Kategorie
Środowiska-zwyczaje-cywilizacja

Grzegorz Kucharczyk: Zmarnowana szansa

Trzydzieści lat temu przybył do nas Namiestnik Chrystusowy, który jak nikt znał wszystkie nasze problemy i rozumiał wszystkie nasze bolączki, aby nam dać na tacy program budowania niepodległości po dekadach niewoli, a myśmy go nie posłuchali, lecz wybraliśmy drogę naszych nieprzyjaciół – pisze w najnowszym numerze magazynu „Polonia Christiana” prof. Grzegorz Kucharczyk.

Trzydzieści lat temu święty Jan Paweł II miał świadomość przełomowego momentu naszych dziejów. Podczas homilii wygłoszonej w czasie Mszy Świętej 10 czerwca 1991 roku w Warszawie mówił: Nasza Ojczyzna znalazła się znowu w szczególnym momencie historycznym, momencie pod wieloma względami jedynym i może decydującym, którego nie można zmarnować dla jakichkolwiek racji. Jest to ogromny dar Boży, jakiś kairos naszej historii, który został nam dany i równocześnie zadany.

We Włocławku Ojciec Święty wskazywał na konieczność poczynienia elementarnych rozróżnień. Chodzi nie tylko o wydobycie właściwego sensu słowa „wolność”, której nie można tylko posiadać, ale trzeba stale, stale zdobywać, ale kluczowe jest właściwe nazwanie tego kairos – dziejowego przełomu, w którym znaleźliśmy się jako wspólnota narodowa. Ta chwila to nie transformacja, ale zmartwychwstanie.

Podczas spotkania w Teatrze Wielkim z reprezentantami świata kultury święty Jan Paweł II powiedział, że dzisiaj bardziej jeszcze czujemy potrzebę zmartwychwstania, imperatyw zmartwychwstania. (…) Zmartwychwstanie jest zasadą życia chrześcijańskiego (…) to samo zmartwychwstanie przez Norwida zostało przetłumaczone na wymóg życia narodowego, powiedziałbym nawet społeczno-ekonomicznego: jak być narodem zmartwychwstałym, to znaczy narodem, który żyje pełnią życia (Warszawa, 9 czerwca 1991).

Nie ma zmartwychwstania bez Boga. A więc przyjęcie imperatywu zmartwychwstania oznacza uznanie, że do Boga należą czasy i wieki. On jest Panem ludzkich dziejów, Bogiem przyszłości ostatecznej. Przyszłość ta to ludzkość zjednoczona w Trójjedynym Bogu (Białystok, 5 czerwca 1991). Skoro tak, to trzeba dziękować Bogu, albowiem jest to zasadniczy warunek, aby nie gasić ducha (Warszawa, 10 czerwca 1991).

Ład prawa naturalnego

Jak jednak uczynić, za radą Norwida, zmartwychwstanie wymogiem życia narodowego? Święty Jan Paweł II wskazywał w tym kontekście na konieczność oparcia naszej Trzeciej Niepodległości na ładzie mądrości, czyli prawie naturalnym. Prawo Przedwiecznej Mądrości wpisane w serce człowieka pozwala mu uczestniczyć w ładzie całego stworzenia, a nade wszystko kształtować w sposób godny, w wolności i sprawiedliwości, obcowanie wzajemne osób, wspólnot i społeczeństw na ziemi (Białystok, 5 czerwca 1991). Także polskiej wspólnoty politycznej.

Najzwięźlejszym opisem tego ładu mądrości jest Dekalog – dziesięć prostych słów, stanowiących jednak pochodzący od Boga moralny fundament, zakorzeniony w Jego Stwórczej, Ojcowskiej Mądrości i Opatrzności. (…) Jeśli człowiek burzy ten fundament, szkodzi samemu sobie: burzy ład życia i współżycia ludzkiego w każdym wymiarze. Zaczynając od wspólnoty najmniejszej, jaką jest rodzina, i idąc poprzez naród aż do tej ogólnoludzkiej społeczności, na którą składają się miliardy ludzkich istnień (Koszalin, 1 czerwca 1991).

Ład odrzucony

Przedstawiony przez świętego Jana Pawła II program budowy naszej Trzeciej Niepodległości w oparciu o skałę Dekalogu bardzo szybko dostał się pod huraganowy atak sił lewicy laickiej i liberalnej (wedle słów samego papieża z listu do Jerzego Turowicza z roku 1995). Papież nie rozumie polskiej demokracji! Zamiast cieszyć się z odzyskanej wolności, tylko krzyczy – te i podobne oskarżenia już latem 1991 roku formułowano na łamach „Gazety Wyborczej”, zajmującej wtedy de facto pozycję monopolisty w zakresie posiadania „jedynie słusznych poglądów” na rynku medialnym.

Przeszkadzało, że święty Jan Paweł II ujmował się za życiem nienarodzonych, podkreślając konieczność solidarności integralnej, dotyczącej również tych najsłabszych istot ludzkich. Zabolało obnażenie przez Ojca Świętego właściwego znaczenia sloganu o neutralności światopoglądowej państwa, który w rzeczywistości jest postulatem ateizowania państwa i życia społecznego, i niewiele ma wspólnego ze światopoglądową neutralnością. Już wtedy dał się wyraźnie słyszeć postulat, ażeby do życia społecznego i państwowego w żaden sposób nie dopuszczać wymiaru świętości (Lubaczów, 3 czerwca 1991).

Nauczanie papieskie szło w poprzek rozpoczynającej się właśnie pedagogice wstydu, czyli zawstydzania Polaków ich historią jako zestawem czekających dopiero na odkrycie zbrodni i współdziałania z najokrutniejszymi ludobójcami. Tymczasem święty Jan Paweł II przypominał, że Polacy byli zawsze narodem rycerskim (Koszalin, 1 czerwca 1991). Przywoływał dziedzictwo wielkiej Rzeczypospolitej (Lubaczów, 3 czerwca 1991) i nauczał, że nasza Ojczyzna była przez wieki gościnnym domem dla wszystkich jej mieszkańców. Żyły tu obok siebie różne narodowości, niejedna religia i wiele wyznań. Wyróżniała się rzadką w Europie tolerancją, co słusznie odnotowali dziejopisarze (Warszawa, 10 czerwca 1991). To się nie mogło podobać środowisku, które już szykowało się do przedstawiania (chociażby na kartach nagrodzonej Noblem literatury) historię Rzeczypospolitej Obojga Narodów jako polską odmianę kolonialnego imperializmu.

Czerwone mity

To samo środowisko pisało na nowo również dzieje przechodzenia Polaków przez „Morze Czerwone”. W tym ujęciu największe zasługi w jego sforsowaniu mieli mieć ci sami, którzy chcieli nas wcześniej w tym samym morzu utopić, czyli zdominowane przez przedstawicieli lewicy laickiej skrzydło „opozycji demokratycznej”. Lewica laicka swoją polityczną, intelektualną oraz środowiskową genezę czerpała zaś ze środowiska partyjnych „rewizjonistów”, rozczarowanych w pewnym momencie faktem, że PZPR nie chce podążać drogą demokratycznego socjalizmu.

Początkiem polskiej drogi do wolności miał być więc Marzec 1968, gdy na skutek wewnątrzpartyjnej dintojry frakcja rewizjonistów ostatecznie została usunięta z PZPR. Data była tym bardziej poręczna, że nadawała się na uzasadnienie zawstydzania Polaków rzekomym antysemityzmem. I nic nie przeszkadzało, że „walka z syjonizmem” służyła wewnątrzpartyjnym porachunkom, bo przecież jest ONR-u spadkobiercą Partia.

A tu przyjeżdża papież i uczy, że to Pan Bóg dał nam przez wstawiennictwo Królowej Polski przezwyciężyć te dziejowe doświadczenia. Polska nie tylko wróciła na mapę Europy od 1918 roku. Polacy również przyłożyli rękę do uwolnienia się Europy od dwóch okrutnych systemów nieludzkiego totalitaryzmu tak, że otwiera się przed narodami naszego kontynentu możliwość budowania wspólnego domu (Warszawa, 10 czerwca 1991).

Gorzka niewdzięczność

Powyższe słowa padły na zakończenie papieskiej pielgrzymki. A na jej początku święty Jan Paweł II złożył hołd wszystkim Synom i Córkom naszej Ojczyzny, którzy dla tej wielkiej sprawy nie szczędzili siebie. Trzeba by otworzyć wielką księgę dziejów, poczynając od 1 września 1939 roku, aby Ich wszystkich tutaj przywołać. To księga pamięci, która się nie przedawnia. Zapis heroizmu. Dziedzictwo niezniszczalne (Koszalin, 1 czerwca 1991).

Słowa te mogą służyć za niedołączoną nigdy preambułę do Ustawy Zasadniczej III RP, do konstytucji napisanej i uchwalonej w roku 1997 pod dyktando tych, którzy – najgrzeczniej rzecz ujmując – uważali, że papież przesadza. Dlatego fundamenty ustrojowe III RP budowano bez invocatio Dei, a tym samym bez wdzięczności wobec Pana dziejów za odzyskaną wolność.

Trudno w ten sposób stworzyć trwałą konstrukcję. Jeśli nie zmartwychwstaliśmy, a jedynie dokonaliśmy „udanej transformacji” – to nie tylko zamieniamy semantykę, ale ponieważ wszystko zaczyna się od słowa, zamiana ta ma daleko idące konsekwencje kulturowe i polityczne. A cóż dopiero powiedzieć o odrzuceniu przez głoszące hasło „powrotu do Europy” elity niewdzięcznej III RP papieskiego nauczania, że Sprawcą ducha europejskiego jest Jezus Chrystus.

Sprawca ducha europejskiego, jako sprawca tej wolności, która w Nim ma swój zbawczy korzeń – przypominał święty Jan Paweł II – został wzięty w nawias i zaczęła się tworzyć nowa mentalność europejska, którą można krótko wyrazić w takim zdaniu: myślmy tak, żyjmy tak, jakby Bóg nie istniał (Warszawa, 10 czerwca 1991).

Test bycia sobą

Trzydzieści lat to okres jednego pokolenia. Od tego czasu wyrosło już całkiem nowe. Niektórzy szturmują polskie kościoły, by tam zademonstrować swój gwałtowny sprzeciw wobec solidarności integralnej z nienarodzonymi. Inni otaczają świątynie żywym murem i modlitwą.

W roku 1991 święty Jan Paweł II mówił do polskich biskupów (ale poniekąd i do każdego z nas we wspólnocie ludzi na serio wierzących w Chrystusa): Człowiek musi znaleźć w Kościele przestrzeń do obrony poniekąd przed sobą samym: przed złym użyciem własnej wolności, przed zmarnowaniem wielkiej historycznej szansy dla Narodu. O ile sytuacja dawniejsza zyskiwała Kościołowi ogólne uznanie (nawet ze strony osób i środowisk „laickich”) – to w sytuacji obecnej na takie uznanie w wielu wypadkach nie można liczyć. (…) jest rzeczą jasną, iż Chrystus zawsze będzie znakiem sprzeciwu. Ten sprzeciw jest dla Kościoła potwierdzeniem bycia sobą, bycia w prawdzie (Warszawa, 10 czerwca 1991).

Pytanie zasadnicze: jak bardzo potwierdzamy się w ten sposób dzisiaj? Jak bardzo potwierdzają się nasi pasterze? Czy liczą na jakieś „ogólne uznanie”, czy raczej wpatrują się w niezmienny znak sprzeciwu?

 

Grzegorz Kucharczyk – historyk myśli politycznej, profesor Instytutu Historii PAN, dziekan Wydziału Bezpieczeństwa i Administracji Akademii im. Jakuba z Paradyża w Gorzowie Wielkopolskim.

Artykuł został opublikowany w 79. numerze magazynu „Polonia Christiana”.

Kategorie
Aktualności

Polonia Christiana nr 79: Stąd wyjdzie iskra

Z Polski, którą Pan szczególnie umiłował, i którą pragnie wywyższyć w potędze i świętości, wyjdzie iskra, która przygotuje świat na ostateczne Jego przyjście – taką obietnicę złożył Jezus Chrystus polskiej zakonnicy. Ta zapowiedź naszego Zbawiciela stanowi temat główny najnowszego numeru magazynu „Polonia Christiana”.

Jego publicyści ciekawie a kompetentnie analizują rozmaite aspekty Bożego proroctwa w odniesieniu do naszej Ojczyzny oraz sposoby naszego udziału w zapowiedzianej przemianie. Bóg pragnie wywyższenia Polski – a słów na wiatr nie rzuca i czczych obietnic nie składa – jednak nie dokona tego wbrew Polakom.

Co więc powinniśmy robić?

SPIS TREŚCI NUMERU

 

EDYTORIAL

            2          Jerzy Wolak Pol – lol – ska…?

 

ŚWIAT

            3          Marcin Austyn Covid-19 przyspiesza Agendę 2030

            6          Marcin Jendrzejczak Winter is coming, czyli o złej zmianie na stanowisku prezydenta USA

 

POLSKA

             8        Bogdan Dobosz Tak nas widzą

            12        Krzysztof Gędłek Gen utracony?

            14        Andrzej Pilipiuk Żyć po swojemu

 

KOŚCIÓŁ

            16        Paweł Chmielewski Abu Zabi? Non praevalebit!

            19        Mateusz Ochman Raport o stanie wwwiary

 

GOSPODARKA

            21        Jakub Wozinski Niskoemisyjny skansen

 

ŚWIAT Z INNEJ STRONY

            24        Jerzy Zięty Płomienie

 

CYWILIZACJA

            28        Tomasz D. Kolanek To (nie) musiało się tak skończyć

            30        Agnieszka Stelmach  Co znaczy: koniec Dzikiego Zachodu w internecie?

 

WYCHOWANIE

            34        Kinga Wenklar Moda na słabość

            37        Bogna Białecka Wychowanie do zatracenia

            41        Tomasz A. Żak Dlaczego?

 

ORDO IURIS

            42        Jerzy Kwaśniewski Niemożliwe uczyńmy możliwym

 

TEMAT NUMERU: Stąd wyjdzie iskra

            45        Jerzy Wolak Z Polski wyjdzie iskra

            47        Sławomir Skiba Obudź się, Niniwo!

            49        Pozwólmy działać łasce  Rozmowa ze Sławomirem Olejniczakiem

            52        Adam Kowalik Nasze pięć minut

            54        x. Roman Kneblewski Czy powstanie jak Feniks z popiołów?

            56        Tomasz Cukiernik Jak zbudować w Polsce dobrobyt?

            58        Piotr Relich Historia, głupcze!

            60        Jakub Majewski Kto pokrzepi serca Polaków?

            63        Jacek Kowalski Wojna światów trwa

 

FELIETONY

            11        x. Roman Kneblewski Początek

            20        Bogusław Bajor Siła szaleństwa

            27        Krystian Kratiuk Jezu, ufamy Tobie?

            33        Piotr Doerre Pamięciobójstwo nie przejdzie

            44        Łukasz Karpiel Miara prawdziwej wielkości

            77        Valdis Grinsteins Gdy znika wiara w Boga

 

NASZE DZIEDZICTWO

            66        Andrzej Solak Polska odsiecz Hellady

            70        Jacek Kowalski Bar wzięty

            74        Grzegorz Kucharczyk Zmarnowana szansa

 

KU BOGU W WIEKU NIEWIARY

            78        Grzegorz Górny Powrót syna marnotrawnego

 

PRAWDA, DOBRO, PIĘKNO

            80        Jan Gać  Mediolańska zaraza w Polsce

            84        Piotr Podlecki Szkoła gladiatorów

            87        Marcin Więckowski Tradycja dla współczesności

            90        Jerzy Wolak To zła kobieta była, póki się nie nawróciła

            91        Nowości wydawnicze

            92        Leonard Przybysz Ku niebu czy ku Niebu?

 

WOKÓŁ KUCHNI

            94        Dorota Matacz-Bajor O kurczę pieczone, kaczka!

 

KRZYŻOWIEC XX WIEKU

            96        Plinio Corrêa de Oliveira Kamienie wołają do nas

Kategorie
Aktualności

Polonia Christiana nr 78: Kościół musi walczyć

Każdy chrześcijanin z definicji jest żołnierzem, a Kościół walczący wcale nie odszedł w mrok niepamięci, lecz wciąż trwa na pierwszej linii zmagania o prawdę, dobro i piękno, czyli w ostateczności o zbawienie dusz. Trzeba więc odpowiedzieć sobie na pytanie, czy wybieramy kult świętego spokoju, czy kult świętego Jerzego, świętego Maurycego, Najświętszej Bożej Hetmanki żołnierza polskiego, a nade wszystko – kult naszego Pana Jezusa Chrystusa, który – nie zapominajmy – w chwili próby każe sprzedać płaszcz, a kupić miecz…

Do wojaczki wzywa nas wprost Pismo Święte. Czyż nie do bojowania podobny byt człowieka? (Hi 7,1) – pyta retorycznie Hiob, a Pan Jezus, jakby w odpowiedzi, przypomina: Nie przyszedłem przynieść pokoju, ale miecz (Mt 10, 34). Kropkę nad „i” stawia zaś w tym względzie święty Paweł słowami: Bierz udział w trudach i przeciwnościach jako dobry żołnierz Chrystusa Jezusa (2 Tm 2, 3).

Tym właśnie zagadnieniom poświęcony został w lwiej części najnowszy numer magazynu „Polonia Christiana” – pisma, które od lat stara się dostarczać chrześcijanom strawy intelektualno-duchowej, mającej im pomóc być dobrymi, skutecznymi i świadomymi żołnierzami Chrystusa Jezusa.

Czytajmy więc – i do boju!

SPIS TREŚCI NUMERU

 

EDYTORIAL

            2          Jerzy Wolak Baczność, żołnierze Chrystusa!

 

CZAS NIENORMALNOŚCI

            3          Krzysztof Warecki Epidemia kłamstwa

            6          Piotr Relich Długo wyczekiwany kryzys

            8          Agnieszka Stelmach Transhumrew 2.0

 

POLSKA

            12        Krzysztof Gędłek Ujawnione zamysły serc

            14        Andrzej Pilipiuk Pokolenie prawnuków

 

ŚWIAT

            16        Grzegorz Kucharczyk Katolik w Białym Domu?! Spokojnie, to tylko CINO…

            20        Jakub Majewski Trójkąt bliskowschodni

 

KOŚCIÓŁ

            24        Paweł Chmielewski Siódmy konsystorz Franciszka. Ku urawniłowce kolegium kardynalskiego

            27        Mateusz Ochman Raport o stanie wwwiary

            28        Raymond de Souza Skandal, nie beatyfikacja!

 

CYWILIZACJA

            30        Kinga Wenklar Katecheza bez Ducha

            34        Jan Bereza Pieniądze za nic

            37        Jakub Wozinski Imaginarium zaciśniętej pięści

 

ORDO IURIS

            40        Jerzy Kwaśniewski Nie damy się uciszyć i wyeliminować!

 

TEMAT NUMERU: Kościół musi walczyć!

            44        ks. Roman A. Kneblewski Do szabel, bracia!

            46        o. Wawrzyniec M. Waszkiewicz Pielgrzymuje – ale walcząc!

            48        Sławomir Skiba Jak ciepły barszczyk…

            50        Nie wolno ogłaszać kapitulacji! Rozmowa z Pawłem Lisickim

            53        Bogna Białecka Jak wychować wojownika?

            55        Naszym zadaniem jest walka o zbawienie Rozmowa z ks. Marcinem Kostką FSSP

            58        Stańmy murem! Rozmowa z Robertem Bąkiewiczem

            60        Tomasz A. Żak Piękne wzory

 

FELIETONY

            19        Piotr Doerre System Wszystkowiedzący

            23        Bogusław Bajor Czy to chrystocentryzm?

            33        Valdis Grinsteins Rzeki, zdrowy rozsądek i panteizm

            36        Krystian Kratiuk Ojciec, belka i głupia sprawa

            42        Łukasz Karpiel Nie żałuj, żebyś nie żałował

 

HISTORIA

            62        Andrzej Solak Rewolucja kanibali

            65        Marcin Więckowski Zapomniana przyczyna

 

KU BOGU W WIEKU NIEWIARY

            68        Grzegorz Górny Wyrwany z otchłani

 

NASZE DZIEDZICTWO

            70        Jacek Kowalski Król, poeta, rycerz Boży

            74        Tomasz Cukiernik Kawałek utraconego dziedzictwa

            77        Sławomir Piekarski Polski wkład w światowe pszczelarstwo

 

PRAWDA, DOBRO, PIĘKNO

            80        Chrystian Ślusarczyk Przykład płynie z Rumunii

            82        Tomasz A. Żak Bajka czy nie bajka?

            85        Jerzy Wolak Geniusz zapomniany

            88        Jan Gać Sztuka teologii

            91        Leonard Przybysz Umiłowanie ubogich i przepych

 

WOKÓŁ KUCHNI

            94        Dorota Matacz-Bajor Co w sercu, to na talerzu

 

KRZYŻOWIEC XX WIEKU

            96        Plinio Corrêa de Oliveira Dogmat kontrrewolucyjny

Kategorie
Środowiska-zwyczaje-cywilizacja

Grzegorz Kucharczyk: Trwoga, co odwodzi od Boga

Prymas Wyszyński mówił, że największymi wrogami Ojczyzny, Narodu i państwa są tchórze. Największymi sprzymierzeńcami władzy są milczący obywatele, którzy nie mają odwagi powiedzieć wprost: „Nie godzi się wam tego czynić!”. Ale tchórze są również śmiertelnym zagrożeniem dla Kościoła.

Czy kardynał Stefan Wyszyński pozamykałby kościoły?

Uwięziony przez komunistów Stefan kardynał Wyszyński zanotował w Zapiskach więziennych taką refleksję: Największym brakiem apostoła jest lęk. Bo on budzi nieufność do potęgi Mistrza, ściska serce i kurczy gardło. Apostoł już nie wyznaje. Czyż jest jeszcze apostołem? Uczniowie, którzy opuścili Mistrza, już Go nie wyznawali. Dodali odwagi oprawcom. Każdy, kto milknie wobec nieprzyjaciół sprawy, rozzuchwala ich. Lęk apostoła jest pierwszym sprzymierzeńcem nieprzyjaciół sprawy. „Zmusić do milczenia przez lęk” – to pierwsze zadanie strategii bezbożniczej. (…) Milczenie tylko wtedy ma swoją apostolską wymowę, gdy nie odwracam oblicza swego od bijących. Tak czynił milczący Chrystus. Ale w tym znaku okazał swoje męstwo. Chrystus nie dał się sterroryzować ludziom. Gdy wyszedł na spotkanie hałastry, odważnie powiedział: „Jam jest”.

Te słowa Sługi Bożego, a zwłaszcza dramatyczne pytanie, czy apostoł-tchórz jest jeszcze apostołem, nasuwają się, gdy obserwujemy zachowanie biskupów w różnych częściach świata (Włochy, Meksyk). Na wieść o rozprzestrzenianiu się epidemii koronawirusa bez większego szemrania wykonali oni „zalecenia” władz świeckich i pozamykali kościoły, zakazując de facto wiernym dostępu do sakramentów na czele z Eucharystią – źródłem i zarazem szczytem całego życia chrześcijańskiego (Lumen gentium, 11).

Posłuszeństwem wobec władz państwowych wykazali się również polscy biskupi. Najpierw usłyszeliśmy, że będzie więcej Mszy Świętych, potem przyszła dyspensa od uczestnictwa w niedzielnej Eucharystii i akceptacja wyznaczonego przez państwo limitu pięćdziesięciu wiernych na Mszy Świętej, na koniec zaś zgoda na obniżenie dozwolonej liczby wiernych w kościele do pięciu.

Jak widać, przytoczone powyżej słowa Soboru Watykańskiego II niespecjalnie wzięli sobie do serca hierarchowie, którzy z pewnością jak jeden mąż określiliby się mianem „dzieci soboru” – tego jednego, jedynego, Watykańskiego II.

Zalęknieni następcy apostołów, zamykając na głucho świątynie, pokazali w praktyce, jak pojmują istotę Kościoła otwartego, Kościoła ubogiego dla ubogich, Kościoła, którego pasterze mają pachnąć owieczkami, wreszcie Kościoła-lazaretu, gdzie opatruje się rannych, a nie potępia ich. Następcy apostołów, którzy w czasie burzy na Jeziorze Galilejskim odruchowo zwrócili się do śpiącego Mistrza z wołaniem o pomoc, dzisiaj Go już nie dostrzegają i raczej zdają się słuchać komunikatów dochodzących z innych łodzi: Lepiej Go nie budźcie! W tych warunkach nawet On nie da rady. Róbcie, co my wam każemy.

W dobie, gdy coraz popularniejsze są Msze Święte o uzdrowienie (zwłaszcza w tak zwanych grupach charyzmatycznych), nagle okazuje się, że kontakt z Ciałem Chrystusa może być śmiertelnym zagrożeniem. Najwyraźniej zalęknieni następcy apostołów nie doczytali na kartach Ewangelii, że Pan Jezus nigdy nie zarażał, ale uzdrawiał – nie tylko na duszy, ale i na ciele.

Judasz, czyli niewierzący apostoł

Pytanie zasadnicze brzmi, czy zalęknieni następcy apostołów wierzą na serio w realną obecność Chrystusa pod postaciami chleba i wina. Bo jeśli wierzą tylko na niby, to potwierdzają diagnozę kardynała Roberta Saraha, który w swojej książce Wieczór się zbliża stwierdził, że z murów Kościoła sączy się tajemnica zdrady. (…) Od dawna przeżywamy tajemnicę Judasza. To, co teraz wychodzi na światło dzienne, ma głębokie przyczyny, które trzeba jasno i odważnie napiętnować. Kryzys przeżywany przez duchowieństwo, Kościół i świat jest radykalnie kryzysem duchowym, kryzysem wiary. Przeżywamy tajemnicę nieprawości, tajemnicę zdrady, tajemnicę Judasza.

Na czym polegał upadek Judasza? Nie na zdradzie Mistrza. Ta była przejawem upadku wiary apostoła we wszechmoc i miłosierdzie Boże. Jak mówią ojcowie Kościoła, zdrada zrodziła się w sercu Judasza, gdy zwątpił w Chrystusową naukę o Eucharystii, zapisaną w szóstym rozdziale Ewangelii świętego Jana. Wtedy – jak zanotował Ewangelista – wielu uczniów (J 6, 66) odeszło od Pana. Judasz – prototyp współczesnych modernistów – pozostał, ale już nie wierzył. Nie wierzył ani we wszechmoc Bożą, która jest w stanie zamienić chleb w Ciało, ani w miłosierdzie Boże, dlatego uległ rozpaczy i powiesił się. Rozpacz to skrajna postać niewiary. Judasz widział w Jezusie tylko człowieka i dlatego nie był w stanie uwierzyć, by ten człowiek (tylko człowiek) mógł mu wybaczyć zbrodnię zdrady. Po ludzku to niemożliwe.

Przed kim drżą zalęknieni apostołowie?

Zamknięcie kościołów i zakaz Mszy Świętych w obliczu zarazy to właśnie tajemnica Judasza. Jak wyjaśnia kardynał Sarah, jest ona wyrafinowaną trucizną. Diabeł usiłuje sprawić, byśmy zwątpili w Kościół, który jest przedłużeniem Chrystusa. Prefekt kongregacji kultu Bożego i dyscypliny sakramentów ostrzega: My, biskupi, powinniśmy drżeć na myśl o naszym karygodnym milczeniu, o naszym milczeniu, które czyni nas współwinnymi, o naszym milczeniu, które chce przypodobać się światu.

Obserwując zachowanie włoskich biskupów, trudno się pozbyć wrażenia, że raczej żaden z nich specjalnego drżenia nie odczuwa. A jeśli już, to raczej przed urzędnikami państwowymi, którzy nakazują zamykanie świątyń. Lękliwi następcy apostołów nie znają, co to autonomia państwa i Kościoła i bez oporu redukują Kościół, którego mają być pasterzami, do jednej z agend państwa włoskiego. Złamani na duchu zachowują się jak tak zwani zaprzysiężeni księża w dobie rewolucji francuskiej, to znaczy ci, którzy zgodzili się zaprzysiąc przestrzeganie „konstytucji cywilnej kleru” z 1790 roku. Gdy przyszła kolejna „mądrość etapu” w postaci całkowitego zakazu chrześcijańskiego kultu we Francji (1793), także i to zaakceptowali bez większego oporu.

Jeśli by się dobrze zastanowić, to po raz ostatni do tak masowego zamykania katolickich kościołów w północnej Italii doszło w V i VI wieku po Chrystusie, gdy na Półwyspie Apenińskim panowali ariańscy Ostrogoci. Nawet wkroczenie do Lombardii w roku 1796 republikańskiej armii francuskiej dowodzonej przez generała Napoleona Bonaparte czy realizowany w połowie dziewiętnastego wieku przez miejscowych liberałów piemoncki Kulturkampf, nie pociągnęły za sobą tak drastycznego ograniczenia katolickiego kultu. Co potrafi tajemnica Judasza!

Obostrzenia i zamknięte kościoły – powrót do „ciemnych wieków”

Warto zwrócić uwagę, że zalęknieni następcy apostołów nie tylko w Italii ochoczo występują w roli potulnych wykonawców zarządzeń państwowych. Wcześniej z analogicznym fenomenem mieliśmy do czynienia w przypadku podążającego szeroką, synodalną drogą ku przepaści Kościoła niemieckiego. Tam ważni hierarchowie żyrowali uprawianą przez kanclerz Merkel Willkommenspolitik wobec napływających setek tysięcy imigrantów. Gdy trzeba było, krytykowano wszystkich, którzy wyrażali wątpliwości, co do zasadności, z punktu widzenia elementarnego bezpieczeństwa, niekontrolowanego wpuszczania takich mas ludzi na obszar Niemiec. No, ale kryzys wiary pociąga za sobą kryzys rozumu.

Tak też należy tłumaczyć zgodę niemieckich biskupów, by nie prowadzić wśród muzułmańskich imigrantów działalności ewangelizacyjnej. Zgodnie bowiem z enuncjacjami ważnych urzędników zarówno na poziomie federalnym, jak i landowym, coś takiego mogłoby doprowadzić do niepotrzebnych napięć i konfliktów religijnych. Takich rzeczy nie trzeba było dwa razy powtarzać kardynałowi Reinhardowi Marxowi, metropolicie Monachium i Fryzyngi (do niedawna przewodniczącemu Konferencji Episkopatu Niemiec), który w roku 2016, przebywając w Jerozolimie na Wzgórzu Świątynnym, w trosce o wrażliwość religijną muzułmańskich gospodarzy zdjął swój krzyż napierśny.

Cofamy się więc do czasów sprzed gregoriańskiej odnowy Kościoła (XI–XII wiek), gdy Kościół in capita et in membra był podporządkowany władzy świeckiej, gdy wśród duchowieństwa szerzyły się rozmaite dewiacje (dość poczytać pisma doktora Kościoła, świętego Piotra Damianiego). Droga odnowy szła przez męstwo, na które – jak uczy święty Tomasz z Akwinu – składa się akt wytrwania (jak kluniackich mnichów cierpliwie budujących swoją kongregację) i akt natarcia (jak w przypadku niezłomnej postawy świętego papieża Grzegorza VII, który nie ugiął się przed cesarzem).

Nie całować klamki rządzących!

Na koniec jeszcze raz słowa Sługi Bożego, prymasa Polski kardynała Stefana Wyszyńskiego ze szczególną dedykacją dla tak dzisiaj wielu zalęknionych następców apostołów: I nam też, najmilsi, każdemu biskupowi zależy na tym, aby był jak najbardziej wyrazisty, jasny, żeby światłość jego świeciła przed ludźmi, abyście mogli mieć zaufanie do waszego biskupa, że was w błąd nie wprowadzi, że nie będzie was uczył takiej nauki, której nie chcecie przyjąć, że będzie wam mówił prawdę Bożą i głosił wam Ewangelię, nie tak jak mu się wydaje, ale jak Chrystus, jak Kościół powszechny naucza. Dlatego biskup musi być wyrazisty, czytelny dla swoich owieczek. Nie może zamazać stylu swojego postępowania. Chociaż niekiedy chcą od niego, by się kłaniać, nie może iść do Canossy, nie może całować klamki rządców i władców, chociaż oni tego bardzo niekiedy pragną – dlatego, że biskup jest widocznym znakiem religijnej, nadprzyrodzonej jedności diecezji (22 marca 1965).

Grzegorz Kucharczyk – historyk myśli politycznej, profesor Instytutu Historii PAN, wykładowca w Akademii im. Jakuba z Paradyża w Gorzowie Wlkp, gdzie jest dziekanem Wydziału Bezpieczeństwa i Administracji.

 

Artykuł został opublikowany w 74. numerze magazynu „Polonia Christiana”.

 

Przeczytaj także: Prof. Jacek Bartyzel o zemście polityczno-religijnej w Hiszpanii