Odbierz swój egzemplarz

Jan Bereza: Ukraina – wojenne dramaty i rewolucje

Rewolucja na kijowskim Majdanie Niezależnosti w 2013-2014 roku stała się wstępem do szybkich przemian politycznych i gospodarczych na Ukrainie. Atak Federacji Rosyjskiej w 2014 roku na Krym oraz obwody ługański i doniecki okazał się tylko preludium do tragedii, jaką rozpoczęła pełnowymiarowa wojna od 24 lutego 2022 roku. W cieniu walk i milionowych wędrówek ludów nad Dnieprem następuje wymiana klasy oligarchicznej. Pojawiają się nowi milionerzy, którym „powiodło się” w czasie wojny, za to znikają możliwości wytworzenia się klasy średniej, nawet wśród rolników, mimo liczących miliony hektarów obszarów upraw rolnych. Afery korupcyjne burzą wizerunek władzy, cieszącej się wielkim poparciem jeszcze w 2022 roku, niszcząc morale społeczeństwa, którego zapał do obrony ojczyzny z dnia na dzień maleje. Dokąd zmierza Ukraina? Jakie państwo będzie naszym sąsiadem po zakończeniu konfliktu Moskwy z Kijowem?

Zmasowany napad rosyjskiej armii na Ukrainę 22 lutego 2024 roku zachwiał spokojem Europy i odbił się szerokim echem na całym świecie. W przekazach TV oglądaliśmy wzruszające sceny z Ukraińcami spieszącymi się z całej Europy nad Dniepr, by bronić swojej ojczyzny. Od tego czasu kilkaset dni walk, porażek i sukcesów na froncie, ale też życia w cieniu wojny na całej Ukrainie, spolaryzowało społeczeństwo naszego wschodniego sąsiada.

Okopy i barykady nie tylko na froncie

O ile wcześniej, po 2014 roku, podział dotyczył głównie postaw prorosyjskich i antyrosyjskich, o tyle po lutym 2022 roku linii podziału znacznie przybyło. Zimą 2024 roku po dwu stronach licznych barykad miejsca zajmują zwolennicy i przeciwnicy:

– przywódcy państwa Wołodymyra Zełenskiego;

– rozmów pokojowych z Rosją lub kontynuacji wojny aż do wygnania okupantów poza granice z 2014 roku;

– reform ekonomicznych połączonych z walką z korupcją albo trwania w systemie oligarchicznym;

– dobrych relacji z Polską oraz przeciwników takiego zbliżenia;

– oparcia się w drodze do integracji z NATO i UE na Niemczech lub na sojuszu z Stanami Zjednoczonymi;

– w końcu – na wybraniu drogi odnowy moralnej opartej o tradycyjne wartości albo na powielaniu wzorców z liberalnego i libertyńskiego Zachodu.

Twierdzenie o tym, że w chwilach zagrożenia naród skupia się wokół władzy, często odpuszczając jej niedoskonałości, sprawdziło się także na Ukrainie. Silne przywództwo Zełenskiego i rozdmuchana w mediach odmowa skorzystania z ewakuacji z zagrożonego przez rosyjskie wojska Kijowa dały prezydentowi Ukrainy olbrzymi kapitał zaufania społecznego. Ciepłe, ba – nawet bardzo serdeczne relacje z Polską – przez miesiące owocowały wsparciem Ukrainy na polu boju i na polu humanitarnym.

„Gdyby nie Polska, już dawno by nas nie było. Pod każdym względem. Humanitarnym, politycznym, informacyjnym itd. Polska de facto uratowała Ukrainę. Oni [Polacy] odbierali sobie i oddawali nam. Mam wrażenie, że oddali nam więcej niż zostawili sobie. Ciężko sobie wyobrazić większego zaangażowania w naszej obronie we wszystkich organizacjach międzynarodowych niż okazali Polacy. To niemożliwe. Oni walczą o nas czasami bardziej niż my sami. Polska zachowała się jak najlepsza siostra Ukrainy. Kochająca siostra. Prawdziwa. (…)Gdyby nie wy, nas by po prostu nie było. Polska dała nam wszystko i osłoniła nas wszystkim, czym mogła” – tymi słowami wyraził wdzięczność Polakom ówczesny doradca prezydenta Ukrainy Ołeksij Arestowycz w 2022 roku, przypominając, że na początku wojny znad Wisły trafiło na Ukrainę około 300 czołgów. Na taki ruch zdecydowała się wówczas tylko Polska.

Ta sama Polska, która usłyszała kilka miesięcy później z ust Wołodymyra Zełenskiego o „pomaganiu w przygotowywaniu sceny dla moskiewskiego aktora”.

Niemiecki sentyment?

Co stało się nad Dnieprem, że dzisiaj Ołeksij Arestowycz już nie jest doradcą Wołodymyra Zełenskiego, a prezydent Ukrainy wielokrotnie w sposób arogancki krytykował Polskę, przymilając się do przywódców Republiki Federalnej Niemiec i wskazując RFN jako potencjalnego nowego członka Rady Bezpieczeństwa ONZ? Dlaczego Ukraina odmówiła współpracy w wyjaśnianiu wypadku z ukraińską rakietą, która w Przewodowie koło Hrubieszowa zabiła dwóch obywateli Polski? Dlaczego nadal sprawa pochówków ofiar rzezi dokonanej przez nacjonalistów ukraińskich na Wołyniu i w Małopolsce Wschodniej stoi w miejscu, a w budowaniu tożsamości narodowej na Ukrainie znaczące miejsce zajmuje „mit założycielski” zbudowany wokół OUN/UPA, zaś w kinach dużą popularnością cieszy się (dofinansowany przez państwo ukraińskie) film o zbóju Dowbuszu, łupiącym „polskich panów”?

Na zapleczu wojny Ukraina buduje swoją tożsamość. Poszukuje silnego partnera, który nie tylko zainwestuje w odbudowę powojennych zniszczeń, ale będzie też mógł od czasu do czasu coś skapnąć z unijnego garnca do podziału między beneficjentów funduszy UE. Tych swoich beneficjentów oczywiście, bo podczas wojny na Ukrainie rośnie nowa elita biznesowa, często bliska Zełenskiemu lub jego zapleczu.

Do wytłumaczenia zmiany frontu z niemal propolskiego w pierwszych dniach wojny na mocno konfrontacyjny potrzeba wyjaśnienia składu mieszanki rozbieżności ekonomicznych (przewoźnicy towarowi, rolnictwo, hodowcy drobiu itp.) i ideologii.

Niestety, znów w antypolskim sosie próbuje się znaleźć receptę na budowanie odrębności kulturowej czy politycznej i znów, jak już wcześniej bywało, władze ukraińskie szukają taniego poklasku, przykrywając zmiany, które zachodzą w sferze obyczajowej czy własnościowej, sporami politycznymi, które mają odwrócić uwagę społeczeństwa od prawdziwych problemów.

Giętki kręgosłup amoralny

A tych problemów w państwie objętym wyczerpująca wojną nie brakuje. Na pierwszym planie, co oczywiste, znajdują się kwestie militarne, dzisiaj już mocno dzielące obywateli nad Dnieprem. Zimą 2023 roku Ukraińcy masowo skarżyli się na organizowanie przez wojskowe komisje rekrutacyjne łapanek na mężczyzn, porównując działania służb państwowych do łapanek okupantów. Zachodnioukraiński portal „Znaj.ua” donosił, że obywatele żądają od Kijowa zaprzestania wyłapywania przez służby wojskowe mężczyzn w sklepach, na punktach kontrolnych czy wprost na ulicy.

Istnieniu takich praktyk zaprzeczył sekretarz Rady Bezpieczeństwa Narodowego i Obrony Ukrainy Oleksij Daniłow, który twierdził, że mobilizacja przechodzi spokojnie i zaapelował o filtrowanie informacji z sieci społecznościowych. Tymczasem w społeczeństwie utrwalał się obraz wojska, które siłą zabierało mężczyzn nawet po nabożeństwach w świątyniach czy czekających na dzieci w przedszkolu. O tym kontrowersyjnym sposobie „rekrutacji” do wojska Ukrainy magazyn „Polonia Christiana” pisał jako jeden z pierwszych.

Poborowym, często pochodzącym z biednych wiosek, miały prawo nie podobać się obrazki z ukraińskich kurortów, z karpackim Bukowelem na czele, pełnym młodych, zdrowych i bogatych mężczyzn, bawiących się w barach, ćwiczących na siłowniach i uprawiających sporty.

W sieciach społecznościowych krążyły w tym czasie cenniki, ile kosztuje wykreślenie z listy poborowych, a ile dokument uprawniający do wyjazdu za granicę. Ale nie tylko młodzi i bogaci kłuli w oczy zwykłych obywateli swoją beztroską w dniach wojennej tragedii. Egzaminu patriotycznego nie zdali również politycy i oligarchowie.

W tym samym czasie, gdy na ulicach i w wioskach organizowano „łapanki” na poborowych „Ukraińska Prawda” donosiła, że liderka „Batkiwszczyny” („Ojczyzny”) i była premier Julia Tymoszenko, uwolniona z więzienia dzięki przewrotowi przeciwko prezydentowi Wiktorowi Janukowyczowi w 2014 roku, nowy rok 2023 przywitała wraz z bliskimi w Dubaju nad Zatoką Perską. I nie była jakimś wyjątkiem, bo ciepłe piaski plaż Zjednoczonych Emiratów Arabskich przyciągały innych przedstawicieli elit politycznych i biznesowych Ukrainy.

Na Ukrainie elity uciekające od wojny, z której nierzadko sami czerpią spore korzyści, nazwano sarkastycznie batalionami nazwanymi od miejsc wypoczynku – najpierw pojawił się więc „Batalion Dubaj”, potem „Batalion Monako”, a później kolejne „szturmowe” oddziały politycznych elit i oligarchów.

Poza Julią Tymoszenko szeregi „Batalionu Dubaj” zasilili deputowani parlamentarni (Natalia Korolewska, Wadim Stolar czy Suto Mamojan), oligarcha Walery Choroszkowski (współpracujący z byłym, przez lata bardzo mocno wpływowym, ministrem spraw wewnętrznych Aresenem Awakowem oraz znany prowadzący programy TV Sawik Szuster. Podczas opalania się na plażach Zatoki Perskiej czy w słońcu Lazurowego Wybrzeża odgłosów walk o Bachmut czy Mariupol nie było słychać.

Policja, prostytucja, korupcja

Moralny rozkład aparatu państwowego i chęć dorobienia się dosłownie na wszystkim doprowadziły do wybuchu w Kijowie afery z policją w roli głównej. Jak donosiła „Ukraińska Prawda”, wydział policji imigracyjnej w Kijowie dawał ochronę („кришував”) domy publiczne w stolicy kraju, ale „pracownice” do domów rozpusty dostarczano także do innych miast na terenie całego kraju. Organizacja prowadzona przez zastępcę kierownika wydziału policji imigracyjnej Policji Państwowej Ukrainy, radziła sobie nawet z godziną policyjną, wprowadzoną po 22 lutego 2022 roku… Kobiety do klientów dowozili kierowcy mający uprawnienia do poruszania się podczas godziny policyjnej – policjanci albo kierowcy urzędów i przedsiębiorstw państwowych.

Niemniej frustrujące były donosy o korupcji w wojsku, kupującym mundury, wyżywienie czy wyposażenie żołnierzy po cenach znacznie wyższych niż w handlu detalicznym. Dawania ochrony takim interesom nie zmieniały rotacje na najwyższych, włącznie z ministerialnymi, posadach państwowych.

Tłumaczenie społeczeństwu, że w czasie wojny jedni poświęcają życie i przekazują rodzinne oszczędności na zakup dronów czy wyposażenia żołnierzy broniących kraju, a drudzy bawią się i zbijają fortuny na pomocy wojskowej oraz humanitarnej jest skazane na porażkę. Staczającemu się w rankingu popularności Wołodymyrowi Zełenskiemu nie pomogły zapewne też apele o nie pisanie w mediach o korupcji do końca wojny. Udawanie, że problem korupcji nie ma znaczenia i lepiej o nim milczeć, uderzyło w autorytet prezydenta Zełenskiego.

Jak podawał polski portal „Defence24.pl”: „Także Fundacja Inicjatyw Demokratycznych im. Ilki Kuczeriwa wraz Centrum Razumkowa i Kijowskim Międzynarodowym Instytutem Socjologii w lipcu i sierpniu 2023 r. przeprowadziły badania na temat korupcji. Za jej wysoki poziom, według około 90% Ukraińców, odpowiada prezydent Zełenski. Jak zwraca uwagę Tatiana Nikołajenko z portalu „Censor.NET” >>Wydaje mi się, że po raz pierwszy w ocenie problemów korupcja wyprzedziła wojnę. W warunkach wojny na pełną skalę jest to całkowita porażka polityki rządu.<< Również Arestowicz we wypomnianym uprzednio wywiadzie stwierdza, że największe zagrożenie dla Ukrainy w trwającej wojnie stanowi korupcja i brak walki z nią, co będzie skutkowało obcięciem pomocy militarnej przez USA. Wybory, które odbędą się w Stanach Zjednoczonych zadecydują o przyszłości Ukrainy. Wszechogarniająca korupcja, z którą nie radzi sobie ekipa Zełenskiego, powoduje, że jednym z głównych tematów w prezydenckiej kampanii w USA jest rozkradania przez ukraińskie elity amerykańskiej pomocy. (…) Arestowicz ostrzega również, że pojawia się coraz więcej głosów w amerykańskich elitach politycznych, przyrównujących Ukrainę i jej władze do Afganistanu, gdzie zainwestowano wielkie ilości środków finansowych, które w efekcie zostały zdefraudowane.”

Dla jednych wojna, dla innych ręka hojna

Być może w gigantycznym problemie korupcji należy szukać źródeł sukcesu nowych milionerów, którzy w czasie wojny, mimo zapaści produkcji przemysłowej, turystyki i deficytu rąk do pracy (około 1 mln Ukraińców służy w armii lub jednostkach zmilitaryzowanych) dorobili się majątków. W styczniu lwowski portal „Twoje Misto” podawał, że 2023 rok był kolejnym (po 2022 roku) czasem, gdy na ziemi lwowskiej rosła liczba milionerów. Ponad milion hrywien dochodów w obwodzie lwowskim zadeklarowało 528 obywateli, w tym aż 421 w rejonie lwowskim, 39 w rejonie stryjskim i 19 w drohobyckim.

Narastające dysproporcje dochodów między pracującymi w sektorze państwowym, w szczególności w administracji i edukacji, a sektorem prywatnym, przy rosnących cenach utrzymania mieszkania i artykułów spożywczych, są wciąż jedną z głównych przyczyn emigracji obywateli Ukrainy za granicę. Działania wojenne spowodowały wielką falę migracji wewnętrznych, z wschodnich obwodów do zachodniej części Ukrainy, w tym do Lwowa i na Zakarpacie, ale nie da się nie dostrzec problemu rozkładu państwa od środka, także z powodu niewydolnego zarządzania i zjadających budżet zjawisk korupcyjnych.

Wewnętrzni uciekinierzy i depopulacja kraju

Niepewność sytuacji na wschodzie Ukrainy, atakowanej nieustannie rosyjskimi dronami rakietami, zmusiła część mieszkańców wschodnich obwodów do poszukiwania spokojniejszego kąta na życie. Skutkiem tego jest wywindowanie cen nieruchomości na Zakarpaciu i we Lwowie do poziomu stolicy kraju. Kogo nie stać na utrzymanie się przy zarobkach ukraińskich na Ukrainie jedzie dalej – na zachód, najczęściej do Polski lub do Niemiec.

O dramacie demograficznym pisano w artykule pt. „Gospodarcza klęska Ukrainy” na portalu „Salon24.pl”, gdzie czytamy m.in.: „Ella Libanova, dyrektor Instytutu Demografii i Studiów Społecznych im. Ptucha oraz akademik Narodowej Akademii Nauk Ukrainy, wydała oświadczenie. Według niej do 2030 r. populacja zmniejszy się do 35 mln osób, a proces zmniejszania się ludności Ukrainy rozpoczął się w 1994 r. Libanowa mówi, że dzisiejsza Ukraina liczy 34-35 mln mieszkańców. Wygląda jednak na to, że Libanova się myli. Według ONZ, tylko latem około 6,3 miliona obywateli Ukrainy uciekło z Ukrainy do wszystkich krajów europejskich. Eksperci są przekonani, że Libanova zawyża liczby – na Ukrainie mieszka już dziś znacznie mniej ludzi, niż wymienia w oświadczeniu. Jeszcze przed wojną trudno było oszacować, ile osób faktycznie mieszka na Ukrainie. Oficjalnie liczby miały wynosić około 40 milionów ludzi, ale wg. szacunkowych obliczeń ONZ w rzeczywistości było ich około 33 milionów. (…) W najlepszym przypadku na Ukrainie pozostało więc od 25 do 27 mln ludzi, co jest porównywalne z wielkością populacji w latach 20-tych. XX w.”

We wrześniu 2023 roku portal „Ekonomiczna Prawda” pisał o liczbie 5,6 – 6,7 mln obywateli Ukrainy przebywających za granicami ojczyzny. Emigracja wojenna połączona z zarobkową dzisiaj jest jednak źródłem mniejszych przychodów rodzin pozostałych w kraju. O ile w 2021 roku pracownicy z zagranicy przysłali na Ukrainę ok. 1,2 mld dolarów, o tyle w 2022 roku już tylko 1 mld dolarów. Po prostu wojna przyspieszyła proces łączenia się rodzin, łączeni się poza Ukrainą. Z tych rodzin raczej niewiele wróci do swoich domów sprzed 2022 roku.

Państwo na kredyt

Tymczasem państwo z kurczącą się ludnością zaciąga kolejne kredyty na przeżycie i na wojsko. Te kredyty trzeba będzie kiedyś spłacić. Tylko czy będzie komu spłacać, skoro kapitał krajowy rejestruje się za granicą a szanse na budowanie klasy średniej nad Dnieprem są coraz mniejsze? Szczególnie marne perspektywy budowania klasy średniej rysują się w sektorze rolniczym. Liczący na normalne funkcjonowanie i ekonomiczną stabilizację rolnicy przegrywają konkurencję z wielkotowarowymi agroholdingami. Te zaś stają się podmiotami dyktującymi działania państwa, co może tłumaczyć wystąpienia liderów z Kijowa w obronie interesów rolnictwa ukraińskiego, które jest coraz mniej ukraińskie.

Pesymistycznie te prognozy dla Ukrainy rysują się we wspomnianym wcześniej artykule na portalu „Salon 24.pl”: „Gdyby nie wsparcie Zachodu, Ukraina już zaczęłaby się rozpadać. Ale NATO zdołało utrzymać państwo na powierzchni. Z zastrzeżeniem, że nie chodzi o rozwój państwa, ani o stabilizację systemu finansowego – NATO daje pieniądze, żeby starczyło na wojnę. Dzisiaj Ukraina traci wszystko, co powstało na jej terytorium przez dziesięciolecia. Przerażające jest wyobrażenie sobie, ile będzie kosztować ożywienie sieci elektrycznych i elektrociepłowni. Do tego dochodzi gigantyczny skup ukraińskiej ziemi przez pięć największych funduszy inwestycyjnych na świecie, na czele z BlackRock. Doszło do gigantycznego paradoksu: walcząc z Rosją o zachowanie suwerenności, Ukraina już ją straciła na rzecz zachodnich sępów, których interesuje tylko kasa. Ukraińcy? A kto na zachodzie się nimi przejmuje? Niech walczą, dla zachodnich interesów im ich mniej, tym lepiej.”

W Polsce problem dominacji agroholdingów w rolnictwie i zagranicznego kapitału w sektorze transportu towarowego wypłynął stosunkowo późno, o wiele za późno. Stało się to dopiero wtedy, gdy mleko już się szeroko rozlało.

Polski portal „Farmer.pl” ostrzegał o trudnościach w konkurowaniu polskich – nawet dużych – gospodarstw rolnych z wielkimi obszarnikami władającymi setkami tysięcy hektarów na żyznej ukraińskiej ziemi. Dla przykładu – na 10 największych podmiotów posiadających ziemię na Ukrainie: 3 zarejestrowane są na Cyprze, 2 w Luksemburgu, 2 w USA oraz po 1 w Arabii Saudyjskiej, Holandii i na Ukrainie. Z powodu udziału międzynarodowych korporacji w akcjonariacie większość zysków agroholdingów nie trafia do budżetu w Kijowie lecz są one transferowane za granicę.

Największy agroholding, UkrlandFarming, ma ok. 460 tys. ha powierzchni, jest zarejestrowany na Cyprze i należy do oligarchy O. Bakhmatyuka, który ukrywa się przed ukraińskim wymiarem sprawiedliwości. Dla porównania – zarejestrowany na Cyprze UkrlandFarming gospodaruje na Ukrainie powierzchnią przekraczającą połowę powierzchni… właśnie Cypru.

Strategiczne biznesy

Próbując uzasadnić atak na Ukrainę Rosja posłużyła się zarzutem o prowadzenie przez Amerykanów na Ukrainie laboratoriów zajmujących się badaniami nad bronią biologiczną. Niemiecka „Deutsche Welle” w maju 2022 roku pisała: „[ekspert Richard] Guthrie uważa, że Rosja wykorzystuje sprawę laboratoriów biologicznych w Ukrainie do celów propagandowych, i to „całkiem skutecznie”. Ekspert zwraca uwagę, że choć Rosja zgłosiła w tej sprawie zapytanie do Rady Bezpieczeństwa ONZ, powstrzymała się jednak od złożenia formalnej skargi na podstawie art. 6 konwencji o zakazie broni biologicznej.”

Gdy 24 lutego 2022 roku żołnierze Putina ruszyli na kolejne, po ługańskim i donieckim, obwody Ukrainy wielu ekspertów zadawało sobie pytanie, jakie koszty i po co jest w stanie ponieść władca z Kremla podejmując decyzję o agresji. Poza dywagacjami o korzyściach militarnych i politycznych (zablokowanie akcesji Ukrainy do NATO i UE) niewiele mówiło się o gospodarczym podtekście takiej decyzji.

– Według amerykańskiego „Newsweeka” przejęcie ukraińskiej produkcji tytanu nie jest jednym z oficjalnych celów Kremla, ale byłoby korzystne dla Moskwy. Mówi się, że Rosja ma stosunkowo niskie zasoby minerałów tytanu, a według US Geological Survey w 2021 roku Ukraina była właściwie głównym źródłem importu tytanu. Większość walk toczy się na wschodniej i południowej Ukrainie, gdzie znajdują się bogactwa mineralne warte miliardy dolarów. W pierwszych miesiącach inwazji siły rosyjskie zajęły co najmniej dwa złoża rud tytanu. Jeszcze przed lutowym atakiem [2022 roku – przyp. autor] Moskwa rzekomo próbowała zabezpieczyć niezbędne zasoby tytanu za pośrednictwem swojej skorumpowanej siatki oligarchów, urzędników i agentów wywiadu na Ukrainie. Ukraiński oligarcha, Dmitrij Firtasz, obecnie przebywający na emigracji w Austrii, został zmuszony do sprzedaży swoich 49% udziałów w zaporoskim przedsiębiorstwie produkcji tytanu i magnezu – pisał w styczniu 2023 roku słowacki portal „Hlavne Spravy”.

Według cytowanych w tym materiale danych, największe złoża tytanu znajdują się w obwodzie żytomierskim, a sam metal jest wykorzystywany do produkcji nowoczesnej broni.

Ekologia i LGBT

Nie mając sukcesów w budowaniu podwalin stabilnej gospodarki (właściwie od uzyskania niepodległości w 1991 roku) ani w walce z korupcją, w swoim marszu w kierunku Zachodu rządzący na Ukrainie wiernie naśladowali europejskie władze, skupiające się w ostatnich latach na nadawaniu większych praw osobom z grup LGBT+ czy walce o ekologię.

Już w listopadzie 2021 roku na klimatycznym szczycie w Glasgow w Wielkiej Brytanii Wołodymyr Zełenski zadeklarował, że w walce z globalnym ociepleniem Ukraina w 2030 roku zmniejszy zużycie gazów cieplarnianych o 65 proc., a w 2060 roku osiągnie klimatyczną neutralność. Wszystko po to, aby mieć dostęp do „zielonego funduszu klimatycznego”.

A jak korzystać na ekobiznesie i dostępie do „zielonych kredytów” donosił 4 lutego 2024 roku portal „Daily.Lviv.com” w artykule pt. „Ojciec szefa lwowskiej obwodowej administracji wojskowej Zinowij Kozicki uruchomił za 54 mln euro największą elektrownię wiatrową w regionie”. Inwestycja powiodła się dzięki kredytowi z Europejskiego Banku Odbudowy i Rozwoju.

Sympatii w części społeczeństwa wzburzonej rosyjską agresją w 2014 roku nie budziły „pacyfistyczne” deklaracje organizacji LGBT+. Portal „Wsi Razom” w marcu 2022 roku przypomniał deklarację złożoną przez Olenę Szewczenko, szefową organizacji „Insajt”, która po rosyjskim ataku na obwody doniecki i ługański oraz po aneksji przez Putina Krymu, stwierdziła, że środowiska LGBT „nie inwestują w wojnę i zabijanie ludzi, bo wojna nie ma nic wspólnego z prawami człowieka”.

Takie słowa miały prawo wzburzyć Ukraińców, którzy byli obiektem agresji i musieli się bronić. Ze strony środowisk LGBT padały też deklaracje na charkowskim marszu LGBT+ o „życzeniu śmierci” każdemu żołnierzowi, który nie akceptuje „homoseksualnego sposobu życia”. Oliwy do ognia dolało hasło z gej-parady w 2021 roku, które brzmiało: „Kochaj diabła, nienawidź policjantów”.

Kilka miesięcy później, po uruchomieniu pełnowymiarowych działań wojennych przez Moskwę, to właśnie ci policjanci stanęli do służby w obronie porządku na tyłach działań frontowych, gdzie nie brakowało szpiegów i zamachowców, wykonujących brudną robotę dla armii rosyjskiej.

Wewnętrzne sprzeczności

Środowiska LGBT+ podjęły też starania o wprowadzenie do systemu prawa legalnych związków partnerskich. Złożenie elektronicznej petycji do prezydenta Wołodymyra Zełenskiego uruchomiło procedurę. Szef państwa nie odniósł się wprost do celowości takiej zmiany w konstytucji Ukrainy, ale przekazał ją do rządu i parlamentu. Przerzucanie „gorącego kartofla” między organami władzy w Kijowie można zrozumieć jako grę na czas – podjęcie w obecnej sytuacji zmian w prawie i wprowadzenie rejestracji związków partnerskich z pewnością zerwałoby nić porozumienia z cerkwią greckokatolicką czy prawosławną. Skierowałoby też niezadowolenie dużej części społeczeństwa przeciw rządzącym, którzy już myślą o wyborach odwleczonych w czasie ze względu na działania wojenne.

A o tym, że Zełenskiemu marzy się kolejna kadencja prezydencka świadczy dymisja Wałerija Załużnego (znanego m.in. z opublikowania 1 stycznia 2023 roku selfie z portretem Stepana Bandery) z funkcji dowódcy Sił Zbrojnych Ukrainy – w Załużnym Zełenski widział groźnego przeciwnika w walce o fotel prezydencki.

Portal „Rajon Żittia”, podawał jesienią 2023 roku, że projekt ustawy „o rejestrowaniu związków partnerskich” poparły dwa ministerstwa rządu w Kijowie – ministerstwo sprawiedliwości i (wcześniej sceptycznie nastawione do zmian) ministerstwo obrony. Projekt ustawy oznaczonej numerem №9103 zakłada, że nad Dnieprem będą mogły być rejestrowane związki partnerskie jako „dobrowolne rodzinne związki dwóch pełnoletnich osób”. Według orędującej za ustawą o związkach partnerskich deutowaną Werchownej Rady Ukrainy Inną Sowsun, przyjęcie tego prawa to „pierwszy postępowy krok” na drodze do stworzenia systemu ochrony praw człowieka.

Co ciekawe, Inna Sowsun, magister Uniwersytetu w Lund w Szwecji, do Werchownej Rady dostała się z listy partii „Gołos”, cieszącej się największym poparciem w najbardziej konserwatywnym obwodzie lwowskim. „Gołos” to partia założona przez lidera popularnego w młodym pokoleniu zespołu muzycznego Okean Elzy” Światosława Wakarczuka.

Walka o dusze

Presja na wzorowane na Zachodzie Europy zmiany społeczne dokonuje się wraz z laicyzacją młodego pokolenia, które stara się kalkować sposób bycia swoich rówieśników z Niemiec czy Francji. Ale złe wzorce chętnie czerpią też zza granicy, zza której przyszedł rosyjski agresor. Wiosną 2023 roku problemem społecznym stały się „ustawki” młodzieży. Ukraińska policja alarmowała o zdobywającym popularność wśród nastolatków trendzie umawiania się na grupowe bójki. Zjawisko przyszło z Rosji, skąd trafiło na Białoruś i na Ukrainę. Problem wychowywania przez ulicę, znany już w czasach sowieckich, nie został rozwiązany w niepodległej Ukrainie, a w czasie wojny jeszcze się pogłębił poprzez upadek instytucji małżeństwa.

Jak podaje portal „Hromadske”: „W pierwszym półroczu 2023 roku na Ukrainie zarejestrowano 10 139 spraw rozwodowych. To o jedną trzecią (+33%) więcej niż w analogicznym okresie ubiegłego roku (7 632), ale wciąż mniej niż analogiczne wskaźniki z 2021 r. — 13 153. Pod względem liczby rozbitych małżeństw w tym roku prym wiedzie stolica – 1678 rozwodów. To szósta część wszystkich rozwodów w kraju. W porównaniu z pierwszą połową 2022 r. ich liczba wzrosła niemal dwukrotnie i o 14% w porównaniu z analogicznym okresem 2021 r.”

Wciąż dużym problemem jest brak ochrony życia poczętego. Co prawda, według Opendatabot, liczba aborcji dokonywanych na Ukrainie stopniowo maleje, ale i tak są to wielkie liczby, przerażające skalą tragedii. W 2011 roku odnotowano 163 668 aborcji, a w 2020 roku 64 574. Łącznie w ciągu ostatnich 9 lat zarejestrowano 1 096 415 aborcji, z czego 1 048 974 wykonano w publicznych placówkach medycznych, a 47 441 w prywatnych.

Czy do młodego pokolenia przemówi jakiś autorytet, rodzina albo Kościół, który odwróci antycywilizacyjny trend rozkładu rodziny? Nadziei wielkiej nie widać…

Po roku trwania pełnowymiarowego konfliktu rosyjsko – ukraińskiego, w lutym 2023 roku, opublikowano badania Centrum Razumkowa, według których w czasie pełnowymiarowej wojny bardziej religijnymi stało się 26 proc. Ukraińców, 4 proc. zmniejszyło swoje zaangażowanie religijne, a 64 proc. nie zmieniło swojego życia religijnego. Portal „Życie – Ukraińska Prawda” zaznaczył, że pogłębienie praktyk religijnych zadeklarowali głównie mieszkańcy zachodniej Ukrainy i osoby starsze. Jako wierzący deklarowało się – w badaniach Centrum Razumkowa – 74 proc. Ukraińców w 2022 roku (w 2021 roku 68 proc.), jednak w grupie młodzieży od 18 do 24 lat ateiści stanowią już 39 proc.

Laicyzacja i brak dobrych wzorców rodzinnych to wielki problem, stawiający pod znakiem zapytania przyszłość narodu ukraińskiego. Bez poszanowania życia dziecka oraz umacniania roli matki i ojca wobec dziecka nie da się zbudować silnej rodziny, nie da się stworzyć silnego społeczeństwa.

Znikający naród

Niestety, dla wielu młodych osób na Ukrainie aborcja to tylko metoda antykoncepcji, a noszenie dziecka pod sercem może być tylko zwykłą usługą, wyliczoną w walutach zachodnich. Usługą surogacji.

– Ukraina nazywana jest „mekką” macierzyństwa zastępczego. I tak jest. Wiele pośredników i ośrodków medycznych aktywnie „rekrutuje” Ukrainki w Internecie, oferując za urodzenie dziecka około 25 tys. euro. Reklama jest aktywnie promowana wśród potencjalnych rodziców. W reklamie wmawia się, że dziecko od matki zastępczej na Ukrainie jest bardzo proste! Że umowa o macierzyństwo zastępcze nie zawiera żadnych ograniczeń, nie wymaga zgody specjalnych organów państwowych, nie ma procedury adopcyjnej, bo w akcie urodzenia widnieją imiona rodziców biologicznych, a matka zastępcza nie ma prawa do dziecko. A wśród zalet jest bardzo przystępna cena: na Ukrainie kobieta otrzymuje za noszenie dziecka od 20 tys. dolarów, a na przykład w USA (w niektórych stanach, gdzie dozwolone jest komercyjne macierzyństwo zastępcze) – 100 tys. dolarów. Jednocześnie w większości krajów rozwiniętych macierzyństwo zastępcze jest albo zabronione, albo dozwolone na zasadach niekomercyjnych – bezpłatnie. Na przykład we Francji, Niemczech, Włoszech i Japonii usługi związane z narodzinami cudzego dziecka są zabronione. W Wielkiej Brytanii, Danii, Izraelu, Hiszpanii, Kanadzie i Holandii legalne jest wyłącznie niekomercyjne macierzyństwo zastępcze – pisano na portalu „-Życie – Ukraińska Prawda” kilkanaście dni przed wtargnięciem wojsk rosyjskich w głąb Ukrainy w 2022 roku.

Zawierucha wojenna jeszcze mocniej przyczyniła się do rozkładu relacji społecznych, zdalne nauczanie wprowadzone ze względu na bezpieczeństwo dzieci i młodzieży w czasie wojny to kolejne lata deficytu wiedzy, a słabe związki wyznaniowe i poturbowane wojną rodziny też nie sprzyjają odnowie moralnej za Bugiem.

O ile w Polsce wiele środowisk dostrzega i głośno mówi o konieczności odbudowy więzi rodzinnych i fundamentów moralnych, o tyle na Ukrainie ten głos jest bardzo słabo słyszalny. Zagłusza go nie tylko huk armat i hałas pól bitewnych.

Wielka bitwa dokonuje się na zapleczu wojny z żołdakami Putina. Wydaje się, że wojnę z armią rosyjską będzie łatwiej wygrać. Wojna o dusze, wolność i własność będzie o wiele trudniejsza.

Jan Bereza

Niniejszy tekst stanowi poszerzoną i uzupełnioną wersję artykułu pierwotnie opublikowanego w 97. numerze magazynu „Polonia Christiana”.

Poprzedni post