dzieje się z młodą osobą odseparowaną od normalnych kontaktów międzyludzkich i posadzoną przed ekranem z nakazem: Radź sobie, wasze pokolenie jest tak biegłe w posługiwaniu się komputerami, że nie macie prawa narzekać?

70 procent nastolatków czuje większą nerwowość i rozdrażnienie niż przed lockdownami, a 63 procent ma trudności z wykonywaniem prac i zadań; 42,6 procent miewa myśli samobójcze, 62 procent ma problemy ze snem. To wszystko przejawy nastrojów depresyjnych.

Co prawda, nie wszystkie dzieci czy nastolatki nabawiły się już depresji w sensie klinicznym, a cierpią (na razie) na chronicznie obniżony nastrój, jednak te dane są naprawdę alarmujące.

Już w tej chwili psychoterapeuci pracujący z dziećmi i młodzieżą są oblegani, jednak w części przypadków nie wystarcza pomoc psychologiczna. Musimy brać pod uwagę, że młodzi mają poczucie braku sensu i celu życia. Z niepokojem oczekują ogłoszeń rządu na kolejne dwa tygodnie i stracili już chyba nadzieję na powrót do szkoły. Między innymi ta tymczasowość odbiera nadzieję i chęć planowania czegokolwiek.

W rezultacie spora część młodych ludzi może potrzebować też wizyty u psychiatry, a według rejestru Naczelnej Izby Lekarskiej w dziedzinie psychiatrii dzieci i młodzieży aktywnych jest zaledwie 482 lekarzy na całą Polskę.

Oznacza to, że nawet gdy dorośli w końcu zwrócą uwagę na fatalny stan psychiczny młodych, będziemy mieć zbyt mało profesjonalistów do gaszenia tego pożaru.

Chochoł czy prawdziwy problem?

Rodzi się jednak pytanie, czy aby nie przesadzamy z tymi problemami psychicznymi? Co się tak naprawdę stało? Przecież współczesne technologie pozwalają przeprowadzać lekcje w czasie rzeczywistym, więc to praktycznie tak, jakby dzieci siedziały w klasie?

Nie o to chodzi. Młodzi cierpią najmocniej ze względu na narzucaną im izolację od rówieśników, której często towarzyszy toksyczny przekaz: Upierając się przy spotkaniach z przyjaciółmi, narażasz przez to swoją mamę, tatę, babcię. Przywleczesz do domu wirusa i ludzie przez ciebie umrą. Nastolatków takie przekazy z reguły tylko irytują, jednak mniejsze dzieci przejmują się nimi.

A warto wiedzieć, że w okresie przedszkolnym i wczesnoszkolnym u dzieci występuje naturalny, rozwojowy lęk przed chorobą i śmiercią. W normalnych warunkach lęk ten przemija, bo odkrywamy, że świat jest w miarę bezpiecznym miejscem, a gdy się zachoruje, lekarz nas zbada i da leki. W obecnej sytuacji jednak – jak donoszą terapeuci – coraz częściej można spotkać małe dzieci, które autentycznie boją się zdjąć maseczkę z twarzy, gdyż są przekonane, że przez to ich bliscy poumierają. Tak – tyle z nakazu noszenia masek na twarzy dociera do mniejszych dzieci – twoje lęki są uzasadnione, przez ciebie ludzie mogą umrzeć.

Sama izolacja społeczna też jest ogromnym problemem. Szkoła przecież służy jako poligon umiejętności społecznych. To miejsce nawiązywania przyjaźni, pierwszych miłości, konfrontowania się z wrogami. Dobra atmosfera w klasie jest jednym z trzech najważniejszych czynników zapobiegających podejmowaniu zachowań ryzykownych (według badań Instytutu Profilaktyki Zintegrowanej). Do tego w normalnych warunkach mamy wiele innych okazji ćwiczenia umiejętności społecznych w grupach rówieśniczych (koła zainteresowań, harcerstwo, duszpasterstwa). Gdy wszystko dzieje się online, można, owszem, podtrzymać już istniejącą przyjaźń dzięki komunikatorom, jednak nie da się naprawić relacji, które się zepsuły.

Komunikacja przez internet (tak zwana zapośredniczona) sprzyja powstawaniu nieporozumień i błędnej ocenie intencji rozmówcy. O tym też młodzi przekonują się bardzo boleśnie, gdy więzi przyjaźni, wydawałoby się prawdziwej, rwą się wskutek konfliktu. Nawet podczas wojny młodzi mieli więcej budujących, głębokich, bezpośrednich kontaktów społecznych niż dziś.

Zabójstwo dla mózgu

Kolejna sprawa – inwazja ekranów. Z naszych badań wynika, że młodzież spędza przed ekranem średnio dziewięć godzin dziennie. To jest pełnowymiarowy etat z nadgodzinami – czas morderczy dla rozwijającego się mózgu.

Wbrew pozorom, podczas lekcji zdalnych interakcja jest niewielka. W klasie nauczyciel może jednym spojrzeniem omieść wszystkich uczniów, zauważając, kto akurat gapi się w okno, a kto w smartfona. Widzi, gdy ktoś w panice szuka podręcznika; dostrzega niezrozumienie na twarzy ucznia, może szybko reagować na całą masę sygnałów niewerbalnych. Podczas lekcji zdalnych, nawet gdy uczniowie mają włączone kamerki (a często nie mają), taki kontakt nie istnieje. Nauczyciel często nie wie, czy to, co mówi, jest zrozumiałe; trudno mu to zweryfikować na bieżąco. A konsekwencje tego są poważniejsze, niż się może wydawać.

Młode pokolenie nawet przed lockdownami miało tendencje do wielozadaniowości – na przykład, odrabiania zadań domowych przy akompaniamencie muzyki lub show ulubionego youtubera, z przerwami na odpowiadanie na powiadomienia z komunikatorów. Na lekcjach zdalnych dominuje wielozadaniowość. Nawet gdy ktoś próbuje się skupić na lekcji, pojawiają się powiadomienia, równoległe rozmowy przez komunikatory. Dodatkowo nie są rzadkością problemy techniczne w postaci zerwanego łącza z internetem. Ogólnie lekcjom online towarzyszy rozproszenie.

Rezultat? Bycie cały czas jednocześnie pobudzonym i zmęczonym, rozregulowanie zegara biologicznego. Wielu młodych ma problemy ze spaniem w nocy, więc zabijają bezsenny czas grami, filmami, mediami społecznościowymi. Chroniczne niewyspanie zaś dokłada się do powstawania nastrojów depresyjnych.

Trzeba zdać sobie sprawę, że powyżej naszkicowano zaledwie część problemów. U niektórych pojawiają się uzależnienia czy zachowania agresywne, nasilają się lęki społeczne. Jest tego zbyt dużo, by dało się to opisać w jednym artykule. Zainteresowanych zapraszam do naszych raportów, dostępnych na stronie etatwsieci.pl

Remedium: sens życia

Mamy na razie niewiele danych, które opisują trwającą pandemię depresji i zaburzeń psychicznych dzieci i młodzieży, jednak to, co już wiemy, pokazuje, jak wiele szkód wyrządza zamknięcie dzieci w domach przed ekranami komputerów. Dlatego zastanówmy się, co możemy zrobić, aby ratować nasze dzieci – tu i teraz, we własnym zakresie, jako rodzice i wychowawcy?

Cenną wskazówkę stanowią przemyślenia Victora Frankla, którego podejście terapeutyczne kształtowało się podczas przebywania w obozie koncentracyjnym. Jego uwagi są właśnie dlatego tak cenne, że powstały w warunkach ekstremalnych, a zatem stanowią dobrą receptę na trudne czasy.

Zastanawiając się, co pomagało ludziom przetrwać obóz, Victor Frankl wyróżnił szereg czynników, z których najważniejsza była wola życia i poczucie sensu życia. Ludzie, którym tego brakowało, poddawali się i szybko umierali. Gdy ktoś potrafił nadać swojemu cierpieniu sens i widział cel swego życia (nawet gdyby miało ono zakończyć się w obozie) nie tylko był silniejszy duchowo, ale też – co ciekawe – mniej podatny na zachorowania.

Przekładając to z warunków obozowych na współczesne (oraz na fakt, że aż 75 procent naszych badanych martwi się o przyszłość, co często łączy się z poczuciem braku celu i sensu), warto młodzieży pokazywać, że niezależnie od warunków ich życie ma sens. Warto zachęcać ich do stawiania sobie celów, które są dla nich osiągalne, niezależnie od warunków zewnętrznych.

Może to być cel w postaci nauczenia się czegoś pożytecznego – poza curriculum. Tu mogą się przydać dobre książki, dostępne w pobliżu zajęcia praktyczne lub w ostateczności wysokiej jakości materiały internetowe. Warto pokazywać, że niezależnie od warunków zewnętrznych mamy wpływ na wiele rzeczy w swoim życiu i zamiast poddawać się tymczasowości w nadziei, że w końcu wróci normalność, wykorzystywać istniejące obszary wolności.

Przyroda i uśmiech

Ważną odtrutką na inwazję elektroniki jest kontakt z naturą. Zieleń pozwala nie tylko odpocząć oczom, ale też autentycznie zregenerować układ nerwowy. Leczniczy wpływ hortiterapii jako elementu cyfrowego detoksu udowodniono licznymi już badaniami naukowymi. Dlatego bardzo cenne jest uprawianie ziemi (czy to w ogródku, czy nawet w doniczkach), spacery i sport uprawiany w lesie czy w parku, a także – obserwowanie ptaków.

Na koniec jeszcze jeden drobiazg. Warto pielęgnować w naszych dzieciach poczucie humoru. Jakkolwiek zaskakująco by to brzmiało, właśnie humor stanowił jeden z czynników opisywanych przez Frankla jako sprzyjający przetrwaniu w lepszej kondycji psychicznej w obozie.

Zdaję sobie sprawę, że to wszystko niewiele i że jest nader prawdopodobne, iż okaże się to niewystarczające, jednak lepiej robić to, co jest w zasięgu naszych możliwości, niż pozostawać na poziomie narzekania na rzeczywistość. Ratowanie naszych dzieci może też dodać nam, dorosłym, dodatkowej energii; może odciągnąć naszą uwagę od własnych problemów; może przysporzyć nam okazji do wzrostu naszej własnej dojrzałości emocjonalnej. I duchowej.

 

Bogna Białecka – psycholog, prezes Fundacji Edukacji Zdrowotnej i Psychoterapii, redaktor portalu pytam.edu.pl.

Artykuł został opublikowany w 80. numerze magazynu „Polonia Christiana”.

Kategorie
Aktualności

Polonia Christiana nr 80: Czy i wy chcecie odejść?

Nowa moda zagościła niedawno w naszych internetach i mediach, a co gorsza, w naszych domach i kościołach – alarmuje w najnowszym numerze magazynu „Polonia Christiana” ksiądz Roman Kneblewski – moda na apostazję. A ksiądz Robert Skrzypczak przestrzega przed nieuchronnie zgubnymi skutkami, jakie apostazja niesie.

Cóż znaczy ów zalatujący starzyzną termin o wyraźnie greckim źródłosłowie? Ni mniej ni więcej, tylko odejście od Kościoła. Zdradę Boga.

Zjawisku apostazji, które jest wprawdzie stare jak sam Kościół, jednak dziś szczególnie się nasila, poświęcony został temat najnowszego numeru magazynu „Polonia Christiana”.

Tak więc, Mateusz Ochman przybliża popkulturowy aspekt zrywania z Kościołem, ksiądz Ryszard Sztychmiler omawia przestępczy charakter takiego aktu, a Paweł Chmielewski ukazuje nierozerwalny związek wiary i płodności.

Z kolei Tomasz A. Żak unaocznia, jak wielką odpowiedzialność za odchodzenie wiary i moralności ma współczesna antykultura, a Jerzy Wolak dowodzi, iż nic tak Polaków nie odrywa od Boga jak szklany ekran.

Ponadto w numerze jak zwykle moc niebanalnych treści. Marcin Jendrzejczak dziwi się stopniowi zepsucia duchowego ludzi, których oburza wizerunek dziecka. Paweł Momro ostrzega, że wkrótce pieniądze, które z trudem uciułaliśmy, rozwieją się jak dym.

Bogna Białecka dzieli się spostrzeżeniami na temat koszmarnych efektów nauki online, a Jakub Wozinski nie mniej czarno – acz jakże realistycznie – maluje efekty zamrożenia gospodarki. Jan Bereza natomiast zastanawia się, w co się przyodzieje rosyjski niedźwiedź, gdyby przyszło mu do głowy, ot tak, dla niepoznaki, zmienić skórę.  A Kinga Wenklar udowadnia, że feministki nie mają zielnego pojęcia o kobiecości.

Andrzej Solak pokazuje, dlaczego trzecie powstanie śląskie, w odróżnieniu od innych polskich powstań, zakończyło się sukcesem. Na koniec zaś Dorota Matacz-Bajor proponuje kolejną smakowitość.

Ogólnie więc – smacznej lektury!

SPIS TREŚCI NUMERU

 

EDYTORIAL

            2          Jerzy Wolak Panie, do kogóż pójdziemy?

 

POLSKA

            3          Marcin Jendrzejczak Niewinność budząca nienawiść

            6          Krzysztof Gędłek Lider nowej prawicy?

            9          Tomasz A. Żak Krople  dziegciu, czyli trucie Polski

            12        Jakub Wozinski Antynarodowa kwarantanna

            15        Mateusz Ochman Raport o stanie wwwiary

            16        Andrzej Pilipiuk Skalany mundur

 

FELIETONY

            18        Bogusław Bajor Inwazja chłopobabów

            22        Piotr Doerre Dźwignia tyranii

            33        Łukasz Karpiel Mowa nie trawa

            39        x. Roman Kneblewski Wielki Brat i brojlery

            46        Valdis Grinsteins Od Pachamamy do Pachacámaca

            67        Krystian Kratiuk Ambit Króla

 

ŚWIAT

            19        Jan Bereza Alternatywa dla Putina – serio?

 

GOSPODARKA

            23        Tomasz Cukiernik Wenezuelski zwrot

            26        Paweł Momro Szaleństwo, które stało się metodą

 

CYWILIZACJA

            30        Jak gasić ogień, nie gasząc ducha? Rozmowa z ks. bryg. Władysławem Kuligiem

            34        Bogna Białecka Gdy zamknięto szkoły – konsekwencje i drogi wyjścia

            40        Kinga Wenklar Kobiecość świata

            43        Grzegorz Kucharczyk Kasa na totalitaryzm

 

ORDO IURIS

            44        Jerzy Kwaśniewski Zero tolerancji dla chrystianofobii!

 

TEMAT NUMERU: Sezon na apostazję?

            47        x. Roman Kneblewski Łabędzi śpiew mody

            48        Mateusz Ochman #Hasztag za 30 srebrników

            51        Poważne przestępstwo Rozmowa z ks. prof. Ryszardem Sztychmilerem

            53        Paweł Chmielewski Dla czego Polacy odrzucają Boga?

            55        Bogdan Dobosz Co Francuz wymyśli, to Polak polubi

            57        Apostazja wewnątrz Kościoła Rozmowa z ks. prof. Robertem Skrzypczakiem

            59        Tomasz A. Żak Cham wzorem i patronem

 

CREDO

            62        o. Jan Strumiłowski OCist Kryzys wiary, czyli czego?

 

HISTORIA

            64        Grzegorz Kucharczyk Zaraza w Niemczech – pięćset lat sejmu w Wormacji

 

NASZE DZIEDZICTWO

            68        Andrzej Solak Ognie na ziemi czarnej

            73        Jacek Kowalski Bez zmartwychpowstania. Porwanie Szesnastu, czyli Wielki Tydzień Polski Podziemnej

 

KU BOGU W WIEKU NIEWIARY

            76        Grzegorz Górny Plan doskonały

 

ŚWIAT Z INNEJ STRONY

            78        Jakub Majewski Misje wśród łowców głów

 

PRAWDA, DOBRO, PIĘKNO

            82        Jan Gać Człowiek, który uratował Koloseum

            85        Piotr Relich Zabawka symbolem potęgi?

            86        Piotr Podlecki Zaćmienie czasu

            88        Leonard Przybysz To przede wszystkim kwestia smaku…

            90        Jacek Ożóg Poszukiwanie ładu w czasach aberracji

            91        Nowości wydawnicze

 

NA PRAWO OD EKRANU

            92        Jerzy Wolak Po drugiej stronie diabelskiego zwierciadła

 

WOKÓŁ KUCHNI

            94        Dorota Matacz-Bajor Kto nie pyta, ten dobrze nie je

 

KRZYŻOWIEC XX WIEKU

            96        Plinio Corrêa de Oliveira Lewica katolicka, pałka i nóż

Kategorie
Środowiska-zwyczaje-cywilizacja

Jerzy Wolak: Pol-lol-ska…?

Dawno, dawno temu, na początku lat dziewięćdziesiątych, będąc młodym adeptem dziennikarstwa, przeprowadzałem wywiad z politykiem uznawanym za wschodzącą gwiazdę polskiej prawicy. Zacząłem od pytania, czy Polska może być mocarstwem, na co ów prawicowy polityk odparł, że jako katolikowi duch mocarstwowy jest mu zgoła obcy. Lol! – wypadało to skomentować wykrzyknikiem współczesnej młodzieży, jednak wtedy jeszcze nie znałem tego skrótowca. Więc tylko mi ręce opadły, podziękowałem za rozmowę i, kto wie, być może jestem autorem najkrótszego wywiadu w historii żurnalizmu. Ale ta krótka odpowiedź powiedziała mi więcej niż wszystko. A polityk ów do dziś cieszy się niesłabnącą estymą na prawicy…

Na początku drugiej dekady XXI wieku student politologii w zawziętej perorze płynącej z zatroskania o los naszej wspólnej Ojczyzny zauważył z naciskiem, że Polska jest małym krajem. Lol! – zareagowałem natychmiast, bo już wtedy znałem ów skrótowiec. Polska jest małym krajem?! Polska?! Małym krajem?!

Pod względem powierzchni Rzeczpospolita Polska lokuje się na ósmym miejscu w Europie (na czterdzieści sześć państw) i sześćdziesiątym dziewiątym miejscu na świecie (na sto dziewięćdziesiąt cztery państwa). To bardzo wysoko. Pod względem ludności zaś wypadamy jeszcze lepiej, znajdując się na miejscu siódmym w Europie i trzydziestym czwartym na świecie. Tymczasem jakoś tak się przyzwyczailiśmy (a może nas ktoś, i to od dawna, niepostrzeżenie przyzwyczaja?) do deprecjonowania własnego kraju na wszelkich możliwych polach. I chyba nie może być inaczej, skoro się naród sam dobrowolnie karmi sieczką mitów zamiast pożywną strawą prawdy?

A potem co teleturniej, to przeciętny Polak strzela nieprzeciętne byki z polskiej historii, geografii, kultury, ustroju, fauny, flory. Ortografię języka polskiego litościwie pomińmy milczeniem… W rozmaitych sondażach króluje wręcz historia alternatywna (powstanie styczniowe wybuchło podczas drugiej wojny światowej…) lub rozbrajająca nonszalancja (młodzian stojący na sopockim Monciaku, czyli ulicy Bohaterów Monte Cassino, na pytanie o bitwę, w której polscy żołnierze zdobyli znane wzgórze we Włoszech, odpowiada z pełnym politowania uśmiechem, że przecież nie było żadnej wojny polsko-włoskiej…). Lo-lo-lo-lol!!!

Jakże tu więc kochać tę Ojczyznę naszą, gdy się jej po katolicku życzy marnego losu? Albo gdy się jej praktycznie nie zna? Jak być z niej dumnym, gdy się o niej wie tak mało? Gdy się nie ma pojęcia, co było dawną stolicą Mazowsza; gdy się nie potrafi wymienić choćby połowy dopływów Wisły (o Odrze czy Bugu nawet nie wspominając); gdy się nie czytało siedmiu ósmych kanonu rodzimej literatury, a do wyliczenia znanych polskich kompozytorów czy malarzy wystarczą palce jednej dłoni…

Jakże tu tę naszą Polskę miłować, gdy się ma do niej nieustanny żal: a to że zbyt zaściankowa, a to zbyt kosmopolityczna; a to zanadto postępowa, a to ponad miarę zacofana; a to za niemiecka, a to że całkiem ruska… A jednak jest Ktoś, kto ten kraj i ten naród darzy gorętszym uczuciem, niż sobie on na to kiedykolwiek zasłużył. – Dlaczego nie nazywasz mnie Królową Polski? – zapytała Najświętsza Panienka starego jezuitę Giulia Mancinellego w dalekim Neapolu. – Polskę szczególnie umiłowałem – wyznał Jezus Chrystus prostej polskiej zakonnicy. – Z niej wyjdzie iskra, która przygotuje świat na ostateczne przyjście moje.

Jerzy Wolak

Artykuł został opublikowany w 79. numerze magazynu „Polonia Christiana”.

Kategorie
Środowiska-zwyczaje-cywilizacja

Grzegorz Kucharczyk: Zmarnowana szansa

Trzydzieści lat temu przybył do nas Namiestnik Chrystusowy, który jak nikt znał wszystkie nasze problemy i rozumiał wszystkie nasze bolączki, aby nam dać na tacy program budowania niepodległości po dekadach niewoli, a myśmy go nie posłuchali, lecz wybraliśmy drogę naszych nieprzyjaciół – pisze w najnowszym numerze magazynu „Polonia Christiana” prof. Grzegorz Kucharczyk.

Trzydzieści lat temu święty Jan Paweł II miał świadomość przełomowego momentu naszych dziejów. Podczas homilii wygłoszonej w czasie Mszy Świętej 10 czerwca 1991 roku w Warszawie mówił: Nasza Ojczyzna znalazła się znowu w szczególnym momencie historycznym, momencie pod wieloma względami jedynym i może decydującym, którego nie można zmarnować dla jakichkolwiek racji. Jest to ogromny dar Boży, jakiś kairos naszej historii, który został nam dany i równocześnie zadany.

We Włocławku Ojciec Święty wskazywał na konieczność poczynienia elementarnych rozróżnień. Chodzi nie tylko o wydobycie właściwego sensu słowa „wolność”, której nie można tylko posiadać, ale trzeba stale, stale zdobywać, ale kluczowe jest właściwe nazwanie tego kairos – dziejowego przełomu, w którym znaleźliśmy się jako wspólnota narodowa. Ta chwila to nie transformacja, ale zmartwychwstanie.

Podczas spotkania w Teatrze Wielkim z reprezentantami świata kultury święty Jan Paweł II powiedział, że dzisiaj bardziej jeszcze czujemy potrzebę zmartwychwstania, imperatyw zmartwychwstania. (…) Zmartwychwstanie jest zasadą życia chrześcijańskiego (…) to samo zmartwychwstanie przez Norwida zostało przetłumaczone na wymóg życia narodowego, powiedziałbym nawet społeczno-ekonomicznego: jak być narodem zmartwychwstałym, to znaczy narodem, który żyje pełnią życia (Warszawa, 9 czerwca 1991).

Nie ma zmartwychwstania bez Boga. A więc przyjęcie imperatywu zmartwychwstania oznacza uznanie, że do Boga należą czasy i wieki. On jest Panem ludzkich dziejów, Bogiem przyszłości ostatecznej. Przyszłość ta to ludzkość zjednoczona w Trójjedynym Bogu (Białystok, 5 czerwca 1991). Skoro tak, to trzeba dziękować Bogu, albowiem jest to zasadniczy warunek, aby nie gasić ducha (Warszawa, 10 czerwca 1991).

Ład prawa naturalnego

Jak jednak uczynić, za radą Norwida, zmartwychwstanie wymogiem życia narodowego? Święty Jan Paweł II wskazywał w tym kontekście na konieczność oparcia naszej Trzeciej Niepodległości na ładzie mądrości, czyli prawie naturalnym. Prawo Przedwiecznej Mądrości wpisane w serce człowieka pozwala mu uczestniczyć w ładzie całego stworzenia, a nade wszystko kształtować w sposób godny, w wolności i sprawiedliwości, obcowanie wzajemne osób, wspólnot i społeczeństw na ziemi (Białystok, 5 czerwca 1991). Także polskiej wspólnoty politycznej.

Najzwięźlejszym opisem tego ładu mądrości jest Dekalog – dziesięć prostych słów, stanowiących jednak pochodzący od Boga moralny fundament, zakorzeniony w Jego Stwórczej, Ojcowskiej Mądrości i Opatrzności. (…) Jeśli człowiek burzy ten fundament, szkodzi samemu sobie: burzy ład życia i współżycia ludzkiego w każdym wymiarze. Zaczynając od wspólnoty najmniejszej, jaką jest rodzina, i idąc poprzez naród aż do tej ogólnoludzkiej społeczności, na którą składają się miliardy ludzkich istnień (Koszalin, 1 czerwca 1991).

Ład odrzucony

Przedstawiony przez świętego Jana Pawła II program budowy naszej Trzeciej Niepodległości w oparciu o skałę Dekalogu bardzo szybko dostał się pod huraganowy atak sił lewicy laickiej i liberalnej (wedle słów samego papieża z listu do Jerzego Turowicza z roku 1995). Papież nie rozumie polskiej demokracji! Zamiast cieszyć się z odzyskanej wolności, tylko krzyczy – te i podobne oskarżenia już latem 1991 roku formułowano na łamach „Gazety Wyborczej”, zajmującej wtedy de facto pozycję monopolisty w zakresie posiadania „jedynie słusznych poglądów” na rynku medialnym.

Przeszkadzało, że święty Jan Paweł II ujmował się za życiem nienarodzonych, podkreślając konieczność solidarności integralnej, dotyczącej również tych najsłabszych istot ludzkich. Zabolało obnażenie przez Ojca Świętego właściwego znaczenia sloganu o neutralności światopoglądowej państwa, który w rzeczywistości jest postulatem ateizowania państwa i życia społecznego, i niewiele ma wspólnego ze światopoglądową neutralnością. Już wtedy dał się wyraźnie słyszeć postulat, ażeby do życia społecznego i państwowego w żaden sposób nie dopuszczać wymiaru świętości (Lubaczów, 3 czerwca 1991).

Nauczanie papieskie szło w poprzek rozpoczynającej się właśnie pedagogice wstydu, czyli zawstydzania Polaków ich historią jako zestawem czekających dopiero na odkrycie zbrodni i współdziałania z najokrutniejszymi ludobójcami. Tymczasem święty Jan Paweł II przypominał, że Polacy byli zawsze narodem rycerskim (Koszalin, 1 czerwca 1991). Przywoływał dziedzictwo wielkiej Rzeczypospolitej (Lubaczów, 3 czerwca 1991) i nauczał, że nasza Ojczyzna była przez wieki gościnnym domem dla wszystkich jej mieszkańców. Żyły tu obok siebie różne narodowości, niejedna religia i wiele wyznań. Wyróżniała się rzadką w Europie tolerancją, co słusznie odnotowali dziejopisarze (Warszawa, 10 czerwca 1991). To się nie mogło podobać środowisku, które już szykowało się do przedstawiania (chociażby na kartach nagrodzonej Noblem literatury) historię Rzeczypospolitej Obojga Narodów jako polską odmianę kolonialnego imperializmu.

Czerwone mity

To samo środowisko pisało na nowo również dzieje przechodzenia Polaków przez „Morze Czerwone”. W tym ujęciu największe zasługi w jego sforsowaniu mieli mieć ci sami, którzy chcieli nas wcześniej w tym samym morzu utopić, czyli zdominowane przez przedstawicieli lewicy laickiej skrzydło „opozycji demokratycznej”. Lewica laicka swoją polityczną, intelektualną oraz środowiskową genezę czerpała zaś ze środowiska partyjnych „rewizjonistów”, rozczarowanych w pewnym momencie faktem, że PZPR nie chce podążać drogą demokratycznego socjalizmu.

Początkiem polskiej drogi do wolności miał być więc Marzec 1968, gdy na skutek wewnątrzpartyjnej dintojry frakcja rewizjonistów ostatecznie została usunięta z PZPR. Data była tym bardziej poręczna, że nadawała się na uzasadnienie zawstydzania Polaków rzekomym antysemityzmem. I nic nie przeszkadzało, że „walka z syjonizmem” służyła wewnątrzpartyjnym porachunkom, bo przecież jest ONR-u spadkobiercą Partia.

A tu przyjeżdża papież i uczy, że to Pan Bóg dał nam przez wstawiennictwo Królowej Polski przezwyciężyć te dziejowe doświadczenia. Polska nie tylko wróciła na mapę Europy od 1918 roku. Polacy również przyłożyli rękę do uwolnienia się Europy od dwóch okrutnych systemów nieludzkiego totalitaryzmu tak, że otwiera się przed narodami naszego kontynentu możliwość budowania wspólnego domu (Warszawa, 10 czerwca 1991).

Gorzka niewdzięczność

Powyższe słowa padły na zakończenie papieskiej pielgrzymki. A na jej początku święty Jan Paweł II złożył hołd wszystkim Synom i Córkom naszej Ojczyzny, którzy dla tej wielkiej sprawy nie szczędzili siebie. Trzeba by otworzyć wielką księgę dziejów, poczynając od 1 września 1939 roku, aby Ich wszystkich tutaj przywołać. To księga pamięci, która się nie przedawnia. Zapis heroizmu. Dziedzictwo niezniszczalne (Koszalin, 1 czerwca 1991).

Słowa te mogą służyć za niedołączoną nigdy preambułę do Ustawy Zasadniczej III RP, do konstytucji napisanej i uchwalonej w roku 1997 pod dyktando tych, którzy – najgrzeczniej rzecz ujmując – uważali, że papież przesadza. Dlatego fundamenty ustrojowe III RP budowano bez invocatio Dei, a tym samym bez wdzięczności wobec Pana dziejów za odzyskaną wolność.

Trudno w ten sposób stworzyć trwałą konstrukcję. Jeśli nie zmartwychwstaliśmy, a jedynie dokonaliśmy „udanej transformacji” – to nie tylko zamieniamy semantykę, ale ponieważ wszystko zaczyna się od słowa, zamiana ta ma daleko idące konsekwencje kulturowe i polityczne. A cóż dopiero powiedzieć o odrzuceniu przez głoszące hasło „powrotu do Europy” elity niewdzięcznej III RP papieskiego nauczania, że Sprawcą ducha europejskiego jest Jezus Chrystus.

Sprawca ducha europejskiego, jako sprawca tej wolności, która w Nim ma swój zbawczy korzeń – przypominał święty Jan Paweł II – został wzięty w nawias i zaczęła się tworzyć nowa mentalność europejska, którą można krótko wyrazić w takim zdaniu: myślmy tak, żyjmy tak, jakby Bóg nie istniał (Warszawa, 10 czerwca 1991).

Test bycia sobą

Trzydzieści lat to okres jednego pokolenia. Od tego czasu wyrosło już całkiem nowe. Niektórzy szturmują polskie kościoły, by tam zademonstrować swój gwałtowny sprzeciw wobec solidarności integralnej z nienarodzonymi. Inni otaczają świątynie żywym murem i modlitwą.

W roku 1991 święty Jan Paweł II mówił do polskich biskupów (ale poniekąd i do każdego z nas we wspólnocie ludzi na serio wierzących w Chrystusa): Człowiek musi znaleźć w Kościele przestrzeń do obrony poniekąd przed sobą samym: przed złym użyciem własnej wolności, przed zmarnowaniem wielkiej historycznej szansy dla Narodu. O ile sytuacja dawniejsza zyskiwała Kościołowi ogólne uznanie (nawet ze strony osób i środowisk „laickich”) – to w sytuacji obecnej na takie uznanie w wielu wypadkach nie można liczyć. (…) jest rzeczą jasną, iż Chrystus zawsze będzie znakiem sprzeciwu. Ten sprzeciw jest dla Kościoła potwierdzeniem bycia sobą, bycia w prawdzie (Warszawa, 10 czerwca 1991).

Pytanie zasadnicze: jak bardzo potwierdzamy się w ten sposób dzisiaj? Jak bardzo potwierdzają się nasi pasterze? Czy liczą na jakieś „ogólne uznanie”, czy raczej wpatrują się w niezmienny znak sprzeciwu?

 

Grzegorz Kucharczyk – historyk myśli politycznej, profesor Instytutu Historii PAN, dziekan Wydziału Bezpieczeństwa i Administracji Akademii im. Jakuba z Paradyża w Gorzowie Wielkopolskim.

Artykuł został opublikowany w 79. numerze magazynu „Polonia Christiana”.

Kategorie
Aktualności

Jerzy Wolak, Sławomir Skiba: Iskra z Polski – obietnica nadal aktualna?

Czy obietnica Chrystusa, że iskra wyjdzie z Polski jest nadal aktualna? Czy słowa przekazane św. siostrze Faustynie nakładają na nasz szczególną odpowiedzialność, nie tylko za losy, nas, naszych rodzin, ale też i Polski, a nawet świata? Odpowiedzi na te pytania, będące zarazem tematem najnowszego numeru „Polonia Christiana” szukali red. Jerzy Wolak i wiceprezes SKCh im. Ks. Piotra Skargi Sławomir Skiba. Ich rozmowę opublikowano na kanale PCh24TV. Tutaj przytaczamy najciekawsze fragmenty.

Nad jakże poważnym i głębokim zagadnieniem pochylili się dwaj redaktorzy ściśle związani z magazynem „Polonia Christiana”. Sławomir Skiba to jeden z założycieli Stowarzyszenia Ks. Piotra Skargi i zarazem współtwórca pisma „Polonia Christiana”. Jerzy Wolak natomiast to obecny redaktor naczelny, który osią 79. wydania pisma uczynił słowa wypowiedziane przez Pana Jezusa do św. siostry Faustyny Kowalskiej. Słowa, które skromna zakonnica skrzętnie zanotowała w swym dzienniczku.

To jest zapowiedź Pana Jezusa, wszakże nie bezwzględna. Tu jest ten haczyk. My z jednej strony przyjmujemy tę perspektywę i chcemy umacniać się myślą, że stąd wyjdzie iskra, że będziemy tym krajem, który na nowo zabłyśnie dawną chwałą. Z drugiej strony, widzimy całą tę słabość naszej ojczyzny, elit politycznych i naszych pasterzy – tych, którym jakże trudno dorosnąć do tej wielkości, jaką chcielibyśmy w nich widzieć. W tym momencie strasznie ciężko znaleźć nam ten blask czy iskierkę dawnej świetności– ocenił Sławomir Skiba.

Właśnie tak sobie pomyślałem: jak nie teraz, to kiedy? Czym wstrząsnąć człowiekiem, który zupełnie głupieje i który traci rozum, jeśli nie nadprzyrodzonym kontekstem, eschatologicznym przypomnieniem? Sam Bóg w Trójcy Jedyny, Syn Boży mówi: „Polskę wywyższę w potędze i świętości. Jeżeli wierna mi będzie, to z niej wyjdzie iskra, która przygotuje świat na ostateczne przyjście moje”. Bóg słów na wiatr nie rzuca. Wszystkie zapowiedzi, które wyrazi, realizuje. Co nie znaczy, że to będzie jutro, bo może być i za 100 lat. Ale kiedy się z tym obudzić, jeśli nie właśnie wtedy, kiedy wydaje się, że to wszystko jest już zupełnie rozjechane, a Polacy kompletnie niesamodzielni. Polacy, którzy utracili gen wolności, istniejący wcześniej w naszym DNA narodowym – tak o kulisach powstawania 79. numeru „Polonia Christiana” i niejako fundującym ten temat spojrzeniu na rzeczywistość opowiedział red. Jerzy Wolak.

W dynamicznej rozmowie dwóch redaktorów naczelnych naszego pisma nie zabrakło też pytań o to, gdzie wśród coraz liczniejszych trosk doczesnych podziała się troska o sprawy duchowe i ponadczasowe, o rolę Boga w życiu ludzi i narodów. – Czy w całym tym marazmie, w jakim tkwimy, ktoś zastanawia się, jaka jest wola Pana Boga? Czy nasi rządzący, którym się wiele dało i od których się wiele więcej wymaga, zastanawiają się, czy Pan Bóg w tym naszym porządku doczesnym odgrywa jakąś rolę? Dla wielu z nas Pan Bóg stał się tylko widzem tej rzeczywistości. To nie jest koncepcja katolicka – ocenił prezes Skiba.

 

Całą rozmowę red. Jerzego Wolaka z red. Sławomirem Skibą można obejrzeć pod poniższym linkiem:

Iskra z Polski. Obietnica jeszcze aktualna?

Zachęcamy również do obejrzenia krótkiego klipu promującego 79. numer „Polonia Christiana”:

Piękna POLSKA. To stąd wyjdzie iskra!

Kategorie
Aktualności

Polonia Christiana nr 79: Stąd wyjdzie iskra

Z Polski, którą Pan szczególnie umiłował, i którą pragnie wywyższyć w potędze i świętości, wyjdzie iskra, która przygotuje świat na ostateczne Jego przyjście – taką obietnicę złożył Jezus Chrystus polskiej zakonnicy. Ta zapowiedź naszego Zbawiciela stanowi temat główny najnowszego numeru magazynu „Polonia Christiana”.

Jego publicyści ciekawie a kompetentnie analizują rozmaite aspekty Bożego proroctwa w odniesieniu do naszej Ojczyzny oraz sposoby naszego udziału w zapowiedzianej przemianie. Bóg pragnie wywyższenia Polski – a słów na wiatr nie rzuca i czczych obietnic nie składa – jednak nie dokona tego wbrew Polakom.

Co więc powinniśmy robić?

SPIS TREŚCI NUMERU

 

EDYTORIAL

            2          Jerzy Wolak Pol – lol – ska…?

 

ŚWIAT

            3          Marcin Austyn Covid-19 przyspiesza Agendę 2030

            6          Marcin Jendrzejczak Winter is coming, czyli o złej zmianie na stanowisku prezydenta USA

 

POLSKA

             8        Bogdan Dobosz Tak nas widzą

            12        Krzysztof Gędłek Gen utracony?

            14        Andrzej Pilipiuk Żyć po swojemu

 

KOŚCIÓŁ

            16        Paweł Chmielewski Abu Zabi? Non praevalebit!

            19        Mateusz Ochman Raport o stanie wwwiary

 

GOSPODARKA

            21        Jakub Wozinski Niskoemisyjny skansen

 

ŚWIAT Z INNEJ STRONY

            24        Jerzy Zięty Płomienie

 

CYWILIZACJA

            28        Tomasz D. Kolanek To (nie) musiało się tak skończyć

            30        Agnieszka Stelmach  Co znaczy: koniec Dzikiego Zachodu w internecie?

 

WYCHOWANIE

            34        Kinga Wenklar Moda na słabość

            37        Bogna Białecka Wychowanie do zatracenia

            41        Tomasz A. Żak Dlaczego?

 

ORDO IURIS

            42        Jerzy Kwaśniewski Niemożliwe uczyńmy możliwym

 

TEMAT NUMERU: Stąd wyjdzie iskra

            45        Jerzy Wolak Z Polski wyjdzie iskra

            47        Sławomir Skiba Obudź się, Niniwo!

            49        Pozwólmy działać łasce  Rozmowa ze Sławomirem Olejniczakiem

            52        Adam Kowalik Nasze pięć minut

            54        x. Roman Kneblewski Czy powstanie jak Feniks z popiołów?

            56        Tomasz Cukiernik Jak zbudować w Polsce dobrobyt?

            58        Piotr Relich Historia, głupcze!

            60        Jakub Majewski Kto pokrzepi serca Polaków?

            63        Jacek Kowalski Wojna światów trwa

 

FELIETONY

            11        x. Roman Kneblewski Początek

            20        Bogusław Bajor Siła szaleństwa

            27        Krystian Kratiuk Jezu, ufamy Tobie?

            33        Piotr Doerre Pamięciobójstwo nie przejdzie

            44        Łukasz Karpiel Miara prawdziwej wielkości

            77        Valdis Grinsteins Gdy znika wiara w Boga

 

NASZE DZIEDZICTWO

            66        Andrzej Solak Polska odsiecz Hellady

            70        Jacek Kowalski Bar wzięty

            74        Grzegorz Kucharczyk Zmarnowana szansa

 

KU BOGU W WIEKU NIEWIARY

            78        Grzegorz Górny Powrót syna marnotrawnego

 

PRAWDA, DOBRO, PIĘKNO

            80        Jan Gać  Mediolańska zaraza w Polsce

            84        Piotr Podlecki Szkoła gladiatorów

            87        Marcin Więckowski Tradycja dla współczesności

            90        Jerzy Wolak To zła kobieta była, póki się nie nawróciła

            91        Nowości wydawnicze

            92        Leonard Przybysz Ku niebu czy ku Niebu?

 

WOKÓŁ KUCHNI

            94        Dorota Matacz-Bajor O kurczę pieczone, kaczka!

 

KRZYŻOWIEC XX WIEKU

            96        Plinio Corrêa de Oliveira Kamienie wołają do nas

Kategorie
Aktualności

Polonia Christiana nr 78: Kościół musi walczyć

Każdy chrześcijanin z definicji jest żołnierzem, a Kościół walczący wcale nie odszedł w mrok niepamięci, lecz wciąż trwa na pierwszej linii zmagania o prawdę, dobro i piękno, czyli w ostateczności o zbawienie dusz. Trzeba więc odpowiedzieć sobie na pytanie, czy wybieramy kult świętego spokoju, czy kult świętego Jerzego, świętego Maurycego, Najświętszej Bożej Hetmanki żołnierza polskiego, a nade wszystko – kult naszego Pana Jezusa Chrystusa, który – nie zapominajmy – w chwili próby każe sprzedać płaszcz, a kupić miecz…

Do wojaczki wzywa nas wprost Pismo Święte. Czyż nie do bojowania podobny byt człowieka? (Hi 7,1) – pyta retorycznie Hiob, a Pan Jezus, jakby w odpowiedzi, przypomina: Nie przyszedłem przynieść pokoju, ale miecz (Mt 10, 34). Kropkę nad „i” stawia zaś w tym względzie święty Paweł słowami: Bierz udział w trudach i przeciwnościach jako dobry żołnierz Chrystusa Jezusa (2 Tm 2, 3).

Tym właśnie zagadnieniom poświęcony został w lwiej części najnowszy numer magazynu „Polonia Christiana” – pisma, które od lat stara się dostarczać chrześcijanom strawy intelektualno-duchowej, mającej im pomóc być dobrymi, skutecznymi i świadomymi żołnierzami Chrystusa Jezusa.

Czytajmy więc – i do boju!

SPIS TREŚCI NUMERU

 

EDYTORIAL

            2          Jerzy Wolak Baczność, żołnierze Chrystusa!

 

CZAS NIENORMALNOŚCI

            3          Krzysztof Warecki Epidemia kłamstwa

            6          Piotr Relich Długo wyczekiwany kryzys

            8          Agnieszka Stelmach Transhumrew 2.0

 

POLSKA

            12        Krzysztof Gędłek Ujawnione zamysły serc

            14        Andrzej Pilipiuk Pokolenie prawnuków

 

ŚWIAT

            16        Grzegorz Kucharczyk Katolik w Białym Domu?! Spokojnie, to tylko CINO…

            20        Jakub Majewski Trójkąt bliskowschodni

 

KOŚCIÓŁ

            24        Paweł Chmielewski Siódmy konsystorz Franciszka. Ku urawniłowce kolegium kardynalskiego

            27        Mateusz Ochman Raport o stanie wwwiary

            28        Raymond de Souza Skandal, nie beatyfikacja!

 

CYWILIZACJA

            30        Kinga Wenklar Katecheza bez Ducha

            34        Jan Bereza Pieniądze za nic

            37        Jakub Wozinski Imaginarium zaciśniętej pięści

 

ORDO IURIS

            40        Jerzy Kwaśniewski Nie damy się uciszyć i wyeliminować!

 

TEMAT NUMERU: Kościół musi walczyć!

            44        ks. Roman A. Kneblewski Do szabel, bracia!

            46        o. Wawrzyniec M. Waszkiewicz Pielgrzymuje – ale walcząc!

            48        Sławomir Skiba Jak ciepły barszczyk…

            50        Nie wolno ogłaszać kapitulacji! Rozmowa z Pawłem Lisickim

            53        Bogna Białecka Jak wychować wojownika?

            55        Naszym zadaniem jest walka o zbawienie Rozmowa z ks. Marcinem Kostką FSSP

            58        Stańmy murem! Rozmowa z Robertem Bąkiewiczem

            60        Tomasz A. Żak Piękne wzory

 

FELIETONY

            19        Piotr Doerre System Wszystkowiedzący

            23        Bogusław Bajor Czy to chrystocentryzm?

            33        Valdis Grinsteins Rzeki, zdrowy rozsądek i panteizm

            36        Krystian Kratiuk Ojciec, belka i głupia sprawa

            42        Łukasz Karpiel Nie żałuj, żebyś nie żałował

 

HISTORIA

            62        Andrzej Solak Rewolucja kanibali

            65        Marcin Więckowski Zapomniana przyczyna

 

KU BOGU W WIEKU NIEWIARY

            68        Grzegorz Górny Wyrwany z otchłani

 

NASZE DZIEDZICTWO

            70        Jacek Kowalski Król, poeta, rycerz Boży

            74        Tomasz Cukiernik Kawałek utraconego dziedzictwa

            77        Sławomir Piekarski Polski wkład w światowe pszczelarstwo

 

PRAWDA, DOBRO, PIĘKNO

            80        Chrystian Ślusarczyk Przykład płynie z Rumunii

            82        Tomasz A. Żak Bajka czy nie bajka?

            85        Jerzy Wolak Geniusz zapomniany

            88        Jan Gać Sztuka teologii

            91        Leonard Przybysz Umiłowanie ubogich i przepych

 

WOKÓŁ KUCHNI

            94        Dorota Matacz-Bajor Co w sercu, to na talerzu

 

KRZYŻOWIEC XX WIEKU

            96        Plinio Corrêa de Oliveira Dogmat kontrrewolucyjny

Kategorie
Środowiska-zwyczaje-cywilizacja

Łukasz Karpiel: Patchworkowy świat

Tata Jacek po kłótni z mamą Anną wraca do domu. Żona Barbara wita go w złym humorze, gdyż pokłóciła się z mężem Jarosławem, kiedy go poprosiła, aby odwiózł jej syna oraz swoje dwie córki. Ten dzień w rodzinie Nowakowskich-Kowalskich-Andrzejewskich-Śledziowskich nie należał do udanych. Wszyscy jednak liczyli na zbliżający się wyjazd do Zakopanego. Czy jednak, jak podejrzewał mąż Artur, cała rodzina nie wróci spod Tatr „wzbogacona” o nową żonę? W ten sposób można streścić fabułę odcinka niejednego serialu-tasiemca. Takie „życiowe” produkcje odnajdujemy również w programie publicznego nadawcy. Nie ma to jak misja promowania postaw „prorodzinnych”…

 

Patchwork to metoda szycia polegająca na łączeniu małych kawałków materiału w większą całość układającą się w nowy wzór. Tworzące patchwork fragmenty mogą się znacznie różnić pod względem koloru i faktury. Kawałki materiału pochodzą zwykle z różnego źródła – są fragmentami innych całości.

Na podobnych zasadach skonstruowana jest tak zwana rodzina patchworkowa. W psychologii tego typu rodziny określa się mianem rodzin zrekonstruowanych, czyli takich, w których co najmniej jedno dziecko nie jest dzieckiem wychowującej go pary. Rodziny takie powstają w wyniku rozpadu wcześniejszych struktur, który następuje na skutek śmierci jednego z rodziców albo ich rozwodu czy rozstania. Trzeba dodać, że z każdym rokiem rośnie liczba rodzin patchworkowych powstałych z drugiego z wymienionych powodów.

I choć nawet wśród liberalnie nastawionych psychologów nie brak takich, którzy ostrzegają przed licznymi niebezpieczeństwami, na jakie narażone są osoby wchodzące w tego typu układy, w popkulturze obserwujemy tendencję do coraz śmielszego promowania patchworkowego rozwiązania kwestii rodzinnej. Ileż to salw śmiechu (odtwarzanego z tak zwanej puszki) wywołały wszelkiego rodzaju qui pro quo stające się faktem na skutek poddania rodziny procesowi rekonstrukcji. Jak jest wesoło, kiedy z twarzy serialowych dzieci nie schodzi uśmiech spowodowany zmultiplikowaną liczbą prezentów otrzymywanych od niezliczonych babć, dziadków, wujków, cioć i wszelkiej maści „przyjaciół”. A że takim malcom w przyszłości może być trudno uwierzyć, iż możliwe jest małżeństwo aż po grobową deskę, czy nawet długoletnia przyjaźń, o to już twórcy sitcomów nie dbają.

Dla odmiany w „poważnych” serialach odnajdziemy oczywiście cienie patchworkowych układów, lecz z kolei ilość ukazanych tam zrekonstruowanych rodzin sprawia, że wciągnięty w fabułę widz nabiera podejrzenia, iż ma do czynienia z sytuacją całkiem normalną, ba, nawet na swój sposób pociągającą.

Współczesny atak na rodzinę odbywa się na wielu płaszczyznach. Jego efektem są rozliczne sytuacje kryzysowe. Jednak czy lekarstwem na nie mają okazać się patchworkowe układanki promowane w mediach? Oczywiście, że nie. Dalsze ocieplanie wizerunku połączone z ukazywaniem ich jako sposobu nowoczesnego organizowania życia „rodzinnego” może tylko pogorszyć status quo. A stąd tylko krok do katastrofy.

Łukasz Karpiel

 

Artykuł został opublikowany w 72. numerze magazynu „Polonia Christiana”.

 

Przeczytaj także: Jan Bereza: Polska jest nasza

Kategorie
Środowiska-zwyczaje-cywilizacja

Jan Bereza: Polska jest nasza

Polska nasza: jak masowy przyjazd Ukraińców zmienił sąsiedni kraj – tak zatytułował ukraiński portal „Ewropejska Prawda” artykuł o zmianach demograficznych w Polsce spowodowanych masową emigracją zza Buga. Przytaczając opinie osób na najwyższych urzędach w Polsce, ukraiński portal przyznał, że w Polsce na pobyt czasowy i stały może przebywać od dwóch do dwóch i pół miliona Ukraińców. Przy niespełna trzydziestu ośmiu milionach obywateli Polski taka liczba oznaczałaby, że nowo przybyli Ukraińcy stanowią blisko siedem procent populacji naszego kraju.

Jaka jest liczba Ukraińców w Polsce?

Jeśli za bardziej wiarygodne uznać „policzenie” Ukraińców smartfonami, to według publikacji „Ewropejskiej Prawdy” szacunkowa liczba przybyszów zza Buga wynosiłaby 1,3 mln. Tyle bowiem osób posługuje się aplikacjami w języku rosyjskim lub ukraińskim i przynajmniej jeden raz w roku przekracza granicę polsko-ukraińską. Innymi danymi, na podstawie których można potwierdzić lawinowy przyrost przebywających w Polsce Ukraińców, są wydane oficjalne zezwolenia na pobyt w Polsce oraz liczba płatników składek do ZUS, których w drugiej połowie 2019 roku było już pół miliona. Opłacanie składek daje bowiem możliwość korzystania z przywilejów osób ubezpieczonych, w tym między innymi prawa do emerytury wypłacanej w Polsce.

Przewrót polityczny na Ukrainie w roku 2014, trudna sytuacja gospodarcza i brak wiary w lepsze życie nad Dnieprem wypchnęły miliony Ukraińców za granicę. Dane Banku Światowego mówią o 6 mln imigrantów zarobkowych z Ukrainy, którzy drogą bankową przesłali nad Dniepr 14 mld dolarów amerykańskich (co odpowiadało 14 procentom PKB państwa ukraińskiego – przypis autora) – donosi portal „Hromadske.ua”. Gdyby uwzględnić także przywożoną do domów gotówkę, kwota ta z pewnością przekroczyłaby 20 mld dolarów amerykańskich.

W Polsce co piąta firma zatrudnia obywatela Ukrainy, a język ukraiński i rosyjski słyszymy nawet w małych miasteczkach, gdzie sąsiedzi ze wschodu znaleźli pracę. W dużych miastach Ukraińcy stanowią znaczną część mieszkańców, szacowaną najczęściej na około 10 procent. Duży jest również udział studentów z Ukrainy na polskich uczelniach. Nic więc dziwnego, że o nowym zjawisku społecznym napisano w Polsce już wiele. Mało jednak wiemy, jak o obecności Ukraińców w Polsce piszą media ukraińskie, w których nasz kraj podawany jest często jako przykład rozwoju ekonomicznego i udanych reform, które chcieliby u siebie przeprowadzić nasi sąsiedzi. W wielu obszarach zarządzania państwem Ukraina wzoruje się na Polsce, a przykładem może być wdrażana obecnie reforma samorządowa, oparta na stworzeniu trzech szczebli samorządowych.

Niestety, media ukraińskie chętnie rozdmuchują także przykłady różnych wybryków chuligańskich, których ofiarami padają obywatele ich kraju, oszczędnie traktując o zdarzeniach, których negatywnymi bohaterami są Ukraińcy.

Mały Kijów nad Odrą

Z danych z jesieni 2019 roku wynika, że na 611,2 tys. osób zameldowanych na pobyt stały i czasowy we Wrocławiu jest 17,2 tys. obcokrajowców. Ponad połowę z nich stanowią Ukraińcy (około 9,9 tys. osób). Kolejne miejsca zajmują Białorusini (1165 zameldowanych), Rosjanie (624 zameldowanych) i Hindusi (509 zameldowanych). Dominację Ukraińców widać także w szkołach – do szkół podstawowych i ponadpodstawowych prowadzonych przez miasto Wrocław uczęszczało pod koniec 2019 roku 2787 dzieci obcokrajowców, w tej liczbie 2318 dzieci obywateli Ukrainy. Tyle oficjalne dane z Urzędu Miejskiego Wrocławia, które daleko odbiegają od informacji prasowych i tego, z czym spotykają się wrocławianie w firmach, sklepach i na ulicach.

Ukraiński portal „Ewropejska Prawda” ocenia, że we Wrocławiu mieszka nawet do 100 tysięcy obywateli Ukrainy, co stanowiłoby już 16 procent ludności miasta. Dlatego też wrocławską dzielnicę Krzyki nazywa żartobliwie małym Kijowem. Nadając w ukraińskim medium Wrocławowi tytuł lidera integracji, brano pod uwagę różne inicjatywy, które mają sprawiać, by sąsiedzi zza wschodniej granicy czuli się w stolicy Dolnego Śląska jak najlepiej.

Należą do nich: powołanie pełnomocnika prezydenta do spraw mieszkańców pochodzenia ukraińskiego, gorąca linia w urzędzie, służąca zgłaszaniu napisów określanych mianem „mowy nienawiści”, klasy adaptacyjne dla dzieci cudzoziemców uruchomione w siedmiu wrocławskich szkołach, wersja ukraińska strony internetowej miasta Wrocławia, trzy kina emitujące filmy z ukraińskim dubbingiem, dostęp do książek w języku ukraińskim w 40 oddziałach miejskiej biblioteki, audycje w lokalnej stacji radiowej czy instrukcje obsługi automatów do sprzedaży biletów komunikacji miejskiej w języku ukraińskim.

W roku 2019 do głosowania nad zadaniami w budżecie obywatelskim miasta Wrocławia dopuszczono także mieszkańców niebędących obywatelami polskimi. Wrocław, do którego po drugiej wojnie światowej wysiedlono wielu mieszkańców Lwowa, mógłby być dobrym przykładem dla lwowskiego magistratu, ponieważ Polacy mieszkający od wieków we Lwowie do tej pory nie mogą liczyć na taką samą przychylność władz tego miasta.

Tam dom, gdzie rodzina

Wybuch wojny w Donbasie tylko w części był przyczyną fali emigracji z Ukrainy po roku 2014. Trudność w oszacowania liczby faktycznie przybyłych do Polski obywateli Ukrainy wynika między innymi z wprowadzenia przez UE ruchu bezwizowego z tym państwem w czerwcu 2017 roku oraz ułatwienia w uzyskaniu zezwolenia na pracę w Polsce dla obywateli krajów spoza UE.

Napływ młodych ludzi do szkół w Polsce to przekroczenie Rubikonu Unii Europejskiej – polska matura otwiera drogę do uczelni w UE, dyplom polskich szkół wyższych pozwala zdobyć uprawnienia do wykonywania lepiej płatnych zawodów w krajach Wspólnoty. W roku akademickim 2017/2018 na 72,7 tys. studentów zagranicznych w Polsce ponad połowę (37,8 tys.) stanowili studenci z Ukrainy. Studenci z tego kraju chcą uczyć się w Polsce ze względu na bliskość językową oraz kulturową, przystępne ceny nauki i koszty życia oraz brak korupcji przy zdawaniu egzaminów na uczelniach.

„Wizytówka” przeciętnego imigranta z Ukrainy ukazuje osobę w wieku lat 26–35 (32 procent imigrantów), z niedokończoną lub ukończoną edukacją na poziomie uczelni wyższej, przybyłą z zachodniej (33 procent) albo centralnej (31 procent) części Ukrainy. Według „Ukrinformu” 60 procent przybyłych stanowią mężczyźni, 40 procent – kobiety; 60 procent przyjeżdża do Polski z ukraińskich miast, 40 procent – z wiosek.

Młodzi ludzie coraz chętniej tworzą mieszane małżeństwa. O ile w roku 2012 zawarto około 500 związków polsko-ukraińskich, to w roku 2017 ich liczba przekroczyła 1100, przy czym znacznie częściej to Polacy brali Ukrainki za żony.

Szybko rośnie również liczba nieruchomości kupowanych przez sąsiadów zza wschodniej granicy. Jak podaje portal „Konkurent.in.ua”, w roku 2018 Ukraińcy kupili przynajmniej 2,4 tys. mieszkań w Polsce. Zamieszkałe w Polsce Ukrainki w roku 2015 urodziły 1,5 tys. dzieci, a w roku 2017 już 5,1 tys. Coraz więcej młodych i nie tylko młodych obywateli Ukrainy widzi swoją przyszłość w Polsce. Jeden z ukraińskich właścicieli agencji pracy w Polsce w wywiadzie dla lwowskiego portalu „Wysokij Zamok” ocenił, że milion Ukraińców spośród tych, którzy w Polsce pracują, już nie powróci do ojczyzny i zamieszka nad Wisłą.

Powyborcze refleksje

Związanie z Polską tak licznej grupy Ukraińców sprzyja dużemu zainteresowaniu w mediach ukraińskich wydarzeniami w Polsce i pozycją, jaką odgrywają oni w naszym kraju. Przy okazji podawania liczb imigrantów zarobkowych ukraińskie media systematycznie podkreślają znaczenie ich wkładu w polski wzrost gospodarczy. „Wołynski Nowyny” podają, że między rokiem 2018 a 2019 liczba ukraińskich pracowników na kierowniczych stanowiskach zwiększyła się o 53 procent. Ta liczba będzie z pewnością rosnąć, gdy ukraińscy absolwenci z wyżu imigracyjnego po 2014 roku zaczną opuszczać mury polskich uczelni.

Zarówno na Ukrainie, jak i w ukraińskich mediach w Polsce szeroko komentowano też wyniki wyborów, żałując, że nie wszedł do Sejmu z listy Koalicji Obywatelskiej Miron Sycz (syn Ołeksandra Sycza – członka Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów i UPA). Wydawane w Polsce z dotacji państwowej ukraińskie „Nasze Słowo” nazwało Sycza główną nadzieją ukraińskiej mniejszości w Polsce.

Smutek przebija też z innych mediów wymieniających pozostałych kandydatów – Ukraińców, którzy nie weszli do Sejmu RP z list Koalicji Obywatelskiej i SLD. Z radością przyjęto jednak wybór do polskiego parlamentu przyjaciół ukraińskiej mniejszości z KO. Portal „Korrespondent.net” zalicza do nich Adama Szłapkę, Tomasza Siemoniaka, Jacka Protasa, Michała Szczerbę i Pawła Kowala, a „Nasze Słowo” także Małgorzatę Gosiewską z PiS. Na drugim biegunie portal umieścił Tomasza Rzymkowskiego z PiS i posłów Konfederacji, którzy – jeszcze jako posłowie Kukiz’15 – zaproponowali kryminalizację negowania zbrodni ukraińskich nacjonalistów, których w polityce historycznej Ukrainy stawia się na piedestale. Dzisiaj głównie ta sprawa dzieli nas z sąsiadami zza Buga, coraz częściej będącymi sąsiadami zza ściany i znajomymi z podwórka.

Ukraińcy, którzy zamieszkali w Polsce, to według ukraińskich służb dyplomatycznych znacząca dwumilionowa grupa. Konsul Generalny Ukrainy w Krakowie Oleg Mandiuk podczas ubiegłorocznej debaty na krakowskim Uniwersytecie Ekonomicznym stwierdził, że Polska wydała Kartę Polaka około milionowi obywateli Ukrainy, którzy mogą dość szybko nabyć polskie obywatelstwo. Wraz z nabyciem praw obywatelskich pojawi się nowa grupa wyborców, która może stanowić „języczek u wagi” w kształtowaniu sceny politycznej w Polsce. Nie wiadomo tylko, czy nowi wyborcy będą stanowić zwartą grupę oraz czy ten elektorat rozłoży się według podziału programowego, czy może – jak w wielu krajach europejskich – będzie samodzielnie ubiegał się o wprowadzenie swoich przedstawicieli do władz krajowych i samorządowych.

Wielka niewiadoma

Zniesienie wiz dla Ukraińców wjeżdżających do państw Unii Europejskiej i nieprzestrzeganie w Polsce obowiązku meldunkowego powodują, że obecnie nie jesteśmy w stanie określić liczby ukraińskich obywateli mieszkających w Polsce. Urzędy największych miast w Polsce najczęściej odpowiadają, że w danych urzędowych ujmowane są tylko osoby zameldowane, a w wielu przypadkach włodarze największych polskich miast nie wiedzą, jakiej narodowości uczniowie – dzieci obcokrajowców – uczęszczają do szkół prowadzonych przez duże miasta.

Z tej niewiedzy wyłania się jednak pewna konsekwencja: dane szacunkowe liczby mieszkańców-obcokrajowców w dużych polskich miastach różnią sią nawet dziesięciokrotnie od danych ujmowanych w wydziałach meldunkowych. Takim przypadkiem jest Wrocław, w którym na 17 tysięcy zameldowanych obcokrajowców 9892 osoby były obywatelami Ukrainy, podczas gdy ukraiński portal „Ewropejska Prawda” ocenia liczbę Ukraińców we Wrocławiu nawet na 100 tysięcy osób (stanowiłoby to około 17 procent mieszkańców miasta).

Uczniowie przeważnie znad Dniepru

W wielu miastach zmienił się obraz szkół podstawowych i ponadpodstawowych, które – podobnie jak uczelnie wyższe – brzmią dzisiaj wieloma językami. Także tutaj, w gronie uczniów o niepolskim obywatelstwie, najwięcej jest przyjezdnych z Ukrainy. Wśród uczniów-obcokrajowców w Katowicach 82 procent stanowią dzieci i młodzież z Ukrainy; w Poznaniu stanowią oni około 80 procent obcokrajowców, w Szczecinie 90 procent, w Toruniu 75 procent, a we Wrocławiu 83 procent.

W stolicy dawnej i obecnej

W roku 2019 ukraiński konsulat w Krakowie szacował liczbę swoich obywateli na około 70 tys. osób, co stanowi około 9 procent mieszkańców podwawelskiego grodu. Dane szacunkowe mówią, że największymi ośrodkami skupiającymi imigrantów z Ukrainy są Warszawa, Wrocław, Kraków, Poznań, Gdańsk i Lublin. W stolicy Polski na 41 tys. zameldowanych obcokrajowców 14,9 tys. stanowili Ukraińcy – liczbę zamieszkałych w Warszawie sąsiadów zza Buga trudno sprecyzować, ale można przyjąć, że zaniżenie mieszkających w stosunku do zameldowanych będzie podobne jak w przypadku Wrocławia czy Krakowa.

Jan Bereza

 

Artykuł został opublikowany w 73. numerze magazynu „Polonia Christiana”.

Kategorie
Środowiska-zwyczaje-cywilizacja

Jacek Bartyzel: Zemsta polityczno-religijna

W celu uzasadnienia ekshumacji generała Franco strona lewicowa posługiwała się całym zestawem oczywistych kłamstw. Wywleczenie zwłok i ich, w pewien sposób, zbezczeszczenie, jest też aktem zemsty nie tylko za to, że generał wygrał, ale także zemsty w wymiarze religijnym – wyjaśnia profesor Jacek Bartyzel, historyk myśli politycznej, w rozmowie z Michałem Wałachem.

Ekshumacja gen. Francisco Franco w Hiszpanii

Ostatnio wiele mówi się o Hiszpanii, ale niezbyt często rozważa się kwestię dotyczącą genezy samej wojny domowej. Tymczasem w kraju o niezwykle głębokich tradycjach katolickich około połowa społeczeństwa – patrząc na wyniki wyborów z roku 1936 – zagłosowała na lewicę. Jak do tego doszło?

– To bardzo złożona kwestia. Rzeczywiście, Hiszpania stanowiła przez wieki jeden z bastionów katolicyzmu w Europie. Specyfikę hiszpańskiego katolicyzmu zbudowały przede wszystkim dwa procesy: rekonkwista i konkwista.

Pierwszy to stopniowe odwojowywanie ziem Półwyspu Iberyjskiego niemal w całości podbitych przez mahometańskich Maurów. Rekonkwista wytworzyła pierwszy wyraźny rys katolicyzmu hiszpańskiego: rys heroiczny.

Drugą okolicznością jest konkwista, czyli podbój Nowego Świata. Była to ofensywa nie tylko w sensie militarnym, ale także w znaczeniu podboju dla Chrystusa, czyli ewangelizacji. Hiszpanie traktowali miejscową ludność jako tych, których należy nawrócić, a nie zniszczyć. To wytworzyło drugi specyficzny rys – bardzo emocjonalny charakter hiszpańskiego katolicyzmu, niezwykłą żarliwość, co nie znaczy, że była to postawa jednostronnie fideistyczna, bo kiedy w Europie podupadła myśl scholastyczna, jedynym krajem, w którym ją twórczo rozwijano w epoce nowożytnej, pozostała Hiszpania. Katolicyzm hiszpański był więc bardzo wielostronny, harmonijnie łączący żarliwość wiary i mistykę z rozumem.

Nie przypadkiem to właśnie Hiszpania była Christianitas minor, czyli chrześcijaństwem – jako cywilizacją – mniejszym, w czasach, kiedy w Europie średniowieczna Christianitas maior już upadła. Hiszpania w wieku XVI–XVII zachowała średniowieczne wzorce i zasady.

 

Kiedy więc sytuacja zaczęła ulegać zmianie?

– W czasach „oświecenia”. W XVIII wieku Hiszpania – która wtedy podupadła politycznie i ekonomicznie – tak bardzo swoją katolickością odstawała od Europy, gdy wokół szerzyło się niedowiarstwo, deizm, ateizm i liberalizm, że zaczęła być traktowana jako „chory człowiek Europy”, jako kraj, który trzeba „zeuropeizować” i „ucywilizować”. Zaczęły się próby przebudowywania Hiszpanii. Sprzyjał temu fakt, że po wygaśnięciu hiszpańskiej linii Habsburgów w roku 1700 – nie bez perturbacji po wojnie sukcesyjnej – tron przypadł francuskiej dynastii Burbonów. A Francja właśnie wtedy stawała się rozsadnikiem nowomodnych idei.

Było to połączone z antyhiszpańską propagandą, której centrum znajdowało się w oświeceniowej Francji, w środowisku encyklopedystów oraz w krajach protestanckich, które w Nowym Świecie miały „na pieńku” z Hiszpanią. Owa „czarna legenda” skupiała się na dwóch aspektach. Pierwszy z nich to twierdzenie o rzekomym szczególnym okrucieństwie Hiszpanów w Nowym Świecie wobec ludów tubylczych przy jednoczesnym dowodzeniu rzekomego humanitaryzmu kolonizatorów protestanckich – choć w rzeczywistości było dokładnie na odwrót. Drugi aspekt to twierdzenia encyklopedystów, którzy przekonywali, że Hiszpania niczego nie wniosła do kultury, że to kraj umysłowo zapóźniony, co było całkowitą bzdurą. Jednak oba te aspekty odniosły duży sukces propagandowy, także w samej Hiszpanii.

Od tego okresu zaczęły się nieustanne próby przerabiania Hiszpanii. Najpierw było to oświecenie i absolutyzm, którego Hiszpania wcześniej nie znała, potem – w XIX wieku – liberalizm, który szerzono przy pomocy najazdu napoleońskiego. Później zaowocowało to odgórną rewolucją liberalną w 1833 roku – i odtąd rozpoczął się rozdźwięk między monarszą, ale jednak liberalną elitą władzy a tradycyjnym, katolickim społeczeństwem. Przejawem tego były trzy wojny karlistowskie. Potem nadeszły kolejne mody: socjalizm, komunizm oraz inny ważny w Hiszpanii prąd, który przybrał formę terrorystyczną: anarchizm. Anarchiści mieli na koncie więcej aktów terrorystycznych wymierzonych przede wszystkim w Kościół niż socjaliści i komuniści razem wzięci.

Należy przy tym wskazać także jeszcze jeden z rysów hiszpańskiej mentalności: Hiszpanie nie mają w swojej naturze umiarkowania. Oddaje to dziewiętnastowieczne powiedzenie, że każdy Hiszpan chodzi za księdzem – jeden ze świecą, inny z kijem. Dlatego też od XIX wieku mamy do czynienia z niepojednywalną antynomią: albo wielbić Boga, albo „zabić” Boga. Chociaż coś się w ostatnich kilkudziesięciu latach w hiszpańskiej mentalności zmieniło…

Polityczna zemsta i atak na Boga

Podczas ekshumacji generała Franco widzieliśmy poruszającą scenę, która daje do myślenia także pod względem cywilizacyjnym. Ciało hiszpańskiego dowódcy niósł jego prawnuk Ludwik Burbon – zgodnie z prawem dynastycznym – król Francji. Człowieka, który walczył z rewolucją komunistyczną, wynosi – zgodnie z decyzją władz socjalistycznych – z miejsca spoczynku prawnuk, który nie ma władzy we Francji w konsekwencji rewolucji. Czy w obliczu takich wydarzeń nie możemy stwierdzić, że „prawa strona” przespała kwestię odpowiedzi na rewolucję?

– Nie ma żadnego formalnego związku między prawami Ludwika XX do francuskiego tronu a faktem, że po kądzieli jest prawnukiem generała Franco. Natomiast to, że te sprawy łączą się w osobie tego samego człowieka, ma wagę symbolu.

Na pewno nie można ani Ludwikowi XX, ani w ogóle rodzinie, zarzucić, że przespali sprawę. Pomysł wyrzucenia szczątków generała z bazyliki w Valle de los Caídos zrodził się około dwóch lat temu. W tym czasie rodzina zrobiła wszystko, aby temu zapobiec albo przynajmniej aby przenieść te szczątki do reprezentacyjnej katedry Almudena w Madrycie i aby powtórny pogrzeb miał charakter należny głowie państwa i głównodowodzącemu sił zbrojnych, czyli charakter państwowy.

Z kolei kwestia postawy tak zwanej prawicy rodzi kłopoty, gdyż wiele zależy od tego, kogo mamy na myśli. Jeśli chodzi o tradycjonalistów, to oburzają się na ekshumację Franco, ale tradycjonaliści miłością generała nie darzą z powodu nieprzywrócenia monarchii tradycyjnej – przywrócił bowiem monarchię liberalną i uzurpatorską. Jeśli zaś chodzi o prawicę establishmentową, to ona wolałaby uciec od tematu. Natomiast trochę w sprawę zaangażował się nowy ruch na prawej stronie, czyli partia Vox, co zresztą zaprocentowało jej w ostatnich wyborach – podwoiła liczbę mandatów.

 

W chrześcijaństwie mówimy o wiecznym odpoczynku zmarłych, tymczasem w Hiszpanii doszło do przeniesienia szczątków generała Franco – czyli zaburzenia wiecznego odpoczynku – bez poważnych podstaw. Czy za działaniem rządu stała wyłącznie polityka, czy też odnajdziemy w nim jakąś myśl? Wszak marksizm można rozumieć nie tylko jako ruch ateistyczny, ale także antyteistyczny, o czym Pan Profesor pisał w „Przeglądzie Filozoficznym” w tekście Marks jako antyteistyczny i antypolityczny gnostyk.

– W celu uzasadnienia ekshumacji strona lewicowa posługiwała się całym zestawem oczywistych kłamstw. Po pierwsze, nie jest prawdą, że Valle de los Caídos to mauzoleum wybudowane dla Franco. To obiekt sakralny, który miał stanowić miejsce spoczynku poległych w wojnie domowej. Generał Franco nie dawał nigdy do zrozumienia, że chce być tam pochowany. Opowiada się też brednie o wzniesieniu obiektu niewolniczą pracą jeńców, podczas gdy Dolina Poległych została wybudowana przez zwykłe firmy budowlane.

Natomiast Marks – podobnie jak wielu innych idoli lewicy – to myśliciel na wskroś religijny, ale w sensie negatywnym, satanicznym. To był człowiek, dla którego Bóg stanowił negatywną obsesję; który pisał satanistyczne wiersze; dla którego zniszczenie wiary w Boga było problemem podstawowym. W młodości Marks powiedział: Nienawidzę wszystkich bogów. Takiego zdania nie wypowiada ktoś religijnie obojętny. Dla Marksa religia była w centrum uwagi jako obsesyjny przedmiot nienawiści.

Coś takiego widoczne jest także u hiszpańskich lewicowców różnych opcji. Zresztą każda rewolucja ma sens „bogobójczy”. Jeden z historyków rewolucji francuskiej mówi, że zabijając króla, chciano w jego osobie symbolicznie dokonać „zabójstwa” Boga, gdyż to od Niego pochodzi władza królewska.

Natomiast wywleczenie zwłok i ich, w pewien sposób, zbezczeszczenie, jest też aktem zemsty nie tylko za to, że generał wygrał, ale także zemsty w wymiarze religijnym. Jeżeli uznamy, że magia jest zjawiskiem religijnym – a jest, chociaż bardzo prymitywnym – to jest to akt magii sympatycznej; coś na wzór maga, który wbija szpilę w główkę figurki przedstawiającej swojego wroga, gdyż chce go zabić symbolicznie, a nawet realnie.

 

Łącząc temat antyreligijnej obsesji oraz Doliny Poległych, chciałbym zapytać o możliwe postępy rewolucji w Hiszpanii. Czy lewica może dążyć do usunięcia krzyża w Valle de los Caídos?

– Oby się tak nie stało – należy się o to modlić – ale zachodzi taka obawa. Oficjalnie nigdzie tego nie powiedziano, natomiast wiadomo, że w różnych dyskusjach takie postulaty się pojawiają. Chodzi o to, żeby w ogóle zdesakralizować obiekt, zamknąć bazylikę i zwalić jedną z największych konstrukcji krzyża na świecie – przy dobrej pogodzie widać go z odległości pięćdziesięciu kilometrów. Gdyby tak się stało, serca lewaków na pewno by się rozweseliły.

 

Dziękuję za rozmowę.

 

Artykuł został opublikowany w 72. numerze magazynu „Polonia Christiana”.