Kategorie
Aktualności

Kalendarz na 2022 rok? Tylko z Matką Bożą!

Stowarzyszenie Kultury Chrześcijańskiej im. Ks. Piotra Skargi, podtrzymując wspaniałą, wieloletnią tradycję, wydało kolorowy kalendarz ścienny na rok 2022 zatytułowany „365 dni z Maryją”. To niezwykle przydatna i zarazem pobożna publikacja, która dzięki obecnemu na jej kartach wizerunkowi Matki Bożej, skłania do modlitwy i zainteresowania nadchodzącymi świętami i rocznicami ważnych wydarzeń. Dotychczas otrzymało go… ponad 600 tys. Polaków! Podpowiadamy, jak uzyskać egzemplarz kalendarza dla siebie.

Jak czytamy na stronie wydawcy, to już 21. edycja kalendarza „365 dni z Maryją”. Jak co roku, trafia on do setek tysięcy domów i mieszkań w całej Polsce. Edycja na rok 2022 zawiera wszystkie charakterystyczne cechy: wizerunek Matki Bożej Fatimskiej w figurze, która cudownie zapłakała w Nowym Orleanie w 1972 roku oraz zdjęcia najpiękniejszych polskich krajobrazów na każdy miesiąc. Oczywiście, na kartach kalendarza nie zabrakło także oznaczeń dla wszystkich świąt kościelnych, zarówno nakazanych. Stanowi to szczególną wartość dla każdego katolika i zarazem wyróżnia dzieło Stowarzyszenia Kultury Chrześcijańskiej od setek innych kalendarzy, zalewających co roku nasz krajowy rynek wydawniczy i księgarski.

Sławomir Olejniczak, prezes Stowarzyszenia w liście skierowanym do darczyńców wskazał na wyjątkowość nowej edycji kalendarza. – W tym roku motywem przewodnim kalendarza jest inspirująca postawa dwunastu świętych, którzy w sposób szczególny miłowali Matkę Bożą. Dzięki temu będzie on dla Państwa stanowił także solidną dawkę wiedzy religijnej – zauważył.

Jak dotąd, w ramach 21. poprzednich edycji kalendarza „365 dni z Maryją” udało się rozprowadzić po Polsce aż 10 673 000 egzemplarzy. Czyni to ów tytuł niewątpliwie kultowym i z racji samej choćby popularności, godnym uwagi.

Jak otrzymać kalendarz na rok 2022 „365 dni z Maryją”? Spieszymy z informacją, iż nie jest on dostępny w sprzedaży, a więc próżno szukać go w księgarniach lub salonikach prasowych. Niemniej jednak, otrzymać może go każdy, kto skorzysta z poniższego linku i wesprze działalność Stowarzyszenia Kultury Chrześcijańskiej datkiem w dowolnej kwocie. Po wypełnieniu formularza i dokonaniu wpłaty za pomocą bezpiecznego systemu płatności internetowych TPay, przesyłka z kalendarzem zostanie nadana na wskazany adres.

Pod tym linkiem mogą Państwo zamówić kalendarz „365 dni z Maryją”.

kalendarz na 2022 rok - 365 dni z Maryją
Kategorie
Środowiska-zwyczaje-cywilizacja

Młodzi zagłosują na PiS? Jarosław Kaczyński nie odpuszcza

Oto partia, która jeszcze niedawno ratowała górnictwo, teraz wyznaczyła de facto datę końca tej gałęzi przemysłu, stawiając na zieloną transformację energetyczną (a za tym idą niemałe pieniądze). Ratujemy planetę, ratujemy zwierzęta, ratujemy, ratujemy… Zaraz, zaraz, czyż to nie narracja rodem z organizowanych przez młodych aktywistów „strajków klimatycznych”? Radykalne zmiany programowe PiS i Jarosława Kaczyńskiego bierze pod lupę red. Marcin Austyn.

Po wyborach prezydenckich „coś” drgnęło w polityce. Najkrócej rzecz ujmując, owo drgnięcie można zamknąć w dwóch słowach: idzie młode. Pokolenie, rzecz jasna. Skąd taki wniosek? Wystarczy spojrzeć na działania podejmowane czy to przez środowisko Prezydenta RP, czy to skupione wokół PiS. Już w wieczór wyborczy – po ogłoszeniu wyników sondażowych – u boku Andrzeja Dudy jego córka wygłosiła dość ciekawy i dość dwuznaczny manifest, jak to każdy może kochać.

Aktywność córki prezydenta mogła zdziwić, ale miała ona swoje uzasadnienie. Oto PiS dostrzegł, że jego elektorat się starzeje, a co za tym idzie – w sposób naturalny się wykrusza. Że tak zwani „młodzi, wykształceni z wielkich miast” nie chcą mieć z PiS nic wspólnego. Myśląc zatem o kolejnej wygranej w wyborach, trzeba coś zmienić. I jak się zdaje, właśnie to „coś” dzieje się na naszych oczach.

Piątka dla PiS? O nich chce walczyć Jarosław Kaczyński

PiS zaczął nie tylko mocniej wsłuchiwać się w głos młodych, ale także postanowił część ich postulatów wprowadzić w życie. I chyba najbardziej spektakularnym medialnie tego dowodem była batalia przeprowadzona pod szyldem obrony zwierząt futerkowych przed ich hodowcami. Sam pomysł na likwidację branży może i nie zaskoczył, bo PiS już raz próbował przeprowadzić przez Sejm takie rozwiązanie. Jednak tym razem sprawę postawiono na ostrzu noża. Zawrzało do tego stopnia, że partia rządząca ogłosiła, iż gotowa jest dla tej sprawy poświęcić umowę koalicyjną, a to oznaczałoby rząd mniejszościowy (i zapewne w efekcie tegoż wcześniejsze wybory).

Czy los zwierząt futerkowych jest aż tak ważny? Dla młodego, „wrażliwego” elektoratu, podminowanego emocjonalnymi przekazami organizacji tak zwanych prozwierzęcych – tak! Chcąc zatem zyskać w oczach „młodych, wykształconych…” należało w tej sprawie zagrać va banque, nie bacząc na głosy sprzeciwu koalicjantów. Likwidacja branży futerkowej czy wydłużenie łańcucha zwierząt na uwięzi może się okazać tylko przygrywką do tego, co nas w tej materii dopiero czeka.

Bo młody wielkomiejski elektorat, do którego chce się odwoływać Jarosław Kaczyński, ma więcej postulatów prowadzących do – najprościej mówiąc – całkowitej zmiany ludzkiej diety. Ująć je można w prostej zasadzie – „nie” dla wykorzystywania „zwierząt użytkowych”. I mowa tu nie tylko o hodowli „na mięso” czy „na futra”, ale też o „okradaniu” cieląt z mleka i – przepraszam, ale tak właśnie te postulaty brzmią – „gwałceniu” krów. Ile z tej ideologicznej, lewackiej w swej istocie narracji gotów będzie zrealizować PiS, aby zyskać w oczach młodych? Jak się wydaje, dość szybko się o tym przekonamy. Wprawdzie kryzys w Zjednoczonej Prawicy został zażegnany i mamy nową–starą ekipę rządzącą, ale do wyborów wcale nie tak daleko. Trzeba już teraz walczyć o nowy elektorat.

Przyglądając się tej walce z bliska, można odnieść wrażenie, że PiS i Koalicja Obywatelska podzieliły się obszarem zainteresowań młodych. KO (wraz z lewicowymi dobudówkami) stawia na rewolucję genderową i odwołuje się do „praw” (czytaj przywilejów) dla mniejszości seksualnej, w tym walczy o edukację seksualną w szkołach, a PiS „przytulił do serca” wszystkich ludzi „dobrej woli”, co litują się nad losem zwierząt (z całym lewicowym fałszerstwem ideologicznym w komplecie).

W swym „dobroludzizmie” i „ekologizmie” partia rządząca poszła – jak się zdaje – na całość. I przyjmując słuszność tezy, że świat (czytaj: głos dający PiS wygrane wybory) należy teraz do młodego pokolenia, narzuciła dość ambitny plan „ratowania” naszej planety. Można i trzeba zastanowić się, czy mamy tu do czynienia z poważną polityką klimatyczną i ekologiczną, czy może są to tylko działania będące odpowiedzią na postulaty nastoletniej Szwedki Grety i jej podobnych młodych aktywistów strajkujących „dla ziemi i klimatu” na ulicach miast (całego świata zresztą).

Zielono mi… – i co dalej?

Zielony ład – termin ten nie raz dane nam było słyszeć z ust rządzących. To program przemian ekonomicznych i gospodarczych (wraz z przemianami społecznymi) mający na celu prowadzenie zrównoważonej gospodarki – czyli gospodarki zasobooszczędnej i energooszczędnej. Zostawmy na boku pytanie, czy faktycznie, czy tylko z pozoru. To taka sprawiedliwa transformacja sprzyjająca włączeniu społecznemu. Ot, piękna nowomowa – przepisana z Agendy 2030.

Wróćmy jednak do spraw ważnych dla młodych. Podstawowy postulat ekologiczny to… likwidacja górnictwa w Polsce, a co za tym idzie, likwidacja energetyki klasycznej, uznawanej obecnie za zbyt emisyjną.

I nagle nikt już nie wspomina o ogólnym bilansie, o zasobach przyrodniczych w Polsce, które pochłaniają emisję. To się nagle nie liczy… Wielu jeszcze niedawno zastanawiało się, czy politycy Zjednoczonej Prawicy, broniący dotąd górnictwa i niezależności polskiej energetyki, staną w obronie branży – jak to czynili wcześniej. Teraz już wiemy, że nie. Kopalnie będą zamykane! Nikt pracy nie straci, bo górnicy będą zatrudnieni „do emerytury” (na co uzyskano ich zgodę), ale branża zniknie mniej więcej w połowie tego stulecia.

Co wobec tego z naszą niezależnością energetyczną? Przecież na zmianę polskiej energetyki potrzebne są setki miliardów złotych. I czas. Czy to będzie oznaczać szybkie uruchomienie energetyki jądrowej? A może transformacja pójdzie w inną stronę? Może ktoś nam tę energię sprzeda po „korzystnej cenie”?

Pewne odpowiedzi już widać. Oto resort klimatu ogłosił, że wyzwaniem najbliższych dwóch dekad jest zbudowanie w Polsce zeroemisyjnego systemu energetycznego o łącznej mocy porównywalnej z obecnie zainstalowaną w energetyce klasycznej. Ma to zapewnić sześć bloków jądrowych oraz rozwój energetyki wiatrowej na morzu. W polskich domach ma dodatkowo królować swoiste „eko-trio”: fotowoltaika, pompy ciepła i ładowarki do samochodów elektrycznych.

Z ogłoszonych już programów wiemy na przykład, że sześćdziesiąt miliardów złotych ma w ciągu dekady trafić do regionów górniczych właśnie – na sprawiedliwą transformację. Inwestycje te mają dać miejsca pracy. To resort klimatu. Bo od drugiej flanki ekodotacjami kusi też ministerstwo środowiska. Tu zaś mowa o trzystu milionach złotych na rozwój lokalnych projektów geotermalnych. Do kompletu niezbędne będą też inwestycje w nową sieć przesyłową oraz prace modernizacyjne przy już istniejącej. Bez tego plan transformacji na nic się zda.

Tak oto w skrócie rysuje się przyszłość Polski. Przyszłość pisana pod gusta młodego pokolenia, które posługuje się „argumentacją” na poziomie emocji i tak też działa. A że nie sposób zmienić całego pokolenia tak, by pokochało partię rządzącą za dotychczasową politykę rozdawnictwa, to… przewartościuje się priorytety partii. Pamiętajmy, że młodzi ludzie mniej uwagi poświęcają barwom partyjnym. Ich interesuje, kto spełni ich żądania tu i teraz. I jak się zdaje, Jarosław Kaczyński odrobił lekcję z „wychowania młodych” i ma świadomość, że młody elektorat można przyciągać – upraszczając – „na szczęśliwego zwierzaka” czy na sojową latte przygotowaną na „zielonym prądzie” – tak by nie „zranić planety”.

Bóg Ojciec czy Matka Ziemia?

Dziś trudno ocenić, jaki efekt ilościowy przy urnach przyniesie zielona przemiana PiS. Czy młodzi to „kupią”? Na pewno koszty transformacji będą ogromne. Ale czy efektywne i w ogólnym bilansie prawdziwie służące przyrodzie?

Rodzi się jednak ciekawsze pytanie: dokąd nas zaprowadzi uleganie kaprysom młodego pokolenia. A chodzi nie tylko o kwestie finansowe, energetyczne czy gospodarcze, ale nade wszystko: kulturowe i religijne. Czy na „uratowanej” od zagłady planecie zapanuje Matka Ziemia (jak to mają w planach wielcy tego świata sprzedający nam „sprawiedliwą transformację” w zamian za wyrzeczenie się chrześcijańskich korzeni), czy dalej należną cześć będziemy oddawać prawdziwemu Stwórcy wszechświata – Bogu w Trójcy Jedynemu? Bo choć o tym sza, to jednak w tle zielonych przemian toczy się batalia o dusze.

To nie przelewki. We współczesnym, zlewaczałym świecie wszelkie systemy „sprawiedliwych” zmian zawierają zwykle sieć uzależnień i zakładają, że za dobra „finansowe” trzeba zapłacić ustępstwami – czy to w zakresie „zdrowia reprodukcyjnego”, czy też „praw kobiet” bądź „praw mniejszości” – a tu już nikt rozsądny nie ma wątpliwości, że w obu wypadkach chodzi wyłącznie o interesy środowisk LGBT+.

Kto się dobrze wsłuchał w głos ambasador USA w Polsce, ten już wie, że posiadanie na Zachodzie opinii kraju nieprzyjaznego LGBT (i cóż z tego, że niesłusznie!) przekłada się na decyzje biznesowe i militarne. Niedyskryminacja, dobroludzizm, ekologizm… Idzie młode!


Marcin Austyn

Artykuł został opublikowany w 77. numerze magazynu „Polonia Christiana”.

Przeczytaj także: Szymon Hołownia – lider nowej prawicy?

Kategorie
Aktualności

Życzenia na Święta Bożego Narodzenia

Na okres Świąt Narodzenia Pańskiego A.D. 2021 oraz na nadchodzący nowy rok 2022 dla wszystkich naszych Przyjaciół, Darczyńców i Czytelników pragniemy przekazać życzenia od prezesa zarządu Stowarzyszenia „Polonia Christiana” Sławomira Olejniczaka.

Gdy zaś Syn Boży pojawia się na ziemi w ciele, śpiewa się chwała Bogu na wysokościach i zapowiada się pokój ludziom dobrej woli. Bądźmy więc, bracia ludźmi dobrej woli, abyśmy zasłużyli na to, aby żyć w pokoju… a czyż nic nie damy Panu, Stwórcy wszystkiego, który do nas przychodzi? Niczego bardziej od nas nie wymaga, tylko ofiary samych siebie.

(Anonim, IX w.)

Czas Narodzenia Pańskiego przypomina nam niezmiennie o Bożej Dziecinie, w której objawił się prawdziwy Bóg i prawdziwy Człowiek.

Niech ten święty czas wskazuje nam zawsze jak bardzo „…Bóg umiłował świat, że Syna swego Jednorodzonego dał, aby każdy, kto w Niego wierzy, nie zginął, ale miał życie wieczne…” (Jan 3, 16).

Przeżywajmy zatem fakt narodzin Bożej Dzieciny z miłością do nieskończenie dobrego Stwórcy oraz czystym sercem otwartym na bliźniego. 

Błogosławionych Świąt Bożego Narodzenia oraz wielu łask za wstawiennictwem Najświętszej Maryi Panny i Świętego Józefa, opiekuna Świętej Rodziny, w nadchodzącym Roku Pańskim 2022 życzy

Sławomir Olejniczak

Prezes Stowarzyszenia

Kategorie
Środowiska-zwyczaje-cywilizacja

Wigilia Bożego Narodzenia – pamiętajmy o jej godnym przeżyciu

Wigilia – wieczór poprzedzający ujrzenie świata przez dzieciątko Jezus, a więc Jego narodziny w betlejemskiej stajence, to dzień wyjątkowy dla każdego katolika. W żadnym względzie jednak jego znaczenie nie powinno redukować się do wielkiej uczty i składanych sobie życzeń. Przypominamy najważniejsze fakty o Wigilii Bożego Narodzenia i wigilijnych zwyczajach.

Wieczerza wigilijna jest niewątpliwie echem starochrześcijańskiej tradycji wspólnego spożywania posiłku będącego symbolem braterstwa i miłości między ludźmi. Ale gdy mówimy o Wigilii Bożego Narodzenia, nasze myśli wykraczają poza stół przykryty białym obrusem i zastawiony dwunastoma tradycyjnymi potrawami. Wszak to właśnie w ten dzień w gronie rodzinnym czytamy Pismo Święte, a w nim fragmenty Ewangelii według św. Mateusza lub Ewangelii według św. Łukasza. Obok lektury Biblii, nie powinno także zabraknąć wspólnej modlitwy. 

Przełamując się opłatkiem z bliskimi, składamy życzenia na cały następny rok. Warto pamiętać, by treść naszych życzeń, poprzedzona refleksją na temat danej osoby i naszej relacji z nią związanej, nie ograniczała się do spraw materialnych, czy też sukcesów zawodowych, ale by również obejmowała to, co potrzebne dla duszy. Łamanie się opłatkiem oraz późniejsza wspólna uczta i kolędowanie to także okazja do poświęcenia czasu tym, dla których brakuje nam go na codzień.  

Wigilijnym zwyczajem jest także pozostawienie jednego nakrytego, wolnego miejsca przy stole. Niegdyś czyniło się tak z uwagi na pamięć o bliskich zmarłych. Współcześnie puste miejsce przy stole najczęściej uzasadnia się pamięcią o ubogich i samotnych.

Wieczerza wigilijna i jej korzenie

Uroczystość Bożego Narodzenia wprowadzono do kalendarza świąt kościelnych w IV wieku. Dwieście lat później ustaliła się tradycja wieczornej kolacji, zwanej wigilią. Wieczerza wigilijna jest niewątpliwie echem starochrześcijańskiej tradycji wspólnego spożywania posiłku, zwanego z grecka agape.

Gdy w drugiej połowie IV w. Synod w Laodycei zabronił biesiadowania w świątyniach, zwyczaj ten przeniósł się do domów wiernych. W Polsce Wigilię zaczęto obchodzić wkrótce po przyjęciu chrześcijaństwa, choć na dobre przyjęła się dopiero w XVIII w.

Wigilia (łac. czuwanie) – pierwotnie oznaczała straż nocną i oczekiwanie. W słowniku kościelnym nazywa się tak dzień poprzedzający większe święto. Dawniej w każdą wigilię obowiązywał post. Do stołu wigilijnego siadano, gdy zabłysła pierwsza gwiazda. Miała ona przypominać Gwiazdę Betlejemską prowadzącą pasterzy i magów do Betlejem.

W polskiej tradycji to ojciec rodziny lub najstarszy wiekiem rozpoczynał wieczerzę modlitwą, odczytaniem opisu narodzenia Pańskiego z Ewangelii św. Łukasza. Następnie dzielono się opłatkiem i składano sobie życzenia. Pod choinką ustawia się często żłóbek, dla upamiętnienia narodzenia Pana Jezusa w Betlejem. Układa się pod nią także prezenty dla najbliższych.

Wigilia Bożego Narodzenia – święto rodziny

Wigilia w polskiej obyczajowości jest świętem rodzinnym. Podobnie jak w Polsce Wigilię obchodzi się na Litwie, na Białorusi, na Ukrainie wśród katolików łacińskich, w Czechach i na Słowacji. Nieznany poza terenami dawnej Rzeczypospolitej jest zwyczaj łamania się opłatkiem.

Po wigilii katolicy udają się tradycyjnie na pasterkę. Pasterka jest pamiątką z pierwszych wieków chrześcijaństwa, kiedy nabożeństwa nocne należały do stałej praktyki Kościoła. Pierwsze Msze św. o północy 24 grudnia sprawowano w Betlejem. W Rzymie zwyczaj ten znany był już za czasów papieża Grzegorza I Wielkiego, pasterkę odprawiano przy żłóbku Chrystusa w bazylice Matki Bożej Większej. Charakter tej liturgii tłumaczą pierwsze słowa invitatorium, wprowadzenia do Mszy: „Chrystus narodził się nam. Oddajmy mu pokłon”.

Kościoły w okresie Bożego narodzenia zdobi żłóbek. Żłóbek w dzisiejszej postaci zawdzięczamy św. Franciszkowi. Historia tej tradycji jest jednak znaczenie dłuższa i sięga piątego wieku. Wtedy, jak głosi podanie, żłóbek Jezusa przeniesiono z Betlejem do Rzymu i umieszczono w bazylice Matki Bożej Większej. Także Pasterkę w Rzymie odprawiano początkowo tylko w tym kościele.

 

Źródło: PCh24.pl

Kategorie
Aktualności

O Najświętszym Sakramencie – film, wobec którego nie przejdziesz obojętnie

Dzięki staraniom zespołu filmowego PCh24TV oraz Stowarzyszenia Ks. Piotra Skargi powstaje nowa produkcja filmowa, poświęcona Najświętszemu Sakramentowi. Twórcy apelują o wsparcie finansowe tego dzieła, aby udało się dokończyć prace i opublikować film, który poprzez ukazanie piękna Eucharystii uwrażliwi wielu katolików. Dla każdego darczyńcy wspierającego powstanie tego dzieła przewidziano przedpremierowy dostęp do filmu.

Do inicjatywy zbiórki środków na film o Najświętszym Sakramencie można dołączyć w bardzo prosty sposób. Wystarczy kliknąć w ten link, aby otworzyć przygotowaną w  tym celu stronę i na niej dokonać wpłaty za pomocą bezpiecznych płatności internetowych dostarczanych przez TPay. Można w tym celu użyć zarówno przelewu internetowego, przelewu tradycyjnego, jak i karty płatniczej. Serdecznie zachęcamy do wsparcia tego dzieła już teraz, aby owoce tej błogosławionej inicjatywy ujrzały światło dzienne niedługo po Nowym Roku.

To będzie mocno uduchowiona, katolicka produkcja. Film powstaje, aby przypomnieć o tym, Kto ukryty jest pod postaciami chleba i wina, i że wszyscy jesteśmy wezwani do oddawania Mu najwyższej czci.

Wobec moralnego zagubienia całych narodów i osłabienia autorytetów chcemy wskazać ten punkt i to miejsce, w którym spotkać możemy autorytet najwyższy – Pana naszego Jezusa Chrystusa. Dlatego właśnie monstrancja, hostia i Najświętszy Sakrament, który winniśmy przyjmować z największą pobożnością i wdzięcznością – to punkty, na które chcemy zwrócić uwagę w tym filmie – mówi Krystian Kratiuk reżyser filmu.

Redaktora naczelnego PCh24.pl wspiera Mateusz Ochman, który tak opisuje swoją wizję powstającej ekranizacji: – W czasach chaosu i zamętu wielu zadeklarowanych katolików zapomniało o tym, jak wielkim skarbem jest ukrycie się Chrystusa w chlebie i winie. Chcemy przypomnieć im o tym; chcemy by nasz film rzucał na kolana przed Najświętszym Sakramentem – Jezusem Chrystusem, jedynym Bogiem, prawdziwym Zbawcą.

Przytoczmy kilka cytatów autorstwa wielkich świętych o Eucharystii:

Jedna dobrze przeżyta Komunia Święta zdolna jest zmienić nas w świętych i doskonałych. – św. Franciszek Salezy

Gdyby ludzie znali wartość Eucharystii, służby porządkowe musiały by kierować ruchem u wejścia do kościołów. – św. Teresa z Lisieux

 

Wiem, że na tym ołtarzu kochasz mnie tą samą miłością, jaką mnie kochałeś, kiedy swoje Boskie życie trawiłeś wśród tylu goryczy Krzyża! –  św. Alfons Maria Liguori

Zbiórkę funduszy na film o Najświętszym Sakramencie prowadzi Stowarzyszenie Kultury Chrześcijańskiej im. Ks. Piotra Skargi i ekipa filmowa PCh24TV. Twórcy wskazali, iż kwotą niezbędną do zamknięcia prac produkcyjnych jest 80 000 zł. Z kolei w drugim etapie kampanii przewidziano pozyskanie 20 000 zł na działania promocyjne.

Link do udziału w akcji: pch24.tv/najswietszy-sakrament

Kategorie
Nasze akcje

Stop bluźnierstwom w Teatrze Nowym Proxima!

Trzech mężczyzn jako „Maryje”? Nazywanie Matki Bożej „Papiną McQueen” przy zastosowaniu stylizacji a la drag queen? Doskonale rozumiemy, czym jest sztuka i performance artystyczny, ale wystawiana na deskach krakowskiego teatru „Kora.Boska” to jawna prowokacja obrażająca uczucia religijne katolików! Dlatego apelujemy do Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego Piotra Glińskiego oraz Prezydenta Miasta Krakowa Jacka Majchrowskiego, aby przestali dotować teatr, który obraża uczucia religijne katolików. Dołącz do pilnej petycji Stowarzyszenia „Polonia Christiana”!

Każdego roku, gdy tylko zbliżają się święta Bożego Narodzenia, jesteśmy świadkami wielu prowokacji wymierzonych w uczucia religijne katolików. Tym razem jednak mamy do czynienia ze szczególnie oburzającą sytuacją, bowiem od kilku tygodni ośmieszana jest sama Matka Boża. W dodatku za publiczne pieniądze!

Chodzi o spektakl „Kora. Boska” wystawiany od połowy listopada w krakowskim Nowym Teatrze Proxima. Widzowie mogą zobaczyć „sztukę”, w której Kora Jackowska postawiona jest przed groteskowym Sądem Ostatecznym. Towarzyszą jej sparodiowane przez mężczyzn: Matka Boża Częstochowska, Matka Boża Fatimska i Matka Boża z Guadalupe.

„Artyści” z Teatru Nowego Proxima obrali sobie wygodny cel ataku. Wpisują się w coraz powszechniejszą na Zachodzie modę na obrażanie i poniżanie katolików. Wyobraźmy sobie, że podobne kpiny urządzono sobie z żydów czy muzułmanów. Czy takie widowisko przeszłoby bez echa? Czy wyznawcy innych religii schowaliby głowy w piasek i udawali, że w sumie nic takiego się nie stało? Odpowiedź jest oczywista. Pytanie tylko, czy my jako katolicy pozwolimy sobie na to, do czego nie dopuściliby wyznawcy judaizmu lub Mahometa?

Apelujemy do Państwa o wyrażenie masowego sprzeciwu. W pierwszych kilkudziesięciu godzinach naszą akcę poparło ponad 6 tys. osób. Teraz chcemy uczynić nasz protest masowym i wywrzeć na organach władzy na tyle dużą presję, by odcięli tę haniebną scenę od podstawowego źródła finansowania.

„Doskonale rozumiem, że sztuka nie wszystkim musi się podobać. Często jej celem jest zaszokowanie odbiorcy i skłonienie go do jakiejś refleksji. Tym razem jednak przekroczone zostały elementarne granice przyzwoitości” – to fragment naszej społecznej petycji, którą można podpisać, klikając tutaj i przechodząc do strony akcji Stop bluźnierstwom! Wszystkie petycje trafią do biur Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego Piotra Glińskiego oraz Prezydenta Krakowa Jacka Majchrowskiego.

Kategorie
Aktualności

Synod: ważna broszura Stowarzyszenia Ks. Piotra Skargi. Ostrzeżenie dla Kościoła…

Niewielu wiernych w Polsce zwróciło uwagę, że na zapleczu codziennych spraw prowadzony jest bezprecedensowy w skali Kościoła proces synodalny. Od października 2021 r. każda diecezja ma zapytać wiernych o ich zdanie. Tłumów chętnych do udziału w Synodzie nie ma, a tę swoistę pustkę chcą wykorzystują do realizacji własnych celów iście rewolucyjne grupy. Zagrożenia te precyzyjnie naświetla najnowsza broszura „Synodalność. Koniec Kościoła jaki znamy?”. Gorąco zachęcamy do jej pobrania (link poniżej) i uważnej lektury.

W sobotę 9 października 2021 roku w Rzymie rozpoczął się nowy Synod Biskupów. Jego hasło brzmi: „Ku Kościołowi synodalnemu: komunia, uczestnictwo i misja”.

Jak powiedział przy okazji otwarcia papież Franciszek, cytując o. Yvesa Congara OP, „nie potrzebujemy tworzyć nowego Kościoła, potrzebujemy stworzyć odmienny Kościół”. „Synodalność” polega na przeprowadzaniu przez papieża i biskupów szerokich „konsultacji”.

Synod o synodalności w polskich diecezjach

Także w Polsce w większości diecezji prowadzone są przez biskupów i ich delegatów takowe konsultacje z wiernymi. Nie ma jednej reguły, poszczególne diecezje realizują to wedle własnych pomysłów. Mało kto wie jednak, czym tak naprawdę jest synodalność, skąd wzięła się idea obecnego procesu oraz dokąd on zmierza; niejasne są też zasady rządzące konsultacjami. Te i wiele innych wątpliwości rozwiera broszura wydana przez Stowarzyszenie Kultury Chrześcijańskiej im. ks. Piotra Skargi.

„Synodalność. Koniec Kościoła jaki znamy?” to unikatowe w skali Polski i świata opracowanie na temat, jaki dotyka już niemal wszystkich katolików. W broszurze wydanej przez Stowarzyszenie Ks. Piotra Skargi otrzymujemy historię idei synodalnej i cele, do których proces zmierza.

Pozycja ta może szczególnie zainteresować wszystkie te osoby, które w różnym stopniu zaangażowane są w prace synodalne, czy to na szczeblu parafialnym, czy też w diecezjach.

Gorąco zachęcamy do pobrania bezpłatnej broszury (link poniżej) i dokładnego zapoznania się z jej treścią. Warto także rozeznać się co do zasad i terminów realizacji procesu synodalnego w Państwa diecezji. O tych sprawach najczęściej milczą media katolickie, nie wspominając o portalach bądź telewizjach głównego nurtu.

Kliknij i pobierz najnowszą broszurę „Synodalność. Koniec Kościoła jaki znamy?”

 

Oprócz wydania elektronicznego, Stowarzyszenie Ks. Piotra Skargi udostępnia również bezpłatne egzemplarze papierowej wersji broszury. Wystarczy wysłać e-mail na adres synodalne@piotrskarga.pl, przy czym w treści wiadomości prosimy o podanie nazwy i adresu naziemnego odbiorcy oraz liczby egzemplarzy.

Stowarzyszenie Ks. Piotra Skargi przekazało broszury kapłanom

Jak informuje Stowarzyszenie Ks. Piotra Skargi, broszura trafiła już do ponad 20 tysięcy kapłanów w całej Polsce. Do Stowarzyszenia napływają liczne głosy świadczącye o tym, że pozycja ta okazuje się ogromną pomocą w prowadzeniu procesu synodalnego w parafiach i diecezjach. Dlatego też broszura rozprowadzana jest nie tylko wśród duchownych, ale udostępniona ogółowi wiernych w formie pliku pdf (wystarczy kliknąć w powyższy link lub okładkę).

Jako Stowarzyszenie „Polonia Christiana” równie bacznie przyglądamy się tej sprawie. Poświęciliśmy jej m.in. 83. numer naszego pisma (pod tym linkiem można dołączyć do grona czytelników „Polonia Christiana”), w którym opublikowany został cykl tekstów pod tytułem „Synodalna dekonstrukcja?”.

Kategorie
Aktualności

Cele lewicowej ofensywy: w Warszawie Dmowski, w Krakowie Ksiądz Skarga. Polacy reagują

W odmętach lewicowego szaleństwa nikt i nic nie może czuć się spokojnym o swój los. Burzyciele norm i tradycji spod znaku „cancel culture” dochodzą do głosu także w Polsce. W Krakowie rzucono pomysł usunięcia z przestrzeni publicznej jednego z placów miejskich pomnika księdza Piotra Skargi, w Warszawie przegłosowano likwidację nazwy ronda jednego z ojców niepodległości Rzeczpospolitej – Romana Dmowskiego. Wobec tego szaleństwa władz, nie może dziwić tak silny sprzeciw społeczeństwa. W obronie Ronda Dmowskiego petycję wysłało już 25 tys. Polaków.

Antykultura w natarciu – w Warszawie i Krakowie

Ziarno rewolucji kulturowej i antycywilizacyjnej, zasiane na Zachodzie przez politycznie poprawnych aktywistów i działające w ich imieniu bojówki, także w części naszego społeczeństwa zakiełkowało, inspirując radykałów do rozpoczęcia walki z tym, co kojarzy się z religią, chrześcijaństwem i patriotyzmem. Takimi postaciami są niewątpliwie Ksiądz Piotr Skarga i Roman Dmowski.

Władze Krakowa, nie kryjące swoich lewicowych sympatii, podjęły próbę usunięcia z placu Św. Marii Magdaleny pomnika duchownego zasłużonego dla naszego państwa w XVI i XVII wieku. W Warszawie natomiast powrócił pomysł usunięcia symbolicznego upamiętnienia postaci Romana Dmowskiego – działacza niepodległościowego, zasłużonego dla odbudowy polskiej państwowości i rozwoju polskiej myśli politycznej.

Znając praktykę środowisk lewicowych, które nie uznają kompromisu lecz wszelkimi środkami dążą do zdominowania życia społecznego, należało spodziewać się, że upamiętnienie każdego, kto deklarował się jako zwolennik cywilizacji chrześcijańskiej będzie dla tych środowisk solą w oku.

Rondo Praw Kobiet w miejsce Ronda Dmowskiego? Znak naszych czasów

Tak też się stało – do Rady Miasta Stołecznego Warszawy wpłynęła petycja skrajnie lewicowego i proaborcyjnego lobby, w której domagano się zmiany nazwy jednego z najważniejszych miejsc komunikacyjnych w Warszawie. Ważny węzeł komunikacyjny centrum miasta – Rondo im. Romana Dmowskiego – ma zamienić się, w myśl rewolucyjnej koncepcji, na Rondo Praw Kobiet.

W rewolucyjnym języku lewackich radykałów, pod pojęciem „praw kobiet” kryje się m.in. powszechny dostęp do aborcji, czyli swoboda w decydowaniu o życiu i śmierci dzieci poczętych. Znakiem naszych czasów jest to, że w zamyśle radykałów imię katolickiego polityka ma zastąpić określenie „prawa kobiet”, wprowadzające zamęt pojęciowy i sprowadzające się de facto do walki o powszechny dostęp do aborcji.

Eskalacja żądań środowisk lewicowych będzie coraz groźniejsza jeżeli nie spotka się z aktywnym sprzeciwem obrońców życia, tradycji i wartości chrześcijańskich.

Dmowski zostaje! Już 25 tys. osób wysłało petycję

Okazją do powiedzenia stanowczego „Nie” szaleństwu burzącemu porządek społeczny i szacunek wobec Polaków zasłużonych dla Ojczyzny jest włączenie się w akcję zbierania podpisów pod inicjatywą „Dmowski zostaje!”. Przegłosowanie przez radnych warszawy zmiany nazwy Ronda im. Romana Dmowskiego – choć nie zakończyło sprawy na drodze prawnej – stało się nowym impulsem do sprzeciwu tysięcy obywateli. Przez polski internet przetoczyła się fala komentarzy, postów i tweetów z tagiem #DmowskiZostaje, a petycja w tej sprawie – którą kierujemy do prezydenta Warszawy Rafała Trzaskowskiego oraz wojewody mazowieckiego Konstantego Radziwiłła – zyskała poparcie już 25 tys. Polaków. Podpisów pod petycją przybywa z każdą godziną.

Wbrew pojawiającym się w mediach dezinformacjom, kampania „Dmowski zostaje!” nie jest inicjatywą jakiejkolwiek partii lub innych środowisk politycznych. Stworzyły ją Stowarzyszenie Ks. Piotra Skargi wespół ze Stowarzyszeniem „Polonia Christiana”. Prowadzimy ją już od lutego 2021 r. (więcej o samej akcji można przeczytać tutaj), kiedy to po raz pierwszy wyciekły informacje o zakusach na odebranie Romanowi Dmowskiemu patronatu nad rondem w centrum Warszawy.

 

Źródło: Stowarzyszenie Ks. Piotra Skargi

Kategorie
Środowiska-zwyczaje-cywilizacja

Roman Motoła: Cztery dekady wojny z narodem

Polacy do dzisiaj nie mogą się podnieść po traumie sprzed czterech dekad. Daliśmy sobie wówczas wmówić, że opór jest daremny. Stan wojenny nas złamał, przetrącił zbiorowy kręgosłup Polaków. Wytaczając najcięższe działa przeciwko narodowi, władza wiedziała, że to jej być albo nie być. Stawka była nawet większa, znaczenie tej rozgrywki wykraczało daleko poza nasze granice – pisze Roman Motoła w najnowszym numerze „Polonia Christiana”.

Stan wojenny wczoraj i dziś

Oglądając w sieci amatorskie filmy z brutalnie tłumionych przez policję demonstracji przeciwko reżimowi sanitarnemu w Australii, Holandii albo Słowenii niejeden Polak średniego czy starszego pokolenia pomyślał pewnie: Ja to już gdzieś widziałem. I pobiegł myślami do grudnia 1981 roku, gdy satelicki reżim prosowiecki postanowił – dosłownie – wytoczyć przeciwko narodowi najcięższe działa. Choć realia polityczne i społeczne inne, to logika i mechanizm działania władz wówczas i dzisiaj – podobne. Opierają się one na założeniu, że najbardziej niepokorni zostaną wyizolowani i zneutralizowani. Ogromna zaś większość przestraszy się terroru i ulegnie.

Wybór kardynała Karola Wojtyły na Stolicę Piotrową w październiku 1978 roku oraz społeczny rezultat pierwszej pielgrzymki Jana Pawła II do Ojczyzny w postaci masowego ruchu pierwszej „Solidarności” postawiły reżim w arcytrudnym położeniu. Dotychczas wolnościowe zrywy dokonywały się punktowo: Poznań, Wybrzeże, Radom… Tym razem powstał cały kraj. Cieszący się wówczas ogromnym autorytetem wśród rodaków Kościół znowu wniósł ożywczego ducha. Przypomnieliśmy sobie o wolności i godności.

Reakcja systemu okazała się krwawa i adekwatna do zagrożenia, przed jakim stanął w gruncie rzeczy cały sowiecki świat. Najpierw zamach na papieża; niewiele ponad pół roku później – zamach na narodowe pragnienie zerwania czerwonych kajdan. Obydwa przedsięwzięcia zostały pomyślane tak, by Polaków najpierw zaszokować, a następnie zmusić do uległości.

Internowania, więzienie, „wilcze bilety”, represje w zakładach pracy, szkołach i na uczelniach. Pełna mobilizacja sił milicyjnych i wojskowych, ormowców i tajniaków. Skrajnie scentralizowany aparat medialno-propagandowy. Puste sklepy, wszechobecna cenzura i inwigilacja. Rodacy, zamiast poszerzać przestrzeń wolności i twórczej inicjatywy, musieli się skupić na walce o zaspokojenie podstawowych potrzeb bytowych. Ciągle straszeni, nieufni, spacyfikowani…

Coś w nas wtedy pękło. Nad Polską znów unosił się duch rezygnacji. Bardzo wielu w tym okresie uznało, że system jest „nie do ruszenia”, więc pozostaje się z tym po prostu pogodzić i dostosować, wyciągając z zastanej sytuacji, co się da.

Niepokorni, niezłomni, wypchnięci

Od marca 1982 roku reżim Jaruzelskiego systemowo prowokował nieskłonnych do kompromisu działaczy opozycji, aby opuszczali kraj. Już na początku roku, w sejmie, dyktator dał do zrozumienia, że władza nie będzie robić im problemów z emigracją.

Wykorzystując każdy chwyt, trzeba czynić wszystko, aby spowodować lawinę wyjazdów ekstremy – mówił pół roku później generał Czesław Kiszczak do podwładnych z MSW. Funkcjonariusze SB zostali zobowiązani szybko i pozytywnie rozpatrywać wnioski wyjazdowe osób nieprzychylnych władzy.

W ostatniej dekadzie istnienia PRL opuściło nawet milion osób. Tylko niespełna trzy tysiące władze uznały za emigrantów politycznych. Licząc z rodzinami, było to około dziesięciu tysięcy osób – pisze Grzegorz Wołk na łamach portalu Dzieje.pl. Zatem oprócz zaangażowanych w działalność opozycyjną, wyjechało wielokrotnie więcej ludzi, którzy kierowali się przesłankami ekonomicznymi lub po prostu pragnieniem życia w wolności. Wielu zaradnych, wykształconych nie widziało dla siebie przyszłości w PRL. Większość spośród emigrantów nie powróciła, ich dzieci i wnuki tym bardziej.

Wypowiedzenie narodowi otwartej wojny nie wystarczyło na długo. Związek Sowiecki bowiem szybko doznał kolejnej zadyszki w nierównej, gospodarczo-militarnej rywalizacji z Zachodem i znów musiał szukać z nim ugody. W ślad za Wielkim Bratem komuniści w PRL oraz innych państwach bloku zdawali sobie sprawę, że dotychczasowy układ długo już nie pociągnie. Rozpoczęli więc przygotowania do transformacji systemu z kilkuletnim wyprzedzeniem.

Komuna spada na cztery łapy

Niektórzy historycy i publicyści zwracają z dzisiejszej perspektywy uwagę na wydarzenie z połowy lat osiemdziesiątych, dosyć skąpo opisywane, lecz mogące mieć kluczowe znaczenie dla konsekwencji tak zwanego upadku komunizmu w Polsce. Otóż we wrześniu 1985 roku do Nowego Jorku udał się izolowany przez amerykańskie władze generał Wojciech Jaruzelski. Miał tam wygłosić przemówienie w ramach posiedzenia ONZ. „Przy okazji” jednak odwiedził Davida Rockefellera – miliardera, dyrektora Rady Stosunków Międzynarodowych, jednego z architektów światowego ładu. Oceny tego spotkania są różne: niektórzy komentatorzy przekonują, że sowiecki oficer w polskim mundurze przyjęty został nadzwyczaj wylewnie; inni, że wręcz przeciwnie.

Jeden ze znamiennych komentarzy ukazał się na łamach „Rzeczpospolitej”. Chociaż nie znamy treści prywatnej rozmowy premiera PRL z potężnym dyrektorem Rady Stosunków Międzynarodowych, pewne późniejsze fakty pozwalają się domyślać, że 25 września 1985 roku miała się rozpocząć systematyczna aneksja polskiej gospodarki przez kapitał powiązany z aktywami rodziny Rockefellerów. Tak przynajmniej uważają różnej maści poszukiwacze teorii spiskowych, którzy są głęboko przekonani, że generał Jaruzelski zdawał sobie sprawę, iż w zamian za doraźną pomoc finansową podpisuje cyrograf, którego ostateczną ceną może być utrata suwerenności w wielu (jeżeli nie we wszystkich) obszarach polskiej gospodarki – napisał Paweł Łepkowski (Jak Wojciech Jaruzelski dogadywał się z Rockefellerem, rp.pl, 30 października 2016).

Według niektórych ocen, generał miał oddać gospodarkę zagranicznemu kapitałowi także w zamian za gwarancję własnej nietykalności. Późniejszy przebieg wydarzeń zdawał się potwierdzać taką hipotezę. Po transformacji kolejne rządy, niezależnie od barw i szyldów, na wyścigi wyzbywały się narodowych aktywów w imię „prywatyzacji” i „wolnego rynku”. Komuniści zaś, zamiast zostać rozliczeni, spadli na cztery łapy – prosto do rad i zarządów globalnych koncernów czy korporacji, które przyszły nad Wisłę jak po swoje.

Stopniowo zostaliśmy więc pozbawieni narodowej własności, która w większości trafiła w zagraniczne ręce bądź została doprowadzona do upadłości. Dzisiaj to, co nazywamy „polską gospodarką”, w ogromnym zakresie pracuje na rzecz obcego kapitału. Oddaliśmy wytwórczość, handel i usługi. Klasa polityczna urządzająca nam na co dzień hałaśliwe igrzyska, generując jałowe bądź pozorowane spory, w kluczowych kwestiach występuje ręka w rękę, spychając poza nawias słabe głosy sceptycyzmu czy choćby wezwania do głębszej refleksji, szerszej debaty. Tak było chociażby w kwestiach: referendum konstytucyjnego w roku 1997, referendum w sprawie przystąpienia do UE (2003), podpisania traktatu lizbońskiego (2009). Tak jest również obecnie w sprawie rzekomo bezalternatywnej polityki „antycovidowej”.

Kluczową rolę w tej jednolitej narracji odgrywają największe środki przekazu, koncesjonowane równie pieczołowicie, co magdalenkowa „opozycja”.

Owoce wojny z narodem

Polacy do dzisiaj nie mogą się podnieść po traumie sprzed czterech dekad. Uwierzyliśmy wtedy na całe lata, że opór jest daremny. Można zaryzykować tezę, że również po transformacji systemu na przełomie lat osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych, zamiast wziąć odpowiedzialność za swoje państwo w tym zakresie, w jakim było to możliwe, oddaliśmy go grupie cynicznych cwaniaków rekrutujących się z funkcjonariuszy dawnego reżimu i ich współpracowników, w tym farbowanej opozycji wyselekcjonowanej przez generała Kiszczaka. Do dzisiaj jako zbiorowość, jako potencjalna wspólnota, dajemy się rozgrywać w imię sztucznych podziałów; pozwalamy się antagonizować, notorycznie wpuszczać w propagandowe pułapki. Przede wszystkim zaś zwykły Polak dał sobie wmówić, że życie publiczne, zwłaszcza partyjne, jest wyłączną domeną cwaniaków, koniunkturalistów i karierowiczów.

Tutejsze „elity polityczne” robią zaś wszystko, by nas przekonać, że nie znają pojęcia suwerennej polityki, że wymieniają się przy sterach administrowania państwem w ślad za reorientowaniem się konstelacji międzynarodowych; że odgrywają na użytek swoich wyborców role „lewicy”, „prawicy”, „liberałów”, a w gruncie rzeczy wypatrują tylko zagranicznych instrukcji.

Słusznie buntujemy się dzisiaj, gdy władza powiela wszystkie chybione kroki czynione przez inne państwa w ramach zaprowadzania reżimu sanitarnego albo na arenie międzynarodowej jedynie pozoruje walkę o ocalenie naszej energetycznej suwerenności. Skazać tysiące Polaków na przedwczesną śmierć, odmawiając im opieki medycznej; zobowiązać się do zamknięcia kopalń i elektrowni węglowych w imię pseudoekologicznych mrzonek – to przecież zdrada. Tak, ale dokonana na przygotowywanym uprzednio przez dziesięciolecia gruncie. Kluczowym bowiem, przełomowym momentem w długoletnim procesie „urabiania” nas był 13 grudnia 1981 roku.

Artykuł został opublikowany w 83. numerze magazynu „Polonia Christiana”.

Kategorie
Aktualności

Witold Gadowski i pokaz filmu „Rok 1984. Totalitaryzm 2.0” – już w środę w Krakowie!

Krakowski Klub „Polonia Christiana” już w środę 15 grudnia gościć będzie red. Witolda Gadowskiego. Wraz z prelekcją popularnego dziennikarza śledczego i komentatora politycznego, wyemitujemy dla Państwa film „Rok 1984. Totalitaryzm 2.0”. Jednym z ekspertów występujących w najnowszej produkcji PCh24TV w reżyserii Łukasza Korzeniowskiego jest właśnie red. Gadowski.

Film „Rok 1984. Totalitaryzm 2.0” to produkcja z różnych względów wyjątkowa. Paszporty covidowe, zamykanie szkół i firm, przymus szczepień, segregacja sanitarna, inwigilacja, wszechobecne rządy big tech i big pharma – czy ulegając takiej wizji świata, by móc „normalnie” żyć, stajemy się nowymi niewolnikami? Odpowiedzi na to pytanie szuka w swoim najnowszym dziele reżyser Łukasz Korzeniowski. Wśród jego rozmówców znaleźli się m.in. Rafał A. Ziemkiewicz, Krzysztof Karoń, Witold Gadowski. Film miał oficjalną premierę 1 grudnia w Warszawie, gdzie tłumy widzów wypełniły dużą salę kina Luna. Teraz można będzie go obejrzeć w Krakowie.

Bezpośrednio po projekcji filmu, głos zabierze red. Witold Gadowski. Przewidujemy również możliwość zadawania prelegentowi pytań. Zapraszamy Państwa w środę 15 grudnia 2021 r. do sali konferencyjnej Hotelu Miodosytnia (poziom -1, wejście obok recepcji) przy ul. św. Wawrzyńca 6 w Krakowie. Początek spotkania zaplanowany jest na godz. 18:00. Najbliższy przystanek komunikacji miejskiej „Wawrzyńca” zlokalizowany jest przy ul. Starowiślnej.

Organizatorami spotkania są Stowarzyszenie „Polonia Christiana” oraz Stowarzyszenie Kultury Chrześcijańskiej im. Ks. Piotra Skargi. Patronat medialny nad wydarzeniem sprawują redakcje PCh24.pl oraz „Polonia Christiana”.

 

Klub „Polonia Christiana” w Krakowie