Kategorie
Aktualności

Polonia Christiana nr 88: Raz na zawsze romantycy

Święty Jan Paweł II, Adam Mickiewicz, Józef Piłsudski, Powstańcy Warszawscy… Jakże wielu wybitnych Polaków hołdowało tym czy innym ideałom romantyzmu. Czy umysłami Polaków zawsze już kierować będzie wykuta na początku XIX stulecia, w dobie utraty własnego państwa, romantyczna spuścizna? Jakie szanse i zagrożenia tworzy dla nas – uformowanych przez romantyzm – dynamicznie zmieniające się otoczenie? Wszak żyjemy w roku 2022 – roku wojny na Ukrainie, postępów ideologii gender i jednocześnie upadku „prawa do aborcji” w Stanach Zjednoczonych. Odpowiedzi na te pytania poszukują autorzy najnowszego, 88. numeru pisma „Polonia Christiana”. 

Romantyzm kontra pozytywizm? To brzmi niczym temat wypracowania z języka polskiego na poziomie szkoły średniej. A przecież problem alternatywy dla romantyzmu i kształtującego ją nurtu literacko-ideowego nie jedynie do konfrontacji z jej następcą, czyli epoką pozytywizmu. Trzeba też uznać, że romantyzm zasługuje na poważne traktowanie dlatego, iż pomimo upływu dwóch stuleci, wciąż zaprząta umysły Polaków, pobudzając ich emocje oraz współtworząc narodowe mity. Jesteśmy jednak narodem dużo starszym niż epoka utożsamiana nad Wisłą z postaciami Adama Mickiewicza, Juliusza Słowackiego, czy też Zygmunta Krasińskiego. Dlaczego zatem tak marnie korzystamy z tego bogactwa?

Krytyczna rewizja dokonań romantyzmu, ze szczególnym uwzględnieniem jego rewolucyjnej odmiany, jest tematem głównym 88. wydania pisma „Polonia Christiana”. Nie jest to wybór przypadkowy, gdyż to właśnie obecny 2022 rok jest decyzją Sejmu RP Rokiem Romantyzmu Polskiego. Solidną porcję otrzeźwienia z tej usypiającej myślenie kategoriami interesów, zysków i strat oraz pracy organicznej idylli fundują nam autorzy niniejszego dossier: Adam Kowalik, Jerzy Wolak, Tomasz A. Żak i Jacek Kowalski. Czy wszyscy oni krytykują Polski Romantyzm? Tu czeka na wszystkich czytelników niemałe zaskoczenie.

W 88. numerze szczególnie polecamy również prowokujący tekst dra Jakuba Majewskiego zatytułowany „Ostatnie państwo na ziemiach polskich?”. Autor stawia w nim tezę, iż na równi pochyłej, na której po II wojnie światowej funkcjonuje polska państwowość, to Polska Ludowa stoi wyżej niż III RP – przynajmniej wtedy, gdy spojrzymy na suwerenność, aparat państwowy, czy wojsko. Warto także przeczytać tekst red. Agnieszki Stelmach pt. „Od transseksualizmu do transhumanizmu”, referujący ostatnie zdobycze rewolucji genderowej, czy też poruszającą opowieść red. Grzegorza Górnego o wybitnym fizyku żydowskiego pochodzenia, który w wieku sześćdziesięciu pięciu lat nawrócił się na katolicyzm.

Na regularnych Czytelników naszego pisma czekają stałe rubryki felietonistów „Polonia Christiana” (ks. Roman Kneblewski, Bogusław Bajor, Krystian Kratiuk, Konrad Kuś i Valdis Grinsteins). Jak co numer, jest również kultowy dział Prawda, Dobro, Piękno oraz garść tekstów historycznych. Pewną nowością uczyniono mini blok poświęcony pedagogice. W nim prezentujemy artykuły Tomasza A. Żaka, Marioli Szymkiewicz oraz Katarzyny Wozinskiej.

SPIS TREŚCI NUMERU

 

EDYTORIAL

            2          Jerzy Wolak Proliferzy wszystkich krajów, łączcie się!

 

POLSKA

            3          Roman Motoła Kowid powraca z globalnym wsparciem

            7          Piotr Boroń Kłamstwo klasy średniej

            10        Jakub Majewski Ostatnie państwo na ziemiach polskich?

            14        Marcin Więckowski Bronić się czy nie bronić?

 

GOSPODARKA

            18        Jakub Wozinski Czwarta rewolucja przemysłowa przy zgaszonym świetle

            20        Tomasz Cukiernik Czy Polacy zamarzną we własnych domach?

 

ŚWIAT

            24        Agnieszka Stelmach Od transseksualizmu do transhumanizmu

            28        Filip Obara Nie tak dawno w Ameryce

 

KOŚCIÓŁ

            30        Paweł Chmielewski Dwa zadania nowego papieża

 

CYWILIZACJA

            34        Kinga Wenklar Filary skutecznego pro-life

            37        Jakub Zgierski Cyniczne teorie, czyli zakamuflowane oszustwo

            40        Jakub Skoczylas A co, jeśli królem zostałby szaleniec?

 

ORDO IURIS

            42        Jerzy Kwaśniewski Koniec „prawa do aborcji”

 

WYCHOWANIE

            44        Tomasz A. Żak Bagnista podstawa

            48        Mariola Szymkiewicz TikTok i dzieci, czyli przepis na katastrofę wychowawczą

            50        Katarzyna Wozinska Bo jak nie, to… nic. O karaniu współcześnie

 

TEMAT NUMERU: Raz na zawsze romantycy

            54        Adam Kowalik Czy to pies, czy to bies?

            56        Jerzy Wolak Niepoprawni romantycy, czyli potrzymaj mi piwo

            61        Tomasz A. Żak Romantycznie, a więc po polsku

            65        Jacek Kowalski Płaszcz Konrada od podszewki

 

CREDO

            68        o. Jan Strumiłowski OCist Najlepszy ze światów

 

FELIETONY

            6          Bogusław Bajor Lepsza cząstka

            13        x. Roman Kneblewski Francja elegancja?

            17        Krystian Kratiuk Pokuta, pokuta, pokuta

            23        Konrad Kuś Pasożytujmy!

            27        Valdis Grinsteins Satanizm niepostrzeżenie się rozprzestrzenia

 

HISTORIA

            70        Andrzej Solak Pierwsza ofiara wojny

 

NASZE DZIEDZICTWO

            74        Jacek Kowalski Husaria wyglądała inaczej

 

ŚWIAT Z INNEJ STRONY

            78        Jakub Majewski Legenda Beniowskiego

 

KU BOGU W WIEKU NIEWIARY

            82        Grzegorz Górny Mędrca szkiełko i oko

 

PRAWDA, DOBRO, PIĘKNO

            84        Jan Gać Triumf Krzyża Świętego

            88        Michał Patryarcha Muzyczne wyznania wiary

            90        Leonard Przybysz Co mówi księżyc?

            91        Henryk Matysek Église brûlée? Nie, dziękuję!

 

DOBRE CZYTANIE

            92        Piotr Podlecki Mężczyzna patrzący w milczeniu

 

WOKÓŁ KUCHNI

            94        Dorota Matacz-Bajor A może by tak na grzyby…

 

KRZYŻOWIEC XX WIEKU

            96        Plinio Corrêa de Oliveira Prawdziwa rola Aniołów Stróżów

Kategorie
Aktualności

Polonia Christiana nr 87: Rzplita 2.0 – Odrodzenie

Rzeczpospolita Obojga Narodów – czas świetności, który przemienił się w czas upadku i wymazania naszego państwa z mapy Europy. Czy dzisiaj jesteśmy mądrzejsi i bardziej przewidujący niż nasi przodkowie w XVIII wieku? Dlaczego trzeba dziś mówić o konieczności odrodzenia Rzeczpospolitej, a nie o zacementowaniu stanu obecnego, ewidentnie szkodzącego odnowieniu sił państwa podzielonego wewnętrznie i atakowanego z zewnątrz za trwanie przy chrześcijaństwie? Zapraszamy do lektury najnowszego numeru naszego pisma.

W 87. numerze magazynu „Polonia Christiana” wiodącym tematem jest przyszłość naszej Ojczyzny – nie tylko polityczna, ale także przyszłość Polski, mającej być ostoją polskości, z poszanowaniem tradycji, wiary i własnej historii. Czy z chwalebnych kart dziejów Polski oraz z błędów popełnianych z winy własnych obywateli i z powodu działań nieprzyjaciół zewnętrznych będziemy potrafili znaleźć drogi wyjścia z obecnej, niezwykle trudnej sytuacji geopolitycznej? Sytuacji – o czym warto pamiętać – w której nie znaleźliśmy się nagle po 24 lutego br., gdy Rosja zintensyfikowała w Europie działania militarne, trwające na Ukrainie przecież jawnie od 2014 roku (a odnosząc się do losów Naddniestrza czy Gruzji – nawet wcześniej).

Walka z niewiernymi

– Tym co do dzisiaj pociąga tak mocno wszystkich ludzi dobrej woli jest właśnie tradycja tamtej Rzeczpospolitej opartej na heroicznej postawie naszego króla Jana III Sobieskiego, jego husarii i ich walki nie tylko za swój kraj, ale i zagrożony świat chrześcijański – pisze Sławomir Skiba w artykule pt. „Ojczyzno, zbudź się!”.

Czy współcześnie, gdy widoczne jest zagrożenie wobec porządku moralnego, będącego przez wieki siłą naszego państwa, jesteśmy równie gotowi stanąć w obronie świata chrześcijańskiego?

W rosyjskiej agresji i skali okrucieństwa popełnianych na Ukrainie jak w soczewce skupiają się wszelkie oznaki diabelskiego działania, zaprzeczającego osiągnięciom cywilizacji chrześcijańskiej. Dla naszego narodu niezwykle istotne jest to, w jakim kierunku podążą wybory narodu sąsiadującego z nami od wschodu – Ukraińców. Miliony przebywających w Polsce obywateli Ukrainy mają wielką szansę poznania dziedzictwa kulturowego i religijnego, jakiego nasza Ojczyzna jest (jeszcze) depozytariuszem.

Dwa narody obok siebie

W tym kontekście trzeba przeczytać artykuł Romana Motoły pt. „Pomoc dla Ukrainy czy raczej ukrainizacja Polski?”, skłaniający do refleksji nad realnym wpływem kulturowym dorobku polskiego na dorobek ukraiński i odwrotnie.

– Na ulicach największych miast obcy język zdawał się dominować. Tak bardzo, że w końcu nieco starszym rodakom zaczęła nasuwać się analogia ze sztucznie kreowaną przed laty „przyjaźnią polsko – radziecką”. Miary absurdu, w tym przypadku tragicznego, dopełniło wykonanie na Jasnej Górze przez ukraińskie dzieci „Czerwonej kaliny”, czyli hymnu Strzelców Siczowych walczących u progu niepodległości Rzeczpospolitej przeciwko Orlętom Lwowskim. Pieśń przejęły zresztą później oddziały UPA, których „zasług” dla Polski nie trzeba przypominać – komentuje Roman Motoła.

Refleksja nad tym co dobre i płynie z serc Polaków wobec ukraińskiej tragedii XXI wieku nie może być oderwana od kontekstu historycznego, który naznaczony jest niewyjaśnieniem i nieukaraniem zbrodni dokonanych na Polakach przez UPA. Mówiąc o odrodzeniu Rzeczpospolitej nie możemy odcinać się do tego, co tę Rzeczpospolitą tworzyło i od tych, którzy o nią walczyli. Byłoby to bowiem jednocześnie zburzeniem fundamentów tradycji i tożsamości narodowej. Pomoc ludziom zza Buga, cierpiącym przez irracjonalne i amoralne działania Kremla, nie może burzyć tego, co polskie i wyrosłe z obecności Polski w kręgu kultury chrześcijańskiej. Nie może też być – w imię poprawności politycznej – unikane w debacie publicznej i w dialogu polsko – ukraińskim.

Tworzyć podstawy porozumienia

Jak ostrzega Jerzy Wolak, redaktor naczelny „Polonia Christiana”: „Ukrainopolska zaś zostanie z miejsca wciągnięta w realizację polityczno – cywilizacyjnej agendy jej atlantyckiego suzerena, obejmującej między innymi powszechną demoralizację, degenerację rodziny, promocję zboczeń i aborcji, forsowanie klimatycznych idiotyzmów, walkę z Kościołem katolickim. Nawet jeśli wzbudzi to sprzeciw Polaków, może okazać się, że nasi ukraińscy partnerzy nie widzą w tej materii żadnego problemu. I co? Nas jest niespełna czterdzieści milionów, ich nieco ponad czterdzieści – przegłosują nas.”

Musimy zrozumieć, że aby w Europie Środkowo – Wschodniej odrodziła się tytułowa „Rzplita 2.0” konieczne jest zachowanie kultury chrześcijańskiej nie tylko między Bugiem a Odrą, ale także w otoczeniu naszej Ojczyzny. Tymczasem na Starym Kontynencie czasy dla chrześcijan są coraz trudniejsze.

 – Czy chrześcijan w Europie XXI wieku czekają dalsze prześladowania? Nie wybiegając w przyszłość, podobieństw do opisanej powyżej sytuacji starożytnej nie brakuje już dziś. Nie brak też niepewności co do naszych losów – tak samo jak blisko dwa tysiące lat temu. Jedni upadają, inni kombinują, ale wiara potrzebuje przede wszystkim świadectw, których waga zadecyduje o przyszłości Kościoła – prognozuje Piotr Boroń w artykule „Pokuta potrzebna od zaraz”.

Dla ludzi wierzących i widzących spójność między ideami Kościoła Powszechnego a polskością jest jasne, że odrodzenie Rzeczpospolitej, któremu poświęcony jest temat przewodni najnowszego numeru magazynu „Polonia Christiana”, dokonać się może w zgodzie z chrześcijaństwem, a nie wbrew jemu. Zadaniem Polaków jest, aby to przesłanie rozumiano tak samo nad Wisłą, jak i nad Dnieprem, Dunajem, Sekwaną i Renem.

SPIS TREŚCI NUMERU

 

EDYTORIAL

            2          Jerzy Wolak Rzplita czy U-P A?

 

POLSKA

            3          Roman Motoła Pomoc dla Ukrainy czy raczej ukrainizacja Polski?

 

FELIETONY

            7          Valdis Grinsteins Sondażowa kompromitacja

            27        Bogusław Bajor Miłosierdzie oznaką słabości?

            34        Krystian Kratiuk Sól i cukier

            46        x. Roman Kneblewski Perfidne chamstwo!

 

ŚWIAT

            8          Jakub Majewski Afryka made in China

            12        Jakub Zgierski Czy czeka nas kryzys żywnościowy?

            15        Marcin Więckowski Miała być kampania wrześniowa, a wyszedł Afganistan

 

GOSPODARKA

            18        Pakiet (im)mobilności? Rozmowa z Piotrem Mikielem

            21        Jakub Wozinski Inflacja kłopotów

 

KOŚCIÓŁ

            24        Paweł Chmielewski Czekając na nowego Konstantyna

            28        Katarzyna Wozinska Gdy akceptacja udaje miłość bliźniego

            31        Piotr Boroń Pokuta potrzebna od zaraz

 

CYWILIZACJA

            35        Kinga Wenklar Tradycyjna żona. Przykład, świadectwo czy zwykły lans?

            38        Mariola Szymkiewicz Prosta wiara kosmonauty

            40        Andrzej Pilipiuk Przeszłość wraca czkawką…

            42        Jakub Wozinski Moderatorzy pandemicznej debaty

 

ORDO IURIS

            44        Jerzy Kwaśniewski Koniec aborcji w zasięgu ręki

 

TEMAT NUMERU: JAK ODRODZIĆ RZECZPOSPOLITĄ?

            47        Piotr Doerre Rzeczpospolita 2.0. Odrodzenie

            51        Sławomir Skiba Ojczyzno, zbudź się!

            55        Jacek Kowalski Rzecz Wielu Narodów

            58        Marcin Więckowski Nowy początek czy znów zmarnowana szansa?

            61        Jakub Majewski Sami wykujmy wielkość

 

CREDO

            64        o. Jan Strumiłowski OCist Nie chodzi o dialog i porozumienie

 

HISTORIA

            66        Andrzej Solak Straty uboczne

 

NASZE DZIEDZICTWO

            70        Jan Gać Dwie Akwileje

            74        Jacek Kowalski Czy Sarmaci podbili polskich chłopów?

 

ŚWIAT Z INNEJ STRONY

            78        Jakub Majewski Elegia dla metropolii

 

KU BOGU W WIEKU NIEWIARY

            82        Grzegorz Górny Od Śródziemia do Nowego Jeruzalem

 

PRAWDA, DOBRO, PIĘKNO

            84        Jacek Ożóg Święta dla całego świata

            86        Jakub Skoczylas Rewolucyjny brak umiaru

            88        Leonard Przybysz Żuraw i wróbel

            90        Michał Patryarcha Spotkanie z Wielką Muzyką

 

DOBRE CZYTANIE

            92        Piotr Podlecki Czerwone srebrniki Judasza

 

WOKÓŁ KUCHNI

            94        Dorota Matacz-Bajor Pan i pani kompot

 

KRZYŻOWIEC XX WIEKU

            96        Plinio Corrêa de Oliveira Wartość własności prywatnej

 

Kategorie
Środowiska-zwyczaje-cywilizacja

Roman Motoła: 4 czerwca 1992 – Dramat czy „ustawka”?

Pokolenie, które najpierw w prezydenturze Lecha Wałęsy, a następnie w obozie zwolenników lustracji upatrywało nadziei na powrót suwerennej Polski, patrzy na upadek rządu Jana Olszewskiego jako na moment przełomowy dla sprawy oczyszczenia naszego życia publicznego z komunistycznej agentury. Nigdy to nie nastąpiło, za co ciągle płacimy wysoką cenę – pisze w najnowszym wydaniu PCh Roman Motoła. Nasz publicysta stawia przy okazji pytanie, czy w warunkach roku 1992 naprawdę istniała na to realna szansa?

Z inicjatywy Lecha Wałęsy

4 czerwca 1992 roku odwołany został pierwszy gabinet wyłoniony przez parlament wybrany w całkowicie wolnych wyborach. Składał się on z przedstawicieli Porozumienia Centrum, Zjednoczenia Chrześcijańsko-Narodowego, Polskiego Stronnictwa Ludowego – Porozumienia Ludowego oraz Partii Chrześcijańskich Demokratów. Ugrupowania te dysponowały w rozdrobnionym Sejmie głosami zaledwie stu czternastu posłów. Do powołania rządu okazało się więc niezbędne poparcie ze strony Polskiego Stronnictwa Ludowego i NSZZ „Solidarność”. Półroczne zaledwie rządy ekipy Jana Olszewskiego zaznaczyły się między innymi podjęciem starań o przystąpienie Polski do NATO oraz przyspieszeniem wyjścia z terytorium naszego państwa wojsk posowieckich.

Bezpośrednim powodem upadku rządu była chęć wykonania sejmowej uchwały o ujawnieniu zajmującej publiczne stanowiska agentury Urzędu Bezpieczeństwa i Służby Bezpieczeństwa. Na listach dotyczących aktualnych członków najwyższych władz znalazły się między innymi nazwiska prezydenta Lecha Wałęsy, marszałka Sejmu Wiesława Chrzanowskiego, a także trzech ministrów i ośmiu wiceministrów rządu Jana Olszewskiego plus kilkunastu „szeregowych” parlamentarzystów.

Zmontowana naprędce „koalicja strachu” pod wodzą Wałęsy z udziałem między innymi Waldemara Pawlaka, Donalda Tuska i plejady „gwiazd” z Unii Demokratycznej doprowadziła do odwołania rządu w nocy z 4 na 5 czerwca. Upadła wówczas, by już nigdy skutecznie nie powrócić, idea wyeliminowania z wpływu na życie publiczne w Polsce osób sterowanych przez aparat represji PRL. Jedno z pytań, które warto sobie dzisiaj postawić, brzmi: czy ten zamiar miał kiedykolwiek szansę powodzenia? Czy środowiska, które zarówno wtedy, jak i przez wiele kolejnych lat szermowały na użytek patriotycznej części Polaków argumentami o chęci zdekomunizowania naszej polityki, samorządności i gospodarki, robiły to szczerze?

Jak zły szeląg

Perspektywa lat, jakie upłynęły od tamtych wydarzeń, pozwala nam spojrzeć na nie oczyma bogatszymi o doświadczenie trzech ostatnich dekad. W tym okresie mieli okazję rządzić naszym państwem reprezentanci obydwu ówczesnych stronnictw: prolustracyjnego i antylustracyjnego. Jedni i drudzy zgodnie uczestniczyli w przedsięwzięciu wpychania Polski w struktury Unii Europejskiej bez prawdziwej, rzetelnej debaty narodowej nad pożytkami i minusami akcesu do tej organizacji. Jedni i drudzy później przyczynili się do degradacji pozycji Polski na forum UE, akceptując traktat lizboński. Całkiem zaś niedawno zgodnym chórem – jakby na życzenie globalnej oligarchii finansowej – zafundowali Polakom dwuletni obóz sanitarny o zaostrzonym rygorze. Również w tym przypadku usilnie, z ormowskim wręcz zapałem, zwalczane były wszelkie próby kwestionowania „jedynie słusznej” drogi.

Obozy tworzące w obecnym układzie parlamentarnym tak zwaną totalną opozycję, w poprzednich kadencjach parlamentu wyprzedawały za marne grosze korporacjom zagranicznym narodowy majątek pozostały po czasach PRL. Z kolei będący u steru władzy dzisiaj zadłużają po uszy kolejne pokolenia Polaków. Drukują bez opamiętania pusty pieniądz, który następnie gestem utracjusza rozdają na prawo i lewo. Czy robią to w nadziei na doraźny zysk polityczny, czy też świadomie uczestniczą w sterowanym krachu obecnego światowego systemu finansowego? Nie będziemy musieli czekać zbyt długo, by poznać odpowiedź na to pytanie. Zafundowane nam „ciekawe czasy” charakteryzują się bowiem znacznym przyspieszeniem wskazówek na dziejowym zegarze.

Oprócz wytkniętych powyżej dokonań, niemal wszystkie siły polityczne wykazują też nadzwyczajny zapał w instalowaniu nad Wisłą na stałe kilkumilionowej imigracji wywodzącej się z kraju, w którym trwałym elementem ideologii państwowej jest sentyment do antypolskich zbrodniarzy z Wołynia i Małopolski Wschodniej. I wszelkie próby zgłaszania w tej kwestii votum separatum trafiają pod pręgierz „policji myśli”, natychmiast zapędzającej wichrzycieli do celi z napisem ruska agentura.

Z kolei winni kolejnych fundowanych nam „ścieżek zdrowia” utwierdzają się w poczuciu bezkarności, bo z przedwyborczych, szumnych zapowiedzi rozliczenia winnych nie pozostaje nic. Trwała abolicja objęła w trzeciej, trzeciej i pół, a nawet czwartej RP nie tylko dawnych komunistycznych aparatczyków i agentów, ale również aferzystów okresu tak zwanej wolnej Polski. Ciężar wszelkich arcykosztownych operacji w rodzaju „walki z pandemią” czy wystawnego przyjmowania uchodźców wojennych z Ukrainy ponoszą zwykli ludzie oraz mali i średni przedsiębiorcy. Szary Kowalski czuje się we własnej Ojczyźnie coraz częściej mieszkańcem drugiej czy innej, lecz na pewno nie pierwszej kategorii.

Nowa Jałta

Polityczne dzieje Polski po transformacji ustrojowej na przełomie lat osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych czynią bardzo prawdopodobną hipotezę, że kontrolowany upadek komunizmu stanowił efekt czegoś w rodzaju nowej Jałty, której jednym z założeń było niedopuszczenie do odrodzenia się naprawdę suwerennego, zasobnego we własny przemysł i liczną ludność państwa w środku Europy. Czy nie dlatego z taką determinacją instytucje Unii Europejskiej bronią postkomunistycznego sądownictwa w Polsce przed – realnymi czy pozorowanymi tylko – próbami uzdrowienia tej kluczowej sfery władzy? Czy nie z tego powodu wyszukiwanie kolejnych pretekstów do finansowego czy politycznego „przeczołgiwania” naszego państwa na unijnym forum wydaje się jedną z głównych trosk eurokratów?

Rząd Jana Olszewskiego ukazywany w najnowszej historiografii jako niezłomnie antykomunistyczny, tak jak i wszystkie pozostałe, tworzony był przez środowiska uczestniczące w zmowie Okrągłego Stołu, reżyserowanej przez selekcjonera Czesława Kiszczaka. Ten powołał wówczas do narodowej pseudoreprezentacji jedynie „konstruktywną” opozycję, czyli taką, która realnie nie mogła zaszkodzić peerelowskim aparatczykom. Gdy głębiej sięgniemy do genezy i krótkich dziejów gabinetu nieżyjącego już dziś mecenasa, przypomnimy sobie, że zabiegał on o udział w rządowej koalicji między innymi pełnej dawnych pezetpeerowców Unii Demokratycznej czy Kongresu Liberalno-Demokratycznego Donalda Tuska. Czy całe to środowisko miało chęć i możliwości, by wykorzenić komunizm naprawdę, a nie jedynie w szumnych deklaracjach?

Coraz częściej przekonujemy się też, że serwowane nam w środkach musowego przekazu opowieści o naszej rzeczywistości bywają kreacją, przedstawieniem, i to nieraz w sprawach bardzo istotnych. Czy 4 czerwca 1992 roku także mieliśmy do czynienia ze spektaklem, jak zwykle skomponowanym z wielką dbałością o stan narodowych nastrojów? Być może nie, ale oglądaliśmy takich „ustawek” już zbyt dużo i na o wiele większą skalę, by z miejsca odrzucić taką hipotezę. Zwłaszcza gdy przyłożymy do tamtych wydarzeń oraz wszystkiego, co nastąpiło później niezawodne kryterium zawierające się w słowach: Po owocach ich poznacie.

Ale i tak dla wielu z Polaków, którzy wówczas srodze zawiedli się na Lechu Wałęsie i innych „legendach opozycji”, data 4 czerwca 1992 roku pozostanie ważnym momentem formującym czy umacniającym niezłomną, bezkompromisową postawę wobec komunizmu i jego kolejnych zmutowanych odmian…

 

Roman Motoła

Artykuł został opublikowany w 86. numerze magazynu „Polonia Christiana”.

Kategorie
Aktualności

Polonia Christiana nr 86: Rosjo, kiedy się nawrócisz?

Choć właśnie obserwujemy upadek mitu potężnej i niezwyciężonej armii Putina, wciąż nie znamy odpowiedzi na pytanie, które dotyczy przyszłości nie tylko rosyjskiego narodu, ale i całego świata: kiedy nastąpi zapowiedziane w Fatimie przez Maryję nawrócenie Rosji? Wszak co do tego, że od ponad stu lat kraj ten roznosi swe błędy po niemal całym globie, a jego duchowi przywódcy autoryzują najbardziej okrutne działania przywódców politycznych, możemy już być pewni. W nowym numerze magazynu „Polonia Christiana” fałszywą alternatywę Rosji jako wybawiciela świata chrześcijańskiego oraz drogę do jej prawdziwego nawrócenia uczyniono motywem przewodnim.

SPIS TREŚCI NUMERU

 

EDYTORIAL

            2          Jerzy Wolak Bicz Boży?

 

POLSKA

            3          Roman Motoła 4 czerwca 1992. Dramat czy „ustawka”?

            6          Andrzej Pilipiuk Nie równi – równiejsi

            8          Łatwo zostać „ruską onucą” Rozmowa z Łukaszem Warzechą

            10        Marcin Więckowski Gramatyka w służbie polityki

            13        Mariola Szymkiewicz Szatan o nich pamięta

 

ŚWIAT

            14        Jakub Majewski Czy nadchodzi wielki rozwód?

            18        Jakub Wozinski Niebezpieczne związki niedźwiedzia ze smokiem

            21        Bogdan Dobosz Koniec miłości?

 

ORDO IURIS

            24        Jerzy Kwaśniewski Wydoskonalmy naszą konstytucję!

 

WOJNA ŚWIATÓW

            26        Rosja–Ukraina. Starcie cywilizacji Prelekcja Grzegorza Górnego

 

KOŚCIÓŁ

            30        Mateusz Ochman Raport o stanie wwwiary

            31        Paweł Chmielewski Budzą Kościół w obliczu herezji

 

CYWILIZACJA

            34        Kinga Wenklar Dwa tysiące kroków

            36        Mariola Szymkiewicz Globalna wioska w panoptykonie

            40        Jakub Zgierski Czy korporacje zdepczą wolność słowa?

 

WYCHOWANIE

            42        Katarzyna Wozinska Wzmocnić dzieci po dwóch latach kryzysu

 

TEMAT NUMERU: Fałszywa alternatywa i jedyna droga

            45        Krystian Kratiuk Fałszywa alternatywa

            47        Piotr Doerre „Katechon” obnażony

            51        Adam Kowalik Śladem zawierzenia Maryi

            54        Gra o wieczność Rozmowa ze Sławomirem Olejniczakiem

            57        Sławomir Skiba Wiele zależy od nas

 

CREDO

            58        o. Jan Strumiłowski OCist Chrześcijaństwo bez Boga?

 

ŚWIAT Z INNEJ STRONY

            60        Jakub Majewski Papua Zachodnia w potrzasku

 

FELIETONY

            20        Valdis Grinsteins Dziecięce zabawy

            29        x. Roman Kneblewski Niemądre uwagi

            39        Bogusław Bajor Niech żyje futbol!

            77        Krystian Kratiuk Polacy znów na kolanach?

 

KU BOGU W WIEKU NIEWIARY

            64        Grzegorz Górny Skruszony gangster

 

NASZE DZIEDZICTWO

            66        Andrzej Solak Krucjata norweska

            70        Jan Gać Ukraińska Jasna Góra

            74        Sławomir Piekarski Potop – nie mit, nie legenda, nie alegoria

            78        Piotr Boroń Polityka przeciw prawdzie

 

PRAWDA, DOBRO, PIĘKNO

            81        Jadwiga Wolak Jak trzynastowieczny informatyk nie zdołał nawrócić islamu

            85        Jacek Kowalski Różana afera i obrona ortodoksji

            89        Leonard Przybysz Przepych i nędza

            90        Jerzy Wolak Legenda zweryfikowana

 

DOBRE CZYTANIE

            92        Piotr Podlecki Listy z piekła

 

WOKÓŁ KUCHNI

            94        Dorota Matacz-Bajor Książka na trudne czasy

 

KRZYŻOWIEC XX WIEKU

            96        Plinio Corrêa de Oliveira Kościół i komunizm

Kategorie
Środowiska-zwyczaje-cywilizacja

Roman Motoła: Cztery dekady wojny z narodem

Polacy do dzisiaj nie mogą się podnieść po traumie sprzed czterech dekad. Daliśmy sobie wówczas wmówić, że opór jest daremny. Stan wojenny nas złamał, przetrącił zbiorowy kręgosłup Polaków. Wytaczając najcięższe działa przeciwko narodowi, władza wiedziała, że to jej być albo nie być. Stawka była nawet większa, znaczenie tej rozgrywki wykraczało daleko poza nasze granice – pisze Roman Motoła w najnowszym numerze „Polonia Christiana”.

Stan wojenny wczoraj i dziś

Oglądając w sieci amatorskie filmy z brutalnie tłumionych przez policję demonstracji przeciwko reżimowi sanitarnemu w Australii, Holandii albo Słowenii niejeden Polak średniego czy starszego pokolenia pomyślał pewnie: Ja to już gdzieś widziałem. I pobiegł myślami do grudnia 1981 roku, gdy satelicki reżim prosowiecki postanowił – dosłownie – wytoczyć przeciwko narodowi najcięższe działa. Choć realia polityczne i społeczne inne, to logika i mechanizm działania władz wówczas i dzisiaj – podobne. Opierają się one na założeniu, że najbardziej niepokorni zostaną wyizolowani i zneutralizowani. Ogromna zaś większość przestraszy się terroru i ulegnie.

Wybór kardynała Karola Wojtyły na Stolicę Piotrową w październiku 1978 roku oraz społeczny rezultat pierwszej pielgrzymki Jana Pawła II do Ojczyzny w postaci masowego ruchu pierwszej „Solidarności” postawiły reżim w arcytrudnym położeniu. Dotychczas wolnościowe zrywy dokonywały się punktowo: Poznań, Wybrzeże, Radom… Tym razem powstał cały kraj. Cieszący się wówczas ogromnym autorytetem wśród rodaków Kościół znowu wniósł ożywczego ducha. Przypomnieliśmy sobie o wolności i godności.

Reakcja systemu okazała się krwawa i adekwatna do zagrożenia, przed jakim stanął w gruncie rzeczy cały sowiecki świat. Najpierw zamach na papieża; niewiele ponad pół roku później – zamach na narodowe pragnienie zerwania czerwonych kajdan. Obydwa przedsięwzięcia zostały pomyślane tak, by Polaków najpierw zaszokować, a następnie zmusić do uległości.

Internowania, więzienie, „wilcze bilety”, represje w zakładach pracy, szkołach i na uczelniach. Pełna mobilizacja sił milicyjnych i wojskowych, ormowców i tajniaków. Skrajnie scentralizowany aparat medialno-propagandowy. Puste sklepy, wszechobecna cenzura i inwigilacja. Rodacy, zamiast poszerzać przestrzeń wolności i twórczej inicjatywy, musieli się skupić na walce o zaspokojenie podstawowych potrzeb bytowych. Ciągle straszeni, nieufni, spacyfikowani…

Coś w nas wtedy pękło. Nad Polską znów unosił się duch rezygnacji. Bardzo wielu w tym okresie uznało, że system jest „nie do ruszenia”, więc pozostaje się z tym po prostu pogodzić i dostosować, wyciągając z zastanej sytuacji, co się da.

Niepokorni, niezłomni, wypchnięci

Od marca 1982 roku reżim Jaruzelskiego systemowo prowokował nieskłonnych do kompromisu działaczy opozycji, aby opuszczali kraj. Już na początku roku, w sejmie, dyktator dał do zrozumienia, że władza nie będzie robić im problemów z emigracją.

Wykorzystując każdy chwyt, trzeba czynić wszystko, aby spowodować lawinę wyjazdów ekstremy – mówił pół roku później generał Czesław Kiszczak do podwładnych z MSW. Funkcjonariusze SB zostali zobowiązani szybko i pozytywnie rozpatrywać wnioski wyjazdowe osób nieprzychylnych władzy.

W ostatniej dekadzie istnienia PRL opuściło nawet milion osób. Tylko niespełna trzy tysiące władze uznały za emigrantów politycznych. Licząc z rodzinami, było to około dziesięciu tysięcy osób – pisze Grzegorz Wołk na łamach portalu Dzieje.pl. Zatem oprócz zaangażowanych w działalność opozycyjną, wyjechało wielokrotnie więcej ludzi, którzy kierowali się przesłankami ekonomicznymi lub po prostu pragnieniem życia w wolności. Wielu zaradnych, wykształconych nie widziało dla siebie przyszłości w PRL. Większość spośród emigrantów nie powróciła, ich dzieci i wnuki tym bardziej.

Wypowiedzenie narodowi otwartej wojny nie wystarczyło na długo. Związek Sowiecki bowiem szybko doznał kolejnej zadyszki w nierównej, gospodarczo-militarnej rywalizacji z Zachodem i znów musiał szukać z nim ugody. W ślad za Wielkim Bratem komuniści w PRL oraz innych państwach bloku zdawali sobie sprawę, że dotychczasowy układ długo już nie pociągnie. Rozpoczęli więc przygotowania do transformacji systemu z kilkuletnim wyprzedzeniem.

Komuna spada na cztery łapy

Niektórzy historycy i publicyści zwracają z dzisiejszej perspektywy uwagę na wydarzenie z połowy lat osiemdziesiątych, dosyć skąpo opisywane, lecz mogące mieć kluczowe znaczenie dla konsekwencji tak zwanego upadku komunizmu w Polsce. Otóż we wrześniu 1985 roku do Nowego Jorku udał się izolowany przez amerykańskie władze generał Wojciech Jaruzelski. Miał tam wygłosić przemówienie w ramach posiedzenia ONZ. „Przy okazji” jednak odwiedził Davida Rockefellera – miliardera, dyrektora Rady Stosunków Międzynarodowych, jednego z architektów światowego ładu. Oceny tego spotkania są różne: niektórzy komentatorzy przekonują, że sowiecki oficer w polskim mundurze przyjęty został nadzwyczaj wylewnie; inni, że wręcz przeciwnie.

Jeden ze znamiennych komentarzy ukazał się na łamach „Rzeczpospolitej”. Chociaż nie znamy treści prywatnej rozmowy premiera PRL z potężnym dyrektorem Rady Stosunków Międzynarodowych, pewne późniejsze fakty pozwalają się domyślać, że 25 września 1985 roku miała się rozpocząć systematyczna aneksja polskiej gospodarki przez kapitał powiązany z aktywami rodziny Rockefellerów. Tak przynajmniej uważają różnej maści poszukiwacze teorii spiskowych, którzy są głęboko przekonani, że generał Jaruzelski zdawał sobie sprawę, iż w zamian za doraźną pomoc finansową podpisuje cyrograf, którego ostateczną ceną może być utrata suwerenności w wielu (jeżeli nie we wszystkich) obszarach polskiej gospodarki – napisał Paweł Łepkowski (Jak Wojciech Jaruzelski dogadywał się z Rockefellerem, rp.pl, 30 października 2016).

Według niektórych ocen, generał miał oddać gospodarkę zagranicznemu kapitałowi także w zamian za gwarancję własnej nietykalności. Późniejszy przebieg wydarzeń zdawał się potwierdzać taką hipotezę. Po transformacji kolejne rządy, niezależnie od barw i szyldów, na wyścigi wyzbywały się narodowych aktywów w imię „prywatyzacji” i „wolnego rynku”. Komuniści zaś, zamiast zostać rozliczeni, spadli na cztery łapy – prosto do rad i zarządów globalnych koncernów czy korporacji, które przyszły nad Wisłę jak po swoje.

Stopniowo zostaliśmy więc pozbawieni narodowej własności, która w większości trafiła w zagraniczne ręce bądź została doprowadzona do upadłości. Dzisiaj to, co nazywamy „polską gospodarką”, w ogromnym zakresie pracuje na rzecz obcego kapitału. Oddaliśmy wytwórczość, handel i usługi. Klasa polityczna urządzająca nam na co dzień hałaśliwe igrzyska, generując jałowe bądź pozorowane spory, w kluczowych kwestiach występuje ręka w rękę, spychając poza nawias słabe głosy sceptycyzmu czy choćby wezwania do głębszej refleksji, szerszej debaty. Tak było chociażby w kwestiach: referendum konstytucyjnego w roku 1997, referendum w sprawie przystąpienia do UE (2003), podpisania traktatu lizbońskiego (2009). Tak jest również obecnie w sprawie rzekomo bezalternatywnej polityki „antycovidowej”.

Kluczową rolę w tej jednolitej narracji odgrywają największe środki przekazu, koncesjonowane równie pieczołowicie, co magdalenkowa „opozycja”.

Owoce wojny z narodem

Polacy do dzisiaj nie mogą się podnieść po traumie sprzed czterech dekad. Uwierzyliśmy wtedy na całe lata, że opór jest daremny. Można zaryzykować tezę, że również po transformacji systemu na przełomie lat osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych, zamiast wziąć odpowiedzialność za swoje państwo w tym zakresie, w jakim było to możliwe, oddaliśmy go grupie cynicznych cwaniaków rekrutujących się z funkcjonariuszy dawnego reżimu i ich współpracowników, w tym farbowanej opozycji wyselekcjonowanej przez generała Kiszczaka. Do dzisiaj jako zbiorowość, jako potencjalna wspólnota, dajemy się rozgrywać w imię sztucznych podziałów; pozwalamy się antagonizować, notorycznie wpuszczać w propagandowe pułapki. Przede wszystkim zaś zwykły Polak dał sobie wmówić, że życie publiczne, zwłaszcza partyjne, jest wyłączną domeną cwaniaków, koniunkturalistów i karierowiczów.

Tutejsze „elity polityczne” robią zaś wszystko, by nas przekonać, że nie znają pojęcia suwerennej polityki, że wymieniają się przy sterach administrowania państwem w ślad za reorientowaniem się konstelacji międzynarodowych; że odgrywają na użytek swoich wyborców role „lewicy”, „prawicy”, „liberałów”, a w gruncie rzeczy wypatrują tylko zagranicznych instrukcji.

Słusznie buntujemy się dzisiaj, gdy władza powiela wszystkie chybione kroki czynione przez inne państwa w ramach zaprowadzania reżimu sanitarnego albo na arenie międzynarodowej jedynie pozoruje walkę o ocalenie naszej energetycznej suwerenności. Skazać tysiące Polaków na przedwczesną śmierć, odmawiając im opieki medycznej; zobowiązać się do zamknięcia kopalń i elektrowni węglowych w imię pseudoekologicznych mrzonek – to przecież zdrada. Tak, ale dokonana na przygotowywanym uprzednio przez dziesięciolecia gruncie. Kluczowym bowiem, przełomowym momentem w długoletnim procesie „urabiania” nas był 13 grudnia 1981 roku.

Artykuł został opublikowany w 83. numerze magazynu „Polonia Christiana”.