Kategorie
Aktualności

Rosji rozumem nie pojmiesz? Wyjątkowy „Klub” z wyjątkowym gościem w Krakowie

Klub „Polonia Christiana” zaprasza na wyjątkowe spotkanie poświęcone analizie bieżącej sytuacji międzynarodowej, ze szczególnym uwzględnieniem agresji militarnej Rosji na Ukrainę. Naszym gościem w Krakowie będzie ceniona historyk, której liczne prace naukowe znalazły uznanie zarówno w Polsce, jak i na Zachodzie. Nie może przy tym dziwić, iż dr Ewa Kurek trafiła jednocześnie na celownik lewicowych mediów, które z pryncypialnością krytykują badaczy niezależnych, wymykających się z ram politycznej poprawności.

Dr Ewa Kurek to historyk specjalizująca się w stosunkach polsko-żydowskich oraz najnowszej historii Polski i Europy. Ukończyła Katolicki Uniwersytet Lubelski.  Jest także autorką scenariuszy i reżyserem pięciu filmów dokumentalnych.

Warto zaznaczyć, że trzy książki dr Ewy Kurek zostały przetłumaczone na język angielski i wydane na Zachodzie. Do publikacji zatytułowanej „Dzieci żydowskie w klasztorach” wstęp napisał prof. Jan Karski, odznaczony pośmiertnie Prezydenckim Medalem Wolności, nadanym przez Prezydenta Stanów Zjednoczonych za zasługi w ratowaniu polskich Żydów.

Najgłośniejszą z jej dotychczasowych publikacji była niewątpliwie książka „Jedwabne – anatomia kłamstwa”. Na podstawie własnych badań i oceny zebranego dotąd materiału, autorka wysunęła wniosek, iż zbrodnia w Jedwabnem nie zostanie w pełni wyjaśniona bez dokończenia ekshumacji ciał ofiar.

Nasza prelegentka jest także aktywnym komentatorem spraw publicznych. Zabiera głos w tematach dotyczących historii społecznej, polityki historycznej i stosunków dyplomatycznych. Kilkukrotnie była już gościem naszych „Klubów”, aczkolwiek temat, który obecnie awizujemy, będzie wykładem zaprezentowanym po raz pierwszy naszej publiczności.

Spotkanie Klubu „Polonia Christiana” zatytułowane „„Rosji rozumem nie pojmiesz? Wszystko o czym warto wiedzieć w czasie wojny na Ukrainie” z dr Ewą Kurek odbędzie się w czwartek 26 maja o godz. 18:00 w sali konferencyjnej Hotelu Miodosytnia (poziom -1). Hotel jest zlokalizowany przy ul. św. Wawrzyńca 6, w niedalekim sąsiedztwie przystanków Plac Wolnica i Wawrzyńca. Zapraszamy Państwa do licznego uczestnictwa – wstęp wolny!

Kategorie
Aktualności

Prof. Mieczysław Ryba wystąpi w warszawskim Klubie „Polonia Christiana”

Ukraina w XX i XXI wieku – jak na przestrzeni wielu dekad zmieniało się położenie geopolityczne oraz kultura i religia kraju, który obecnie stawia czoła imperialnej agresji Rosji? Tym rozważaniom będzie poświęcony nowy wykład dr. hab. prof. KUL Mieczysława Ryby, który wygłosi w warszawskim Klubie „Polonia Christiana”. Serdecznie zapraszamy już w czwartek 12 maja 2022 r.

Profesor Mieczysław Ryba jest wieloletnim wykładowcą Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego im. św. Jana Pawła II oraz Akademii Kultury Społecznej i Medialnej w Toruniu. Jest również członkiem Kolegium Instytutu Pamięci Narodowej.

W ostatnim czasie nasz prelegent opublikował książkę pt. „Kościół i państwo na Kresach Południowo-Wschodnich II Rzeczypospolitej”. Ta naukowa publikacja jest wynikiem jego zainteresowań naukowych, które szczególnie ogniskują się wokół terenów, na których występowała zacięta rywalizacja polsko-ukraińska o sympatie miejscowej ludności. Mowa zatem o dawnej Galicji Wschodniej łącznie z zachodnią Łemkowszczyzną oraz o części dawnego zaboru rosyjskiego, tj. Wołyniu, południowym Polesiu, Podlasiu oraz Chełmszczyźnie.

Zapraszamy Państwa do udziału w spotkaniu zatytułowanym „Ukraina w XX i XXI wieku. Geopolityka, kultura, religia”, podczas którego prelekcję wygłosi dr hab. prof. KUL Mieczysław Ryba. Spotykamy się 12 maja 2022 r. (czwartek) o godz. 18:00 w sali konferencyjnej Domu Literatury przy ul. Krakowskie Przedmieście 87/89. Przypominamy, że na wszystkie spotkania Klubu „Polonia Christiana” w Warszawie wstęp jest wolny.

 

Klub „Polonia Christiana” w Warszawie

Kategorie
Środowiska-zwyczaje-cywilizacja

Marek Kornat: wojna na Ukrainie to odbudowa moskiewskiego imperium. Polska kolejnym celem?

Przekraczanie kolejnych granic moralnych i prawnych przez wojska Federacji Rosyjskiej podczas wojny na Ukrainie zmusza nas do postawienia sobie pytania o to, czy kremlowski satrapa sam zatrzyma rozpętane przez siebie szaleństwo. – Rosja śmiało i odważnie realizuje swoje cele, a wśród tych celów jest oczywiście restytucja imperium sowieckiego – mówił w programie PCh24TV prof. dr hab. Marek Kornat. Według sowietologa i historyka, po Ukrainie następnym celem będzie Polska, a nie kraje nadbałtyckie, a do wywierania siłowej presji na nasz kraj zostanie maksymalnie wykorzystany obszar Białorusi.

Wojna na Ukrainie i jej konsekwencje dla Polski

– O tym, że planowany jest podbój Ukrainy, wiadomo było od dawna – komentował ostatnie wydarzenia na wschodzie Europy profesor Kornat. Wojna na Ukrainie stała się szybko konfliktem pełnowymiarowym, który rodzi poważne konsekwencje. Gość PCh24TV dodał, że w wizję odbudowywanego przez Władimira Putina imperium, czerpiącego wzory z czasów sowieckich, wpisują się: uzależniony Kazachstan, zdominowana Białoruś (która w tej chwili jest kolonią) i podbita Ukraina, stanowiące wraz z Rosją rdzeń odbudowanego moskiewskiego imperium.

Profesor Marek Kornat, który był gościem redaktora Tomasza Kolanka, wskazał, że w nakreślonej przez siebie polityce restytucji imperium rosyjski przywódca jest już bardzo blisko celu, a Rosja jest mocarstwem urzeczywistniającym długofalową politykę siły, nawet racjonalną politykę siły, widząc jednocześnie bezprecedensową słabość Zachodu.

– Przywódca Stanów Zjednoczonych jest człowiekiem całkowicie pozbawionym jakiejkolwiek inicjatywy, myśli. Z jego strony nie można oczekiwać, że słowa, którymi grozi, wesprze jakąś demonstracją siły – skonstatował prof. Marek Kornat. W jego opinii Niemcy pomagają Rosji z całych sił w ramach przemyślanego planu.

Na pytanie redaktora Tomasza Kolana, powołującego się na treści zawarte w książce prof. Bogdana Musiała pt. „Na Zachód po trupach Polski”, o to, kto jest twórcą tej polityki Rosji, gość redakcyjnej rozmowy PCh24.pl stwierdził, że Putin jest uczniem Stalina.

– Putin stwierdził, że Lenin nie był mężem stanu, tylko rewolucjonistą, a Stalin był wielki, bo stworzył wielkie państwo, które trzęsło połową świata. Racjonalnej polityce siły Rosji jednoznacznie patronuje Stalin – uważa prof. Kornat.

Jak według Putina ma wyglądać odbudowane imperium rosyjskie?

Pełna odbudowa imperialnych wpływów Rosji wymagałaby politycznego odzyskania krajów Kaukazu, Azji Środkowej, republik nadbałtyckich i krajów Europy Środkowej, o czym mówił prezydent Polski Lech Kaczyński. Zdaniem prof. Marka Kornata, Putin w ostatnich tygodniach dokonał korekty tych planów i obecnie koncentruje się na podboju Ukrainy. Dokonać się to ma poprzez instalację w Kijowie rządu prorosyjskiego, a ten rząd zawrze w przyszłości traktat o granicach i przyjaźni z Rosją i odstąpi Rosji określone terytoria.

W dalszej sekwencji wydarzeń rozmówca red. Kolanka wskazuje na Polskę (a nie kraje nadbałtyckie), jako kolejny cel Federacji Rosyjskiej, ponieważ po zdobyciu Polski Litwa, Łotwa i Estonia nie będą miały zdolności do obrony swojej suwerenności i łatwo będzie Moskwie po nie sięgnąć.

Na to, że po Ukrainie przyjdzie czas właśnie na Polskę wskazują żądania Putina stawiane już publicznie naszej Ojczyźnie. Tak należy rozumieć słowa kremlowskiego satrapy, który od grudnia ubiegłego roku mówi o neutralizacji Ukrainy oraz o całkowitym wycofaniu wojski i instalacji obronnych NATO z terytorium Polski.

– Jeśli Polska nie spełni tego warunku, a nie sądzę żeby miała ochotę, będzie krajem narażonym na uderzenie wroga w momencie, który on sobie wybierze. Racjonalność nakazuje, aby Polsce nie dać za dużo czasu na dozbrojenie się tylko raczej wejść z nią w konflikt wcześniej niż później. Czas nie pracuje tu na korzyść Rosji, tylko Polski – ostrzega profesor Marek Kornat.

 

Poniżej link do całości rozmowy – gorąco polecamy ją Państwa uwadze:

Kategorie
Aktualności

Globalizm atakuje – bez względu na Ukrainę. Niezwykle ważny temat najbliższych Klubów „Polonia Christiana”

Nasze przedszkola, szkoły i uczelnie wyższe stały się polem szczególnie intensywnej indoktrynacji nową ideologią. Co kryje się pod hasłem tzw. zrównoważonego rozwoju? Dr Aldona Ciborowska podczas najbliższych spotkań w ramach Klubu „Polonia Christiana” opowie o związanych z tym zagrożeniach w systemie edukacji, których nie zniwelowała nawet wojna na Ukrainie. Od 15 do 16 marca będziemy obecni w dwóch miastach.

Agenda promotorów globalizacji i realizacji zasad tzw. zrównoważonego rozwoju realizowana jest od kilku lat na szczeblu międzynarodowym. Poszczególne punkty tego planu pokrywają się w wielu miejscach z celami rewolucji energetycznej (zwanej oficjalnie „zielonym ładem” lub „walką ze zmianami klimatu”). Pod zgrabnie ułożonymi hasłami i nazwami ukryto jednak iście diabelski plan wyrugowania cywilizacji chrześcijańskiej i stworzenia nowego człowieka. Dla osiągnięcia swojego celu ideolodzy zrównoważonego rozwoju zaprzęgli edukację aby formatować młode pokolenie w duchu rewolucyjnych zmian. O szczegółach planów kasty globalistów opowiedzą w  Rybniku i Opolu zaproszeni przez nas prelegenci.

Naszym gościem podczas najbliższych Klubów „Polonia Christiana” w Opolu i Rybniku będzie naukowiec i zarazem ekspert w zakresie badań nad celami zrównoważonego rozwoju i instytucjami realizacji globalnych agend społeczno-ekonomicznych. Dr Aldona Ciborowska znana jest zarówno odbiorcom naszych mediów – portalu PCh24.pl i telewizji internetowej PCh24TV – jak też i czytelnikom „Naszego Dziennika”, „Magna Polonia” oraz środowisku Katolickiego Stowarzyszenia Dziennikarzy. Teraz przyjęła zaproszenie do wygłoszenia referatu w naszych dwóch Klubach. Dodatkowo, w Opolu i Rybniku naszym drugim prelegentem będzie człowiek świetnie zorientowany w praktyce edukacji szkolnej – brat Tadeusz Ruciński.

Klub „Polonia Christiana” w Opolu odbędzie się we wtorek 15 marca 2022 r. o godz. 18:00. Wydarzenie odbędzie się w Centrum Dialogu Obywatelskiego w Opolu, przy ul. Damrota 1 (róg ul. Krakowskiej). Wystąpią tam dr Aldona Ciborowska i br. Tadeusz Ruciński.

Z kolei rybnicki Klub „Polonia Christiana” – z udziałem dr Ciborowskiej i br. Rucińskiego – zaprasza na spotkanie w środę 16 marca 2022 r. o godz. 18:00 do Hotelu Politańskiego (ul. Sosnowa 5, Rybnik). Na wszystkie Kluby „Polonia Christiana” wstęp wolny!

 

PoloniaChristiana.org

Kategorie
Środowiska-zwyczaje-cywilizacja

Jerzy Wolak: gdy wybuchnie wojna, w Polsce zapłoną kościoły

Jeżeli w najbliższej przyszłości wybuchnie poważna wojna na dużą skalę – obojętnie czy na naszej granicy państwowej, czy też gdzieś w dalekim świecie – w Polsce uderzy ona przede wszystkim w Kościół. Od wschodu i od zachodu otaczają nas wszak siły, którym polski katolicyzm – w skali światowej jeszcze bardzo żarliwy i bezkompromisowy – jest solą w oku. Podobnie zresztą jak wcale niemałej rzeszy ich kamratów w kraju. Jeśli wierzyć internetowym wynurzeniom, po polskiej ziemi niemało stąpa takich, co aż przebierają nogami z niecierpliwości, by wreszcie zdarzył się czas, kiedy wzorem hiszpańskiej komunistki Dolores Ibárruri Gómez, która miała własnymi zębami przegryźć gardło księdzu, będą mogli ruszyć hurmem na plebanie i kurie…

Jeżeli Polskę napadnie wróg zewnętrzny i Amerykanie nie zechcą nas bronić – zapłoną kościoły. To chyba oczywiste i nie trzeba tej myśli rozwijać. Jeżeli jednak Amerykanie zabiorą się do obrony naszej ziemi, miejmy się na baczności, bo wtedy… również zapłoną kościoły. Przypomnijmy sobie tylko, że we wszystkich wojnach, w które włączały się Stany Zjednoczone – nie jako agresor, lecz jako obrońca – najmocniej cierpiał Kościół katolicki. Tak było w Meksyku, na Kubie i Filipinach w XIX wieku, tak było w Korei i Wietnamie w wieku XX i tak samo jest do dziś na Bliskim Wschodzie, gdzie wskutek amerykańskiej interwencji na rzecz demokratyzacji regionu liczba chrześcijan spadła o ponad dziewięćdziesiąt procent w stosunku do stanu z czasów panowania tyrańskich reżimów. Warto mieć te fakty na uwadze.

A jeżeli pogryzą się ze sobą wielcy tego świata gdzieś na Morzu Południowochińskim? To również nie przejdzie to bez echa nad Wisłą. Naród podzielony światopoglądowo niemal dokładnie na pół łatwo może stanąć w obliczu sytuacji jak żywcem wyjętej z ostatniego zajazdu na Litwie, gdy

Cesarz francuski stąd przyciąga, a stamtąd car ruski:

Więc wojna;

Car z cesarzem, królowie z królami

Pójdą za łby, jak zwykle między monarchami.

A nam czy siedzieć cicho?

Gdy wielki wielkiego będzie dusić:

my duśmy mniejszych, każdy swego.

Z góry i z dołu, wielcy wielkich, małych mali

Bez względu na szczegółowy scenariusz przyszłej wojny możemy mieć pewność, że wciągnięcie Rzeczypospolitej w jej niszczycielski wir będzie jednym z priorytetów antychrześcijańskiej Rewolucji. Zaprawdę, z jej perspektywy poważne osłabienie, a kto wie, może i unicestwienie ostatniego na Zachodzie katolickiego kraju (pozornie tylko i chwilowo niewiele znaczącego, a w istocie dysponującego wciąż groźnym potencjałem i na dodatek notującego ostatnio wzrost tendencji kontrrewolucyjnych) stanowi wartość nieporównanie większą niż przewaga tej czy innej ze światowych potęg, które i tak Złemu są poddane (Łk 4, 6).

Każdy, kto oczyma duszy ogarnia szerszy horyzont, przyzna bez wahania, że zguba katolickiej Polski napełniłaby siewcę wojen z piekielnych czeluści niewysłowioną rozkoszą. On przecież wie, że stąd wyjdzie iskra

Jerzy Wolak

Artykuł został opublikowany w 84. numerze magazynu „Polonia Christiana”.

Kategorie
Środowiska-zwyczaje-cywilizacja

Jerzy Wolak: Kościół, rabacja i zombie

Oburzamy się na Ukraińców za Wołyń, na Niemców za Auschwitz, na Rosjan za Katyń. I słusznie – bo zbrodnia to rzecz oburzająca. W swym oburzeniu jednak patrzymy na nich nieco z góry, tłumacząc zbrodnicze inklinacje czy to niedostateczną łacińskością ich cywilizacji, czy skazą na religii, bo przecież my Polacy i katolicy (rzymscy) do podobnych ekscesów niejako organicznie nie jesteśmy zdolni. Czyżby?

Z tym się nijak zgodzić nie można. Po prostu myśmy wszystko zapomnieli (i nie lubimy, gdy nam ktoś przypomina), a tu jak raz niechlubny jubileusz – nawet dosyć okrągły: stusiedemdziesięciopięcioletni – galicyjskiej rabacji, w której czysty etnicznie Polak po rzymskokatolicku wychowany podniósł Kainową rękę na takiego samego Polaka, by we krwi jego ubabrać się po łokcie.

W roku 1846 większość etnicznie polskiej ludności zachodniej Galicji, podburzona przez zagranicznych urzędników, z nieokiełznaną wściekłością rzuciła się na mniejszość (etnicznie nie mniej polską), od której różnił ją światopogląd, szerokość horyzontów i świadomość narodowa – z zamiarem jej całkowitego unicestwienia. W ruch poszły kosy, siekiery, kłonice. Spojeni gorzałką przez etnicznie niepolskich karczmarzy (z których notabene nie zginął w rozruchach ani jeden) „ludowi trybuni” dopuścili się niewyobrażalnego bestialstwa.

Mego dziadka piłą rżnęli…

Mego ojca gdzieś zadźgali,

(…) kijakami, motykami

krwawiącego przez lód gnali

Wspomnienie tych scen powinno niepokoić – właśnie tu i teraz. Albowiem sytuacje ówczesna i obecna tchną wymowną analogią. Oto dziś istotna część polskojęzycznego ludu – która od polskości odżegnuje się, jak tylko może, chłonąc z lubością retorykę zagranicznych władz i ośrodków formowania opinii publicznej; którą mierzi rodzima tradycja, a zachwyca „europejczykowska” nowoczesność – już zaciska pięści w niepohamowanej wrogości. Zgrzyt ich zębów niesie się po mediach, internet kipi nienawiścią. Przede wszystkim do Kościoła katolickiego – gdyż siły ciemności doskonale wiedzą, jak najskuteczniej podciąć fundament wszelkiego ładu.

Podczas rabacji część księży ocalała, bo ktoś przecież musiał odprawić Mszę, na której oprawcy chcieli się pokazać w zrabowanych kontuszach. Dziś też ocalałaby garstka, ale tylko do chwili, w której opadną figowe liski. Reszta ma zawisnąć na dzwonnicach – tak piszą na internetowych forach sukcesorzy Jakuba Szeli.

W powietrzu czuć zapach krwi. Pod czaszkami wirują obrazy rozmaitych „nocy oczyszczenia” niestrudzenie suflowanych z Hollywoodu…

Tylko czekać, aż ziszczą się zalewające nasze ekrany filmy o zombie (bo filmy ukazujące ciemne proroctwa ziszczają się z zadziwiającą dokładnością). Tyko czekać, aż horda żywych trupów (bo kto pozwoli diabłu sterować swoją duszą, ten w istocie jest trupem, choć oddycha) zerwie się i ruszy w szalonym pędzie przegryzać gardła „polokom”, „katolom”, „płaskoziemcom”…

 

Jerzy Wolak

Artykuł został opublikowany w 82. numerze magazynu „Polonia Christiana”.

Kategorie
Środowiska-zwyczaje-cywilizacja

Jan Bereza: Polska jest nasza

Polska nasza: jak masowy przyjazd Ukraińców zmienił sąsiedni kraj – tak zatytułował ukraiński portal „Ewropejska Prawda” artykuł o zmianach demograficznych w Polsce spowodowanych masową emigracją zza Buga. Przytaczając opinie osób na najwyższych urzędach w Polsce, ukraiński portal przyznał, że w Polsce na pobyt czasowy i stały może przebywać od dwóch do dwóch i pół miliona Ukraińców. Przy niespełna trzydziestu ośmiu milionach obywateli Polski taka liczba oznaczałaby, że nowo przybyli Ukraińcy stanowią blisko siedem procent populacji naszego kraju.

Jaka jest liczba Ukraińców w Polsce?

Jeśli za bardziej wiarygodne uznać „policzenie” Ukraińców smartfonami, to według publikacji „Ewropejskiej Prawdy” szacunkowa liczba przybyszów zza Buga wynosiłaby 1,3 mln. Tyle bowiem osób posługuje się aplikacjami w języku rosyjskim lub ukraińskim i przynajmniej jeden raz w roku przekracza granicę polsko-ukraińską. Innymi danymi, na podstawie których można potwierdzić lawinowy przyrost przebywających w Polsce Ukraińców, są wydane oficjalne zezwolenia na pobyt w Polsce oraz liczba płatników składek do ZUS, których w drugiej połowie 2019 roku było już pół miliona. Opłacanie składek daje bowiem możliwość korzystania z przywilejów osób ubezpieczonych, w tym między innymi prawa do emerytury wypłacanej w Polsce.

Przewrót polityczny na Ukrainie w roku 2014, trudna sytuacja gospodarcza i brak wiary w lepsze życie nad Dnieprem wypchnęły miliony Ukraińców za granicę. Dane Banku Światowego mówią o 6 mln imigrantów zarobkowych z Ukrainy, którzy drogą bankową przesłali nad Dniepr 14 mld dolarów amerykańskich (co odpowiadało 14 procentom PKB państwa ukraińskiego – przypis autora) – donosi portal „Hromadske.ua”. Gdyby uwzględnić także przywożoną do domów gotówkę, kwota ta z pewnością przekroczyłaby 20 mld dolarów amerykańskich.

W Polsce co piąta firma zatrudnia obywatela Ukrainy, a język ukraiński i rosyjski słyszymy nawet w małych miasteczkach, gdzie sąsiedzi ze wschodu znaleźli pracę. W dużych miastach Ukraińcy stanowią znaczną część mieszkańców, szacowaną najczęściej na około 10 procent. Duży jest również udział studentów z Ukrainy na polskich uczelniach. Nic więc dziwnego, że o nowym zjawisku społecznym napisano w Polsce już wiele. Mało jednak wiemy, jak o obecności Ukraińców w Polsce piszą media ukraińskie, w których nasz kraj podawany jest często jako przykład rozwoju ekonomicznego i udanych reform, które chcieliby u siebie przeprowadzić nasi sąsiedzi. W wielu obszarach zarządzania państwem Ukraina wzoruje się na Polsce, a przykładem może być wdrażana obecnie reforma samorządowa, oparta na stworzeniu trzech szczebli samorządowych.

Niestety, media ukraińskie chętnie rozdmuchują także przykłady różnych wybryków chuligańskich, których ofiarami padają obywatele ich kraju, oszczędnie traktując o zdarzeniach, których negatywnymi bohaterami są Ukraińcy.

Mały Kijów nad Odrą

Z danych z jesieni 2019 roku wynika, że na 611,2 tys. osób zameldowanych na pobyt stały i czasowy we Wrocławiu jest 17,2 tys. obcokrajowców. Ponad połowę z nich stanowią Ukraińcy (około 9,9 tys. osób). Kolejne miejsca zajmują Białorusini (1165 zameldowanych), Rosjanie (624 zameldowanych) i Hindusi (509 zameldowanych). Dominację Ukraińców widać także w szkołach – do szkół podstawowych i ponadpodstawowych prowadzonych przez miasto Wrocław uczęszczało pod koniec 2019 roku 2787 dzieci obcokrajowców, w tej liczbie 2318 dzieci obywateli Ukrainy. Tyle oficjalne dane z Urzędu Miejskiego Wrocławia, które daleko odbiegają od informacji prasowych i tego, z czym spotykają się wrocławianie w firmach, sklepach i na ulicach.

Ukraiński portal „Ewropejska Prawda” ocenia, że we Wrocławiu mieszka nawet do 100 tysięcy obywateli Ukrainy, co stanowiłoby już 16 procent ludności miasta. Dlatego też wrocławską dzielnicę Krzyki nazywa żartobliwie małym Kijowem. Nadając w ukraińskim medium Wrocławowi tytuł lidera integracji, brano pod uwagę różne inicjatywy, które mają sprawiać, by sąsiedzi zza wschodniej granicy czuli się w stolicy Dolnego Śląska jak najlepiej.

Należą do nich: powołanie pełnomocnika prezydenta do spraw mieszkańców pochodzenia ukraińskiego, gorąca linia w urzędzie, służąca zgłaszaniu napisów określanych mianem „mowy nienawiści”, klasy adaptacyjne dla dzieci cudzoziemców uruchomione w siedmiu wrocławskich szkołach, wersja ukraińska strony internetowej miasta Wrocławia, trzy kina emitujące filmy z ukraińskim dubbingiem, dostęp do książek w języku ukraińskim w 40 oddziałach miejskiej biblioteki, audycje w lokalnej stacji radiowej czy instrukcje obsługi automatów do sprzedaży biletów komunikacji miejskiej w języku ukraińskim.

W roku 2019 do głosowania nad zadaniami w budżecie obywatelskim miasta Wrocławia dopuszczono także mieszkańców niebędących obywatelami polskimi. Wrocław, do którego po drugiej wojnie światowej wysiedlono wielu mieszkańców Lwowa, mógłby być dobrym przykładem dla lwowskiego magistratu, ponieważ Polacy mieszkający od wieków we Lwowie do tej pory nie mogą liczyć na taką samą przychylność władz tego miasta.

Tam dom, gdzie rodzina

Wybuch wojny w Donbasie tylko w części był przyczyną fali emigracji z Ukrainy po roku 2014. Trudność w oszacowania liczby faktycznie przybyłych do Polski obywateli Ukrainy wynika między innymi z wprowadzenia przez UE ruchu bezwizowego z tym państwem w czerwcu 2017 roku oraz ułatwienia w uzyskaniu zezwolenia na pracę w Polsce dla obywateli krajów spoza UE.

Napływ młodych ludzi do szkół w Polsce to przekroczenie Rubikonu Unii Europejskiej – polska matura otwiera drogę do uczelni w UE, dyplom polskich szkół wyższych pozwala zdobyć uprawnienia do wykonywania lepiej płatnych zawodów w krajach Wspólnoty. W roku akademickim 2017/2018 na 72,7 tys. studentów zagranicznych w Polsce ponad połowę (37,8 tys.) stanowili studenci z Ukrainy. Studenci z tego kraju chcą uczyć się w Polsce ze względu na bliskość językową oraz kulturową, przystępne ceny nauki i koszty życia oraz brak korupcji przy zdawaniu egzaminów na uczelniach.

„Wizytówka” przeciętnego imigranta z Ukrainy ukazuje osobę w wieku lat 26–35 (32 procent imigrantów), z niedokończoną lub ukończoną edukacją na poziomie uczelni wyższej, przybyłą z zachodniej (33 procent) albo centralnej (31 procent) części Ukrainy. Według „Ukrinformu” 60 procent przybyłych stanowią mężczyźni, 40 procent – kobiety; 60 procent przyjeżdża do Polski z ukraińskich miast, 40 procent – z wiosek.

Młodzi ludzie coraz chętniej tworzą mieszane małżeństwa. O ile w roku 2012 zawarto około 500 związków polsko-ukraińskich, to w roku 2017 ich liczba przekroczyła 1100, przy czym znacznie częściej to Polacy brali Ukrainki za żony.

Szybko rośnie również liczba nieruchomości kupowanych przez sąsiadów zza wschodniej granicy. Jak podaje portal „Konkurent.in.ua”, w roku 2018 Ukraińcy kupili przynajmniej 2,4 tys. mieszkań w Polsce. Zamieszkałe w Polsce Ukrainki w roku 2015 urodziły 1,5 tys. dzieci, a w roku 2017 już 5,1 tys. Coraz więcej młodych i nie tylko młodych obywateli Ukrainy widzi swoją przyszłość w Polsce. Jeden z ukraińskich właścicieli agencji pracy w Polsce w wywiadzie dla lwowskiego portalu „Wysokij Zamok” ocenił, że milion Ukraińców spośród tych, którzy w Polsce pracują, już nie powróci do ojczyzny i zamieszka nad Wisłą.

Powyborcze refleksje

Związanie z Polską tak licznej grupy Ukraińców sprzyja dużemu zainteresowaniu w mediach ukraińskich wydarzeniami w Polsce i pozycją, jaką odgrywają oni w naszym kraju. Przy okazji podawania liczb imigrantów zarobkowych ukraińskie media systematycznie podkreślają znaczenie ich wkładu w polski wzrost gospodarczy. „Wołynski Nowyny” podają, że między rokiem 2018 a 2019 liczba ukraińskich pracowników na kierowniczych stanowiskach zwiększyła się o 53 procent. Ta liczba będzie z pewnością rosnąć, gdy ukraińscy absolwenci z wyżu imigracyjnego po 2014 roku zaczną opuszczać mury polskich uczelni.

Zarówno na Ukrainie, jak i w ukraińskich mediach w Polsce szeroko komentowano też wyniki wyborów, żałując, że nie wszedł do Sejmu z listy Koalicji Obywatelskiej Miron Sycz (syn Ołeksandra Sycza – członka Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów i UPA). Wydawane w Polsce z dotacji państwowej ukraińskie „Nasze Słowo” nazwało Sycza główną nadzieją ukraińskiej mniejszości w Polsce.

Smutek przebija też z innych mediów wymieniających pozostałych kandydatów – Ukraińców, którzy nie weszli do Sejmu RP z list Koalicji Obywatelskiej i SLD. Z radością przyjęto jednak wybór do polskiego parlamentu przyjaciół ukraińskiej mniejszości z KO. Portal „Korrespondent.net” zalicza do nich Adama Szłapkę, Tomasza Siemoniaka, Jacka Protasa, Michała Szczerbę i Pawła Kowala, a „Nasze Słowo” także Małgorzatę Gosiewską z PiS. Na drugim biegunie portal umieścił Tomasza Rzymkowskiego z PiS i posłów Konfederacji, którzy – jeszcze jako posłowie Kukiz’15 – zaproponowali kryminalizację negowania zbrodni ukraińskich nacjonalistów, których w polityce historycznej Ukrainy stawia się na piedestale. Dzisiaj głównie ta sprawa dzieli nas z sąsiadami zza Buga, coraz częściej będącymi sąsiadami zza ściany i znajomymi z podwórka.

Ukraińcy, którzy zamieszkali w Polsce, to według ukraińskich służb dyplomatycznych znacząca dwumilionowa grupa. Konsul Generalny Ukrainy w Krakowie Oleg Mandiuk podczas ubiegłorocznej debaty na krakowskim Uniwersytecie Ekonomicznym stwierdził, że Polska wydała Kartę Polaka około milionowi obywateli Ukrainy, którzy mogą dość szybko nabyć polskie obywatelstwo. Wraz z nabyciem praw obywatelskich pojawi się nowa grupa wyborców, która może stanowić „języczek u wagi” w kształtowaniu sceny politycznej w Polsce. Nie wiadomo tylko, czy nowi wyborcy będą stanowić zwartą grupę oraz czy ten elektorat rozłoży się według podziału programowego, czy może – jak w wielu krajach europejskich – będzie samodzielnie ubiegał się o wprowadzenie swoich przedstawicieli do władz krajowych i samorządowych.

Wielka niewiadoma

Zniesienie wiz dla Ukraińców wjeżdżających do państw Unii Europejskiej i nieprzestrzeganie w Polsce obowiązku meldunkowego powodują, że obecnie nie jesteśmy w stanie określić liczby ukraińskich obywateli mieszkających w Polsce. Urzędy największych miast w Polsce najczęściej odpowiadają, że w danych urzędowych ujmowane są tylko osoby zameldowane, a w wielu przypadkach włodarze największych polskich miast nie wiedzą, jakiej narodowości uczniowie – dzieci obcokrajowców – uczęszczają do szkół prowadzonych przez duże miasta.

Z tej niewiedzy wyłania się jednak pewna konsekwencja: dane szacunkowe liczby mieszkańców-obcokrajowców w dużych polskich miastach różnią sią nawet dziesięciokrotnie od danych ujmowanych w wydziałach meldunkowych. Takim przypadkiem jest Wrocław, w którym na 17 tysięcy zameldowanych obcokrajowców 9892 osoby były obywatelami Ukrainy, podczas gdy ukraiński portal „Ewropejska Prawda” ocenia liczbę Ukraińców we Wrocławiu nawet na 100 tysięcy osób (stanowiłoby to około 17 procent mieszkańców miasta).

Uczniowie przeważnie znad Dniepru

W wielu miastach zmienił się obraz szkół podstawowych i ponadpodstawowych, które – podobnie jak uczelnie wyższe – brzmią dzisiaj wieloma językami. Także tutaj, w gronie uczniów o niepolskim obywatelstwie, najwięcej jest przyjezdnych z Ukrainy. Wśród uczniów-obcokrajowców w Katowicach 82 procent stanowią dzieci i młodzież z Ukrainy; w Poznaniu stanowią oni około 80 procent obcokrajowców, w Szczecinie 90 procent, w Toruniu 75 procent, a we Wrocławiu 83 procent.

W stolicy dawnej i obecnej

W roku 2019 ukraiński konsulat w Krakowie szacował liczbę swoich obywateli na około 70 tys. osób, co stanowi około 9 procent mieszkańców podwawelskiego grodu. Dane szacunkowe mówią, że największymi ośrodkami skupiającymi imigrantów z Ukrainy są Warszawa, Wrocław, Kraków, Poznań, Gdańsk i Lublin. W stolicy Polski na 41 tys. zameldowanych obcokrajowców 14,9 tys. stanowili Ukraińcy – liczbę zamieszkałych w Warszawie sąsiadów zza Buga trudno sprecyzować, ale można przyjąć, że zaniżenie mieszkających w stosunku do zameldowanych będzie podobne jak w przypadku Wrocławia czy Krakowa.

Jan Bereza

 

Artykuł został opublikowany w 73. numerze magazynu „Polonia Christiana”.