Kategorie
Środowiska-zwyczaje-cywilizacja

Prof. Ptaszek: oto najgorsze pułapki, jakie zastawia laicyzm

W środę 30 czerwca 2021 r. gościem Klubu „Polonia Christiana” w Warszawie był dr hab. prof. KUL Robert T. Ptaszek. Wykładowca Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego wygłosił bardzo ciekawy wykład o pułapkach laicyzmu. Zachęcamy Państwa do jego obejrzenia na kanale PCh24TV. Przypominamy także, że w spotkaniach Klubów „Polonia Christiana” można uczestniczyć bezpłatnie, a o każdym takim wydarzeniu informujemy z wyprzedzeniem w naszych mediach.

Laicyzm, sekularyzacja – co to jest?

Jako doświadczony badacz, prof. Ptaszek swoją prelekcję rozpoczął od zdefiniowania podstawowych pojęć, takich jak laicyzm, eliminacja Kościoła, sekularyzacja. Epokę laicyzmu określił jako okres negacji grzechu oraz przekonania, że nauka, kultura, edukacja i technologia są w stanie przemienić nasz glob w ziemski raj. Wedle założeń laicyzmu, dopiero jak człowiek uwolni się od „chrześcijańskich przesądów”, postęp pokaże, do jakich materialnych i moralnych osiągnięć może być zdolny. Jako przykład laickiego społeczeństwa prelegent podał obecne społeczeństwo Republiki Francuskiej.

W kontekście procesu sekularyzacji prof. Ptaszek odwołał się m.in. do książki „Secular Age”. Przywołał trzy fazy procesu, pośród których pierwszą jest ograniczenie roli religii w sferze publicznej. Opisał też metody realizacji takich założeń. Drugą fazę scharakteryzował jako stopniową utratę społecznego prestiżu religii i osłabienie życia wewnętrznego. W tym czasie ludzie coraz mniej chętnie przyznają się do swojej religijności.

Z kolei fazą trzecią jest odrzucenie religii – w przypadku Europy konkretnie mowa o chrześcijaństwie – i równocześnie wprowadzenie paradygmatu multikulturowości. To ostatnie sprowadza się do osadzenia w ramach jednej społeczności sprzecznych ze sobą systemów wartości. „Nie może kultura rozwijać się, jeśli jedni twierdzą, że wszystko kończy się z chwilą śmierci, a inni twierdzą, że to po śmierci zaczyna się prawdziwe, trwałe, doskonałe życie” – zwrócił uwagę gość Klubu „Polonia Christiana” w Warszawie.

Więcej informacji o naszych spotkaniach autorskich można odnaleźć na podstronie Kluby Polonia Christiana.

Dlaczego laicyzm jest współcześnie tak bardzo popularny?

O popularności, jaką zyskuje laicyzm, pisało już wielu, ale swoje spojrzenie podczas wykładu wniósł też prof. Ptaszek. Odwołując się m.in. do własnej monografii „Zmierzch Europy”, zwrócił uwagę na wiele elementów, oddziałowujących popularyzująco na ideologię laicyzmu. „Sytuacja zmieniła się m.in. dlatego, że zmieniła się postawa samego Kościoła wokół tego procesu” – zaznaczył prelegent. Na dowód swojej hipotezy przytoczył szereg cytatów ze wspomnianej rozprawy naukowej „Zmierzch Europy”.

Religia daje człowiekowi układ odniesienia. Chrześcijaństwo, dając Biblię, głosi receptę na postępowanie moralne dające szansę na zbawienie. Odrzucenie tego religijnego, pochodzącego od Boga pierwiastka i zarazem ścieżki postępowania ze sfery publicznej, z prawa, z kultury i życia społecznego, powoduje, iż pozostaje wówczas tylko prawo stanowione przez człowieka. I to człowiek musi wziąć na siebie zadanie przekonania bądź zmuszenia drugiego człowieka do respektowania takiego prawa. I najczęściej robi to za pomocą przymusu – zauważył prof. Ptaszek.

Konieczność przyjmowania laicyzmu uzasadnia się także rzekomym efektem obecności chrześcijaństwa w życiu publicznym, jakim mają być krwawe wojny światowe. Problem w tym, że ten argument jest kompletnym nieporozumieniem. Jak bowiem zauważył prelegent Klubu „Polonia Christiana” – cytując przy tym m.in. pisma Prymasa Polski kard. Augusta Hlonda – to, co stało się w XX wieku w Europie nie stało się przez chrześcijański charakter kontynentu, lecz dlatego, że zyskujący na sile laicyzm w okowach różnych doktryn totalitarnych usiłował chrześcijaństwo odrzucić.

Poniżej prezentujemy Państwu nagranie z całości wykładu prof. Roberta T. Ptaszka w ramach Klubu „Polonia Christiana” w Warszawie:

Zachęcamy także do obejrzenia bądź wysłuchania wykładu prof. Grzegorza Kucharczyka. Był on gościem Klubu „Polonia Christiana” w Warszawie w dniu 27 maja 2021 roku:

Kategorie
Środowiska-zwyczaje-cywilizacja

Włodzimierz Bodnar: Gdyby to zależało ode mnie, pandemii już by nie było

Leczenie objawowe COVID-19 to wielki błąd, który wynika z rządowej strategii walki z pandemią. Wskutek tych założeń nie zwalczamy samej choroby, bo koncentrujemy się na skutkach, a nie na przyczynie. Tymczasem trzy etapy prawidłowej kuracji – zahamowanie wirusa, pobudzenie odporności i zwalczenie powikłań – gwarantują szybkie, prawie zawsze skuteczne pokonanie choroby. I na lokalną skalę nam się to udaje. Już od wielu miesięcy województwo podkarpackie ma najniższy wskaźnik nowych zakażeń w Polsce – mówi lekarz medycyny Włodzimierz Bodnar w rozmowie z Marcinem Więckowskim.

Panie Doktorze, choć w lokalnym środowisku jest Pan od dawna znanym i cenionym lekarzem, w ostatnich miesiącach w całej Polsce zrobiło się o Panu głośno, a to za sprawą Pańskiego autorskiego programu leczenia COVID-19 z zastosowaniem amantadyny…

– W zawodzie pracuję od dwudziestu pięciu lat. Jestem pediatrą i specjalistą chorób płuc. Prowadzę w Przemyślu przychodnię Optima, której jestem jedynym właścicielem. Ścieżka leczenia choroby COVID-19 przy pomocy amantadyny jest wynikiem moich wieloletnich badań oraz inwestycji.

 

Co to jest amantadyna i jak może być wykorzystana przy leczeniu COVID-19?

– Amantadyna to organiczny związek chemiczny o strukturze zbliżonej do diamentu. Nie znamy dokładnie jej działania, ale wiemy z dotychczasowych doświadczeń, że ma ona działanie przeciwwirusowe i przeciwzapalne, może też działać przeciwcukrzycowo i przeciwbakteryjnie. Jest znana jako lek od dziesięcioleci i stosowana na przykład w leczeniu choroby Parkinsona.

Mechanika amantadyny jest wieloraka. Błyskawicznie hamuje ona rozwój wirusa, a jednocześnie działa regenerująco na tkanki układu nerwowego, które bardzo często przy chorobie COVID-19 zostają przez wirus uszkodzone. A ponieważ lek to nie komputer i nie wybiera, które tkanki regenerować, a które nie, więc przypuszczamy, że działa tak również na wszystkie inne.

Efekty podania amantadyny widać już po czterdziestu ośmiu godzinach i zwykle po kilku dniach pacjent jest wyleczony. Osoby leczone amantadyną od wczesnych stadiów choroby rzadko mają po niej jakiekolwiek powikłania, prawie nie występuje u nich zespół zmęczenia pocovidowego. Ale nawet u ludzi, którzy nie byli leczeni, amantadyna ma szerokie zastosowanie także po przejściu COVID-19 – do zwalczania powikłań. Moje obserwacje potwierdzają doniesienia lekarzy z Niemiec, Danii, USA, a nawet z Chin. Ale wyników ich badań prawie nigdzie nie dopuszcza się do publikacji.

 

Skoro to tak dobry lek, to dlaczego jest tyle głosów przeciwnych stosowaniu amantadyny i tak rzadko się ją wykorzystuje?

– Wydaje mi się, że amantadyna jest po prostu zbyt tania i nie chronią jej żadne patenty, a zatem nikt nie może na niej dużo zarobić. Dochodzi po prostu do konfliktu interesów.

 

Kiedy sam leżałem w szpitalu z COVID-19, mówiono mi, że nie ma jeszcze leku na tę chorobę, można leczyć tylko jej objawy.

– To jest wielki błąd, który wynika z rządowej strategii walki z pandemią. Wskutek tych założeń opieramy się tylko na leczeniu objawowym i nie zwalczamy samej choroby; koncentrujemy się na skutkach, a nie na przyczynie. W dodatku wiele przychodni zamieniło się w centra telefoniczne – kontakt z lekarzem jest utrudniony, a większość chorych zamkniętych w domach nie jest w ogóle niczym leczona; ci z najcięższym przebiegiem choroby trafiają do szpitali, ale i tam bez odpowiednich procedur leczenia ludzie masowo umierają.

Tymczasem trzy etapy prawidłowej kuracji – zahamowanie wirusa, pobudzenie odporności i zwalczenie powikłań – gwarantują szybkie, prawie zawsze skuteczne pokonanie choroby. Co warto dodać, badania wykazały, że amantadyna nie koliduje z żadnymi innymi lekami. Można więc podawać ją równolegle z leczeniem objawowym, nie odrzucając tego drugiego; pacjent nie musi też odstawiać leków na inne choroby, które stale przyjmuje.

 

Jak wygląda obecnie sytuacja z dostępnością amantadyny w Polsce?

– Niestety, są z tym olbrzymie trudności. Importujemy niewielkie partie za zgodą ministerstwa zdrowia, ale to ilości daleko niewystarczające. W tej chwili najczęściej stosujemy zamienniki, na przykład siarczan amantadyny. Wielu pacjentów kupuje lek za granicą na własną rękę. Tak więc sytuacja w Polsce jest ogromnie trudna, podczas gdy w niektórych krajach, takich jak Chiny czy Egipt, amantadynę można kupić w aptece bez recepty. I widać, jak te kraje radzą sobie z pandemią, a jak my.

Niestety, dopóki nie zmieni się nastawienie ministerstwa i Naczelnej Izby Lekarskiej do amantadyny, dopóty ludzie będą masowo umierać. Już jakiś czas temu powiedziałem, że gdyby to ode mnie zależało, dawno byłoby po pandemii, i tego się trzymam.

 

Niektóre media publikują paszkwile na Pana temat, zarzucając, że kilkunastu Pańskich pacjentów zmarło albo że na leczenie skierował Pan osoby, które nie miały nawet wykonanego testu.

– Ci ludzie zmarli na COVID-19 i choroby współistniejące, a nie z powodu zażywania amantadyny. W żadnym z tych artykułów nie przedstawiono ani jednego dowodu naukowego na to, że amantadyna spowodowała śmierć jakiegokolwiek pacjenta. Bo takich dowodów po prostu nie ma!

Amantadyna jest lekiem bezpiecznym, który nie powoduje efektów ubocznych, tylko działania niepożądane, i to możliwe do skorygowania innymi lekami. W dodatku ma wysoki próg stosowania, czyli bardzo trudno ją przedawkować.

Ale nie ma leku na wszystko i w przypadkach, gdy rozpoczynamy podawanie amantadyny zbyt późno, na zaawansowanym etapie rozwoju choroby, zwłaszcza u człowieka starszego, zdarza się, że pacjenta nie da się już uratować. Dlatego tak wielkie znaczenie ma czas: im szybciej zaczniemy podawanie amantadyny, tym większa szansa na uratowanie chorego i powstrzymanie powikłań, które mogą mieć bardzo poważne konsekwencje.

A odnośnie testów, to upieranie się przy tym, żeby każdego pacjenta z objawami wysyłać na test, jest sprzeczne z elementarnymi praktykami lekarskimi. W przypadku COVID-19 mamy do czynienia z objawami typowymi, które zostały dobrze opisane i sprawdzają się w przytłaczającej większości przypadków. Dlatego leczenie powinno się rozpoczynać na podstawie diagnozy objawowej. Testy robi się wtedy, kiedy zachodzi wątpliwość, z jaką chorobą mamy do czynienia. Dodajmy do tego, że dwadzieścia procent testów PRC daje wynik fałszywy. I jeśli przyjmuję pacjenta z objawami, któremu wyszedł wynik negatywny, to mam go nie leczyć? Przecież to absurd. Ale tak to już jest, kiedy dziennikarze próbują pouczać lekarza, jak ma leczyć ludzi.

 

Leczą się u Pana pacjenci tylko z Przemyśla i okolic czy z całej Polski?

– Z całej Polski, a nawet z zagranicy. Miałem już pacjentów z Białorusi i Litwy, a telefony z Niemiec, Francji, Irlandii, nawet z Kanady. Oczywiście im bliższa odległość, tym więcej ludzi się zgłasza. Proszę zauważyć, że już od wielu miesięcy województwo podkarpackie ma najniższy wskaźnik nowych zakażeń w Polsce, mimo że jesteśmy jednym z najbardziej zagrożonych regionów, bo graniczymy z Ukrainą.

Amantadyna, oprócz leczenia choroby i regeneracji organizmu, ma jeszcze jedno zastosowanie: hamuje rozwój pandemii. Ludzie szybciej wychodzą z choroby, a więc zarażają mniej nowych osób. Wydawałoby się, że nasza przychodnia powinna się stać jakimś wielkim ogniskiem zakażeń, prawda? Tymczasem jest dokładnie na odwrót – po prostu chorzy po kilku dniach od zażycia amantadyny są już „czyści” i nie roznoszą wirus po kolejnych osobach. Dlatego mimo że nasyłano już na nas Sanepid, kontrola nie wykazała żadnych nieprawidłowości.

I co równie ważne, amantadyna stymuluje wytwarzanie przeciwciał, czyli naturalną odporność na wirus SARS-COV-2. Oczywiście zdarzały się przypadki powtórnych zachorowań ludzi leczonych amantadyną, tak jak zdarzają się po dwóch dawkach szczepionki, ale osoby te przechodziły chorobę po raz drugi bardzo łagodnie: tymczasem wśród osób nieleczonych drugie przebycie COVID-19 było na ogół dużo cięższe i w wielu przypadkach śmiertelne.

 

Co Pan sądzi o rządowej strategii walki z pandemią, o lockdownie?

Lockdown przyczynił się do wielu bardzo negatywnych zjawisk: bankructwa firm, poczucia braku stabilności, problemów z tyciem i rozwojem wielu innych chorób, w tym psychicznych, które bardzo źle wpływają na odporność i utrudniają walkę z chorobą, zamiast w niej pomagać. Najgorsze jest jednak to, że ozdrowieńców pozostawia się samych sobie: jeśli sami się nie upomną choćby o kontrolne badanie płuc, to po wyzdrowieniu z COVID-19 nikt się już nimi nie zajmuje. Obecnie szacujemy, że będziemy mieć w Polsce w najbliższych latach od stu tysięcy do pół miliona nadliczbowych osób niepełnosprawnych, dlatego że zupełnie zapominamy o leczeniu powikłań.

 

Zauważył Pan zapewne, że po wpisaniu w wyszukiwarkę internetową Pańskiego nazwiska lub nazwy przychodni wyświetla się automatyczny alert covidowy?

– Zupełnie mnie to nie dziwi. Od wielu miesięcy jesteśmy blokowani na portalach społecznościowych. Obcina się nam zasięgi, nawet opłaconych postów, a w mediach głównego nurtu panuje niepisane embargo na nas. Informacje o naszych usługach są przekazywane jak za starych czasów: pocztą pantoflową, pomiędzy znajomymi i członkami rodzin. Ale nawet w taki sposób docieramy do tysięcy osób. Sam otrzymałem wiele imiennych podziękowań, zwłaszcza od ludzi, u których przebieg choroby był ciężki, ale po zażyciu amantadyny nastąpiła błyskawiczna poprawa.

Dziękuję za rozmowę.

Kategorie
Aktualności

Jan Pospieszalski: Stowarzyszenie Ks. Piotra Skargi wygenerowało falę życzliwości i wsparcia

Już niemal 33 tysiące osób wysłało petycję do prezesa TVP Jacka Kurskiego z żądaniem przywrócenia do ramówki Telewizji Polskiej programu „Warto rozmawiać”. O akcji zainicjowanej przez nasze środowisko wraz ze Stowarzyszeniem Kultury Chrześcijańskiej robi się coraz głośniej. Czy zwiastuje to zmianę decyzji zarządu? Na to pytanie starał się odpowiedzieć prowadzący program red. Jan Pospieszalski w krótkim filmiku dedykowanym naszym Darczyńcom i Czytelnikom.

To właśnie program red. Pospieszalskiego padł ofiarą bezwzględnej realizacji linii politycznej obozu rządzącego na antenach mediów publicznych w kwestii zarządzania kryzysem COVID-19. Za ukazywanie różnych punktów widzenia na strategię rządu walki z koronawirusem (a w opinii wielu fachowców – właściwie brak takowej strategii i konsekwencji podejmowanych decyzji) program „Warto rozmawiać” został zdjęty z anteny TVP3 przed trzema miesiącami – 12 kwietnia 2021 r. Co ciekawe, decyzja zarządu TVP była gwałtowna do tego stopnia, że postanowiono nie emitować gotowego już następnego odcinka, planowanego na poniedziałek 19 kwietnia.

Akcja „Dajcie rozmawiać!” – już 33 tysiące wysłanych protestów

W tej sytuacji z inicjatywą społecznego sprzeciwu wobec arbitralnej decyzji władz TVP, prowadzącej do kneblowania ust niezależnym lekarzom, socjologom i dziennikarzom na antenie medium finansowanego z pieniędzy nas wszystkich wystąpiło Stowarzyszenie Ks. Piotra Skargi. Na stronie dajcierozmawiac.pl zainicjowano zbiórkę podpisów pod specjalną petycją adresowaną do prezesa Jacka Kurskiego. Każda podpisana petycja to email z jej treścią wysyłany na adres kontaktowy zarządu TVP. Do 15 lipca 2021 r. takich petycji wysłano blisko 33 tysiące.

W sprawie przywrócenia programu interweniowało również Centrum Monitoringu Wolności Prasy oraz szereg dziennikarzy z mediów tradycyjnych i internetowych. Warto zaznaczyć, że wspomniane Centrum jest inicjatywą Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich.

Podpisaliście apel o przywrócenie programu „Warto rozmawiać”. To Stowarzyszenie Kultury Chrześcijańskiej im. Ks. Piotra Skargi wygenerowało tę ogromną falę życzliwości, falę wsparcia. Ta niezwykle aktywna społeczność, która uruchomiła się po to właśnie, aby okazać solidarność z nami, jest dla nas najcenniejszą rzeczą, jaka wydarzyła się w ciągu tych trzech miesięcy, kiedy nie było nas na antenie. Bardzo dziękujemy za to – tymi słowami red. Jan Pospieszalski zwrócił się do wszystkich zaangażowanych w akcję „Dajcie rozmawiać!”. Znany muzyk, dziennikarz i publicysta nie ukrywa swojej wdzięczności i zaskoczenia skalą poparcia dla jego programu i idei obrony wolności słowa w mediach publicznych.

Czy program Warto rozmawiać wróci na antenę TVP?

Pospieszalski pokusił się także o pewne spekulacje na temat potencjalnych kolejnych decyzji w sprawie jego programu. Jak co roku, władze mediów publicznych na wrzesień planują dokonanie szeregu zmian w ramówkach podstawowych kanałów: TVP1, TVP2, TVP3. Czy wśród tych zmian znajdzie się ponownie miejsce dla programu Jana Pospieszalskiego? Jak informował portal PCh24.pl, prowadzący program kilkukrotnie miał możliwość negocjowania powrotu „Warto rozmawiać” na antenie, ale ostateczną decyzję pozostawiono Jackowi Kurskiemu, który jeszcze się waha.

Nie wiem, jakie będą losy programu, jaki przyniesie efekt to Wasze staranie (…) Być może pewna refleksja po stronie decydentów spowoduje, że we wrześniu pojawimy się ponownie na antenie telewizji publicznej – dodał Jan Pospieszalski w nagraniu zamieszczonym na kanale PCh24TV.

Całość nagrania można zobaczyć poniżej. Niezmiennie zachęcamy również do udziału w akcji „Dajcie rozmawiać!” (wystarczy wejść na stronę dajcierozmawiac.pl) i do wywierania przez tę petycję presji na kierownictwu TVP w sprawie powrotu programu „Warto rozmawiać” i zmiany podejścia do kwestii swobody wyrażania poglądów na antenie publicznego nadawcy.

 

PoloniaChristiana.org

Kategorie
Nasze akcje

Atak na katedrę w Łodzi. Obrona Kościoła apeluje: zero tolerancji!

Popis pogardy i brzydoty, a przede wszystkim – akt profanacji. Do zniszczenia doszło w Łodzi, na budynku archikatedry. Pod osłoną nocy, nieznany sprawca pomazał sprayem zabytkowe drzwi świątyni. W związku z tym, serwis Obrona Kościoła wystąpił do Prokuratora Generalnego, Prezydent Łodzi oraz łódzkiego wojewody z petycją o ściganie i ukaranie profanatorów. Apelujemy o dołączenie do tej akcji poprzez podpisanie i wysłanie wspomnianej petycji.

Czy to przypadek, że kilka dni przed profanacją na placu pod archikatedrą odbył się wiec skrajnej lewicy, na którym wykrzykiwano, że Kościół katolicki na terenie Polski jest odpowiedzialny za spór kanadyjskich Indian z tamtejszym rządem? Zapewne nie. Mało tego, ten akt antychrześcijańskiego wandalizmu wpisuje się w całą serię aktów, które od wiosny tego roku zaobserwować można na polskich ulicach, w tym szczególnie wokół kościołów. Warto wspomnieć choćby o incydencie z kwietnia 2021 r., kiedy to młoda kobieta chwaliła się na Instagramie… skakaniem po grobach poległych żołnierzy, czy też o serii brutalnych zniszczeń z użyciem satanistycznych znaków dokonanych na kapliczkach, cmentarzach i drzwiach kościołów w lutym i marcu tego roku.

Sprawa łódzka to kolejny akt antychrześcijańskiej furii. Namazany na drzwiach napis jest nieczytelny, trudno więc stwierdzić, czy jego wykonawca chciał przekazać jakieś treści czy tylko dać upust swojej agresji wobec Kościoła. W sprawie aktu wandalizmu głos zabrał rzecznik Archidiecezji Łódzkiej ks. Paweł Kłysa: – W oczywisty sposób wiąże się on jednak z protestem, który miał miejsce przed katedrą w niedzielę. Na granitowych płytach przed kościołem pozostały po nim odbite w czerwonej farbie olejnej dłonie. Ich usunięcie również nie będzie łatwe – powiedział.

Dlatego też nowo powstający serwis Obrona Kościoła, który zajmować się będzie monitorowaniem i informowaniem o atakach na chrześcijan, a także interwencjami prawnymi w tym zakresie, wystąpił z publiczną petycją „Zero tolerancji dla profanacji!”. Na stronie obronakosciola.pl/atak-na-katedre-w-lodzi można podpisać i wysłać petycję, w której domagamy się „jak najszybszego schwytania profanatora oraz surowego i przykładnego ukarania go, aby odstraszyć kolejnych potencjalnych dewastatorów”. Każda podpisana petycja wysyłana jest na adresy emailowe wojewody łódzkiego Tomasza Bocheńskiego, prezydent Łodzi Hanny Zdanowskiej oraz Prokuratora Generalnego Zbigniewa Ziobro.

To niezwykle ważne, aby każdy z nas sprzeciwił się profanowaniu naszych świątyń. Jeśli w naszych reakcjach będziemy uśpieni, profanatorzy poczują się silni i bezkarni. Tylko ściganie i surowe karanie może wskazać wandalom perspektywę rozliczenia ich haniebnych czynów. I tylko zmasowana, stanowcza presja społeczna może dać do zrozumienia politykom i urzędnikom, że tego od nich oczekujemy.

 

Źródło: Obrona Kościoła

Kategorie
Aktualności

Wspieramy akcję „Wołyń na Powązki”

Powstał społeczny apel do prezydenta Warszawy oraz ministra kultury i dziedzictwa narodowego o wybudowanie miejsca pamięci Zbrodni Wołyńskiej na warszawskich Powązkach. Internauci zasypują petycjami Rafała Trzaskowskiego oraz Piotra Glińskiego, wskazując na zaniedbania, przez które po dziś dzień Cmentarz Powązkowski nie tylko nie został zdekomunizowany, ale brakuje w nim miejsca dla ofiar straszliwego ludobójstwa wołyńskiego. Stowarzyszenie „Polonia Christiana” jako partner przyłącza się do akcji.

Cmentarz Powązki Wojskowe – obraz wieloletnich zaniedbań i błędów

Warszawski cmentarz na Powązkach to miejsce wyjątkowe dla zbiorowej pamięci Polaków. Jak czytamy na stronie wolynnapowazki.pl, znajdują się na nim liczne grobowce i miejsca pamięci osób poległych na frontach obu wojen światowych, czy też w wojnie polsko-bolszewickiej. Nie brakuje tam także pomników dla bohaterskich Powstańców Warszawskich, czy też dla ginących w 1918 roku za ojczyznę Orląt Lwowskich. Upamiętnieni są tam również Żołnierze Wyklęci, czy też pasażerowie lotu do Smoleńska w 2010 roku.

Polityka historyczna państwa polskiego wymaga spójnej narracji i jednoznacznego stanowiska w sprawach, które zostały dobrze przebadane i nie budzą wątpliwości ze strony historyków. Tymczasem, Cmentarz Powązkowski (a szczególnie jego wojskowa część) stanowi po dziś dzień swoistą antynomię polskich losów. Uhonorowani są na nim z jednej strony bohaterowie walk o niepodległość, konspiracji, ludzie, których prześladowano i zabijano z pobudek czysto antypolskich i antykatolickich. Z drugiej zaś strony, swoje wystawne grobowce mają tam sowieccy dygnitarze komunistyczni, na czele z Julianem Marchlewskim (przywódcą Polrewkomu, który miał zaprowadzać w Polsce komunizm po niedoszłym zwycięstwie bolszewików w 1920 r.), Bolesławiem Bierutem, czy też z bliższej perspektywy czasowej – gen. Wojciechem Jaruzelskim i Franciszkiem Ruskiem (prokuratorem stanu wojennego).

Jeszcze w 2019 roku szef Urzędu do spraw Kombatantów Jan Józef Kasprzyk apelował w sprawie zarządzania cmentarzem powązkowskim: – Docierają do nas głosy kombatantów, że doszliśmy do narodowej schizofrenii. Ale za takimi opiniami nie poszła żadna decyzja odnośnie dekomunizacji cmentarza. Mało tego, mimo zbliżającej się wielkimi krokami 80. rocznicy Krwawej Niedzieli – kulminacji fali mordów ukraińskich bandytów na Polakach, nie zrobiono nic w kierunku uhonorowania na najważniejszej nekropolii w kraju kilkudziesięciu tysięcy ofiar zamordowanych przez Ukraińców spod znaku OUN i UPA.

Tę akcję wspierają Stowarzyszenie Ks. Piotra Skargi i Stowarzyszenie „Polonia Christiana”

W związku z tym, z inicjatywy grupy dziennikarzy z różnych redakcji, których łączy idea pielęgnowania polskiej historii, w tym szczególnie pamięci o Kresach Wschodnich, powstała obywatelska petycja z żądaniem wydania zezwolenia na budowę miejsca pamięci Ofiar Zbrodni Wołyńskiej na Powązkach Wojskowych. – Wśród tych wszystkich ważnych dla Polaków dat, miejsc i osób brakuje upamiętnienia ofiar ludobójstwa na Wołyniu – zauważają sygnatariusze petycji dostępnej na stronie wolynnapowazki.pl.

Akcja, w którą zaangażowały się Stowarzyszenie Ks. Piotra Skargi oraz Stowarzyszenie „Polonia Christiana” ma bardzo sprecyzowany cel. Do roku 2023 na wojskowych Powązkach powinno powstać miejsce pamięci Polaków pomordowanych na Wołyniu. W tym celu planowane jest również zawiązanie nowego stowarzyszenia, które dopilnuje, by opieszałość władz lokalnych lub centralnych nie zniweczyła tej wielkiej okazji, jaką będzie 80. rocznica Krwawej Niedzieli.

Dlatego jeszcze raz apeluję do Panów o jak najszybsze wydanie zezwolenia na budowę na Powązkach Wojskowych miejsca pamięci Ofiar Zbrodni Wołyńskiej, gdyż „nie o zemstę, lecz o pamięć wołają ofiary” – czytamy w liście kierowanym do prezydenta Warszawy Rafała Trzaskowskiego oraz do ministra kultury i dziedzictwa narodowego Piotra Glińskiego. Każdy może ten apel podpisać i wysłać do w/w odbiorców, poprzez odwiedzenie strony, która powstała na użytek akcji „Wołyń na Powązki” (klikając w poniższy button).

PoloniaChristiana.org

Kategorie
Środowiska-zwyczaje-cywilizacja

Jerzy Wolak: Szmata na gębie

Szczepią nas, liczą nas, wkrótce nas zakolczykują, po czym zaczną sprzedawać detalicznie i hurtowo. Albo popędzą do rzeźni (lub łaźni – co, jak przed kilkudziesięciu laty pokazała historia, może na jedno wychodzić). Po co nam wolność? Przecież mamy tyle bezpieczeństwa. Przecież czuwa nad nami tyle „czynników”: rząd i niezależni eksperci, ZUS i organizacje pozarządowe, a do tego policje tajne, widne i dwupłciowe. A zresztą wydumana to rzecz, wolność. To luksus, na który niewielu może sobie pozwolić. Po co nam się o nią szarpać – czy nakarmimy nią dzieci, rachunki zapłacimy, okryjemy się zimą? Co za nią kupimy?

Ludzka trzoda nie potrzebuje takich fidrygałków. Dlatego pozostaje głucha na głos Chrystusa, którego Duch Pański namaścił i posłał, aby więźniom głosił wolność, a niewidomym przejrzenie; aby uciśnionych odsyłał wolnymi (Łk 4, 18).

Zawołałem z ucisku do Pana – Pan mnie wysłuchał i wywiódł na wolność. Pan jest ze mną, nie lękam się – cóż mi może zrobić człowiek? (Ps 118, 5-6) – tego też nie chcemy słuchać.

Polacy zatykają uszy na głos świętego Pawła, który w liście do Galatów woła wprost do nich: Ku wolności wyswobodził nas Chrystus. A zatem trwajcie w niej i nie poddawajcie się na nowo pod jarzmo niewoli! (Ga 5, 1).

Czterdzieści lat temu ciężki trep żołdaka, tłamsząc zdrowy pęd ku wolności pogrążonego w czerwonej mgle narodu, przydepnął nas tak mocno, że w zasadzie do dziś się nie podnieśliśmy. Dlatego gdy trzydzieści lat temu odchodzący na bezkarną emeryturę żołdak oddał bat uprzednio wyselekcjonowanym sukcesorom, zapialiśmy w aklamacji. A gdy dwadzieścia lat temu brzydki zapach przeszłości rozszedł się na tyle szeroko, że trudno go było nie poczuć, wciąż nie chcieliśmy uwierzyć, jak nas mistrzowsko zrobiono w konia. A dziesięć lat temu już Europejczycy pełną gębą (z naciskiem na gębę), myśmy wszystko zapomnieli

Wolność kocham i rozumiem, wolności oddać nie umiem – śpiewał przed trzydziestu laty pozujący na Johna Lennona Chłopiec z Placu Broni i mało który Polak nie zna tego refrenu, i nie nuci go bezwiednie, gdy tylko usłyszy tę piosenkę.

Bezwiednie, bo ich świadome działania dowodzą ponad wszelką wątpliwość, że ani nie kochają, ani nie rozumieją. A oddać nie tylko umieją, ale wręcz chcą.

A ci co przedpotopowych piosenek nie znają, bo ich trzy dekady temu nie było na świecie? Ci w ogóle żadnego problemu z wolnością nie mają. Są wolni, bo przecież sami tak ogłosili na fejsbuku, instagramie, tłiterze. I przyklepali czerwonym znakiem runicznym wyciągniętym ze śmietnika historii. Albo sześciopakiem koloru…

Tym aż się prosi przypomnieć piosenkę jeszcze starszych „dziadersów”, która jednakowoż pomimo upływu czasu ani o jotę nie straciła na aktualności: Są tacy, to nie żart, dla których jesteś wart mniej niż zero. Mniej niż zero.

Obroża wrasta w szyję – tym głębiej, im dłużej się ją nosi. Z czasem wręcz wnika pod skórę tak, że jej wcale nie widać. A nawet nie czuć. Tylko niekiedy, nie wiedzieć czemu, człowiekiem targnie jakiś dziwny niepokój… Ale zaraz przechodzi.

Liczcie nas, szczepcie nas, kolczykujcie nas. A potem nas sprzedajcie. Byle ze zniżką.

 

Jerzy Wolak

 

Artykuł „Szmata na gębie” jest edytorialem 81. wydania magazynu „Polonia Christiana”. Zachęcamy do lektury naszego pisma. Najprostsza droga do jego zamówienia do skorzystanie z poniższego buttonu.

Kategorie
Aktualności

Polonia Christiana nr 81: Wolność – kocham i rozumiem?

Oto nadszedł moment, kiedy zmuszeni jesteśmy upomnieć się o sprawę zupełnie elementarną. Gdy stając w obronie życia nienarodzonych, praw rodziny, Mszy Wszechczasów, czy też czci należnej Najświętszemu Sakramentowi, czujemy na naszych ustach dotyk władzy, która nie pozwala nam swobodnie oddychać, wówczas na plan pierwszy wysuwa się ta jedna kwestia. To nie przypadek, że lipcowo-sierpniowe wydanie magazynu „Polonia Christiana” otrzymało temat przewodni „Wolność – kocham i rozumiem?”.

Redakcja pisma niezwykle poważnie zadbała o odniesienie się do obecnej sytuacji, w której podstawowe prawa i wolności są w śmiertelnym zagrożeniu. Antycypując tymczasowość rządowej narracji „luzowania obostrzeń”, uczyniono najnowszy numer „Polonia Christiana” wyjątkowo bogatym w treści.

Już sam temat numeru zawiera aż jedenaście tekstów. Wśród nich mocny głos JE ks. bpa Atanazego Schneidera. Warto też wspomnieć o szokującej dla wielu propagatorów oficjalnej linii politycznej obozu Zjednoczonej Prawicy rozmowie z lekarzem skutecznie leczącym COVID.

I jak zwykle ciekawe artykuły Kingi Wenklar, Marcina Austyna, Jakuba Wozinskiego, Jacka Kowalskiego.

Gdzie nie spojrzymy, przeglądając nowy numer, wszędzie odnajdujemy niebanalne spojrzenia na tę wolność, którą jeszcze mamy, na tę wolność, którą utraciliśmy oraz na tę wolność, którą cieszyć się mogli nasi przodkowie. To wymowne, jak bardzo jako naród oddaliliśmy się od rozmów o wolności, koncentrując się na odmienianiu przez wszystkie przypadki słowa „bezpieczeństwo”.

Nasze pismo nie unika konfrontacji z tym trendem. I dostarcza Czytelnikowi mnóstwa historii i doświadczeń, zarówno tych odleglejszych w czasie, jak i tych dziejących się na naszych oczach w latach 2020-2021. Płynie z nich dla nas wszystkich ważna lekcja. Ale jeśli chcemy być na niej obecni, koniecznie sięgnijmy po nowy numer magazynu „Polonia Christiana”.

SPIS TREŚCI NUMERU

 

EDYTORIAL

            2          Jerzy Wolak Szmata na gębie

POLSKA

         

            3          Paweł Momro Tydzień Życia i Wolności

            5          Roman Motoła Mądrości etapu na szlaku do „nowej normalności”

            8          Gdyby to zależało ode mnie, pandemii już by nie było. Rozmowa z Włodzimierzem Bodnarem

            12        Andrzej Pilipiuk Dlaczegośmy tacy słabi?

            14        Marcin Austyn Obywatelu, obnaż się przed władzą

 

KOŚCIÓŁ

            17        Mateusz Ochman Raport o stanie wwwiary

            18        Paweł Chmielewski Czy Franciszek naprawdę jest papieżem?

 

ŚWIAT

            22        Raymond de Souza Tu się morduje nowo narodzonych

            26        Jakub Majewski Jeżeli nawet raj, to dawno utracony

 

GOSPODARKA

            30        Jakub Wozinski Kryzys jako pretekst

            32        Tomasz Cukiernik Ekofanatyzm sięga zenitu

 

CYWILIZACJA

            36        Bogna Białecka Manowce samooceny

            39        Kinga Wenklar Bezpieczeństwo – nowoczesna nędza

 

ORDO IURIS

            42        Jerzy Kwaśniewski Uformujemy suwerenne elity

 

TEMAT NUMERU: Wolność – kocham i rozumiem?

            45        Jerzy Wolak Milczenie owcy

            47        Ks. Piotr Roszak Kluczowa sprawa

            48        Piotr Relich Wolność oddamy za frajer…?

            50        Paweł Kot W niewoli długu

            53        Krzysztof Gędłek Nie ma wolności bez zbawienia

            55        Marcin Jendrzejczak Ani od, ani do

            57        Powstrzymamy nowy totalitaryzm. Rozmowa z ks. biskupem Athanasiusem Schneiderem

            60        Łukasz Karpiel Sieć coraz gęstsza

            61        Tomasz A. Żak Artysta – wolny (?) ptak

            63        x. Roman Kneblewski Święty nasz obowiązek

            64        Adam Kowalik Na straży wolności

 

CREDO

            66        o. Jan Strumiłowski Nie bierzcie wzoru z tego świata

 

FELIETONY

            4          Łukasz Karpiel Myśmy wszystko zapomnieli?

            11        x. Roman Kneblewski Nieudane piekło

            29        Valdis Grinsteins Ci głupi Indianie…?

            35        Bogusław Bajor Teraz dopiero kocham i rozumiem

            44        Krystian Kratiuk Beatlesi po łacinie

            73        Piotr Doerre Rewolucja nie jest kobietą

 

ŚWIAT Z INNEJ STRONY

            68        Dziesięć milionów kilometrów. Rozmowa z ks. Włodzimierzem Siekiem

 

HISTORIA

            70        Marcin Więckowski Tajtelbaum zamiast Pileckiego, czyli nagła zamiana bohaterów

 

KU BOGU W WIEKU NIEWIARY

            74        Grzegorz Górny Sigrid, córka Ingvalda

 

NASZE DZIEDZICTWO

            76        Andrzej Solak W bój bez broni

            80        Sławomir Piekarski Nie tylko chleb i ryby

            84        Jacek Kowalski Czy Sarmata umie jeszcze wolnym być?

 

PRAWDA, DOBRO, PIĘKNO

            88        Jan Gać Klejnot Morza Śródziemnego

            91        Leonard Przybysz Niezapominajka w porządku

 

DOBRE CZYTANIE

            92        Piotr Podlecki Powrót apologetyki

            93        Jerzy Wolak O Wandei i Bretanii inaczej

 

WOKÓŁ KUCHNI

             94        Dorota Matacz-Bajor Na kolanach przed grillem

 

KRZYŻOWIEC XX WIEKU

             96          Plinio Corrêa de Oliveira Lekcja Bożej Opatrzności

Kategorie
Nasze akcje

Kto stoi za Ordo Iuris? Powstaje wyjątkowy film o polskich prawnikach

W ciągu ośmiu lat swej działalności Instytut Ordo Iuris trafił na celownik lewicowych i liberalnych mediów. Prawników Ordo Iuris atakuje się niemal każdego dnia, zarówno w Warszawie, jak i w Brukseli. Najczęściej jednak ich przeciwnicy używają brudnej i kłamliwej propagandy. Ze stereotypami oraz oczywistymi kłamstwami na temat prawniczego think tanku prowadzonego przez mec. Jerzego Kwaśniewskiego mierzą się twórcy filmu „Ordo Iuris. Kto za nimi stoi?”. Wciąż można wesprzeć powstanie tej produkcji.

Jak powstało Ordo Iuris?

Realizacji przedsięwzięcia filmowego podjęła się redakcja PCh24TV. Nie może to dziwić, jako że to właśnie media prowadzone przez Stowarzyszenie Ks. Piotra Skargi były pierwszymi, które rozpropagowały społeczną działalność grupy prawników z Warszawy. Działalność początkowo ogniskująca się wokół nazwy Centrum Prawne Ordo Iuris szybko znalazła swój modus operandi w postaci Fundacji Instytutu na Rzecz Kultury Prawnej Ordo Iuris. W tej formule instytut pracuje obecnie, a jego zarząd tworzą adw. Jerzy Kwaśniewski oraz dr r.pr. Tymoteusz Zych.

Film „Ordo Iuris. Kto za nimi stoi?” zapowiada się jako niezwykle ciekawa produkcja. Wszak opowiada o środowisku, którego skuteczność działania w obronie tradycyjnych wartości doprowadza do furii te środowiska, które dążą do radykalnego zrewolucjonizowania systemu prawnego i obyczajowości w Polsce.

Obnażanie niekonstytucyjności zmian w działalności placówek oświatowych, uczelni czy instytucji publicznych to jeden z warunków ocalenia tego, co przez wieki stanowiło o naszej tożsamości narodowej i kulturowej. Światowa lewica, działając pod przykrywką źle rozumianego postępu, od dawna prowadzi swój „marsz przez instytucje”, wymuszając zmiany, które są bezprawne lub dyskryminują osoby o tradycyjnych poglądach. I w tym kontekście pojawienie się Instytutu Ordo Iuris zaowocowało powstrzymaniem wielu szeroko zakrojonych działań lewicy. 

Prawnicy z Ordo Iuris na swojej oficjalnej stronie internetowej piszą:

Uważny obserwator bez trudu dostrzeże radykalizm, z jakim podejmuje się dziś krytykę istniejącego ładu społecznego. Nie służy ona jednak jego oczyszczeniu, lecz stanowi atak na jego fundamenty, również te, które wyraźnie poświadcza i afirmuje Konstytucja RP. Dzieje się to często przy bierności instytucji, które ładu społecznego winny bronić w pierwszej kolejności. Głos upominającego się o jego poszanowanie społeczeństwa obywatelskiego jest często, de facto, ignorowany przez władzę, w przeciwieństwie do natarczywych postulatów wąskich środowisk, kwestionujących ten ład.

Czyż nie jest to wystarczający powód dla istnienia i rozwoju niezależnych, obywatelskich instytucji, takich jak Instytut Ordo Iuris?

Film, który obnaży kłamstwa o Instytucie Ordo Iuris

O ich dokonaniach wielokrotnie głośno było także na łamach magazynu „Polonia Christiana”. Regularnie pisze o nich portal PCh24.pl, a rozmowy i reportaże w sprawach kluczowych kampanii prowadzonych przez Ordo Iuris publikuje internetowa telewizja PCh24TV. Teraz jednak filmowcy postawili sobie poprzeczkę dużo wyżej. Dzięki powstaniu pełnometrażowego filmu o Ordo Iuris, w którym nie zabraknie odniesień do ataków na tę organizację, światło dzienne ujrzy swoista odtrutka na falę kłamstw, jaka wylewana jest w wielkonakładowych mediach na prawników z Ordo Iuris.

Serdecznie zachęcamy Państwa do wsparcia dzieła produkcji filmu „Ordo Iuris. Kto za nimi stoi?” dobrowolnym datkiem. Kwota wsparcia zależy wyłącznie od Państwa hojności i możliwości finansowych. Warto przy tym pamiętać, iż wszystkie te media, które prowadzone są przez Stowarzyszenie Kultury Chrześcijańskiej im. Ks. Piotra Skargi oraz przez Stowarzyszenie „Polonia Christiana”, a wśród nich twórcy rzeczonego filmu, funkcjonują wyłącznie w oparciu o wpłaty pochodzące od darczyńców. 

Każdy, kto wesprze powstanie filmu, otrzyma dostęp do premierowego materiału w pierwszej kolejności. Dalej będzie on dystrybuowany w przestrzeni internetowej, jak też i w postaci pokazów publicznych. Zależy nam bowiem na tym, by prawda o Instytucie Ordo Iuris jak najszybciej dotarła do setek tysięcy odbiorców.

Kategorie
Nasze akcje

Uderzenie podatkiem w kulturę? Nie dla opłaty reprograficznej!

Państwo, które nadaje sobie nowe uprawnienia kosztem wolności obywatelskich wkracza na drogę niebezpieczną dla zwykłych ludzi. To zagrożenie wypływa obecnie z projektu rozszerzenia opłaty reprograficznej, forsowanego przez resort kultury i część lewicowych celebrytów. Kierujemy do premiera i prezesa PiS obywatelską petycję w tej sprawie.

Absurdalność konstrukcji opłaty reprograficznej

Istotą opłaty reprograficznej jest taksowanie przy sprzedaży każdego elektronicznego urządzenia kilku procent jego wartości. Pieniądze te trafiają do budżetu państwa, po czym są przekazywane do dysponowania nowo powołanym instytucjom, które uzurpują sobie prawo do reprezentowania poszczególnych środowisk artystycznych. Na tej podstawie mają one rozdzielać pomiędzy artystów te właśnie środki, które w opłacie pobrało państwo.

Obserwując rozrost systemu podatkowego w Polsce można mieć obawy nie tylko co do sensowności wprowadzania nowych opłat za powszechnie używane urządzenia elektroniczne, ale także co do tego, jaka będzie dalsza polityka i niemal pewny „rozwój” tego ukrytego podatku. Pod wpływem nacisku wspomnianych organizacji mających reprezentować twórców, obciążenia te mogą w przyszłości rosnąć, co przełoży się bezpośrednio na wzrost cen urządzeń cyfrowych.

Warto w tym kontekście przypomnieć liczne przykłady manipulacji opodatkowaniem zaraz po wprowadzeniu nowegi podatku, tak jak to było choćby w przypadku podatku VAT po jego wprowadzeniu w latach 90. ubiegłego wieku. Ponieważ nie są to jedyne przypadki rozrostu systemu podatkowego, mamy prawo obawiać się, że stawka opłaty reprograficznej może rosnąć tak jak inne podatki, zwiększające redystrybucyjną rolę państwa.

Opłata reprograficzna – jest mnóstwo argumentów przeciwko jej istnieniu

W przypadku opłaty reprograficznej mówienie o niej w oderwaniu od istoty jej funkcjonowania oraz jej zasięgu rynkowego jest nieporozumieniem. Opłata reprograficzna od urządzeń elektronicznych to typowy ukryty podatek, który ponieść musi każdy korzystający z urządzenia takiego jak smartfon, tablet, laptop. Są to przedmioty, z których codziennie korzystają niemal wszyscy – nawet starsze osoby mają własne telefony komórkowe, dostosowane do ich potrzeb.

Nieważne, czego będzie słuchać i co będzie oglądać konsument – obowiązek płacenia za to będzie wynikać z posiadania samego urządzenia. Tym samym zostaniemy jeszcze bardziej pozbawieniu wpływu na to, jakie treści serwują nam stacje radiowe i telewizyjne, media dystrybuujące sztukę, kulturę czy rozrywkę.

Mało tego, wpływy z opłaty reprograficznej mają pozostawać w dyspozycji nowo planowanej Polskiej Izby Artystycznej, czyli kolejnego urzędu, podporządkowanego resortowi kultury i dziedzictwa narodowego. To jawny krok w kierunku upartyjnienia sfery kultury i jeszcze mocniejszego jej powiązania z aktualnie sprawującą władzę konstelacją polityków.

Argumentacja zwolenników wprowadzenia opłaty reprograficznej o obciążeniu jej kosztami tylko firm technologicznych jest kompletnie chybiona. Każda firma, bez względu na jej wielkość i zasięg sprzedażowy, koszty narzucane przez instytucje państwa przerzuca na ceny oferowanych towarów i usług, gdyż w ten sposób utrzymuje określony poziom marżowości, a w konsekwencji tego swój ogólny wynik finansowy. Podobnie było w przypadku podniesienia cen energii z prądu, wymuszonej przez nowe regulacje unijne. Choć w pierwszym roku obowiązywania nowych przepisów (był to przełom lat 2019 i 2020) obciążenia te wziął na siebie budżet państwa, to jednak kosztów tych nie dało ukryć się w bilansie finansów publicznych a w kolejnym roku podatkowym ceny detaliczne prądu i tak zostały podniesione. Ten sam efekt przyniosły nowe opłaty oraz zwiększone w stawce podatki ukryte w paliwach. Przeciętny Polak tankuje obecnie benzynę o kilkadziesiąt procent droższą niż taka sama benzyna nalewana do baku pojazdu Amerykanina bądź Kanadyjczyka.

Na koniec wypada zauważyć, że projekt przepisów wprowadzających opłatę reprograficzną oceniany jest jako bubel prawny m.in. z powodu otwarcia możliwości objęcia opłatą kolejnych urządzeń (np. smartfonów) w drodze rozporządzenia ministra, mimo tego, że podatki powinny być wprowadzane mocą ustawy.

NIE dla upolityczniania kultury!

Bez jasnego i głośnego społedcznego sprzeciwu, rozszerzenie opłaty reprograficznej może stać się wkrótce faktem. Dlatego też powstała specjalna petycja, którą można podpisać na stronie sztukabezpodatku.pl oraz tym samym wysłać do Prezesa Rady Ministrów Mateusza Morawieckiego oraz Prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego.

W treści petycji możemy m.in. przeczytać, iż:

Lewicowe środowiska artystyczne już teraz wyrażają głośną aprobatę, że dzięki tej opłacie będą mogły zwiększyć swoje zyski. Choć wpływ takich osób jak Jaś Kapela na polską kulturę jest znikomy, mieliby otrzymać oni dodatkowe wynagrodzenie. To istna aberracja.

Razem powiedzmy „NIE” opłacie reprograficznej! Apelujemy do Państwa o niezwłoczne podpisywanie wspomnianej petycji, w której domagamy się ukrócenia tej absurdalnej dyskusji i odrzucenia rozszerzenia tejże opłaty, która nawet nie zostanie wykorzystana na pomoc potrzebującym czy rozwój naszego kraju, a będzie stanowiła źródło utrzymania nielicznej garstki niezdolnych do pracy leni.