Kategorie
Aktualności

Mocny głos ekspertów Ordo Iuris w sprawie zarządzania kryzysem COVID-19. Wystąpili: Chazan, Rieske, Basiukiewicz, Witczak

Instytut Ordo Iuris zorganizował debatę ekspercką pt. „Medyczne aspekty ograniczeń w związku z epidemią COVID-19”. Posłużyła ona m.in. zaprezentowaniu raportu, jaki prawniczy think tank z Warszawy opublikował niedawno na swojej stronie. W debacie udział wzięło doborowe grono gości: prof. Bogdan Chazan, prof. Piotr Rieske, prof. Ewa Dmoch-Gajzlerska, dr Piotr Witczak, dr Paweł Basiukiewicz, dr Dorota Jarczewska, Łukasz Bernaciński i Katarzyna Gęsiak.

Raport i konferencja Ordo Iuris – o ograniczeniach w związku z kryzysem COVID-19

Wydarzenie było transmitowane online. Poniżej zamieszczamy link i okno nagrania całości konferencji z serwisu YouTube.

Pandemia COVID-19 i długi zestaw kontrowersyjnych działań, jakie polskie władze podjęły w ramach zwalczania tego zjawiska, wywołały szereg negatywnych skutków, głównie w obszarze ochrony zdrowia publicznego i funkcjonowania systemu opieki zdrowotnej. Problemy te były już szczegółowo omawiane i oceniane przez ekspertów Ordo Iuris z perspektywy prawnej. Nie jest to jednak spojrzenie wyczerpujące temat, gdyż wymaga on podejścia interdyscyplinarnego, które – oceniając ograniczenia praw i wolności – powinno obejmować nauki o zdrowiu.

Tym samym eksperci z Ordo Iuris, wspomagani głosem fachowców z branż medycznej i biologicznej, przygotowali szczegółowe, merytoryczne opracowanie dotyczące medycznych aspektów ograniczeń wprowadzonych w Polsce od 2020 r. w związku z ogłoszoną przez rząd epidemią COVID-19. Ten 115-stronicowy raport zredagowali Łukasz Bernaciński i Jerzy Kwaśniewski. Jego autorzy to: Paweł Basiukiewicz, Dorota Jarecka, Marek Sobolewski, Łukasz Święcicki, Artur Tyński i Piotr Witczak. Pod tym linkiem można zapoznać się z jego treścią.

Dr Paweł Basiukiewicz: ilu ludzi naprawdę zmarło na COVID?

Bardzo ciekawy głos w dyskusji wypowiedział dr Paweł Basiukiewicz. Zwrócił on uwagę m.in. na to, że faktycznie trudno jest wskazać, ile zgonów w Polsce naprawdę nastąpiło w wyniku oddziaływania koronawirusa. Szczególnie kontrowersyjne jest bowiem podawanie do publicznej wiadomości zgonów oznaczanych jako zgony chorych na COVID-19 posiadających choroby współistniejące.

Dr Paweł Basiukiewicz przywołał także oficjalne ministerialne dane, wedle których rok 2020 cechowało aż 77 tysięcy więcej zgonów poza murami szpitali w stosunku do roku poprzedniego. Bez względu na to, jak zaklasyfikujemy te zgony „ponadnormatywne”, przykrywają one całość zgonów „ponadnormatywnych” w Polsce w 2020 roku. „Wiemy, że mamy ewidentną korelację pomiędzy zahamowaniem dostępności do szpitali a śmiertelnością ponadnormatywną. Im bardziej hamowano przyjęcie do szpitala, im więcej wdrażano środków izolujących społecznie, tym wyższą mieliśmy śmiertelność” – zwrócił uwagę ekspert.

Prof. Bogdan Chazan: dlaczego problemy zaczynają się już na etapie ambulatoryjnym?

W trakcie konferencji prelegentem był również prof. Bogdan Chazan. W swojej wypowiedzi nawiązał do wniosków zawartych w raporcie Ordo Iuris. Podkreślił on płynność sytuacji i ostrożność potrzebną przy formułowaniu wniosków. Jest to widoczne szczególnie teraz, na początku 2022 roku, kiedy to bez trudu można odnaleźć w sieci dziesiątki wypowiedzi ekspertów zatrudnionych przez rząd, którzy jeszcze w 2020 i na początku 2021 r. ze stuprocentową pewnością wypowiadali poglądy na temat zakaźności koronawirusa, skuteczności wprowadzonych rok temu szczepień, czy też zasadności wprowadzenia i utrzymywania restrykcji w zakresie praw i wolności obywatelskich.

Prof. Bogdan Chazan przypomniał, iż jednym z głównych celów wprowadzanych ograniczeń było wydłużenie w czasie liczby zakażeń, aby krzywa zakażeń się spłaszczyła i tym samym, by nie doszło do załamania systemu ochrony zdrowia. „Istnieje w stylu życia społeczeństwa, a także w organizacji opieki medycznej coś dzielącego w specyficznych sposób kraj na dwie części: północno-zachodnią i południowo-wschodnią. To ujawniło się w zaprezentowanych danych (…) Trzeba się zastanowić nad tym, dlaczego tak dużo nieszczęść skutkujących później ciężkimi chorobami lub zgonami, zaczyna się w opiece ambulatoryjnej” – powiedział.

Dr Piotr Witczak: skuteczność szczepionek jest zawyżana

O swoim wkładzie do wspomnianego raportu Instytutu Ordo Iuris mówił dr Piotr Witczak. Z obserwacji prowadzonych w różnych krajach wynikło, iż skuteczność szczepionek wraz z upływem czasu spada diametralnie. W ciągu kilku miesięcy szczepionki dają skuteczność na poziomie poniżej 50%. Szybsze tempo utraty skuteczności obserwuje się u osób starszych oraz u pacjentów, którzy mają inne choroby. Zdaniem dra Witczaka, ta skuteczność po dłuższym czasie może spaść nawet do zera.

Dr Piotr Witczak zwrócił także uwagę na zjawisko zawyżania oficjalnych wyników dotyczących istniejących w obiegu szczepionek na COVID-19. „Są to badania obserwacyjne, ale jest mnóstwo czynników zakłócających obserwację i wyniki. Jednym z takich czynników jest definicja osoby zaszczepionej i niezaszczepionej. Jeśli za zaszczepioną uznaje się osobę, która przyjęła drugą dawkę 14 dni temu, trzeba mieć na uwadze, że taka osoba – wedle definicji, mająca jeszcze status niezaszczepionej – w ciągu pierwszych kilku dni po przyjęciu drugiej dawki szczepionki wykazuje często objawy chorobowe. Wynikają one z chwilowego osłabienia organizmu. Wszystkie te przypadki klasyfikowane są na konto osób niezaszczepionych” – powiedział dr Witczak.  Jego zdaniem, tutaj kryje się jedno ze źródeł przeszacowania skuteczności dostępnych szczepionek. To właśnie osoby, u których minęło 14 dni od przyjęcia drugiej dawki preparatu są uwzględniane w obserwacji i wobec nich prowadzi się obserwację dopiero od momentu upłynięcia tego pierwszego okresu.

Zachęcamy do obejrzenia całości konferencji oraz zapoznania się z raportem Instytutu Ordo Iuris pt. „Ograniczenia praw i wolności wprowadzone w Polsce w związku z epidemią Covid-19 Część druga – aspekty zdrowotne” (link powyżej).

Kategorie
Aktualności

Wariant IHU koronawirusa i nowa fala paniki. Dr Hałat: „Pretekst dla kolejnych szczepień”

Nadciąga nowa fala histerii i paniki związanej z koronawirusem. Na wieść o zdiagnozowaniu raptem kilkunastu przypadków nieznanej dotąd odmiany wirusa Sars-CoV-2 we Francji, do klawiatur rzucili się internauci w Stanach Zjednoczonych i Kanadzie. Miliony osób poszukują informacji o wariancie IHU koronawirusa. Kiedy panika rozpocznie się w Polsce? Zapewne niebawem. Tymczasem, jak komentuje ekspert, nowy wariant wirusa i nakręcanie w przestrzeni publicznej paniki wokół niego, jest na rękę przede wszystkim lobbystom i politykom dążącym do narzucenia społeczeństwom kolejnych szczepionek.

Koronawirus wariant IHU – dlaczego Stany Zjednoczone i Kanada panikują na wieść o 12 przypadkach z Francji?

Jeszcze przed Nowym Rokiem można było sądzić, że to wariant Omikron koronawirusa będzie tematem nie schodzącym z pierwszych stron gazet i stron głównych najbardziej opiniotwórczych portali internetowych. Jednak już we wtorek 4 stycznia 2021 r. media obiegła informacja, iż w Marsylii zdiagnozowano kilkanaście przypadków infekcji spowodowanej zupełnie innym wariantem SARS-CoV-2, który jest  zakaźny w stopniu podobnym do Omikrona. 

Jak informuje portal Medonet, nietypową odmianę wirusa SARS-CoV-2 odkryli badacze, pracujący Instytucie Chorób Zakaźnych Szpitala Uniwersyteckiego w Marsylii (IHU Méditerranée Infection). Próbkę, w której ją zauważono, pobrano w połowie listopada 2021 r. Co ciekawe, pierwszy zakażony pacjant okazał się osobą w pełni zaszczepioną przeciw COVID-19.

Nie wiemy nic o jakichkolwiek śmiertelnych ofiarach takich zakażeń. Reprezentujący IHU Méditerranée Infection ekspert ds. wirusologii Philippe Colson stwierdził, iż choć mamy do czynienia z kolejnym wariantem Sars-CoV-2 pochodzącym z Afryki (pacjent zero przyjechał z Kamerunu), to jednak sama informacja o potencjalnym stopniu zakaźności wirusa nie jest poparta jakimikolwiek wnioskami odnośnie zagrożeń płynących z zarażenia nim.

Zatem warto postawić pytanie: dlaczego nakręcana jest społeczna panika w związku z błachymi faktami dotyczącymi jednej z bodaj setek różnych mało popularnych odmian koronawirusa? Błachymi, bowiem niepopartymi jakimikolwiek wnioskami, które mogłyby zwiastować nowe zagrożenie dla zdrowia i życia obywateli? Już wariant Omikron skalą i dolegliwością objawów niewiele różnił się od wirusa przeziębienia. Wariant IHU nie ma potwierdzonych jakichkolwiek wniosków dotyczących jego większej szkodliwości. 

Straszenie nowymi odmianami koronawirusa jest na rękę politykom i lobbystom szczepionkowym

Niewątpliwie jednym z czynników napędzających spiralę paniki wokół wariantu IHU jest niezmienne dążenie mediów wielkonakładowych do pozyskania choćby chwilowego skoku oglądalności. Każdy wzrost liczby użytkowników czytających portale internetowe oraz oglądających materiały wideo znajduje bezpośrednie przełożenie we wzroście wpływów z reklam. W tym obrazie nie może dziwić, iż o wariancie IHU piszą od kilku dni wszystkie duże media, a w samej tylko wyszukiwarce Google zainteresowanie tym tematem w Kanadzie skoczyło do poziomu ponad pół miliona zapytań na dobę.

Kolejną wpływową grupą podmiotów zainteresowanych propagowaniem informacji o nowym wariancie koronawirusa są politycy. W wielu krajach świata parlamentarzyści pracują obecnie nad ustawodawstwem nakładającym na obywateli nowe obowiązki i potencjalne kary w związku z restrykcjami społecznymi oraz coraz powszechniejszym przymusem szczepień na COVID-19. Na naszym portalu pisaliśmy niedawno o zakusach polskiego Sejmu na przyjęcie prawa wymuszającego na pracownikach okazywanie na wniosek przełożonych dokumentów potwierdzających zaszczepienie, brak zakażenia COVID-19 lub przejście tej choroby w ramach systemu testów i kwarantanny (tutaj można przeczytać ten artykuł).

O komentarz odnośnie sytuacji związanej z rozprzestrzenianiem informacji o wariancie IHU poprosiliśmy eksperta ds. wirusologii, byłego wiceministra zdrowia i Głównego Inspektora Sanitarnego dr. Zbigniewa Hałata. Czy nowa spirala paniki ma jakiekolwiek uzsadanienie medyczne, czy też jest napędzana sztucznie?

IHU wyprzedziło „Pi” jako przyczyna wdrożenia i sprzedaży nowej szczepionki. Wystarczy przypomnieć formułowane od samego początku pomysły Anthonego Fauci, który mówił, że dotychczasowe szczepienia przeciw COVID-19 nie wystarczą, by pokonać Omikrona

– mówi dr Zbigniew Hałat.

Jego zdaniem, wszystkie te doniesienia, które tak szybko podchwytują politycy i współpracujący z nimi rządowi doradcy medyczni, świadczą o tym, że nowe oblicze koronawirusa jest im bardzo potrzebne do walki z przeciwnikami przymusu szczepień i kolejnych lockdownów. Nowy wariant IHU wytrąca z rąk adwersarza pewne argumenty i zmusza go do szukania nowych. „Nowy wariant to nowe szczepienia, a wraz z nimi – nowe obowiązki” – zauważa dr Hałat. 

 

Źródło: medonet, rp.pl, własne.

Kategorie
Aktualności

Rząd utrzymuje restrykcje, pomimo rosnącego sprzeciwu społecznego. Te petycje wysłały już dziesiątki tysięcy Polaków!

Rząd Zjednoczonej Prawicy wydaje się być głuchy na rosnące niezadowolenie i protesty społeczne związane z utrzymywaniem szkodliwych restrykcji sanitarnych. Minister zdrowia Adam Niedzielski straszy kolejną falą zakażeń koronawirusem, jednocześnie publicznie sugerując, że rząd już w środę 5 stycznia może zakomunikować o nowych obostrzeniach. Tymczasem, coraz więcej Polaków otwarcie protestuje przeciwko lockdownowi i segregacji sanitarnej.

Restrykcje covidowe na styczeń – nowe groźby ministra zdrowia i skandaliczny projekt ustawy

W Nowy Rok wkroczyliśmy z kolejnymi decyzjami, które szkodzą społeczeństwu. W poniedziałek 3 stycznia minister zdrowia Adam Niedzielski publicznie sugerował (nie wiadomo, skąd czerpiąc takie przypuszczenia), iż spadająca średnia dobowa liczba zakażeń może zamienić się w trend odwrotny, czyli wzrostowy. W związku z tym, zapowiedział, że w środę 5 stycznia lub w piątek 7 stycznia rząd będzie debatował nad rozszerzeniem już obowiązujących restrykcji. Przypomnijmy, że obowiązujące limity dotyczą zamknięcia dyskotek i klubów nocnych oraz limitów wstępu m.in. do kościołów, sklepów, restauracji czy miejsc kultury i rozrywki (wszędzie tam ograniczono obłożenie do 30 proc.).

Zdaniem dziennikarzy RMF FM, rząd nie pozwoli sobie jednak na dalsze „przykręcanie śruby”, ale niemal na pewno postanowi o przedłużeniu istniejących restrykcji. W tym kontekście wspomina się też o potencjalnym rozłamie politycznym w klubie parlamentarnym Prawa i Sprawiedliwości, jako że obostrzeniom aktywnie sprzeciwia się w nim grupa kilkudziesięciu parlamentarzystów.

Na inny kierunek działań obozu rządzącego wskazują posłowie Konfederacji. Jak zauważył poseł Artur Dziambor, już 5 stycznia w Sejmie RP ma się odbyć publicznie wysłuchanie w sprawie projektu ustawy ustanawiającej segregację sanitarną w miejscach pracy. Projekt ten przewiduje niespotykane dotąd i mocno wątpliwe z konstytucyjnego punktu widzenia regulacje, szczególnie te dotyczące zmuszania pracowników do okazywania na wniosek przełożonych dokumentów potwierdzających zaszczepienie, brak zakażenia COVID-19 lub przejście tej choroby w ramach systemu (tzn. z testem i kwarantanną). Jak zauważają dziennikarze portalu PCh24.pl, w kształcie przewidzianym przepisami tego projektu rolę tę będzie spełniał certyfikat szczepienia, ważny 48 godzin negatywny wynik testu PCR i informacja o statusie ozdrowieńca.

Za projektem opowiada się wspomniany wcześniej resort zdrowia. Nie może to dziwić, jako że Adam Niedzielski dał się poznać jako autor wielu kontrowersyjnych lub wręcz wewnętrznie sprzecznych wypowiedzi. W ostatnich dniach media podchwyciły jego słowa, w których wskazuje on na dużą uznaniowość klasyfikowania zgonów w szpitalach jako tzw. covidowych lub powiązanych z chorobą COVID-19.

Jak robiliśmy porównanie z Niemcami, to wychodziło nam, że ta metodologia jest inna. Natomiast też zwracam uwagę, że jeżeli patrzymy na to, co jest wpisane na karcie zgonu, bo to najważniejsza informacja, to oczywiście zależy od pewnej praktyki podejmowania decyzji czy opisania tego przez lekarza. Ona wynika z wykształcenia, podejścia

– mówił podczas rozmowy w studiu RMF FM. Ta kuriozalna wypowiedź odsłania, iż rząd nie ma rzetelnej wiedzy na temat liczby zgonów wywołanych przez COVID-19, przez co nie zna skali realnego oddziaływania wirusa na społeczeństwo. Jaki sens w tym kontekście mają istniejące restrykcje na styczeń, nie wspominając już o groźbach wprowadzenia dalszych ograniczeń?

Te petycje podpisały już dziesiątki tysięcy Polaków. Protestujących przybywa z każdą godziną

Decyzje i zachowania publiczne ministra coraz częściej poddają otwartej krytyce obywatele. Rośnie zainteresowanie i udział w społecznych protestach wobec przyjętej przez rząd strategii walki z koronawirusem. Akcja „Stop segregacji Polaków”, którą prowadzi Stowarzyszenie Kultury Chrześcijańskiej wspólnie ze Stowarzyszeniem „Polonia Christiana”, zyskała już poparcie blisko 65 tysięcy Polaków. Podpisujących przybywa z każdą dobą – można to uczynić na stronie stopsegregacji.pl.

Z kolei kampanię „Żadnych lockdownów!”, która stosunkowo niedawno pojawiła się w sieci, poparło już ponad 18 tys. osób. W jej ramach obywatele wysyłają petycje przeciwko kolejnym restrykcjom do premiera, ministra zdrowia oraz ministra edukacji i nauki. Akcja dostępna jest na stronie zadnychlockdownow.pl.

Protestów społecznych jest coraz więcej, a liczba ich uczestników zaczyna powoli osiągać pokaźne rozmiary. Oprócz wspomnianych wyżej petycji internetowych, akcje w podobnej tematyce zorganizowały CitizenGo oraz Polska Jest Jedna (blisko 100 tys. podpisów pod listem do Prezydenta RP). Rząd Zjednoczonej Prawicy wydaje się jednak ignorować wszystkie społeczne protesty, a do poparcia szkodliwych projektów ustaw, wobec których napotyka sprzeciw we własnych szeregach, zachęca ugrupowania opozycyjne.

Zachęcamy do udziału w linkowanych poniżej obywatelskich petycjach, które współorganizuje nasze Stowarzyszenie. Tylko masowy sprzeciw, o którym coraz częściej nieoficjalnie zaczynają mówić politycy PiS – choć udają, że nie ma to wpływu na ich decyzje – pozwoli zachować nam wszystkim podstawowe prawa i wolności obywatelskie.

 

Źródło: pch24.pl, rmf24.pl, wpolityce.pl.

Kategorie
Aktualności

W Nowym Roku lockdown i segregacja sanitarna?! Prawy Prosty Plus – odcinek specjalny

Na to spotkanie warto przyjsć, aby zobaczyć ten program na żywo! Już w czwartek 9 grudnia 2021 r. red. Jan Pospieszalski i red. Łukasz Warzecha będą gośćmi specjalnego wydania programu Prawy Prosty Plus. Gospodarz audycji red. Łukasz Karpiel dostarczy nam świeżej dawki informacji, opinii i prognoz na rok 2022, w który wchodzić będziemy z… nowymi obostrzeniami i segregacją sanitarną, które wprowadza się pod hasłem walki z pandemią.

„Prawy Prosty” to program emitowany w telewizji internetowej PCh24TV, którego pomysłodawcą i autorem od 1. odcinka jest red. Łukasz Karpiel. Jak dotąd, ukazało się 109. odcinków programu. W kwietniu 2021 r. wicenaczelny portalu PCh24.pl uruchomił na wspomnianym kanale dodatkowy format – Prawy Prosty Plus. Jest to z kolei cykl publicystyczny, w którym bieżące wydarzenia społeczno-polityczne omawiają postaci doskonale znane polskim czytelnikom o profilu konserwatywnym. I właśnie z udziałem dwóch specjalnych gości – red. Jana Pospieszalskiego i red. Łukasza Warzechy – odbędzie się w najbliższy czwartek otwarte dla publiczności wydanie programu „Prawy Prosty Plus”.

Uczestnicy programu przy współudziale publiczności będą komentować ostatnie decyzje rządu Mateusza Morawieckiego, w tym częściowy lockdown od 15 grudnia 2021 r. oraz obowiązkowe szczepienia dla wybranych grup pracowniczych. Od 1 marca 2022 mają być to medycy, nauczyciele i służby mundurowe. Tym samym przedświąteczny „Prawy Prosty Plus” stanie się zarazem okazją do podsumowania mijających 365 dni. A wydarzeń na przestrzeni całego 2021 roku nie brakowało. Kolejne fale pandemii koronawirusa na świecie, wycofanie wojsk USA z Afganistanu, sprowokowany przez Aleksandra Łukaszenkę i Władimira Putina kryzys migracyjny, EKO-szaleństwo eurokratów – to tylko niektóre z wydarzeń, jakie miały miejsce w mijającym roku. O tym wszystkim i nie tylko będą dyskutować goście Łukasza Karpiela – Jan Pospieszalski i Łukasz Warzecha już w czwartek 9 grudnia w Krakowie.

Zapraszamy Państwa do przybycia na to wyjątkowe wydarzenie do sali konferencyjnej Hotelu Miodosytnia (poziom -1) w Krakowie przy ul. św. Wawrzyńca 6. Dojazd komunikacją miejską: przystanki tramwajowe Św. Wawrzyńca lub Plac Wolnica. Początek spotkania zaplanowano na godz. 18:00. Wydarzenie organizują Stowarzyszenie Ks. Piotra Skargi we współpracy ze Stowarzyszeniem „Polonia Christiana”. Wstęp wolny!

Kategorie
Środowiska-zwyczaje-cywilizacja

Włodzimierz Bodnar: Gdyby to zależało ode mnie, pandemii już by nie było

Leczenie objawowe COVID-19 to wielki błąd, który wynika z rządowej strategii walki z pandemią. Wskutek tych założeń nie zwalczamy samej choroby, bo koncentrujemy się na skutkach, a nie na przyczynie. Tymczasem trzy etapy prawidłowej kuracji – zahamowanie wirusa, pobudzenie odporności i zwalczenie powikłań – gwarantują szybkie, prawie zawsze skuteczne pokonanie choroby. I na lokalną skalę nam się to udaje. Już od wielu miesięcy województwo podkarpackie ma najniższy wskaźnik nowych zakażeń w Polsce – mówi lekarz medycyny Włodzimierz Bodnar w rozmowie z Marcinem Więckowskim.

Panie Doktorze, choć w lokalnym środowisku jest Pan od dawna znanym i cenionym lekarzem, w ostatnich miesiącach w całej Polsce zrobiło się o Panu głośno, a to za sprawą Pańskiego autorskiego programu leczenia COVID-19 z zastosowaniem amantadyny…

– W zawodzie pracuję od dwudziestu pięciu lat. Jestem pediatrą i specjalistą chorób płuc. Prowadzę w Przemyślu przychodnię Optima, której jestem jedynym właścicielem. Ścieżka leczenia choroby COVID-19 przy pomocy amantadyny jest wynikiem moich wieloletnich badań oraz inwestycji.

 

Co to jest amantadyna i jak może być wykorzystana przy leczeniu COVID-19?

– Amantadyna to organiczny związek chemiczny o strukturze zbliżonej do diamentu. Nie znamy dokładnie jej działania, ale wiemy z dotychczasowych doświadczeń, że ma ona działanie przeciwwirusowe i przeciwzapalne, może też działać przeciwcukrzycowo i przeciwbakteryjnie. Jest znana jako lek od dziesięcioleci i stosowana na przykład w leczeniu choroby Parkinsona.

Mechanika amantadyny jest wieloraka. Błyskawicznie hamuje ona rozwój wirusa, a jednocześnie działa regenerująco na tkanki układu nerwowego, które bardzo często przy chorobie COVID-19 zostają przez wirus uszkodzone. A ponieważ lek to nie komputer i nie wybiera, które tkanki regenerować, a które nie, więc przypuszczamy, że działa tak również na wszystkie inne.

Efekty podania amantadyny widać już po czterdziestu ośmiu godzinach i zwykle po kilku dniach pacjent jest wyleczony. Osoby leczone amantadyną od wczesnych stadiów choroby rzadko mają po niej jakiekolwiek powikłania, prawie nie występuje u nich zespół zmęczenia pocovidowego. Ale nawet u ludzi, którzy nie byli leczeni, amantadyna ma szerokie zastosowanie także po przejściu COVID-19 – do zwalczania powikłań. Moje obserwacje potwierdzają doniesienia lekarzy z Niemiec, Danii, USA, a nawet z Chin. Ale wyników ich badań prawie nigdzie nie dopuszcza się do publikacji.

 

Skoro to tak dobry lek, to dlaczego jest tyle głosów przeciwnych stosowaniu amantadyny i tak rzadko się ją wykorzystuje?

– Wydaje mi się, że amantadyna jest po prostu zbyt tania i nie chronią jej żadne patenty, a zatem nikt nie może na niej dużo zarobić. Dochodzi po prostu do konfliktu interesów.

 

Kiedy sam leżałem w szpitalu z COVID-19, mówiono mi, że nie ma jeszcze leku na tę chorobę, można leczyć tylko jej objawy.

– To jest wielki błąd, który wynika z rządowej strategii walki z pandemią. Wskutek tych założeń opieramy się tylko na leczeniu objawowym i nie zwalczamy samej choroby; koncentrujemy się na skutkach, a nie na przyczynie. W dodatku wiele przychodni zamieniło się w centra telefoniczne – kontakt z lekarzem jest utrudniony, a większość chorych zamkniętych w domach nie jest w ogóle niczym leczona; ci z najcięższym przebiegiem choroby trafiają do szpitali, ale i tam bez odpowiednich procedur leczenia ludzie masowo umierają.

Tymczasem trzy etapy prawidłowej kuracji – zahamowanie wirusa, pobudzenie odporności i zwalczenie powikłań – gwarantują szybkie, prawie zawsze skuteczne pokonanie choroby. Co warto dodać, badania wykazały, że amantadyna nie koliduje z żadnymi innymi lekami. Można więc podawać ją równolegle z leczeniem objawowym, nie odrzucając tego drugiego; pacjent nie musi też odstawiać leków na inne choroby, które stale przyjmuje.

 

Jak wygląda obecnie sytuacja z dostępnością amantadyny w Polsce?

– Niestety, są z tym olbrzymie trudności. Importujemy niewielkie partie za zgodą ministerstwa zdrowia, ale to ilości daleko niewystarczające. W tej chwili najczęściej stosujemy zamienniki, na przykład siarczan amantadyny. Wielu pacjentów kupuje lek za granicą na własną rękę. Tak więc sytuacja w Polsce jest ogromnie trudna, podczas gdy w niektórych krajach, takich jak Chiny czy Egipt, amantadynę można kupić w aptece bez recepty. I widać, jak te kraje radzą sobie z pandemią, a jak my.

Niestety, dopóki nie zmieni się nastawienie ministerstwa i Naczelnej Izby Lekarskiej do amantadyny, dopóty ludzie będą masowo umierać. Już jakiś czas temu powiedziałem, że gdyby to ode mnie zależało, dawno byłoby po pandemii, i tego się trzymam.

 

Niektóre media publikują paszkwile na Pana temat, zarzucając, że kilkunastu Pańskich pacjentów zmarło albo że na leczenie skierował Pan osoby, które nie miały nawet wykonanego testu.

– Ci ludzie zmarli na COVID-19 i choroby współistniejące, a nie z powodu zażywania amantadyny. W żadnym z tych artykułów nie przedstawiono ani jednego dowodu naukowego na to, że amantadyna spowodowała śmierć jakiegokolwiek pacjenta. Bo takich dowodów po prostu nie ma!

Amantadyna jest lekiem bezpiecznym, który nie powoduje efektów ubocznych, tylko działania niepożądane, i to możliwe do skorygowania innymi lekami. W dodatku ma wysoki próg stosowania, czyli bardzo trudno ją przedawkować.

Ale nie ma leku na wszystko i w przypadkach, gdy rozpoczynamy podawanie amantadyny zbyt późno, na zaawansowanym etapie rozwoju choroby, zwłaszcza u człowieka starszego, zdarza się, że pacjenta nie da się już uratować. Dlatego tak wielkie znaczenie ma czas: im szybciej zaczniemy podawanie amantadyny, tym większa szansa na uratowanie chorego i powstrzymanie powikłań, które mogą mieć bardzo poważne konsekwencje.

A odnośnie testów, to upieranie się przy tym, żeby każdego pacjenta z objawami wysyłać na test, jest sprzeczne z elementarnymi praktykami lekarskimi. W przypadku COVID-19 mamy do czynienia z objawami typowymi, które zostały dobrze opisane i sprawdzają się w przytłaczającej większości przypadków. Dlatego leczenie powinno się rozpoczynać na podstawie diagnozy objawowej. Testy robi się wtedy, kiedy zachodzi wątpliwość, z jaką chorobą mamy do czynienia. Dodajmy do tego, że dwadzieścia procent testów PRC daje wynik fałszywy. I jeśli przyjmuję pacjenta z objawami, któremu wyszedł wynik negatywny, to mam go nie leczyć? Przecież to absurd. Ale tak to już jest, kiedy dziennikarze próbują pouczać lekarza, jak ma leczyć ludzi.

 

Leczą się u Pana pacjenci tylko z Przemyśla i okolic czy z całej Polski?

– Z całej Polski, a nawet z zagranicy. Miałem już pacjentów z Białorusi i Litwy, a telefony z Niemiec, Francji, Irlandii, nawet z Kanady. Oczywiście im bliższa odległość, tym więcej ludzi się zgłasza. Proszę zauważyć, że już od wielu miesięcy województwo podkarpackie ma najniższy wskaźnik nowych zakażeń w Polsce, mimo że jesteśmy jednym z najbardziej zagrożonych regionów, bo graniczymy z Ukrainą.

Amantadyna, oprócz leczenia choroby i regeneracji organizmu, ma jeszcze jedno zastosowanie: hamuje rozwój pandemii. Ludzie szybciej wychodzą z choroby, a więc zarażają mniej nowych osób. Wydawałoby się, że nasza przychodnia powinna się stać jakimś wielkim ogniskiem zakażeń, prawda? Tymczasem jest dokładnie na odwrót – po prostu chorzy po kilku dniach od zażycia amantadyny są już „czyści” i nie roznoszą wirus po kolejnych osobach. Dlatego mimo że nasyłano już na nas Sanepid, kontrola nie wykazała żadnych nieprawidłowości.

I co równie ważne, amantadyna stymuluje wytwarzanie przeciwciał, czyli naturalną odporność na wirus SARS-COV-2. Oczywiście zdarzały się przypadki powtórnych zachorowań ludzi leczonych amantadyną, tak jak zdarzają się po dwóch dawkach szczepionki, ale osoby te przechodziły chorobę po raz drugi bardzo łagodnie: tymczasem wśród osób nieleczonych drugie przebycie COVID-19 było na ogół dużo cięższe i w wielu przypadkach śmiertelne.

 

Co Pan sądzi o rządowej strategii walki z pandemią, o lockdownie?

Lockdown przyczynił się do wielu bardzo negatywnych zjawisk: bankructwa firm, poczucia braku stabilności, problemów z tyciem i rozwojem wielu innych chorób, w tym psychicznych, które bardzo źle wpływają na odporność i utrudniają walkę z chorobą, zamiast w niej pomagać. Najgorsze jest jednak to, że ozdrowieńców pozostawia się samych sobie: jeśli sami się nie upomną choćby o kontrolne badanie płuc, to po wyzdrowieniu z COVID-19 nikt się już nimi nie zajmuje. Obecnie szacujemy, że będziemy mieć w Polsce w najbliższych latach od stu tysięcy do pół miliona nadliczbowych osób niepełnosprawnych, dlatego że zupełnie zapominamy o leczeniu powikłań.

 

Zauważył Pan zapewne, że po wpisaniu w wyszukiwarkę internetową Pańskiego nazwiska lub nazwy przychodni wyświetla się automatyczny alert covidowy?

– Zupełnie mnie to nie dziwi. Od wielu miesięcy jesteśmy blokowani na portalach społecznościowych. Obcina się nam zasięgi, nawet opłaconych postów, a w mediach głównego nurtu panuje niepisane embargo na nas. Informacje o naszych usługach są przekazywane jak za starych czasów: pocztą pantoflową, pomiędzy znajomymi i członkami rodzin. Ale nawet w taki sposób docieramy do tysięcy osób. Sam otrzymałem wiele imiennych podziękowań, zwłaszcza od ludzi, u których przebieg choroby był ciężki, ale po zażyciu amantadyny nastąpiła błyskawiczna poprawa.

Dziękuję za rozmowę.

Kategorie
Środowiska-zwyczaje-cywilizacja

Jerzy Wolak: Szmata na gębie

Szczepią nas, liczą nas, wkrótce nas zakolczykują, po czym zaczną sprzedawać detalicznie i hurtowo. Albo popędzą do rzeźni (lub łaźni – co, jak przed kilkudziesięciu laty pokazała historia, może na jedno wychodzić). Po co nam wolność? Przecież mamy tyle bezpieczeństwa. Przecież czuwa nad nami tyle „czynników”: rząd i niezależni eksperci, ZUS i organizacje pozarządowe, a do tego policje tajne, widne i dwupłciowe. A zresztą wydumana to rzecz, wolność. To luksus, na który niewielu może sobie pozwolić. Po co nam się o nią szarpać – czy nakarmimy nią dzieci, rachunki zapłacimy, okryjemy się zimą? Co za nią kupimy?

Ludzka trzoda nie potrzebuje takich fidrygałków. Dlatego pozostaje głucha na głos Chrystusa, którego Duch Pański namaścił i posłał, aby więźniom głosił wolność, a niewidomym przejrzenie; aby uciśnionych odsyłał wolnymi (Łk 4, 18).

Zawołałem z ucisku do Pana – Pan mnie wysłuchał i wywiódł na wolność. Pan jest ze mną, nie lękam się – cóż mi może zrobić człowiek? (Ps 118, 5-6) – tego też nie chcemy słuchać.

Polacy zatykają uszy na głos świętego Pawła, który w liście do Galatów woła wprost do nich: Ku wolności wyswobodził nas Chrystus. A zatem trwajcie w niej i nie poddawajcie się na nowo pod jarzmo niewoli! (Ga 5, 1).

Czterdzieści lat temu ciężki trep żołdaka, tłamsząc zdrowy pęd ku wolności pogrążonego w czerwonej mgle narodu, przydepnął nas tak mocno, że w zasadzie do dziś się nie podnieśliśmy. Dlatego gdy trzydzieści lat temu odchodzący na bezkarną emeryturę żołdak oddał bat uprzednio wyselekcjonowanym sukcesorom, zapialiśmy w aklamacji. A gdy dwadzieścia lat temu brzydki zapach przeszłości rozszedł się na tyle szeroko, że trudno go było nie poczuć, wciąż nie chcieliśmy uwierzyć, jak nas mistrzowsko zrobiono w konia. A dziesięć lat temu już Europejczycy pełną gębą (z naciskiem na gębę), myśmy wszystko zapomnieli

Wolność kocham i rozumiem, wolności oddać nie umiem – śpiewał przed trzydziestu laty pozujący na Johna Lennona Chłopiec z Placu Broni i mało który Polak nie zna tego refrenu, i nie nuci go bezwiednie, gdy tylko usłyszy tę piosenkę.

Bezwiednie, bo ich świadome działania dowodzą ponad wszelką wątpliwość, że ani nie kochają, ani nie rozumieją. A oddać nie tylko umieją, ale wręcz chcą.

A ci co przedpotopowych piosenek nie znają, bo ich trzy dekady temu nie było na świecie? Ci w ogóle żadnego problemu z wolnością nie mają. Są wolni, bo przecież sami tak ogłosili na fejsbuku, instagramie, tłiterze. I przyklepali czerwonym znakiem runicznym wyciągniętym ze śmietnika historii. Albo sześciopakiem koloru…

Tym aż się prosi przypomnieć piosenkę jeszcze starszych „dziadersów”, która jednakowoż pomimo upływu czasu ani o jotę nie straciła na aktualności: Są tacy, to nie żart, dla których jesteś wart mniej niż zero. Mniej niż zero.

Obroża wrasta w szyję – tym głębiej, im dłużej się ją nosi. Z czasem wręcz wnika pod skórę tak, że jej wcale nie widać. A nawet nie czuć. Tylko niekiedy, nie wiedzieć czemu, człowiekiem targnie jakiś dziwny niepokój… Ale zaraz przechodzi.

Liczcie nas, szczepcie nas, kolczykujcie nas. A potem nas sprzedajcie. Byle ze zniżką.

 

Jerzy Wolak

 

Artykuł „Szmata na gębie” jest edytorialem 81. wydania magazynu „Polonia Christiana”. Zachęcamy do lektury naszego pisma. Najprostsza droga do jego zamówienia do skorzystanie z poniższego buttonu.

Kategorie
Środowiska-zwyczaje-cywilizacja

Dariusz Zalewski: Wychowanie w epoce cyfrowej

To szokująco aktualny artykuł Dariusza Zalewskiego z 2010 roku. Problem uzależnienia od internetu stał się obecnie głównym wyzwaniem pedagogicznym w Polsce i na świecie. Okres obostrzeń i lockdownów uzasadnianych walką z COVID-19 pogłębił katastrofę wychowawczą, generując całe pokolenia ludzi, którzy nie potrafią żyć bez telefonu w ręku i stałego dostępu do internetu. Autor przewidział ten bieg wydarzeń już wiele lat temu, formułując pilne i ważne postulaty dla rodziców i wychowawców. 

Francuski socjolog Roger Caillois dokonał klasyfikacji gier i zabaw, wymieniając ­zabawy charakteryzujące się naśladownictwem (na przykład, dziecięce zabawy w sklep, strażaków itp.), zabawy, w których dominuje czynnik losowy (jak loterie czy kości), współzawodnictwo (gry sportowe) oraz zabawy oparte na… ­oszołomieniu. Chociaż autorowi chodziło w tym przypadku o zabawy w rodzaju wirowania na ­karuzeli czy skakania na trapezie, to wydaje się, że do czynienia ze ­specyficznym rodzajem oszołomienia mamy również w przypadku gier komputerowych czy ­ogólnie zjawiska, które można okreśłić jako uzależnienie od internetu.

Ekran komputera oszałamia magią kolorów, szybkimi zmianami obrazów i zwrotami akcji. Nie bez znaczenia jest także ciągła pogoń za nowościami, za ciekawostkami, które wprowadzają umysł w rodzaj specyficznego pobudzenia i niepokoju. Dziecko pozostawione w tej sferze bez opieki zostanie wciągnięte w kolorowy wir i porwane do świata, w którym utracimy z nim kontakt.

Komputer, uzależnienie od internetu, edukacja

Użycie w tym przypadku słowa „porwanie” nie jest bynajmniej przesadą. Niech o tym zaświadczy przypadek trzynastoletniego chłopca z Genui, chorobliwie uzależnionego od gier wojennych. Przestał on chodzić do szkoły, nie chciał jeść, praktycznie cały swój czas spędzając przed ekranem komputera. Bezradna matka wezwała w końcu na pomoc karabinierów, którzy skonfiskowali konsolę do gier. Podobne przypadki wymuszają powstawanie specjalnych klinik leczących internetowe uzależnienia. Funkcjonują one w Stanach Zjednoczonych, Korei Południowej, a ostatnio także w Holandii.

Uzależnienie prowadzi do określonych skutków, czyli pojawiania się skaz na psychice, które klasyczna pedagogia nazywa wadami moralnymi. W skrajnych przypadkach mamy do czynienia z zachowaniami psychopatycznymi. Wiosną 2009 roku w jednym z niemieckich miasteczek uczeń zamordował piętnaście osób: kolegów, nauczycieli i przypadkowych przechodniów. Jego rodzicom całkiem nieźle się powodziło: mieli dom, porsche, a chłopak dostawał, co chciał. W wieczór przed zamachem „trenował zabijanie” na jednej z gier komputerowych. Na twardym dysku oprócz gier znaleziono kilka horrorów i zdjęcia pornograficzne. Chłopak ów trwał w „oszołomieniu” wywołanym między innymi przez nierozsądne korzystanie z komputera.

Skoro w sieci czyhają na nas i na nasze dzieci różne zagrożenia, to czy nie lepiej pozbyć się komputera? Nie, taka decyzja byłaby zbyt pochopna. Komputer może, owszem, przyczyniać się do rozsiewania zła, prowadzić do wspomnianych uzależnień czy do rozwoju wad charakteru, ale może też służyć edukacji, rozrywce i efektywniejszej pracy. Nie należy traktować internetu wyłącznie jako wielkiego śmietniska. Sztuką jest takie wychowanie, które potrafi uchwycić granicę między dobrem a złem i pozostawić dziecko po dobrej stronie.

Cnoty moralne a internet

W klasycznej pedagogice o wychowaniu decydowało uformowanie poszczególnych cnót stanowiących podstawę paidei. Dzięki cnotom młody człowiek opanowywał swoją nieokrzesaną naturę i popędy, stając się „pięknym moralnie” (kalos kai agatos). Wynalezienie technologii cyfrowych niczego w tym względzie nie zmieniło. Bez wypracowanych sprawności moralnych nie można mówić o wychowaniu!

Nie ulega jednak wątpliwości, że „nowe media” (pomimo swoich zalet) bywają dosyć wysublimowanymi narzędziami pokus, przez co stanowią istotną przeszkodę na drodze do ukształtowania się prawego charakteru. I nie chodzi tu jedynie o treści, jakie ze sobą niosą, ale również o specyficznie zniewalającą formę „oszałamiającego” przekazu. Dlatego jednym z podstawowych postulatów wychowawczych jest przygotowanie dziecka do korzystania z technologii informatycznych. Nie chodzi tu tylko o instruktaż na temat ewentualnych zagrożeń, ale o uformowanie podstawowych cnót w takim stopniu, aby dzieci mogły sobie poradzić z pokusami, które napotkają siedząc przed ekranem komputera.

Rodzice powinni być świadomi prawdy, iż sprawność jest efektem czasu i wielokrotnych powtórzeń. Zgadzając się na długotrwałe i powtarzalne wykonywanie przez dziecko pewnych zachowań przed komputerem, pozwalają na formowanie sprawności, które niekoniecznie muszą być cnotami. Wręcz przeciwnie – istnieje spore prawdopodobieństwo ukształtowania w ten sposób wad.

Wraz z postępem technologicznym można mówić o cnotach i wadach specyficznych dla całego obszaru ludzkiej działalności związanego z nowymi mediami. Zważywszy na specyfikę ich działania oraz mechanizm uzależniania od siebie, należy szczególnie zwrócić uwagę na konieczność wypracowania takich cnót, jak: powściągliwość i umiarkowanie, a zwłaszcza umiejętność poskramiania nieuporządkowanego pragnienia zabawy i rozrywki, którą w tradycyjnym kanonie reprezentowała cnota eutrapelii.

W kontekście internetu szczególne podłoże do rozwoju znajdują takie wady, jak: lenistwo, nadmierna ciekawość oraz nieczystość moralna. Nie można też zapominać o przywarach sprzeciwiających się cnocie prawdomówności (obmowie, kłamstwu, wulgarności, wyśmiewaniu, gadatliwości) oraz szacunku do innych (kłótliwości, oszustwu, mobbingowi).

Zabawa, powściągliwość i lenistwo – takie skutki wywołuje uzależnienie od internetu

Młodzież postrzega komputer głównie jako narzędzie zabawy i rozrywki. Zabawa jest ważną formą aktywności, ale powinna być dawkowana z umiarem i roztropnością. Wdrażanie do powściągliwości w korzystaniu z internetu będzie kluczowe dla osiągnięcia właściwego efektu wychowawczego. Nie chodzi o to, by rezygnować z godziwej rozrywki, ale o to, by nie przybrała ona form zniewalających. Dzieci mają swoje obowiązki i muszą się przyzwyczajać do ich wypełniania. Świat wirtualny zaś wciąga i hipnotyzuje, doprowadzając ostatecznie do nałogu.

W jaki sposób rodzice mogą poznać, że z dzieckiem dzieje się coś niedobrego? Według Marka Griffithsa, o uzależnieniu świadczy emocjonalne podporządkowanie danemu działaniu (nieustanne myślenie na dany temat); tzw. tolerancja dawkowania (na przykład, stopniowe wydłużenie czasu przebywania w sieci, aby osiągnąć pierwotny stan oszołomienia); negatywne objawy odstawienia (nieprzyjemne uczucia i objawy fizjologiczne w przypadku zaprzestania określonych działań); zewnętrzny konflikt z otoczeniem lub konflikt wewnętrzny, przejawiający się dyskomfortem psychicznym z powodu braku kontroli nad sobą; nawrót do nałogowych zachowań (nawet po latach) oraz niespodziewane zmiany nastroju.

Najlepszym sposobem na uniknięcie uzależnienia jest – jak już wspomniano – ograniczanie i roztropne dawkowanie kontaktów z komputerem. Niestety, wielu rodziców ma z tym spore kłopoty. Niebezpieczną tendencją jest traktowanie go jako… darmowej niańki. Posadzenie dziecka przed ekranem i włączenie gier daje rodzicom „święty spokój”. Mogą się zająć pracami domowymi lub po prostu w spokoju i ciszy odpocząć. Warto w tym miejscu zauważyć, że obyczaj pozostawiania dziecka „pod opieką komputera” jest nie tylko przyczyną rozwoju nowych wad, ale także następstwem wad już istniejących.

Dziecko, które nie marudzi, nie histeryzuje, potrafi się bawić nie przeszkadzając rodzicom, jest już w pewnym stopniu uformowane (posiada przynajmniej podstawowe umiejętności konieczne w swoim wieku rozwojowym). Brak takich umiejętności wynika z wcześniej popełnionych błędów rodzicielskich (na przykład, z braku przysposobienia dziecka do dyscypliny). I tak w konsekwencji wcześniejszych zaniedbań pojawia się następne – oddanie dziecka na wychowanie komputerowi!

Zbyt długie zabawy internetowe mają dwie główne negatywne cechy: nie rozwijają umiejętności społecznych oraz pogłębiają rozleniwienie. Lenistwo bowiem polega nie tylko na „nicnierobieniu”, ale również na tym, że nie robi się tego, co w danym momencie robić się powinno. Technologie cyfrowe to bardzo sprytny złodziej czasu, stwarzający złudzenie dobrego jego wykorzystania. Coś się wszak robi: ogląda, czyta, gra. Nie kojarzy się tej sytuacji z typową dla lenistwa bezczynnością. W efekcie, zamiast zrobić coś naprawdę pożytecznego – traci się drogocenny czas. Rodzice, uświadamiając dziecku ten mechanizm, powinni dodatkowo wolny czas mu zaplanować. Praca i obowiązki muszą być przeplatane różnorodną rozrywką (nie tylko komputerową). Tylko wtedy zachodzi szansa roztropnego wykorzystania wynalazku, jakim jest internet.

Ciekawość a czystość

Struktura tekstu internetowego oraz sposób redagowania portali sprawia, że czytelnik zbytnio koncentruje się na ciekawostkach i kwestiach drugoplanowych. Bombardowanie w artykułach newsami czy hiperłączami, które wciąż rozpraszają uwagę, rozstraja umysł. Przeskakując wciąż na nowy temat, czytelnik nie jest w stanie skoncentrować się na jednym. Badacze zwracają uwagę na specyficzne internetowe zjawisko skanowania tekstów, które zostają jedynie pobieżnie przeglądane i „zaliczane”. Różni się to od właściwego, pogłębionego czytania i w wielu przypadkach faktycznie blokuje rozwój intelektualny. Ciągłe pobudzanie umysłu ciekawostkami jest intelektualnie bezproduktywne. Właściwie nie chodzi tu o wiedzę, ale o emocjonalne zaspokojenie ciekawości.

Klasyczne podręczniki duchowości podkreślają, że upadek zaczyna się właśnie od niezdrowej ciekawości. Ona to – wbrew pozorom – zawsze jest początkiem zniechęcenia, acedii, sprowadzającej człowieka na niewłaściwą drogę. Podobny mechanizm odnajdujemy w tym przypadku. Brak wewnętrznego uporządkowania rodzi niepokój, który człowiek usiłuje przezwyciężyć poprzez ciągłą bieganinę po portalach internetowych. Pędzi za czymś, czego nie zgubił i dlatego nie jest w stanie tego odnaleźć.

Źle pojęta ciekawość wiąże się nie tylko z opisanym przed chwilą mechanizmem, ale także z czytanymi czy oglądanymi treściami. Niekontrolowana prowadzi do zainteresowania, na przykład, zdjęciami pornograficznymi. Jest to o tyle niebezpieczne, że nieczystość duchowa w sposób szczególnie destrukcyjny wpływa na charakter i silną wolę. Pornografia jest wszechobecna nie tylko na specjalnych stronach, ale występuje też na stronach pozornie neutralnych. Z tego względu trzeba pamiętać o specjalnych programach zabezpieczających, które chroniłyby dziecko przed takimi treściami.

Prawdomówność i szacunek

Inną sferą, nad którą trzeba zapanować w perspektywie internetu, jest mowa, a właściwie pisanie. Ciągłe komunikowanie (gadu-gadu, skype, sms) to specyficzny sposób funkcjonowania współczesnego pokolenia. Stąd panowanie nad językiem (dziś klawiaturą!) staje się szczególnie istotnym elementem wychowania. Ważnym elementem działań rodzicielskich musi się stać wdrażanie do prawdomówności, szczerości, cichości i pokory. Musimy zdać sobie sprawę, że jeśli nie wykształcimy tych cnót u naszych dzieci, szybko zbierzemy negatywne owoce naszego zaniedbania. Anonimowość w sieci, połączona z pokusą komentowania każdej niemal sprawy, sprzyja wymądrzaniu się, wulgarności, obrażaniu, kłamstwu i tym podobnym. Wszystko to zaś bierze się z nieopanowania potrzeby mówienia (gadatliwości).

Na zjawisko to często nakłada się pierwotna potrzeba kontaktu z drugim człowiekiem. Można nie mieć znajomych w „realu”, ale posiadać sporą ich grupkę w sieci. Wystarczy więc brać udział w dyskusjach pod artykułami czy komentować wypowiedzi „znajomych” na portalach społecznościowych, by łatwo popaść w manię gadulstwa, od którego tylko krok do obrażania i wulgaryzmów. W efekcie rozpędzone zło może prowadzić do poważnych przestępstw, na przykład, oszustw czy mobbingu internetowego (częste dzisiaj zjawiska ośmieszania i dręczenia w sieci).

Jak widać „oszołomienie” internetem (i uzależnienie od internetu) z jednej strony wymaga specjalnego podejścia, bo mamy do czynienia z pojawieniem się nowej przestrzeni dla wychowania, z drugiej zaś – skuteczność podejmowanych działań wciąż opiera się na sztuce kształtowania u dzieci cnót moralnych. Tymczasem nieraz słyszy się głosy, iż nowa sytuacja wymaga „nowoczesnego podejścia” pedagogicznego. Pojawiają się nowe kierunki (jak choćby konektywizm), które pomijają milczeniem moralny charakter wychowania w epoce cyfrowej. Jeśli jednak zapomnimy o kształtowaniu cnót, to nic nie uchroni naszego dziecka przed „oszołomieniem” i „porwaniem” przez internetowy, nie zawsze wspaniały, świat.

 

Dariusz Zalewski

Polonia Christiana nr 16 - uzależnienie od internetu

Artykuł Dariusza Zalewskiego pt. „Wychowanie w epoce cyfrowej” został opublikowany w 16. numerze magazynu „Polonia Christiana” (wrzesień – październik 2010 r.). To właśnie w tym wydaniu głównym tematem uczyniono zjawisko cyber trybalizmu.

Kategorie
Środowiska-zwyczaje-cywilizacja

Szymon Hołownia – lider nowej prawicy?

Nie powinniśmy patrzeć na Szymona Hołownię jak na nowego przedstawiciela lewicy. Stanie się on niebawem liderem czegoś znacznie bardziej niebezpiecznego: nowej prawicy, która ani myśli powstrzymywać żądania obyczajowej rewolucji.

Ustawiliśmy sobie Szymona Hołownię w narożniku jako zwierzoluba, szalonego ekologistę, zwolennika aborcji otwartego na uznanie małżeństw jednopłciowych. Uznaliśmy go za zdecydowanego „lewaka”, dostrzegając w nim antytezę PiS, która miałaby wchłonąć wyborców PO czy Lewicy. Nic podobnego. Polityczna inicjatywa Hołowni nie nałoży się na stare podziały. To raczej sygnał, że polską scenę polityczną czeka w najbliższych miesiącach wielka rewolucja. W takim układzie niedawny tefałenowski showman będzie liderem nowej prawicy – bez Matki Bożej w klapie i Jarosława Kaczyńskiego.

Prawa wolna?

Szymon Hołownia przeszedł drogę od „katolika otwartego” do aktywisty zafiksowanego na punkcie ekologii i Matki Ziemi. Być może jednak – na co niewielu zwraca uwagę – w tym postępowaniu jest pewna metoda. Nie jest to zwykła wolta. Hołownia wskakuje w ten sposób na wznoszącą falę młodzieńczego buntu przeciwko „dziadersom”, a patrząc z punktu widzenia podziałów politycznych w Polsce: przeciwko trwającej od blisko dwóch dekad hegemonii PO i PiS.

W dodatku druga kadencja rządów partii Jarosława Kaczyńskiego, kojarzonej ze światopoglądem konserwatywnym, spowodowała gwałtowne odchylenie wahadła poglądów młodszych wyborców i ich skręt w lewo. Badania na ten temat nie są oczywiście miarodajne, wszak – jak wynika z licznych analiz – młodsze pokolenie nie potrafi zdefiniować, czym jest lewicowość i prawicowość. Zmiana światopoglądowa jest zatem przejawem niechęci do PiS, choć oczywiście przejawia się także w radykalnym oporze wobec konserwatyzmu światopoglądowego tej partii.

Hołownia wykorzystuje ten trend. Trudno jednak uznać, by licytował się na lewicowość z Adrianem Zandbergiem. Nie jest przecież lewackim ideowcem zaczytanym w książkach Slavoja Žižka. Jego intelektualne życie toczyło się raczej w środowisku „katolików otwartych”, zakompleksionych wobec intelektualnych elit ponowoczesności i dlatego chłonących niczym gąbka współczesne ideologie.

Z tego zakompleksienia wyrósł człowiek zachwycony nowoczesnymi metodami „konstruowania” polityków bezpłciowych – produktów PR ulepionych jak z gliny na podstawie rozmaitych badań ilościowych oraz jakościowej analizy docelowego elektoratu. To już nie jest polityka, której pierwotny cel stanowić ma przecież organizacja życia społecznego, ale marketing oparty na big data. Produktem tego typu analiz jest właśnie Szymon Hołownia. Skoro większość swojego życia spędził na podążaniu za ideowym nowinkarstwem, usiłując niezdarnie godzić chrześcijańskie wartości z ponowoczesną rzeczywistością, a nawet zdegenerowanym światem showbiznesu, tym łatwiej mu nagiąć kręgosłup w polityce, której wymogi są obecnie bezlitosne: albo potrafisz dostosować swoje poglądy do targetu potencjalnych wyborców, albo przegrywasz.

Co to będzie za partia?

Dlatego Hołownia gotowy jest wciągać wszystko na swojej drodze jak odkurzacz. Aborcja? Da się zrobić. Homoseksualizm? Akceptujemy. Prawa zwierząt? Najważniejsze. Ekologia? To podstawa naszego życia. Kościół? Cenimy, ale wyrzucimy z życia publicznego. Gospodarka? By żyło się lepiej wszystkim, a najlepiej młodym.

Nie oznacza to jednak, że Hołownia stał się przezroczysty. Oczywiście trochę w nim zostało z tamtych młodzieńczych lat, gdy jako „katolik otwarty” potrafił – oddajmy mu to – bronić pewnych pryncypiów. Nigdy zatem nie stanie się bojownikiem spod znaku LGBT, który owinąwszy się tęczową flagą, manifestuje radykalne przekonanie, żądając kompletnej demolki społecznego status quo. Nigdy też zapewne nie zapisze się do partii Marty Lempart ani nie stanie ramię w ramię z Robertem Biedroniem i jego partnerem Krzysztofem Śmiszkiem. Plan Hołowni na zaistnienie na polskiej scenie politycznej wydaje się być całkiem inny. On nie chce się licytować na lewacki radykalizm, bo jest świadom, że nie pozbędzie się wizerunku „grzecznego” ministranta. Ten wizerunek zawsze z nim zostanie. Pewnych rzeczy nie da się po prostu pozbyć. I można założyć, mimo wszystko, że z pewnych rzeczy Hołownia sam nie chce zrezygnować.

Jaką więc partię buduje gwiazda TVN? Wydaje się, że będzie to nowe ugrupowanie konserwatywne, które zajmie miejsce PiS, zagospodarowując przy tym częściowo polityczne centrum. Nie przez przypadek jedną z pierwszych głośnych deklaracji Hołowni była propozycja nowego otwarcia w relacjach państwo–Kościół z zawoalowanym, antyklerykalnym przekazem. Zanim bowiem zabrał się on za budowę centroprawicowego ugrupowania, musiał pokazać dystans wobec instytucji, której społeczny autorytet od wielu lat słabnie. Odpiąwszy w ten sposób wizerunek Matki Bożej z klapy marynarki współczesnej politycznej prawicy, zarzucił sieci bardzo szeroko, łowiąc polityków i wyborców z centrum, ale pamiętając, że Zandbergowsko-Biedroniowa lewica pozostaje poza jego zasięgiem.

Zakonserwować postęp

Jaka zatem będzie prawica Szymona Hołowni? I kto na nią zagłosuje? Z pewnością – a to wymyka się ludziom tradycyjnie myślącym o podziałach politycznych – jest na polskiej scenie politycznej miejsce dla ugrupowania odrzucającego konserwatyzm światopoglądowy, a z drugiej strony nie wypisującego na swych sztandarach problemów wąskich grup społecznych, jak postulaty organizacji LGBT. Jest na polskiej scenie politycznej zapotrzebowanie na partię, która nie będzie wymagać niczego od społeczeństwa (wszak nikogo nie wolno zmuszać do heroizmu), samodzielnie usiłując załatwić wszystkie bolączki współczesnego człowieka: od zapewnienia pracy i mieszkania po zażegnywanie „zagrożeń” ekologicznych.

A co z aborcją lub związkami homoseksualnymi? Tu nowe ugrupowanie Hołowni płynie z prądem społecznych zapotrzebowań. Wpisuje się więc we wspomniane hasło o nieprzymuszaniu do heroizmu. A przecież odmawianie przywilejów homoseksualistom coraz częściej uznawane jest za „utrudnianie” im życia, a zakaz aborcji to – zdaniem zwolenników zabijania nienarodzonych – opresja względem kobiet. Dlatego partia Hołowni ma zamiar konserwować postęp. To oczywiście paradoks, ale czyż paradoksem nie jest dryf brytyjskiej Partii Konserwatywnej, która zalegalizowała homozwiązki, tłumacząc tę rewolucyjną decyzję pragnieniem zachowania ładu społecznego i wspieraniem rodzin (sic!)?

Z tej kwadratury koła dobrze zdaje sobie sprawę prezes PiS Jarosław Kaczyński. Nie przypadkiem przecież dał ogromną władzę dwudziestokilkuletniemu szefowi partyjnej młodzieżówki, Michałowi Moskalowi. Szef rządzącej partii nie rozumie współczesnych realiów, dlatego postawił na młodego polityka, dla którego paradoks myślenia nowego pokolenia nie jest niczym nadzwyczajnym. Moskal nie ma problemu z opowiadaniem o konserwatywnej kulturze i prawach zwierząt. Mówi z jednej strony o potrzebie budowania silnej opozycji wobec lewicy, a z drugiej zgrabnie posługuje się jej językiem, utrzymuje, iż nadal pozostaje konserwatystą. Ale czy można pozostawać wiernym tradycyjnym wartościom, lansując zarazem projekt postulujący uznanie praw dla zwierząt?

Pamiętajmy jednak, że Moskal funkcjonuje w partii budowanej przez polityków w większości hołdujących w miarę tradycyjnej wizji świata. I ci hamują jego zapędy. Hołowni natomiast nie powstrzymuje nic. A wręcz napędzają go radykalizująca się Platforma Obywatelska i presja ze strony organizacji międzynarodowych, coraz mocniej naciskających na zniszczenie status quo ante i budowę nowego świata. Dlatego to on zbuduje nową „prawicę”.

Strachliwy konserwatyzm PiS burzy w nas czasem krew, jednak konserwatyzmu w wykonaniu Hołowni nie poznamy w ogóle. Ale to do niego może w najbliższych latach należeć rząd młodych dusz. I to on będzie wówczas postrzegany jako lider umiarkowanej, centroprawicowej partii. Nie dziwmy się więc, że już teraz trudno się w tym odnaleźć.

 

Krzysztof Gędłek

Artykuł został opublikowany w 80. numerze magazynu „Polonia Christiana”.

Kategorie
Aktualności

Tydzień Życia i Wolności – zapraszamy na ostatnie dwa dni

Ostatnie dwa dni „Tygodnia Życia i Wolności” to wyjątkowe i szczególnie ważne w obecnej sytuacji tematy: #Zdrowie oraz #ProLife. Zapraszamy do przybycia na to wydarzenie – w piątek od godz. 16:30 w Warszawie oraz w sobotę od godz. 16:00 w Krakowie – i wysłuchania prelekcji oraz debat licznego grona ekspertów.

Przypomnijmy, że „Tydzień Życia i Wolności” to inicjatywa publicznego omówienia i oceny na szeroką skalę minionego roku i poczynań instytucji publicznych w dobie kryzysu wywołanego (a może bardziej uzasadnianego) koronawirusem Sars Cov-2 i chorobą COVID-19. Organizatorzy wydarzenia, a więc Stowarzyszenie „Polonia Christiana” oraz Stowarzyszenie Ks. Piotra Skargi, zaprosili do udziału w sześciu dniach kongresu ponad 50 prelegentów. 

W piątek 11 czerwca odbywa się panel #Zdrowie, na którym mowa będzie o medycznych i społecznych skutkach rządowych i instytucjonalnych działań wobec kryzysu COVID-19. Początek konferencji o godz. 16:30 w sali konferencyjnej im. I. Strzeleckiej w Centrum Konferencyjno-Szkoleniowym „Społem” przy ul. Grażyny 13/15 w Warszawie.

Oto dokładny program panelu #Zdrowie:

[16:30] Pokaz filmu Nowa nienormalność + Q&A z reżyserem: Piotr Relich

[18:00] Prelekcja autorska red. Witold Gadowski

[19:00] debata Medyczne i społeczne skutki rządowych i instytucjonalnych działań wobec COVID-19

prowadzący red. Paweł Chmielewski

  • Dr Paweł Basiukiewicz
  • Dr Mariusz Błochowiak
  • Dr Radosław Czosnowski
  • Dr Zbigniew Hałat
  • Prof. Kornelia Polok
  • Prof. Roman Zieliński
  • Paweł Klimczewski
  • Red. Jan Pospieszalski

Natomiast na sobotę 12 czerwca zaplanowany jest panel #ProLife, który poświęcony będzie sprawom ochrony życia od poczęcia oraz analizom i wnioskom na temat skuteczności działań ruchu prolife w Polsce. Początek panelu o godz. 16:00 w sali konferencyjnej hotelu INX Design w Krakowie przy ul. Starowiślnej 91.

Szczegółowy program sobotniej konferencji wygląda następująco:

[16:00] prelekcja Czy zakaz aborcji jest skuteczny? – mec. Adam Kondrakiewicz (Fundacja Koliber)

[16:45] prelekcja Czego jeszcze nie zrobiliśmy dla uratowania dzieci przed aborcją – Jacek Kotula

[17:30] Według feministek nie powinienem się urodzić  – gość specjalny dr Bawer Aondo-Akaa (Fundacja Pro – Prawo do życia)

[18:30] debata Jak przekonać młodych do obrony życia?

prowadzący red. Łukasz Karpiel

  • red. Agnieszka Borkiewicz (Media Narodowe)
  • Laura Lipińska (Fundacja Życie i Rodzina)
  • Karolina Pawłowska (Instytut Ordo Iuris)
  • red. Krystyna Różańska-Gorgolewska (Radio Poznań)
  • Katarzyna Uroda (Fundacja Pro – Prawo do życia)

[20:00] Marsze Dla Życia i Rodziny – prezentacja specjalna – Piotr Podlecki, SKCh im. Ks. Piotra Skargi

[20:15] wykład Dotrzeć z Ewangelią życia do serca każdego człowieka – ks. prof. UAM Andrzej Pryba MSF (Centrum im. Adama Smitha)

Serdecznie zapraszamy Państwa do udziału w obu tych panelach, osobiście bądź za pośrednictwem transmisji na żywo, które realizuje internetowa telewizja PCh24TV. Wystarczy wejść na stronę pch24.tv, aby każdego dnia dołączyć do bezpłatnej transmisji.

Kategorie
Aktualności

Tydzień Życia i Wolności – zapraszamy na wyjątkowe wydarzenie

Pierwszy raz w historii naszego Stowarzyszenia organizujemy konferencję, która obejmie aż sześć dni i w całości będzie transmitowana online. Tydzień Życia i Wolności to inicjatywa Stowarzyszenia Ks. Piotra Skargi i Stowarzyszenia „Polonia Christiana”, w którą włączył się cały szereg organizacji pozarządowych. Nadszedł czas, by powiedzieć prawdę o społecznych, medycznych, gospodarczych i prawnych skutkach obostrzeń, które wprowadzono pod hasłem walki z COVID-19.

 

Czy musimy składać nasze prawa i wolności na ołtarzu bezpieczeństwa? Co stało się z gospodarką, służbą zdrowia, edukacją i Kościołem? Dlaczego sprawa obrony życia urasta do rangi jednej z najważniejszych bitew cywilizacyjnych w XXI wieku? To ważne pytania, dlatego też chcemy udzielić na nie zdecydowanych odpowiedzi podczas Tygodnia Życia i Wolności, który odbędzie się w dniach 7-12 czerwca 2021 r

Sześć dni kongresu, podczas których wystąpi ponad 50 naukowców, publicystów i dziennikarzy, poświęcono sześciu zagadnieniom kluczowym dla funkcjonowania społeczeństwa z konserwatywnej i wolnościowej perspektywy. Tydzień Życia i Wolności w poniedziałek 7 czerwca zainauguruje panel #Kościół.

W ramach panelu na żywo transmitować będziemy 100. Jubileuszowe wydanie programu „Ja Katolik”, które poprowadzą red. Krystian Kratiuk i red. Paweł Chmielewski. Niebawem ujawnimy osobę gościa specjalnego, którego ugoszczą oni na antenie.

Już we wtorek 8 czerwca odbędzie się natomiast panel #Edukacja. To wydarzenie, podobnie jak dzień wcześniej #Kościół, odbędzie się w Krakowie.

Od środy 9 czerwca Tydzień Życia i Wolności gościć będzie w Warszawie. Ten dzień poświęcony ma być #Gospodarce. Z kolei w czwartek 10 czerwca w panelu #PrawaiWolności z udziałem wielu znanych nazwisk odbędzie się m.in. debata o prawach i wolnościach obywatelskich w dobie tzw. pandemii koronawirusa. Zdecydowanej ocenie prawnej i etycznej poddane zostaną m.in. wszystkie rządowe rozporządzenia, wprowadzane od zeszłego roku.

W piątek 11 czerwca zaprosimy Państwa do obejrzenia panelu #Zdrowie. Podczas niego dojdzie do debaty o społecznych i medycznych skutkach działań, jakie rząd Zjednoczonej Prawicy podjął pod sztandarem walki COVID-19. Pośród głosów pochodzących od ekspertów i dziennikarzy śledzących tę tematykę z pewnością nie zabraknie tych wyrażanych przez niepokornych lekarzy, których w ostatnich miesiącach próbowano uciszać za pomocą rozmaitych nacisków i postępowań.

Tydzień Życia i Wolności powróci do Krakowa w sobotę 12 czerwca. Dzień ten przebiegnie pod hasłem #ProLife, które w dobie pandemii zaczyna nabierać szerszego niż dotychczas wydźwięku. Nie chodzi tu tylko o słynne już orzeczenie Trybunału Konstytucyjnego z 22 października 2020 roku, które ograniczyło prawne możliwości legalnych egzekucji na nienarodzonych.

Organizatorzy chcą bowiem mówić także o opiece nad najsłabszymi oraz o formowaniu sumień dzieci i młodzieży w dobie coraz bardziej hałaśliwej i wulgarnej propagandy skrajnej lewicy, która od akceptacji dla aborcji przechodzi płynnie do deptania kolejnych fundamentalnych praw i wolności tych, którym dane już było się narodzić.

Czy tam właśnie kryją się źródła ideologicznej i medialnej eskalacji społecznego klimatu strachu, czego świadkami byliśmy wielokrotnie od wiosny 2020 roku?

W związku z ograniczeniami nakładanymi na wydarzenia o charakterze kongresowym, wszystkie panele tematyczne będą transmitowane na żywo za pośrednictwem naszej telewizji PCh24TV. Początek wydarzenia już w poniedziałek 7 czerwca o godz. 17:00.

Więcej informacji dostępnych jest na oficjalnej stronie wydarzenia: TydzienZycia.pl (wystarczy kliknąć tutaj, aby przejść do strony).

Organizatorami Tygodnia Życia i Wolności są Stowarzyszenie Kultury Chrześcijańskiej im. Ks. Piotra Skargi oraz Stowarzyszenie „Polonia Christiana”. Partnerami wydarzenia są: Centrum im. Adama Smitha, Stowarzyszenie Fidei Defensor, Instytut Ordo Iuris, Centrum Wspierania Inicjatyw Dla Życia i Rodziny, Fundacja Życie i Rodzina, Młodzież Wszechpolska, Fundacja Koliber oraz Towarzystwo na rzecz Rozwoju i Inicjatyw Społecznych.

Już niebawem przekażemy Państwu szczegółowe programy każdego z dni w ramach Tygodnia Życia i Wolności oraz listy prelegentów i uczestników debat.

Serdecznie zapraszamy!