Kategorie
Środowiska-zwyczaje-cywilizacja

Jakub Majewski: Sami wykujmy wielkość

Nie trzeba dziś chyba nikogo specjalnie przekonywać, że obecna Polska jest cieniem tego, czym mogłaby być. Nieraz pocieszamy się, że jeszcze nie jest tak źle – może i państwo się degeneruje, może za progiem wojna, a za pół wieku zabije nas demografia, ale póki co, żyjemy… Tylko że przecież nie chodzi o to, by jedynie powtarzać: Jeszcze Polska nie zginęła. Chodzi o to, by ją odbudować, i to wspanialszą niż ongiś! Ale jak? – pyta dr Jakub Majewski na łamach 87. wydania magazynu „Polonia Christiana”.

Trzydzieści lat względnego spokoju i swobody – tyle mieliśmy, aby po upadku komunizmu zbudować nową Rzeczpospolitą, samorządną, niezależną i potężną. Nieraz mówimy o tym z goryczą, wskazując na elity, które zmarnowały ten czas dobrej koniunktury. Lubimy o nich mówić, podobnie jak lubimy się doszukiwać wpływów obcych agentur wśród nich, a gdy już w ogóle mamy ich dosyć, wtedy sięgamy po słowa Boże, coś Polskę, z prośbą, aby dobry Bóg zwrócił nam Ojczyznę wolną, a jednocześnie kategorycznie odcinając się od odpowiedzialności za jej boleści. Co złego, to nie my – to oni

Kto to wszystko tak zepsuł?

Nasze elity faktycznie popełniły wiele błędów, wiele spraw zaniedbały, a w wielu przypadkach – świadomie i z premedytacją działały na szkodę narodu i kraju, aby czerpać z tej szkody osobiste korzyści. Trzeba to omawiać i piętnować. Zbyt często jednak szukamy winnych wszędzie wokół, a nie patrzymy w lustro. Jeżeli bowiem nasze elity zachłysnęły się „świętym spokojem” ery „końca historii”, jeżeli zadowoliły się zamianą wschodniego hegemona na zachodniego, jeżeli wybory w Polsce wygrywa się na hasłach ciepłej wody w kranie i pieniędzy dla wszystkich – czy naprawdę obciąża to tylko te elity?

Czy my, Polacy, zrobiliśmy wszystko, aby wykorzystać szanse, które dał nam Bóg, gdy zwrócił nam wolność trzydzieści lat temu? Może i ta wolność od początku była ograniczona, ale przecież nie zwalnia to nas z obowiązku rozliczenia się z tego, co otrzymaliśmy. Jak w przypowieści Chrystusa o talentach godzi się zadać pytanie – czy naszą wolność puściliśmy w obieg, aby ją pomnożyć, czy ze strachu zakopaliśmy w ziemi, a teraz zdziwieni odkrywamy, że nam ją zabierają?

Mówimy: elity zawiodły. Wyprzedawali państwo, zaciągali kredyty i budowali szkodliwie nadęty socjal. Nakładali podatki, które pozwalały finansować fałszywy dobrobyt, jednocześnie zniechęcając przedsiębiorców i nadmiernie obciążając polskie rodziny. Zgadza się! Ilu z nas jednak, wedle swoich skromnych możliwości, robiło to samo? Ilu z nas zaniedbało obowiązek troski o własny dobytek i zamiast mądrze inwestować, obciążało się na długie lata kredytem, byle tylko mieć „własne” mieszkanie, zagraniczne wakacje i duży telewizor? Ilu z nas z obawą patrzy na zaglądający nam w oczy kryzys gospodarczy, właśnie dlatego, że nie poświęcali czasu i wysiłku, aby zawczasu przygotować się na czarną godzinę?

Są w Polsce ludzie, którzy musieli brać kredyt na mieszkanie, bo inaczej zwyczajnie nie mieliby gdzie żyć. Podobnie są w Polsce ludzie, którzy z trudem wiążą koniec z końcem, często posiłkując się tak zwanymi chwilówkami. Oczywiście, jedno i drugie nie jest powodem do wstydu. Ale powiedzmy wprost: podobnie jak nasze elity, wielu z nas nie oszczędzało albo wręcz zaciągało długi, aby żyć ponad stan.

Mówimy: mamy katastrofę demograficzną. Nasze elity zawiodły, bo zbyt późno i zbyt mało zachęcają ludzi do posiadania dzieci. Jednak wielu z nas świadomie wybiera bezdzietność lub małą rodzinę. Niestety, wielu z tych, którzy utyskują na brak działań ze strony rządu i elit, sami kiedyś spojrzeli na swoją dwójkę (żeby chociaż dwójkę!) dzieci i powiedzieli: wystarczy. Gdy zaś te dzieci podrosną, ich rodzice, dalej utyskując na brak działań ze strony rządu, będą je pouczać, aby nie zakładały rodziny za szybko…

Przykłady tego rozdwojenia jaźni można by mnożyć. Wojsko? Tak, rząd wiele zaniedbał – ale ilu z nas pofatygowało się, aby kupić i używać choćby czarnoprochową broń, aby nasi synowie mogli się z nią zapoznać i zainteresować? Gdy sondaże ciągle pokazują, że większość Polaków niechętnie patrzy na broń, jakże możemy narzekać na brak działań ze strony elit? A Kościół? Trudno się dziwić, że wielu Polaków, modląc się o powołania kapłańskie, w skrytości serca boi się, że ich jedyny syn takie powołanie w sobie odnajdzie. I tak dalej…

Wziąć odpowiedzialność

Żeby było jasne: Polska po roku 1989 osiągnęła wiele, a większość tego stanowi wynik trudu i znoju zwykłych Polaków, ich energii i pracowitości. Co więcej, nie może być tak źle, skoro do Polski coraz częściej imigrują ludzie nie tylko zza wschodniej granicy, ale również z Zachodu, chwaląc sobie namiastkę porządku i konserwatyzmu, jaką tu jeszcze można odnaleźć. Warto to docenić i szukać w tym nadziei. Ale jednocześnie trzeba wziąć odpowiedzialność za całokształt sytuacji i zacząć myśleć, co my możemy zrobić, aby było lepiej chociaż na naszym własnym, małym poletku.

Czy Rzeczpospolita może się odrodzić? Owszem, może, a jej odrodzenie zależy od nas samych. Bez nas odrodzenia nie będzie. Inni mogą i będą nam przeszkadzać – nieraz skutecznie – ale to od nas zależy, czy im na to pozwolimy i w jaki sposób podejdziemy do naszego zadania.

U szczytu potęgi dawnej Rzeczypospolitej szlachta stanowiła aż dziesięć procent narodu – ale przecież zamiast możemy równie dobrze powiedzieć zaledwie. Tylko dziesięć procent! Tylko tyle było potrzeba, aby budować ten wielki gmach. Nie trzeba wiele! Jednak gdy tej garstki zabraknie, natychmiast przychodzi katastrofa. Gdy wojny i pożogi spauperyzowały drobną szlachtę, czyniąc z niej klientów magnaterii, upadek był rychły. Potem przez cały XIX wiek Polacy z mozołem budowali nową szlachtę, promując wśród nowej klasy średniej ducha patriotyzmu i odpowiedzialności.

Dziś, po trzydziestu latach wysiłków, wielu z nas zdołało zbudować swojej rodzinie względny dobrobyt, tworząc na nowo namiastkę klasy średniej. Jednak zbyt niewielu z nas aspiruje do tego, aby widzieć w sobie coś więcej – spadkobierców szlachty. Grupy społecznej na co dzień zajmującej się budowaniem dobrobytu i dobrego imienia własnego rodu, ale w chwili próby gotowej do wzięcia odpowiedzialności za Rzeczpospolitą czy to szablą, czy słowem. Odrzucając historyczne przywary szlachty, winniśmy naśladować to, co było w niej dobre. Bądźmy szlachtą! Jakże bowiem Rzeczpospolita, państwo zbudowane przez szlachtę, miałoby się odrodzić bez jej uprzedniego odrodzenia?

Nie ma drogi na skróty!

Poprawa samych siebie przełoży się z czasem na poprawę państwa. W końcu nasze elity polityczne są wytworem społeczeństwa, czyli nas samych. To my wszyscy odpowiadamy za ich formację. A decydując się na więcej dzieci w naszej rodzinie, określamy, ile udziałów nasz ród będzie posiadał w przyszłości Rzeczypospolitej. Czy to wielka odpowiedzialność? Nie większa niż dźwigali nasi przodkowie. Oni sobie poradzili. My też możemy.

Musimy jednak uzbroić się w cierpliwość. Jeśli Rzeczpospolita jest gmachem, to my nie tylko zaniedbaliśmy ściany, dach i wnętrze, ale też naruszyliśmy integralność samych fundamentów. Remont będzie długi, kosztowny i nieprzyjemny. I kategorycznie nie wolno nam tego wysiłku spychać na innych, utyskując, że to rząd powinien zrobić to czy tamto. Każdy musi zrobić swoje, rozwijając własne cnoty, odpowiedzialnie budując swoją rodzinę, a przy tym nie zaniedbując spraw państwa.

Nie będzie tu niestety dróg na skróty. Żadna zmiana prawa czy ustroju nie wyleczy nagle naszych trosk. Dobre prawo może ułatwić budowę gospodarki, ale samo w sobie nie zbuduje dobrobytu. Dobre prawo może ukierunkować mozolną przemianę, ale samo w sobie nie odmieni serc. A demografia? Cóż, dzieci zawsze rosną tak samo długo. Niestety więc minie wiele lat, zanim populacja Polski przestanie maleć; a odbicie, jeśli nastąpi, to ze znacznie niższego poziomu. Będzie dużo gorzej – ale też przed tymi, którzy zdecydują się dziś na liczne potomstwo, otworzy się wiele możliwości.

Nie było tu ani słowa o naszej pozycji w świecie, o relacji z innymi państwami, o wojsku ani czymkolwiek, co zwykle kojarzymy z geopolityką. Nic o Ukrainie, o Rosji czy o Unii Europejskiej. Tam wszędzie można wiele zdziałać; zwłaszcza zwrot w relacjach z Ukrainą powinien napawać nas nadzieją na lepszą przyszłość Rzeczypospolitej. Ale ostatecznie wszystko zaczyna się w domu. Rzeczpospolita może się odrodzić, jeśli my, nie oglądając się na innych ani na państwo, będziemy do tego dążyć. Jeśli jednak nie podejmiemy tego wysiłku, przyjdzie dzień, gdy na gmachu Rzeczypospolitej zawiśnie złowrogi napis: Nie wchodzić, grozi zawaleniem. No cóż, inni mogą do nas nie wchodzić, ale my przecież innego domu nie mamy.

 

Jakub Majewski – twórca i badacz gier komputerowych, miłośnik historii i teologii.

Artykuł został opublikowany w 87. numerze magazynu „Polonia Christiana”.

Kategorie
Środowiska-zwyczaje-cywilizacja

Ks. prał. Roman Kneblewski: Socjalizm i perfidne chamstwo

Skąd bierze się określenie czyichś postaw lub zachowań mianem chamskich? Z Biblii. Przypomnijmy pokrótce pewien epizod z życia Noego (tego od arki) i jego synów: Sema, Chama i Jafeta. Przykład ten pozwoli nam lepiej zrozumieć naturę samego chamstwa, a jej śladem dojść do pojęcia perfidnego chamstwa – tak pospolitego w czasach współczesnego rozpasania socjalizmu. 

Przypomnijmy pokrótce pewien epizod z życia Noego (tego od arki) i jego synów: Sema, Chama i Jafeta. Pewnego razu Noe, uzyskawszy z zasadzonej uprzednio winorośli sfermentowany sok, czyli wino, a nie znając jego działania, wypił go duszkiem – jak się możemy domyślić – w upalne południe na pustyni, co go natychmiast tak rozgrzało i zmorzyło, że rozebrawszy się do naga, legł pod namiotem i zasnął.

W tym stanie ujrzał ojca Cham, który pobiegłszy do braci, jął się zeń wyśmiewać. Sem i Jafet zaś wzięli ojcowski płaszcz, po czym w milczeniu weszli tyłem pod namiot, aby nie obrazić ojca ujrzeniem jego nagości i delikatnie go okryli. Tak oto Sem i Jafet wykazali się szlachectwem ducha, ponieważ potrafili ojca uszanować, natomiast Cham okazał się tym, kogo odtąd określa się mianem pochodzącym od jego imienia – czyli chamem.

Istotę chamstwa stanowi brak woli lub nieumiejętność poszanowania wieku, rangi, dóbr kulturalno-duchowych, dziedzictwa, pamięci dziejów, dokonań minionych pokoleń i tak dalej.

Nie zapominajmy przy tym, iż szczególnie cenną wartość stanowi wolność, którą Pan Bóg – oprócz aniołów – darzy tylko nas, ludzi. Nadzwyczajnym zaś umiłowaniem wolności cieszy się od wieków nasz – z ducha i niepowtarzalnej kultury – szlachecki naród.

Toteż w istotę polskości wpisuje się nienawiść i pogarda wobec wszelkiej maści socjalizmu, rozumianego jako system (nie ludzie!), w którym państwo chce o wszystkim decydować, wydawać pozwolenia, nakazy i zakazy, okradać obywateli, a częścią zrabowanego mienia dzielić kogo zechce, najchętniej jeszcze każąc im nosić piętno hańby stygmatyzujące niewolników (jak te żałosne szmaty na twarzach).

Tak rozumiany socjalizm stanowi emanację i ucieleśnienie rasowego chamstwa. Oznacza on bowiem brak szacunku i pogardę dla naszej wolności. Toteż jeżeli jakaś władza tak postępuje – nawet podszywając się pod prawicę – to jest ona w swej istocie socjalistyczna, czyli chamska. Jeżeli zaś, koszmarnie nas zniewalając, twierdzi obłudnie, że czyni tak dla naszego dobra, to mamy do czynienia z perfidnym chamstwem!

 

ks. prał. Roman Kneblewski

Artykuł został opublikowany w 87. numerze magazynu „Polonia Christiana”.

Kategorie
Aktualności

Ks. Piotr Glas i dr Jacek Pulikowski w Krakowie

Wyjątkowe wydarzenie odbędzie się niebawem w sercu Krakowa. Wydawnictwo Esprit oraz Parafia Bożego Ciała w Krakowie serdecznie organizują spotkanie z ks. Piotrem Glasem oraz dr. Jackiem Pulikowskim. Temat spotkania to „Uratujmy katolickie rodziny”. Ksiądz Piotr Glas, ceniony rekolekcjonista i były egzorcysta, wraz z Jackiem Pulikowskim, doświadczonym doradcą rodzinnym, przypomną nam jaka jest prawdziwa wartość rodziny i z jakimi niebezpieczeństwami musi się ona dziś mierzyć.

Chcąc zwrócić uwagę na wielki kryzys wspólnie napisali książkę „Ostateczna bitwa o rodzinę”, która jest zapisem ich rozmowy o sprawach najważniejszych. Idąc za myślą Jana Pawła II, który pisał, że przyszłość ludzkości zależy od rodziny oraz proroczymi słowami Łucji z Fatimy, która powiedziała, że „Ostateczna bitwa pomiędzy Bogiem a królestwem szatana zostanie stoczona w kwestiach małżeństwa i rodziny”, wspólnie podkreślają, że dziś to właśnie rodzina jest naszym ostatnim bastionem walki o Prawdę i wolność.

Spotkanie „Uratujmy Katolicką Rodzinę” organizowane jest w szczególnym czasie – w roku poświęconym Rodzinie.   Ksiądz Piotr Glas w raz z Jackiem Pulikowskim na co dzień apelują do małżeństw i ludzi młodych, aby podjęli konkretne kroki w celu obrony wartości chrześcijańskich w rodzinach.

Żyjemy w epoce, w której świat chce nam zaproponować relacje rodzinopodobne, małżeństwa przeżywają głębokie kryzysy spowodowane brakiem otwartości na życie oraz wiarę. Jakby tego było mało, zupełnie otwarcie podważana jest tożsamość kobiety i mężczyzny m.in. poprzez swoistę modę na zmianę płci i poszukiwanie w sobie zaburzeń osobowości, których usprawiedliwieniem miałaby być tzw. odmienna płeć społeczno-kulturowa. Te niezwykle destrukcyjne trendy, jak również hedonistyczno-konsumpcyjna narracja największych ośrodków medialnych wpływają na zmiany decyzji życiowych młodych ludzi. Ci ostatni coraz rzadziej decydują się na zawarcie związku sakramentalnego i posiadanie potomstwa.

Dobrej formacji i podstaw wychowania nie zastąpią nawet największe zachęty ekonomiczne i rozbudowany system świadczeń społecznych. Przeciwnie, utwierdzają i rozniecają one obecne patologie, których końcowym efektem jest spadająca liczba trwałych, sakramentalnych związków oraz rodzących się dzieci.

Co możemy zrobić w obliczu ataków? Jak uchronić świętość rodziny?

Jaki jest plan ratunkowy?

O tym usłyszycie Państwo już 23 lipca 2022 r. w Krakowie! Zapraszamy na spotkanie w Bazylice Bożego Ciała, które poprzedzi Eucharystia. Dla wszystkich tych z Państwa, którzy zmierzają na to wydarzenie z własnymi pytaniami, zalecamy ich przesłanie na adres email wydawnictwa: esprit.promocja@gmail.com . Organizatorzy spotkania przekażą pytania prelegentom, a ci postarają się odpowiedzieć przynajmniej na najważniejsze z nich. Ponadto informujemy, iż w trakcie spotkania będzie możliwość nabycia książki ks. Piotra Glasa i Jacka Pulikowskiego „Ostateczna bitwa o rodzinę”.

 

SZCZEGÓŁY WYDARZENIA:

23 lipca 2022 r. (sobota)

Bazylika Bożego Ciała w Krakowie, ul. Bożego Ciała 26

18:00 – wspólna Msza Święta w intencji Rodzin

19:00 – konferencja ks. Piotra Glasa oraz dr. Jacka Pulikowskiego

 

Wstęp wolny!

Kategorie
Środowiska-zwyczaje-cywilizacja

Kinga Wenklar: Światło pod korcem

Minął rok od wprowadzenia ograniczeń odprawiania Mszy Wszechczasów. Jednocześnie przyspieszył bezprecedensowy proces synodalny. Co w tej sytuacji mogą uczynić wierni broniący tradycji i katolickiego charakteru Eucharystii? Dr Kinga Wenklar sugeruje, iż ta nowa sytuacja może być swoistym rozesłaniem. Czy nadchodzi czas, gdy formowani od ponad dekady wierni, pozbawieni świątyni, będą musieli ruszyć w świat, by działać już nie z pomocą pojęć i debaty, ale gestów i świadectwa?

Być blisko krzyża – bez względu na okoliczności

Przed kilku laty uczestniczyłam w celebracji Najświętszej Ofiary, która głęboko mną wstrząsnęła. Ze względu na obecność dzieci, które miały przyjąć po raz pierwszy Komunię Świętą, przestrzeń ołtarza zaaranżowano jako miejsce uczty – u stopni ustawiono dla nich długi stół i krzesełka. Dzieci postawiono w centrum liturgicznej akcji. Prowadzono je przez liturgię, opatrując infantylnym komentarzem konferansjera kolejne elementy akcji liturgicznej.

Z trudem rozpoznawałam w tym słowotoku fragmenty rzymskiego rytu. Celebrans sprawiał wrażenie bardziej prezentera, który reklamuje produkt, niż kapłana oddającego Bogu cześć przez złożenie należnej Mu Najświętszej Ofiary. Zdewastowano przestrzeń liturgiczną, przestrzeń świętych gestów, nie oszczędzono nawet słów rytuału.

U końca liturgii Słowa podjęłam decyzję: wychodzę z kościoła! I wówczas z ust zdezorientowanej sytuacją mojej sześcioletniej córki usłyszałam:

– Zostańmy z Jezusem. On tu jest taki samotny.

Ilekroć staję zgorszona wobec wspólnoty skupionej na celebrowaniu siebie, a nie Najświętszej Ofiary składanej przez Najwyższego Kapłana, wracają do mnie słowa małej dziewczynki. Zostańmy z Chrystusem – stańmy tak blisko krzyża, jak to tylko możliwe. Nie zważając na to, co czyni zgromadzony tłum. Bo nie wiedzą, co czynią… (Łk 23, 34).

Nie tylko rekwizyty

Na kartach niezwykle cennej książki zatytułowanej Bóg czy człowiek. Duchowość, liturgia, sztuka ojciec Jan P. Strumiłowski OCist wyjaśnia, że choć formy są tak istotne, przywracanie znaczenia i charakteru katolickiej liturgii nie może dotyczyć samych form. To nie one są przecież istotą liturgii, lecz uczestniczenie w życiu Chrystusa – owoc łaski płynącej ze Słowa i sakramentów.

Ta prawda niepokojąco przywołuje na myśl zarzut papieża Franciszka wobec środowisk Tradycji, że są skansenem, gabinetem martwych przedmiotów, a wierni im katolicy kierują się sentymentem wobec trącących myszką obyczajów. Cóż, każdy ryt ma swoje zmysłowe i intelektualne pułapki.

Chorał gregoriański, kadzidło, liczne świece na ołtarzu i piękne liturgiczne szaty mogą tak samo niegodnie skupiać na sobie duchową uwagę wiernych, jak kazanie z pluszowym misiem, anegdoty z ambony i zespół muzyczny „uświetniający” parafialną liturgię. Oba rodzaje form mogą służyć jedynie ugruntowaniu w celebrującej wspólnocie snobistycznego przekonania jakąż to fajną liturgię mamy. Zarówno nowa, jak i stara forma rytu rzymskiego może być podporządkowana egoistycznym celom wspólnoty: chcę liturgię rozumieć, chcę z niej czerpać, chcę się nią sycić.

Tymczasem istotą sprawowania Najświętszej Ofiary jest oddanie chwały Bogu – i nic ponadto. Jak nie wystarczy wprowadzić chorał, kadzidło i ornat skrzypcowy, by Msza stała się prawdziwie katolicka, tak też nie wystarczy pozbawić ją tych elementów, by katolicką być przestała.

Rozwój środowisk katolików przywiązanych do Tradycji nie byłby aż tak dynamiczny, i to na całym świecie, gdyby chodziło tylko o stare rekwizyty. Tradycyjna liturgia jest realnym szpitalem polowym dla okaleczonej, zniszczonej lub tylko zdeformowanej przez nowoczesny antropocentryzm wrażliwości duchowej.

Liturgia Najświętszej Ofiary jest miejscem Bożego Objawienia – przypomina Laurence P. Hemming. Dlatego w starej formie rytu mądrość Kościoła odsunęła wszystko, co przeszkadza w poznaniu Boga: subiektywizm, skupienie na tym, bym to ja rozumiał, ja przeżył, ja doświadczył i ja skorzystał. Nic, co tu się dzieje, nie jest skoncentrowane na człowieku, lecz całkowicie zwrócone ku Bogu. Nawet czytania mszalne – śpiewane w języku sakralnym – służą przede wszystkim oddaniu chwały Bogu. Opis dzieł, jakich On dokonuje, jest niczym kadzidło i hymn pochwalny unoszący się do Nieba.

Ten, kogo uzdrowiła liturgia w starej formie rytu, nieprędko to zdrowie utraci, ale tym większe staje się jego cierpienie na widok choroby, jaka panuje wokół.

Przed paroma laty, w ramach jubileuszowej dziesiątej edycji rekolekcji liturgicznych Mysterium Fascinans, Dom Cassian Folsom OSB, były opat tradycyjnej wspólnoty benedyktyńskiej w Nursji, próbował opisać, co człowiek współczesny, rodziny i każdy z osobna, może uczynić dla uzdrowienia duchowości katolickiej i katolickiej liturgii. Warto pójść śladem jego myśli, by odpowiedzieć, co mogą dziś uczynić strażnicy Tradycji. Jakimi czynami miłosierdzia możemy służyć Kościołowi w sytuacji, gdy otacza nas wątła i niedomagająca wrażliwość duchowa, a starożytne formy rytu zostały w tak wielu miejscach po prostu zakazane?

Reset tradycyjny

16 lipca 2021 roku był jak dzień Wielkiego Piątku, gdy apostołowie musieli opuścić zacisze wieczernika i – aby pozostać w bliskości swojego Pana – zanurzyć się w jarmarcznym zamęcie tłumu podążającego za Nim na Golgotę. Zamiast ciszy – zgiełk; zamiast bliskości – walka, by widzieć choć z daleka, by wydobyć dźwięk Jego cichej modlitwy z wrzawy pobudzonego tłumu. Odpychani, powracają na swoje miejsce, tracą Go z oczu i znowu odnajdują; gubią Jego słowa albo ich nie rozpoznają we wrzawie. Stoją samotni w tłumie, który nie rozpoznaje Pana, bo namiętności przesłaniają ludziom Boga. Tak mogłabym również opisać dramat sporej części współczesnych „nowych” celebracji Najświętszej Ofiary.

A zatem za ojcem Folsomem proponuję reset tradycyjny. Po pierwsze, pobożność: rodzinna (codzienna wspólna modlitwa, domowe nabożeństwa majowe, czerwcowe, Różaniec) i wspólnotowa (uroczyście świętowana niedziela). Dbajmy o godny strój i postawę – uczestnicząc w Najświętszej Ofierze celebrowanej w nowej formie, nie porzucajmy gestów czci nabytych dzięki starej formie rytu. Ukłony na Imię Jezus, częste znaki krzyża świętego i częsta postawa klęcząca, złożone ręce, wierne i uważne podążanie za słowami modlitwy mszalnej kapłana bez ulegania atmosferze rozmowy z celebransem…

Nie bójmy się klęczeć wszędzie tam, gdzie uczy nas tego stara forma liturgii. Pamiętajmy, że przyklęknięcie nie tylko do Komunii Świętej, aby oddać należną cześć Najświętszym Postaciom, ale przy każdym kapłanie komunikującym w przestrzeni kościoła skutecznie przywraca wspólnocie świadomość czci Ciała Pańskiego.

Pielęgnujmy praktykę postu – w pierwszym rzędzie eucharystycznego, który wszak można praktykować według dawnych wskazań, w wymiarze trzech godzin, nie tylko przed Mszą w formie nadzwyczajnej. Warto też pamiętać o poście, który towarzyszy modlitwie i codziennej ascezie, jak na przykład obchody suchych dni. Wszystkie te przejawy czci i modlitewnego skupienia możemy dziś wnieść do zwyczajnych parafialnych celebracji z praktycznym pożytkiem dla całej wspólnoty, bo nie są one czymś zakazanym, a tylko zapomnianym.

Pierwszą nauczycielką świeckiej ars celebrandi jest Maryja, która stała pod Krzyżem – zbolała, współcierpiąca, pełna wiary i adoracji. Nie zamknęła się w izdebce, by nie patrzeć na barbarzyństwo wobec Syna, nie padła z płaczem na poduszki, nie obraziła się na świat, ale szła krok w krok za Chrystusem przez Mękę i Śmierć aż po Zmartwychwstanie. W Maryi widzę milczącą odpowiedź na motu proprio Traditionis custodes.

Idźmy za Chrystusem tam, gdzie On sam daje się prowadzić. W czasie, gdy jednym krótkim dokumentem zdelegalizowano podjętą przez Benedykta XVI wieloletnią dyskusję o wadze i znaczeniu starszej formy rytu i ciągłości tradycji – owocującą nowymi wspólnotami zakonnymi, powołaniami kapłańskimi i ożywieniem życia duchowego w krajach głęboko zlaicyzowanych, jak na przykład Francja – pozostaje nam jeszcze świadectwo milczących gestów.

Jakże aktualne dziś są słowa wspomnianego już Dom Cassiana Folsoma OSB: W dzisiejszych czasach, gdy katolickie rozumienie Eucharystii jest tak słabe, gdy wielu ludzi nawet nie wie, co przyjmuje, musimy koniecznie za pomocą gestów dawać świadectwo temu, w co wierzymy. Czyny mówią głośniej niż słowa! Klękajmy więc. Flectamus genua. Z uwagą, z namysłem, ze czcią. Wzmocni to naszą wiarę w realną obecność Chrystusa, da dobry przykład naszym dzieciom, będzie inspiracją dla innych katolików i zgorszy niewierzący świat.

Oto proroczy program dla wszystkich strażników Tradycji: wzmacniać swoją wiarę, dawać przykład dzieciom, inspirować innych katolików, a wreszcie – być zgorszeniem dla świata. A Pan, który zapoczątkował w was dobre dzieło, dokończy go (Flp 1, 6).

 

Kinga Wenklar – publicystka, doktor nauk humanistycznych.

Artykuł został opublikowany w 83. numerze magazynu „Polonia Christiana”.

Kategorie
Aktualności

Polonia Christiana nr 87: Rzplita 2.0 – Odrodzenie

Rzeczpospolita Obojga Narodów – czas świetności, który przemienił się w czas upadku i wymazania naszego państwa z mapy Europy. Czy dzisiaj jesteśmy mądrzejsi i bardziej przewidujący niż nasi przodkowie w XVIII wieku? Dlaczego trzeba dziś mówić o konieczności odrodzenia Rzeczpospolitej, a nie o zacementowaniu stanu obecnego, ewidentnie szkodzącego odnowieniu sił państwa podzielonego wewnętrznie i atakowanego z zewnątrz za trwanie przy chrześcijaństwie? Zapraszamy do lektury najnowszego numeru naszego pisma.

W 87. numerze magazynu „Polonia Christiana” wiodącym tematem jest przyszłość naszej Ojczyzny – nie tylko polityczna, ale także przyszłość Polski, mającej być ostoją polskości, z poszanowaniem tradycji, wiary i własnej historii. Czy z chwalebnych kart dziejów Polski oraz z błędów popełnianych z winy własnych obywateli i z powodu działań nieprzyjaciół zewnętrznych będziemy potrafili znaleźć drogi wyjścia z obecnej, niezwykle trudnej sytuacji geopolitycznej? Sytuacji – o czym warto pamiętać – w której nie znaleźliśmy się nagle po 24 lutego br., gdy Rosja zintensyfikowała w Europie działania militarne, trwające na Ukrainie przecież jawnie od 2014 roku (a odnosząc się do losów Naddniestrza czy Gruzji – nawet wcześniej).

Walka z niewiernymi

– Tym co do dzisiaj pociąga tak mocno wszystkich ludzi dobrej woli jest właśnie tradycja tamtej Rzeczpospolitej opartej na heroicznej postawie naszego króla Jana III Sobieskiego, jego husarii i ich walki nie tylko za swój kraj, ale i zagrożony świat chrześcijański – pisze Sławomir Skiba w artykule pt. „Ojczyzno, zbudź się!”.

Czy współcześnie, gdy widoczne jest zagrożenie wobec porządku moralnego, będącego przez wieki siłą naszego państwa, jesteśmy równie gotowi stanąć w obronie świata chrześcijańskiego?

W rosyjskiej agresji i skali okrucieństwa popełnianych na Ukrainie jak w soczewce skupiają się wszelkie oznaki diabelskiego działania, zaprzeczającego osiągnięciom cywilizacji chrześcijańskiej. Dla naszego narodu niezwykle istotne jest to, w jakim kierunku podążą wybory narodu sąsiadującego z nami od wschodu – Ukraińców. Miliony przebywających w Polsce obywateli Ukrainy mają wielką szansę poznania dziedzictwa kulturowego i religijnego, jakiego nasza Ojczyzna jest (jeszcze) depozytariuszem.

Dwa narody obok siebie

W tym kontekście trzeba przeczytać artykuł Romana Motoły pt. „Pomoc dla Ukrainy czy raczej ukrainizacja Polski?”, skłaniający do refleksji nad realnym wpływem kulturowym dorobku polskiego na dorobek ukraiński i odwrotnie.

– Na ulicach największych miast obcy język zdawał się dominować. Tak bardzo, że w końcu nieco starszym rodakom zaczęła nasuwać się analogia ze sztucznie kreowaną przed laty „przyjaźnią polsko – radziecką”. Miary absurdu, w tym przypadku tragicznego, dopełniło wykonanie na Jasnej Górze przez ukraińskie dzieci „Czerwonej kaliny”, czyli hymnu Strzelców Siczowych walczących u progu niepodległości Rzeczpospolitej przeciwko Orlętom Lwowskim. Pieśń przejęły zresztą później oddziały UPA, których „zasług” dla Polski nie trzeba przypominać – komentuje Roman Motoła.

Refleksja nad tym co dobre i płynie z serc Polaków wobec ukraińskiej tragedii XXI wieku nie może być oderwana od kontekstu historycznego, który naznaczony jest niewyjaśnieniem i nieukaraniem zbrodni dokonanych na Polakach przez UPA. Mówiąc o odrodzeniu Rzeczpospolitej nie możemy odcinać się do tego, co tę Rzeczpospolitą tworzyło i od tych, którzy o nią walczyli. Byłoby to bowiem jednocześnie zburzeniem fundamentów tradycji i tożsamości narodowej. Pomoc ludziom zza Buga, cierpiącym przez irracjonalne i amoralne działania Kremla, nie może burzyć tego, co polskie i wyrosłe z obecności Polski w kręgu kultury chrześcijańskiej. Nie może też być – w imię poprawności politycznej – unikane w debacie publicznej i w dialogu polsko – ukraińskim.

Tworzyć podstawy porozumienia

Jak ostrzega Jerzy Wolak, redaktor naczelny „Polonia Christiana”: „Ukrainopolska zaś zostanie z miejsca wciągnięta w realizację polityczno – cywilizacyjnej agendy jej atlantyckiego suzerena, obejmującej między innymi powszechną demoralizację, degenerację rodziny, promocję zboczeń i aborcji, forsowanie klimatycznych idiotyzmów, walkę z Kościołem katolickim. Nawet jeśli wzbudzi to sprzeciw Polaków, może okazać się, że nasi ukraińscy partnerzy nie widzą w tej materii żadnego problemu. I co? Nas jest niespełna czterdzieści milionów, ich nieco ponad czterdzieści – przegłosują nas.”

Musimy zrozumieć, że aby w Europie Środkowo – Wschodniej odrodziła się tytułowa „Rzplita 2.0” konieczne jest zachowanie kultury chrześcijańskiej nie tylko między Bugiem a Odrą, ale także w otoczeniu naszej Ojczyzny. Tymczasem na Starym Kontynencie czasy dla chrześcijan są coraz trudniejsze.

 – Czy chrześcijan w Europie XXI wieku czekają dalsze prześladowania? Nie wybiegając w przyszłość, podobieństw do opisanej powyżej sytuacji starożytnej nie brakuje już dziś. Nie brak też niepewności co do naszych losów – tak samo jak blisko dwa tysiące lat temu. Jedni upadają, inni kombinują, ale wiara potrzebuje przede wszystkim świadectw, których waga zadecyduje o przyszłości Kościoła – prognozuje Piotr Boroń w artykule „Pokuta potrzebna od zaraz”.

Dla ludzi wierzących i widzących spójność między ideami Kościoła Powszechnego a polskością jest jasne, że odrodzenie Rzeczpospolitej, któremu poświęcony jest temat przewodni najnowszego numeru magazynu „Polonia Christiana”, dokonać się może w zgodzie z chrześcijaństwem, a nie wbrew jemu. Zadaniem Polaków jest, aby to przesłanie rozumiano tak samo nad Wisłą, jak i nad Dnieprem, Dunajem, Sekwaną i Renem.

SPIS TREŚCI NUMERU

 

EDYTORIAL

            2          Jerzy Wolak Rzplita czy U-P A?

 

POLSKA

            3          Roman Motoła Pomoc dla Ukrainy czy raczej ukrainizacja Polski?

 

FELIETONY

            7          Valdis Grinsteins Sondażowa kompromitacja

            27        Bogusław Bajor Miłosierdzie oznaką słabości?

            34        Krystian Kratiuk Sól i cukier

            46        x. Roman Kneblewski Perfidne chamstwo!

 

ŚWIAT

            8          Jakub Majewski Afryka made in China

            12        Jakub Zgierski Czy czeka nas kryzys żywnościowy?

            15        Marcin Więckowski Miała być kampania wrześniowa, a wyszedł Afganistan

 

GOSPODARKA

            18        Pakiet (im)mobilności? Rozmowa z Piotrem Mikielem

            21        Jakub Wozinski Inflacja kłopotów

 

KOŚCIÓŁ

            24        Paweł Chmielewski Czekając na nowego Konstantyna

            28        Katarzyna Wozinska Gdy akceptacja udaje miłość bliźniego

            31        Piotr Boroń Pokuta potrzebna od zaraz

 

CYWILIZACJA

            35        Kinga Wenklar Tradycyjna żona. Przykład, świadectwo czy zwykły lans?

            38        Mariola Szymkiewicz Prosta wiara kosmonauty

            40        Andrzej Pilipiuk Przeszłość wraca czkawką…

            42        Jakub Wozinski Moderatorzy pandemicznej debaty

 

ORDO IURIS

            44        Jerzy Kwaśniewski Koniec aborcji w zasięgu ręki

 

TEMAT NUMERU: JAK ODRODZIĆ RZECZPOSPOLITĄ?

            47        Piotr Doerre Rzeczpospolita 2.0. Odrodzenie

            51        Sławomir Skiba Ojczyzno, zbudź się!

            55        Jacek Kowalski Rzecz Wielu Narodów

            58        Marcin Więckowski Nowy początek czy znów zmarnowana szansa?

            61        Jakub Majewski Sami wykujmy wielkość

 

CREDO

            64        o. Jan Strumiłowski OCist Nie chodzi o dialog i porozumienie

 

HISTORIA

            66        Andrzej Solak Straty uboczne

 

NASZE DZIEDZICTWO

            70        Jan Gać Dwie Akwileje

            74        Jacek Kowalski Czy Sarmaci podbili polskich chłopów?

 

ŚWIAT Z INNEJ STRONY

            78        Jakub Majewski Elegia dla metropolii

 

KU BOGU W WIEKU NIEWIARY

            82        Grzegorz Górny Od Śródziemia do Nowego Jeruzalem

 

PRAWDA, DOBRO, PIĘKNO

            84        Jacek Ożóg Święta dla całego świata

            86        Jakub Skoczylas Rewolucyjny brak umiaru

            88        Leonard Przybysz Żuraw i wróbel

            90        Michał Patryarcha Spotkanie z Wielką Muzyką

 

DOBRE CZYTANIE

            92        Piotr Podlecki Czerwone srebrniki Judasza

 

WOKÓŁ KUCHNI

            94        Dorota Matacz-Bajor Pan i pani kompot

 

KRZYŻOWIEC XX WIEKU

            96        Plinio Corrêa de Oliveira Wartość własności prywatnej

 

Kategorie
Środowiska-zwyczaje-cywilizacja

Jakub Wozinski: Inflacja kłopotów

Narastający problem wysokiej inflacji – którego oznak szczególnie doświadczamy w Polsce – nie jest zagadnieniem tylko i wyłącznie ekonomicznym. Galopująca inflacja przyczynia się do znacznych zawirowań w całym życiu gospodarczym – pisze na łamach „Polonia Christiana” dr Jakub Wozinski.

Galopujący wzrost cen to problem, z którym musi się ostatnio mierzyć nie tylko Polska, ale w zasadzie cały świat. Tego rodzaju sytuacja jest swego rodzaju ewenementem, ponieważ jeszcze nigdy zjawisko to nie występowało w sposób tak równomierny w skali całego globu. I choć teoretycznie obecnie uśredniona wartość światowej inflacji wynosząca około 9,2 procent (dane z marca 2022 roku) pozostaje wciąż niższa niż w szczytowym momencie lat siedemdziesiątych ubiegłego wieku, gdy w sięgała ponad 15 procent, wszyscy mają świadomość, że najgorsze dopiero przed nami. W przeciwieństwie bowiem do tego, co działo się przed półwieczem, obecnie czynników nakręcających inflację jest znacznie więcej. Gdy poprzednim razem świat przeżywał inflacyjny szok, nikt nie myślał jeszcze o wprowadzaniu radykalnej zielonej polityki zeroemisyjności ani o zamykaniu gospodarki pod pretekstem walki z wirusami.

To nie katastrofa naturalna

Warto stale przypominać, że inflacja nie jest nigdy „katastrofą naturalną”, a jej występowanie nie wynika wcale z przyczyn niezależnych od rządzących. Inflacja jest przede wszystkim zjawiskiem monetarnym, to znaczy: wynika wprost z takich, a nie innych decyzji osób mających największy wpływ na politykę finansową najważniejszych instytucji państwa. Rządzący lubią oczywiście znajdować dla wyrywającej się im spod kontroli inflacji rozmaite wytłumaczenia, lecz odpowiedzialność leży, niestety, głównie po ich stronie.

Przez ostatnie lata można było odnieść złudne wrażenie, że galopujący wzrost cen to zjawisko typowe dla republik bananowych lub krajów, które pogrążyły się w koszmarze socjalizmu. Powszechnie zakładano, że zaawansowana wiedza ekonomiczna w połączeniu ze stabilnym systemem politycznym są w stanie zapobiec wyrwaniu się wzrostu cen spod kontroli. Dziś jesteśmy niestety świadkami upadku tego mitu, a cały świat zaczyna coraz bardziej przypominać znajdującą się od wielu lat w permanentnym stanie bankructwa i zmagającą się z szalejącą inflacją Argentynę.

Jeszcze niedawno niekontrolowany wzrost cen w tym południowoamerykańskim kraju stanowił rodzaj ciekawostki, o której można było przeczytać w prasie lub internetowym serwisie. W najbliższym czasie należy się niestety spodziewać, że również i nasza gospodarka będzie przyjmować coraz więcej cech argentyńskich, gdyż nasza rodzima stopa inflacji wkracza właśnie w rejony typowe dla Argentyny przed siedmioma laty. Co prawda rządowe prognozy zakładają, że inflacja w Polsce ma zacząć wyraźnie spadać w perspektywie dwóch do trzech lat, lecz i tak już przy obecnym wzroście cen (12,3 procent w kwietniu) możemy mówić o naprawdę poważnych problemach.

Permanentna tymczasowość

Absolutnym mitem jest twierdzenie, że prawdziwy dramat dla społeczeństwa stanowi dopiero hiperinflacja (występująca umownie, gdy wzrost cen wynosi przez kilka miesięcy przynajmniej 50 procent). Wielkie trudności bowiem zaczynają się już wtedy, gdy inflacja wynosi przynajmniej 10 procent. Gdy za wzrostem cen nie nadąża wzrost płac, obywatele dość szybko zaczynają odczuwać specyficzną tymczasowość wszystkiego, z czym mają do czynienia. Wszelkiego rodzaju długofalowe rachunki i plany zaczynają tracić sens, a społeczeństwo zaczyna skupiać się na tym, aby w miarę możliwości gromadzić zapasy podstawowych dóbr w obawie, że niebawem staną się one niedostępne lub zbyt drogie.

Utrzymująca się przez długi czas wysoka inflacja przyczynia się również do tego, że u znacznej części osób, które nie są w stanie zabezpieczyć swojego majątku przy pomocy odpowiednich inwestycji, rodzi się wielkie poczucie krzywdy. W Polsce odkładanie środków na czarną godzinę w rodzimej walucie przez większą cześć minionego wieku nie miało sensu. Dopiero stosunkowo niedawno znaczna część społeczeństwa zmieniła nastawienie, zakładając, że marazm ery komunizmu i hiperinflacja transformacji ustrojowej odeszły już na zawsze do przeszłości. Gdyby teraz wielka fala inflacji miała po raz kolejny zniszczyć oszczędności społeczeństwa, które dopiero co uwierzyło, że odkładanie ma sens, doprowadziłoby do to zniszczenia dorobku kilku dekad.

Brudny Harry

Wedle badań przeprowadzonych przez profesora kryminologii z Uniwersytetu Missouri Richarda Rosenfelda, wysoki poziom inflacji koreluje z ilością dokonywanych przestępstw. Jego zdaniem zjawisko większej ilości zabójstw, rozbojów i innych aktów przemocy nie jest wcale typowe dla każdego okresu gorszej koniunktury, gdyż na przykład Wielki Kryzys w Ameryce, choć wiązał się z bardzo wysokim bezrobociem, nie przełożył się automatycznie na większą skalę przestępczości, ponieważ w USA panowała wówczas na ogół deflacja. Najbardziej inflacyjne były za to lata siedemdziesiąte, które zaowocowały rozkwitem kina gangsterskiego. Krajobraz ulic San Francisco znany z serii filmów o Brudnym Harrym nie był niestety tylko artystyczną kreacją, lecz odwzorowywał w pewnym stopniu ogólny stan zwiększonej przestępczości. W Polsce szczególne nasilenie działalności grup mafijnych z Pruszkowa czy Wołomina przypada również na czasy, gdy inflacja wynosiła zdecydowanie powyżej 10 procent.

Spadek wartości rodzimej waluty może jednocześnie przyczynić się do tego, że w społeczeństwie zdecydowanie wzrośnie poparcie dla przyjęcia waluty euro. Realizacja takiego scenariusza byłaby wielkim zagrożeniem dla naszej suwerenności, której jednym z filarów niezmiennie wciąż pozostaje złotówka. Zapewnienie odpowiedniej siły nabywczej naszej walucie powinno stanowić jeden z absolutnych priorytetów, gdyż w razie powszechnego rozczarowania nią koszty polityczne mogą być ogromne.

To się da powstrzymać

Powstrzymanie wzrostu inflacji jest zawsze możliwe, lecz wymaga żelaznej dyscypliny i przejścia przez trudny okres nakładania różnego rodzaju samoograniczeń. O tego rodzaju dyscyplinę, niestety, zazwyczaj nie jest łatwo, gdyż galopujący wzrost cen wzmaga społeczną frustrację oraz roszczenia przeciwdziałania mu poprzez udzielanie różnego rodzaju świadczeń z publicznej kasy. Istnieje ryzyko, że pragnąc zniwelować skutki inflacji dla różnego rodzaju grup społecznych (między innymi kredytobiorców), rządzący zatracą się w stale rosnących wydatkach publicznych, które przecież są zawsze jedną z głównych przyczyn występowania wysokiej inflacji.

Co więcej, gdy wysoka inflacja zaczyna zbierać swoje żniwo i pozbawiać oszczędności miliony osób, nastroje społeczne się radykalizują, a w warunkach demokratycznych bardzo łatwo o rozkręcenie licytacji nieodpowiedzialnych i populistycznych obietnic.

Z wysoką inflacją warto walczyć na wszelkie możliwe sposoby, gdyż wyrwawszy się spod kontroli, przypomina ona dżina, który uciekł z butelki i wyrządza szkody, gdzie tylko może. Czasu nie da się już cofnąć, ale rządzący mogą jeszcze uczynić wiele, aby społeczeństwu oszczędzić o wiele większego dramatu.

 

Jakub Wozinski – publicysta, tłumacz, autor książek, m.in. Dzieje kapitalizmu.

Artykuł został opublikowany w 87. numerze magazynu „Polonia Christiana”.