Kategorie
Środowiska-zwyczaje-cywilizacja

Roman Motoła: Cztery dekady wojny z narodem

Polacy do dzisiaj nie mogą się podnieść po traumie sprzed czterech dekad. Daliśmy sobie wówczas wmówić, że opór jest daremny. Stan wojenny nas złamał, przetrącił zbiorowy kręgosłup Polaków. Wytaczając najcięższe działa przeciwko narodowi, władza wiedziała, że to jej być albo nie być. Stawka była nawet większa, znaczenie tej rozgrywki wykraczało daleko poza nasze granice – pisze Roman Motoła w najnowszym numerze „Polonia Christiana”.

Stan wojenny wczoraj i dziś

Oglądając w sieci amatorskie filmy z brutalnie tłumionych przez policję demonstracji przeciwko reżimowi sanitarnemu w Australii, Holandii albo Słowenii niejeden Polak średniego czy starszego pokolenia pomyślał pewnie: Ja to już gdzieś widziałem. I pobiegł myślami do grudnia 1981 roku, gdy satelicki reżim prosowiecki postanowił – dosłownie – wytoczyć przeciwko narodowi najcięższe działa. Choć realia polityczne i społeczne inne, to logika i mechanizm działania władz wówczas i dzisiaj – podobne. Opierają się one na założeniu, że najbardziej niepokorni zostaną wyizolowani i zneutralizowani. Ogromna zaś większość przestraszy się terroru i ulegnie.

Wybór kardynała Karola Wojtyły na Stolicę Piotrową w październiku 1978 roku oraz społeczny rezultat pierwszej pielgrzymki Jana Pawła II do Ojczyzny w postaci masowego ruchu pierwszej „Solidarności” postawiły reżim w arcytrudnym położeniu. Dotychczas wolnościowe zrywy dokonywały się punktowo: Poznań, Wybrzeże, Radom… Tym razem powstał cały kraj. Cieszący się wówczas ogromnym autorytetem wśród rodaków Kościół znowu wniósł ożywczego ducha. Przypomnieliśmy sobie o wolności i godności.

Reakcja systemu okazała się krwawa i adekwatna do zagrożenia, przed jakim stanął w gruncie rzeczy cały sowiecki świat. Najpierw zamach na papieża; niewiele ponad pół roku później – zamach na narodowe pragnienie zerwania czerwonych kajdan. Obydwa przedsięwzięcia zostały pomyślane tak, by Polaków najpierw zaszokować, a następnie zmusić do uległości.

Internowania, więzienie, „wilcze bilety”, represje w zakładach pracy, szkołach i na uczelniach. Pełna mobilizacja sił milicyjnych i wojskowych, ormowców i tajniaków. Skrajnie scentralizowany aparat medialno-propagandowy. Puste sklepy, wszechobecna cenzura i inwigilacja. Rodacy, zamiast poszerzać przestrzeń wolności i twórczej inicjatywy, musieli się skupić na walce o zaspokojenie podstawowych potrzeb bytowych. Ciągle straszeni, nieufni, spacyfikowani…

Coś w nas wtedy pękło. Nad Polską znów unosił się duch rezygnacji. Bardzo wielu w tym okresie uznało, że system jest „nie do ruszenia”, więc pozostaje się z tym po prostu pogodzić i dostosować, wyciągając z zastanej sytuacji, co się da.

Niepokorni, niezłomni, wypchnięci

Od marca 1982 roku reżim Jaruzelskiego systemowo prowokował nieskłonnych do kompromisu działaczy opozycji, aby opuszczali kraj. Już na początku roku, w sejmie, dyktator dał do zrozumienia, że władza nie będzie robić im problemów z emigracją.

Wykorzystując każdy chwyt, trzeba czynić wszystko, aby spowodować lawinę wyjazdów ekstremy – mówił pół roku później generał Czesław Kiszczak do podwładnych z MSW. Funkcjonariusze SB zostali zobowiązani szybko i pozytywnie rozpatrywać wnioski wyjazdowe osób nieprzychylnych władzy.

W ostatniej dekadzie istnienia PRL opuściło nawet milion osób. Tylko niespełna trzy tysiące władze uznały za emigrantów politycznych. Licząc z rodzinami, było to około dziesięciu tysięcy osób – pisze Grzegorz Wołk na łamach portalu Dzieje.pl. Zatem oprócz zaangażowanych w działalność opozycyjną, wyjechało wielokrotnie więcej ludzi, którzy kierowali się przesłankami ekonomicznymi lub po prostu pragnieniem życia w wolności. Wielu zaradnych, wykształconych nie widziało dla siebie przyszłości w PRL. Większość spośród emigrantów nie powróciła, ich dzieci i wnuki tym bardziej.

Wypowiedzenie narodowi otwartej wojny nie wystarczyło na długo. Związek Sowiecki bowiem szybko doznał kolejnej zadyszki w nierównej, gospodarczo-militarnej rywalizacji z Zachodem i znów musiał szukać z nim ugody. W ślad za Wielkim Bratem komuniści w PRL oraz innych państwach bloku zdawali sobie sprawę, że dotychczasowy układ długo już nie pociągnie. Rozpoczęli więc przygotowania do transformacji systemu z kilkuletnim wyprzedzeniem.

Komuna spada na cztery łapy

Niektórzy historycy i publicyści zwracają z dzisiejszej perspektywy uwagę na wydarzenie z połowy lat osiemdziesiątych, dosyć skąpo opisywane, lecz mogące mieć kluczowe znaczenie dla konsekwencji tak zwanego upadku komunizmu w Polsce. Otóż we wrześniu 1985 roku do Nowego Jorku udał się izolowany przez amerykańskie władze generał Wojciech Jaruzelski. Miał tam wygłosić przemówienie w ramach posiedzenia ONZ. „Przy okazji” jednak odwiedził Davida Rockefellera – miliardera, dyrektora Rady Stosunków Międzynarodowych, jednego z architektów światowego ładu. Oceny tego spotkania są różne: niektórzy komentatorzy przekonują, że sowiecki oficer w polskim mundurze przyjęty został nadzwyczaj wylewnie; inni, że wręcz przeciwnie.

Jeden ze znamiennych komentarzy ukazał się na łamach „Rzeczpospolitej”. Chociaż nie znamy treści prywatnej rozmowy premiera PRL z potężnym dyrektorem Rady Stosunków Międzynarodowych, pewne późniejsze fakty pozwalają się domyślać, że 25 września 1985 roku miała się rozpocząć systematyczna aneksja polskiej gospodarki przez kapitał powiązany z aktywami rodziny Rockefellerów. Tak przynajmniej uważają różnej maści poszukiwacze teorii spiskowych, którzy są głęboko przekonani, że generał Jaruzelski zdawał sobie sprawę, iż w zamian za doraźną pomoc finansową podpisuje cyrograf, którego ostateczną ceną może być utrata suwerenności w wielu (jeżeli nie we wszystkich) obszarach polskiej gospodarki – napisał Paweł Łepkowski (Jak Wojciech Jaruzelski dogadywał się z Rockefellerem, rp.pl, 30 października 2016).

Według niektórych ocen, generał miał oddać gospodarkę zagranicznemu kapitałowi także w zamian za gwarancję własnej nietykalności. Późniejszy przebieg wydarzeń zdawał się potwierdzać taką hipotezę. Po transformacji kolejne rządy, niezależnie od barw i szyldów, na wyścigi wyzbywały się narodowych aktywów w imię „prywatyzacji” i „wolnego rynku”. Komuniści zaś, zamiast zostać rozliczeni, spadli na cztery łapy – prosto do rad i zarządów globalnych koncernów czy korporacji, które przyszły nad Wisłę jak po swoje.

Stopniowo zostaliśmy więc pozbawieni narodowej własności, która w większości trafiła w zagraniczne ręce bądź została doprowadzona do upadłości. Dzisiaj to, co nazywamy „polską gospodarką”, w ogromnym zakresie pracuje na rzecz obcego kapitału. Oddaliśmy wytwórczość, handel i usługi. Klasa polityczna urządzająca nam na co dzień hałaśliwe igrzyska, generując jałowe bądź pozorowane spory, w kluczowych kwestiach występuje ręka w rękę, spychając poza nawias słabe głosy sceptycyzmu czy choćby wezwania do głębszej refleksji, szerszej debaty. Tak było chociażby w kwestiach: referendum konstytucyjnego w roku 1997, referendum w sprawie przystąpienia do UE (2003), podpisania traktatu lizbońskiego (2009). Tak jest również obecnie w sprawie rzekomo bezalternatywnej polityki „antycovidowej”.

Kluczową rolę w tej jednolitej narracji odgrywają największe środki przekazu, koncesjonowane równie pieczołowicie, co magdalenkowa „opozycja”.

Owoce wojny z narodem

Polacy do dzisiaj nie mogą się podnieść po traumie sprzed czterech dekad. Uwierzyliśmy wtedy na całe lata, że opór jest daremny. Można zaryzykować tezę, że również po transformacji systemu na przełomie lat osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych, zamiast wziąć odpowiedzialność za swoje państwo w tym zakresie, w jakim było to możliwe, oddaliśmy go grupie cynicznych cwaniaków rekrutujących się z funkcjonariuszy dawnego reżimu i ich współpracowników, w tym farbowanej opozycji wyselekcjonowanej przez generała Kiszczaka. Do dzisiaj jako zbiorowość, jako potencjalna wspólnota, dajemy się rozgrywać w imię sztucznych podziałów; pozwalamy się antagonizować, notorycznie wpuszczać w propagandowe pułapki. Przede wszystkim zaś zwykły Polak dał sobie wmówić, że życie publiczne, zwłaszcza partyjne, jest wyłączną domeną cwaniaków, koniunkturalistów i karierowiczów.

Tutejsze „elity polityczne” robią zaś wszystko, by nas przekonać, że nie znają pojęcia suwerennej polityki, że wymieniają się przy sterach administrowania państwem w ślad za reorientowaniem się konstelacji międzynarodowych; że odgrywają na użytek swoich wyborców role „lewicy”, „prawicy”, „liberałów”, a w gruncie rzeczy wypatrują tylko zagranicznych instrukcji.

Słusznie buntujemy się dzisiaj, gdy władza powiela wszystkie chybione kroki czynione przez inne państwa w ramach zaprowadzania reżimu sanitarnego albo na arenie międzynarodowej jedynie pozoruje walkę o ocalenie naszej energetycznej suwerenności. Skazać tysiące Polaków na przedwczesną śmierć, odmawiając im opieki medycznej; zobowiązać się do zamknięcia kopalń i elektrowni węglowych w imię pseudoekologicznych mrzonek – to przecież zdrada. Tak, ale dokonana na przygotowywanym uprzednio przez dziesięciolecia gruncie. Kluczowym bowiem, przełomowym momentem w długoletnim procesie „urabiania” nas był 13 grudnia 1981 roku.

Artykuł został opublikowany w 83. numerze magazynu „Polonia Christiana”.

Kategorie
Aktualności

Stan wojenny znany i nieznany – dr Grzegorz Majchrzak wystąpi w Warszawie

Zapraszamy Państwa na spotkanie Klubu „Polonia Christiana” w Warszawie poświęcone stanowi wojennemu. Osoba naszego gościa, którym będzie dr Grzegorz Majchrzak, gwarantuje nie tylko wysoki poziom merytoryczny z szerokim odwołaniem do bazy źródłowej, ale także zapoznanie odbiorców z mało znanymi dotąd faktami na temat operacji wojskowej, jaką przeciwko narodowi podjął w grudniu 1981 r. reżim Wojciecha Jaruzelskiego.

Już teraz zapraszamy do przybycia na spotkanie Klubu „Polonia Christiana” w Warszawie, które odbędzie się w czwartek 16 grudnia 2021 r. o godz. 18:00. Spotykamy się w Sali Winiarni (parter) Domu Literatury przy ul. Krakowskie Przedmieście 87/89 w Warszawie. Wstęp wolny! Więcej informacji o tematyce spotkania oraz osobie naszego prelegenta zamieszczamy poniżej.

Grudzień jest dla historii Polski miesiącem specyficznym. To najlepszy moment na przywołanie wydarzeń, którym grozi pokrycie kurzem zapomnienia wraz z odejściem pokoleń pamiętających zimny poranek 13 grudnia 1981 r. W kultywowaniu tej pamięci oraz wskazaniu także i mniej znanych kulisów operacji stanu wojennego pomoże nam nasz gość specjalny. Dr Grzegorz Majchrzak to polski historyk, doktor nauk politycznych, w latach 2000–2015 pracownik Biura Edukacji Publicznej (od 2015 r. Biura Badań Historycznych) Instytutu Pamięci Narodowej, członek Stowarzyszenia „Archiwum Solidarności” i Stowarzyszenia Wolnego Słowa. Zajmuje się głównie badaniem dziejów aparatu represji (zwłaszcza organów bezpieczeństwa), opozycji demokratycznej w PRL (głównie postaci z kręgów NSZZ „Solidarność“), funkcjonowaniem mediów (przede wszystkim Polskiego Radia i Telewizji Polskiej) przed 1989 r., sportem w PRL oraz stanem wojennym.

Dr Majchrzak jest także autorem kilkudziesięciu publikacji naukowych i kilkuset popularnonaukowych na ten temat, m.in.: Solidarność na celowniku (Poznań 2016), Tajemnice stanu wojennego (Warszawa 2016), Wojna o eter. Media elektroniczne od solidarnościowego karnawału do początków rządów solidarnościowych – wraz z Sebastianem Ligarskim (Warszawa 2016), Tajna historia futbolu. Służby afery i skandale (Warszawa 2017), Polityczne z Olszynki Grochowskiej – wraz z Martą Marcinkiewicz (Warszawa 2018), Artyści, PRL i bezpieka – wraz z Sebastianem Ligarskim (Łódź 2018), czy 1989 rok przemian – wraz z Sebastianem Ligarskim (Łódź 2019), Stan wojenny w Polsce. Szkice z dziejów władzy i oporu społecznego 1981–1983 – wraz z Sebastianem Ligarskim oraz Rozpracowanie kierowniczych organów NSZZ „Solidarność” przez Służbę Bezpieczeństwa 1980-1982 (Warszawa 2021).

Warto przy tym wspomnieć, że gość najbliższego Klubu „Polonia Christiana” nie ogranicza się w swojej twórczości do książek naukowych lub popularnonaukowych. Dr Grzegorz Majchrzak to również autor scenariusza filmu dokumentalnego pt. Kryptonim „Prorok” (2016), konsultant historyczny filmów dokumentalnych (np. Taśmy z Magdalenki z 2015 r., Ksiądz z 2016 r., Werdykt z 2019 r.) i spektakli telewizyjnych (m.in. Oskarżenie. Śmierć sierżanta Karosa z 2007 r., Czarnobyl. Cztery dni w kwietniu z 2010 r.), współtwórca cyklów telewizyjnych Taśm bezpieki i Archiwum zimnej wojny, przy których pracował jako członek zespołu realizującego.

Przypominamy, iż nasz grudniowy Klub „Polonia Christiana” w Warszawie z gościnnym udziałem dra Grzegorza Majchrzaka odbędzie się w czwartek 16 grudnia 2021 r. o godz. 18:00. Miejsce spotkania to Dom Literatury (Sala Winiarni na parterze) przy ul. Krakowskie Przedmieście 87/89. Patronami medialnymi wydarzenia są magazyn „Polonia Christiana” oraz portal PCh24.pl.

 

Klub „Polonia Christiana” w Warszawie